wtorek, 4 grudnia 2012

2.141

Erna stoi przed lustrem ---
[o, bogowie, bogowie, jakże inaczej jest mieć synów, niż córkę]
--- wystawia prawe biodro w przód, lustruje. Później lewe – krytycznie i jedno, i drugie.
Marszczy czoło.
Zbliża twarz do tafli i odsuwa.
Nieledwie przeciera łokciem powierzchnię zdradliwego zwierciadła, żeby wyostrzyć obraz, taka jest niezadowolona.
- Mama, - mówi z wyrzutem. – coś jest nie w porządku w moim ciele …
Drętwieję.
- … że duże ciało, porządne, ale taka mała głowa!
Foch.
A jeszcze niedawno, wczoraj, jakieś mniej więcej sześć lat temu się odkrywała z zachwytem w odbiciach, tu dziewczynka i tam dziewczynka, obie bombowe.
A teraz każda jest licha. Erna wydyma usta.
- Aje może ciebie ujosnąć główka. – pociesza Silny i z impetem puszcza przez pokój samochodzik.
Ech, Silny, Silny, jakże ty nic nie rozumiesz.
Erna ma wieczór z głowy, nie pocieszą jej ryciny z podręczników medycznych, na nic moje trucie o nieuniknionej zmianie proporcji.




Im dalej, tym mniej wiem.
Wychowywanie oczywiście samo przychodzi i ma się je w chromosomach, ale im dalej, tym bardziej pod górę.
W ogóle, najmądrzejsza z macierzyństwa byłam przed pierwszą ciążą.
Że moje dziecko się nigdy nie rzuci z wściekłości na chodnik, nie wymusi wrzaskiem nawet jednej suchej kromki.
Że moją córkę zajmie rozwój duchowy, a nie brak korelacji między skarpetą a bluzką.
Tymczasem moją córkę zajmuje co rusz nowy, palący problem. Ta mnie popchnęła, tamta ze złości złamała mi ołówek, mamo czy powinnam w świetlicy rysować czy lepiej, żebym czytała książkę.
Większości z nich nie rozwiążę, bo sytuacje powstają i się kończą w szkole.
Mamo, brzydko wyglądam. Mama, czapka mi się lepi do buzi.
- Nie smaruj mnie tym kremem!!! MAAA-MOOO!!!
Dlaczego muszę wstawać? Nie idę dzisiaj do szkoły.
Mamo, cisną mnie rajstopy!
Mamo, o, o.

A przecież to tylko jeden wątek, a w zamian jedna narracja o działaniu świata spokojnym (nie jest spokojny ...), rzeczowym (wrr ...) tonem o siódmej nad ranem w ciemnościach, potykając się o klocki na podłodze i nie spakowany do tornistra piórnik.
Równolegle lecą jeszcze dwie.
- Mamo, mogę zagrać? Tylko pięć minut? Mamo, proszę.
- Mama, dzie jes mój chamochodzik???
- Zrobiłeś lekcje?
Cisza.
- Lekcje?
Cisza.
- DZIE JES MÓJ CHAMOCHODZIK???





Jestem zmęczona.





30 komentarzy:

  1. będąc Tobą sprzed pierwszej ciąży powiem Ci tak...
    rozumiem zmęczenie i współczuje, można się wkurwić jak nic.

    teatralna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. => teatralna: hihi :)
      głos z zaświatów :)))

      Usuń
  2. Łka moje serce;)
    Bo coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że powinnam była.
    Zapisywać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. => Ania M.: zapisywać, kiedy problemem było, że upadł w piasek smoczek?

      Usuń
    2. No, ale... przecież zapisujesz?

      Usuń
  3. Oj, straszysz nas, Zimno, straszysz. U nas jeszcze entuzjastyczna samoakceptacja i rano radosne podskoki do przedszkola. Chwilo, trwaj (choć i ten wiek - niespełna 5 lat - ma swoje udręki...).


    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. => Goldie: no co Ty, nie straszę :))))
      tak naprawdę jest różowo :)))))))))))))))))

      Usuń
  4. bylam najlepsza, najcierpliwsza, najdelikatniejsza i do tego bardzo madra matka zanim urodzilam swoje pierwsze dziecko. z przerazeniem patrzylam na dzieci swoich znajomych, bo przeciez moje nie beda takimi...potworkami.
    sa potworkami. ja nabralam pokory i wyrozumialosci. dla innych matek. czuje, ze jestesmy po tej samej stronie barykady.
    czesto nie mam juz sily i cierpliwosci tlumaczyc, prosic, dyskutowac, przekonywac, czekac, wnikac w sedno sporu, zeby potem go lagodzic, a ulamek chwili pozniej stac sie wrogiem nr 1 zjednoczonego frontu braterskiego.

    rozumiem Twoje zmeczenie.
    nie mamy tu nikogo, wiec dzieci nigdy nie znikaja na 1-2 dni u babci/ cioci/przyjaciolki.
    jesli masz szanse zostawic ich z kims, albo wyslac do kogos na 1-2 dni, to zrob to i odpocznij. dla siebie i dla nich.
    kiedy chlopcy byli mali (1,5-3 lata) a ja czulam, ze zaraz oszaleje i nie zniose ich ani sekundy dluzej (w tygodniu sama po 10-12 godzin dziennie)zostawialam ich czasem z Mezem na weekend i jechalam do znajomych, do Phoenix. pomagalo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. => ingrid: też byłam cierpliwa. i wyrozumiała. i morze spokoju.
      BYŁAM.
      ukh.

      Usuń
    2. boże... wczoraj miałam taki dzień że chciałam wyjść z domu i więcej do niego nie wrócić...
      i gdybym miała dokąd pójść to, słowo daję, zrobiłabym to.

      Usuń
    3. boże... wczoraj miałam taki dzień że chciałam wyjść z domu i więcej do niego nie wrócić...
      i gdybym miała dokąd pójść to, słowo daję, zrobiłabym to.

      Usuń
    4. => zimno: wiekszosc z nas BYLA. tylko bardzo nielicznym to zostaje na zawsze. tym ktorym to zostalo permanentnie przygladam sie z podejrzliwa ciekawoscia.
      i mam wrazenie, ze wraz z iloscia posiadanych dzieci maleje odsetek tych, ktorym to zostalo. ciekawe dlaczego?

      => EB: moim problemem dlugi czas bylo to, ze nie mialam dokad pojsc. bo w Ameryce nie przychodzi sie nawet do dobrej przyjaciolki na lampke wina o 20:00 bez uprzedniego umowienia sie 2 tyg. wczesniej :D
      czasem jechalam poznym wieczorem do Starbucksa na kawe/herbate poczytac ksiazke w samotnosci. udalo mi sie wyszarpac dla siebie soboty bez dzieci (wczesniej moj Maz uwazal, ze sobota czy niedziela to tak samo dobry dzien do pracy jak np. poniedzialek) i chodzilam po zakupy bez dzieci, na lunch, z czasem M. zaczal zabierac chlopakow na wycieczki, a ja spedzalam dzien sama w domu. i bylo mi cudownie.
      teraz juz nie potrzebuje tych sobot, bo oni chodza do przedszkola/szkoly, wiec moge zlapac oddech w tygodniu.
      mysle, ze trzeba dawac wyraznie znac ojcom dzieci, ze potrzebujemy oddechu. oni sie czesto tego nie domyslaja, bo przeciez "siedzenie w domu" w domu ze slodkim/i bobasem/ami to sama rozkosz, relaks i "wieczne wakacje" (slowa pewnej studentki, hahaha)

      Usuń
  5. Wczoraj skończyłam Cwaniary. Czyta się ze smakiem, rzeczywiście. Najbardziej wzruszył mnie szkic polskiej babci. Gęsia skóra przy opisach śmierci, bo bardzo prawdziwe. Uczucia i odczucia takie jak przy moich najbliższych mi umieraniach. I nie mogłam też wtedy nie myśleć o jednej dziewczynie... Martę Zabłocką kocham mimo posiadania trójki synów i męża, już od roku gdzieś. Najbardziej się bałam, że ta Halina urodzi podczas jakiejś bitki. Z ulgą przyjęłam wiadomość, że Broneczek przyszedł na świat w normalnych warunkach. Zakończenie takie sobie. No, ale przecież nie dało się żyli długo i szczęśliwie.

    Zimno, chciało by mi się powiedzieć: co ty wiesz o prawdziwych jazdach! Zobaczysz za 10 lat. Zamiast tego napiszę, ze miło jest patrzeć jak się po drugiej stronie ekranu kotłujecie w miłości i zwykłej codzienności. Siemano.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. => tilula: no właśnie ja coraz bardziej wiem, że nic nie wiem o jazdach. z każdym dniem mi rośnie świadomość, że najlepsze dopiero się szykuje ...


      i fajnie, że dzielimy zdanie, co do "Cwaniar" :)

      Usuń
  6. o tak, przed pierwszym dzieckiem miałam mnóstwo inteligentnych oraz pełnych wyższości koncepcji i wizji. po trzecim wizjonerstwo ustąpiło miejsca strategii jak przetrwać powodując najmniej strat- np jak przejść przez nerwowy kryzys środkowego nie eskalując konfliktu i nie tracąc zarazem wychowawczej twarzy. po trzecim straciłam cierpliwość ale wyostrzyłam- w samoobronie- zdolności kompromisu :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Zapomniałam jeszcze zaprosić Cię do rewizyty na moim niedawno powstałym blogu.
    www.scianawschodnia.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  8. Coś w tym jest, zimno, w tym skupianiu się na zmianie proporcji. Ostatnio mój pięcioletni siostrzeniec po badawczym przyglądaniu mi się przez kwadrans (tak, jestem jeszcze po TEJ stronie, ekhm, barykady) stwierdził: "Ciociu, ale na weseju to miałaś mniejszom głowe". Fakt, na weselu miałam spięte włosy.

    OdpowiedzUsuń
  9. Mam dwie córki - 28 i 10.
    Też myślałam .... :)
    Ale nie jest źle. Może nawet jest dobrze. Jest najlepiej, jak mogłyśmy.
    Pozdrowienia!

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja mam raptem dwójkę, no ale.
    Przed pierwszą ciążą - ach i och, wszędzie wokół bachory, moje takie nie będą, a w życiu - życie szybko zweryfikowało to i owo;) Z dwójką było fajnie dopóki młodsze bezgranicznie wpatrzone w starsze słuchało i robiło, co owo starsze chciało. No ale niestety, stan ten bezpowrotnie minął i teraz mamy mamoooo, bo ona tooooo, mamoooo a on tamtooooo i tak milion razy dziennie. Wiem, będzie gorzej. Ale żeby chociaż nie było tak ciemno;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Oj, ja tez rozumiem to zmeczenie. Jest ono czesciowo za mna, zostalo tylko jedno male do wyprowadzenia na ludzi. I wiesz, rozlewa mi sie ogromne cieplo po sercu jak patrze na bardziej zaawansowana wiekowo dwojke, ktora juz samam ogarnia te prace domowe, nauke, jeszcze nie zycie, ale jest na dbrej drodze. Jesli cale to wychowanie, trudne jak cholera, przynosi taki efekt, to to jest najwspanialsze uczucie na swiecie. Jestem pewna, ze bedziesz miala kiedys to cieplo na sercu :)

    OdpowiedzUsuń
  12. U mnie dwójka na stanie, choć rozrzut niemały.
    I przyznać muszę, że dopiero przy "nastu" problemy mnożą się i nawarstwiają do potęgi.
    Choć przy dobrych relacjach z dzieckiem szybko padają:) I ma swoje plusy ten wiek - jak każdy zresztą:)

    OdpowiedzUsuń
  13. A moja córka (pierwsza i jedyna- na razie) kończy dzisiaj 9 miesięcy a czasami chce mi się krzyczeć w świat: ratuuunku! Krótko przed porodem broniłam magisterki, na temat wczesnych relacji miedzy matką a dzieckiem w kontekście przyszłej regulacji emocji. Bożeee jaka byłam wtedy mądra, jaka świadoma czego chcę a czego nie chcę w kontekście Łucji. Teraz (zwłaszcza o poranku) żałuję, że nie jest starsza, żebym ją mogła czymś przekupić ;) matka psycholog, matka psychol. Także cierpliwości wszystkim życzę i coby jednak radości nie stracić. pozdrawiam Zimno- ciepło, nadaja

    OdpowiedzUsuń
  14. Moja ma półtora roku i jest jedna .. a po 8 godzinach współpracy czasem mam ochotę wyjść i nie wracać, ale to tylko dzieci, nie ?

    OdpowiedzUsuń
  15. Jeśli czujesz, że się musisz ratować przed wypaleniem się to zrób to koniecznie!

    Są różne możliwości, nie tylko oddanie dzieci na kilka dni do dziedków. Mi na przykład pomogło pójście do pracy na 8 godzin. Wciąż jestem zmęczona, bo przecież kiedy przychodzę z pracy musze natychmiast być dla rodziny, ale przynajmniej mniej mam ochote uciec i nie wrócić :)

    Znam to zmęczenie o którym piszesz (miałam depresję poporodową) i naprawdę mocno Cię tulę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki :D to tylko tak czasem, jak w młodą wstępuje np młody alpinista a ja się siwa robię, bo ten gnom czeka aż się odwrócę i dopiero włazi tam gdzie zakazuję, ale spokojnie jak czuję, że się przepełnia to małżon ma dyżur a ja mam dzień wolny i już po 4 godzinach stęskniona wracam :D.

      Usuń
  16. Cwaniary faktycznie bdb, choć nie bez ale, natomiast "Dzidzia" już fatalna..

    OdpowiedzUsuń
  17. ja wiem, ja rozumiem, że jesteś zmęczona. choć tylko sobie wyobrazić mogę, jak jest z trójką... ale Zimno, do licha, gdzie jest zdjęcie z obieraniem marchewki?? :)))) czekałam na nie! :)))) pozdrawiam ciepło!

    OdpowiedzUsuń
  18. Szczęśliwie - chyba? - dla mnie moja Pierworodna już nie woła mamooo i rajstopki, ale mamooo, bo ja Go kocham,a dla Niego liczy się praca...co też nie zawsze jest łatwe. Pozostałe dwa bąki męczą też, ale praca czyni wolnym! hobby też pozwala się wyrwać z kieratu, czasem pomagają wakacje u babci:-)Dzielna jesteś i tak, podziwiam Cię, Matko Polko:-)

    OdpowiedzUsuń
  19. Ja mam jednego synka, a i tak czasem mam dosyć, to może za duże słowo. Zmęczona jednak jestem czasami. Na szczęscie bycie mama ma dwie strony. Jednak jak to w medalu, nie można zobaczyć ich obu na raz. Zawsze któraś jest na wierzchu.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń