środa, 5 grudnia 2012

2.142

Silnego się przekonuje do wzięcia leku łagodną perswazją. Cierpliwym taś taś, podejdź tu, Silny, otwórz buzię, zamknij oczy.
Am.
Silny odpala wtedy petardę i gna po przekątnej, po najdłuższej prostej - przed siebie.
- Nieee!!! Mama!!!
Jakby go odzierali.
Starsze nielaty już po prostu biorą lekarstwa – uff – kiedy to wymagane. A Silny czmycha. Bierze nogi za pas. Znika. Ulatnia się.
- Pierożku na kopytkach, - słodzę. – bączusiu, chodź no tu do mamy! Mikołaj patrzy!
Próżny trud.
Niech sobie patrzy, kto chce, Mikołaj, armia Mikołajów ze wszystkimi reniferami Finlandii.
- Tego nie! – odkrzykuje Silny z dalekiego kąta. - 
O-HI-DA!
Kiedy starsze nielaty były małe skutkowała – bywało - przemoc i ramię jak imadło, które przytrzymywało delikwenta a drugie ramię aplikowało lekarstwo.
A Silny nie.
Silny na przemoc - rzyg i wrzask.
- Kró-licz-ku, - zagajam – antybiotyk czeka. Kici kici.
Hau hau.
Silny w końcu podchodzi z ociąganiem. Niemal nie otwiera buzi.
Tsssyt.
Łyk.
Pa.

Za 12 godzin kolejny akt.

Znowu odbieram zdrapki dla stałej klientki u pediatry.
(tudzież mentalne zadrapania)




***

Bez skrobania marchwi nie ma u nas 5 grudnia, pamiętacie?




23 komentarze:

  1. pamiętam, pamiętam! czekałam na ten wpis :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. => Olga: zauważyłaś, jak koszmarnie kurczą mi się meble i obniża blat? jak w Alicji z Krainy Czarów :)

      Usuń
    2. a to nie przeprowadzasz się cały czas? ;)
      serio, gdyby nie pojawiło się tu zdjęcie ze skrobania marchewki, Mikołajki zostałyby odwołane!

      Usuń
  2. pamiętamy - z Twojego bloga, choć u mnie w domu nigdy się tego nie robiło:-( trzymam kciuki za łapanki Silnego!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. => Melchiza: byle do końca opakowania lekarstwa :)

      Usuń
  3. Przeczytałam pochrupując ślicznie oskrobaną marchewkę.
    z pozdrowieniami. renifer ;))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. => drobneprzyjemnosci: o! lecę chrupać moje
      sześć moich :)
      i pakować prezenty


      Mikołajka :)

      Usuń
  4. Ach, przynajmniej w kraju antybiotykowej anarchii masz opcje raz na dwanascie godzin. Ilez bym dala... :-) Gdyz u nas na sam widok rzyg zmyslnie sterowany, a wszelkie proby przemycenia lekow w produktach spozywczych koncza sie calkowita utrata zaufania i konsumpcja produktow otworzonych w obecnosci konsumenta :-)

    OdpowiedzUsuń
  5. No ja już zagryzłam piernika, mleko wlałam z powrotem do kartonu, na deser czekają oskrobane-jeszcze nie obeschnięte marchewki. No i jeszcze trzeba pozawijać w te sreberka :-)
    Silnego zdrowia dla Silnego!:-)

    OdpowiedzUsuń
  6. No ja już zagryzłam piernika, mleko wlałam z powrotem do kartonu, na deser czekają oskrobane-jeszcze nie obeschnięte marchewki. No i jeszcze trzeba pozawijać w te sreberka :-)
    Silnego zdrowia dla Silnego!:-)

    OdpowiedzUsuń
  7. oczywiście, że pamiętamy, też tak robimy:) zdrówka dla Silnego:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Kurka, ja zapomniałam zapakować i dopiero przed chwilą, na szybko. (najnowszy Grzędowicz, Katarzyna Wielka, Nesbo - dla dzieci!)

    U nas zawsze z lekarstwami były historie. Z 15 lat temu były syropy pałerrendżersowe, im gorszy, tym dla lepszego wojownika. Ostatnio stosowałam metodę na strażaka (nasz sąsiad): Synku, pan Andrzej codziennie rano pije ten niedobry syrop, bo on daje siłę do gaszenia pożarów! O widzę jak się w domu swoim przeciąga i woła: żono, podaj mi mój niedobry syrop, bo dziecko sąsiadów chyba też go właśnie pije... A gorzkiego Eurespalu, to nigdy nie daję do końca, bo jest taki wstrętny, że błe. Trzy dni góra. Inna sprawa, że po nim wszystkie inne syropy smakują.

    OdpowiedzUsuń
  9. No jest jazda:) Ale niektórzy muszą takie podchody uskuteczniać w temacie jedzenia (widziałam na własne oczy!). I to dopiero jest walka:)
    Kiedy Młoda poszła do przedszkola, obkleiła całą ścianę nad łóżkiem naklejkami, takim była "dzielnym pacjentem"..
    Dużo zdrówka dla Silnego i reszty Rodzinki:)

    OdpowiedzUsuń
  10. No to ja mam w domu parkę lekomanów: o, hulaaa, sylopek! Najpaskudniejsze antybiotyki, takie, że podającemu od zapachu sztucznej truskawki robi się niedobrze, łykają jak gęś gałki - czasem się tylko lekko krzywiąc. Mutanty.
    Może by im łososia (z nieznanych mi powodów znienawidzonego) podawać jako lekarstwo?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. taką samą miałam refleksję - "mam małą lekomankę" - 16 miesięcy życia, radość w oczach na widok rozkruszonego antybiotyku z wodą na łyżeczce ( bez cukru ;-)), pulneo ohydne, że hej, łyżeczka na 2 razy rączki rozłożone i "ni ma", nie mówiąc już o płaczu z powodu odmowy podania dodatkowej dawki nurofenu... :-) ciekawe, czy to mija.. :-) paula.

      Usuń
  11. Zazwyczaj, czytając Twoje wpisy, tęsknię z nostalgią za szczeniackim wiekiem mojego potomstwa. Dzisiaj odwrotnie - cieszę się, że już nie rzygają na sam widok lekarstwa.
    Superowatego dnia Mikolajkowego :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Na Juniora nie działały prośby, groźby ani perspektywa zastrzyków. Nie było rady i trzeba było prosić zaprzyjaźnioną panią pielęgniarkę o przybycie wraz z atrybutami jej profesji czyli przenośnym autoklawem i strzykawkami, które nawet na dorosłych robiły wrażenie. Junior trzymał się dzielnie do momentu dzwonka u drzwi. Wtedy wykorzystując chwilę naszej nieuwagi zapadł się pod ziemię. Znalazł się w trzydrzwiowej szafie moich rodziców między karakułami po babci i paltem dziadka. Wywabiła go stamtąd pani pielęgniarka która w nie jednym domu dawała dzieciom zastrzyki i miała zawsze przy sobie czekoladowe cukierki na otarcie łez lub skłonienie do obnażenia pupy.

    OdpowiedzUsuń
  13. trudna sprawa podawanie leków.... pocieszające jest, że w koncu wyrośnie...

    OdpowiedzUsuń
  14. Ja też mam lekomanów ;)
    Młodsza nawet symuluje kaszel żeby po sprawiedliwości razem z bratem lekarstwo przyjąć.
    Nawet o tran walczą...

    OdpowiedzUsuń
  15. Jak by go odzierali z czego? Bardzo to mnie zaciekawiło.

    OdpowiedzUsuń
  16. Niesczęście, bo chorował. Na sczęście skutkowało, gdy mówiłam malutkiemu: Słuchaj, będzie bardzo niedobre, bardzo, ale szybko mozna przełknąć, a potem ..... będziesz zdrowszy.
    Połykał. Dzielny był.
    Wy też chorujecie? Zdrowia dla całej gromadki!

    OdpowiedzUsuń
  17. Z moich dzieci zrobiłam lekomanów, dając im coś na zagryzkę po wypiciu syropu,czasem kawałek bułki, a czasem pół kostki czekolady. Może ta metoda zadziała i Was.

    OdpowiedzUsuń
  18. Ja też miałam lekomankę (teraz 23-letnią).
    Uwielbiała np. rozkruszona Polopirynę S zmieszaną
    z wodą na łyżce i sama prosiła :
    "mama, daj mi polopirynkę na łyżeczce".

    OdpowiedzUsuń