wtorek, 17 maja 2011

1.989

Trupa „Salto Mortale” przedstawia:

- Mama, - pyta Erna. – a ja mam duże gajście?
- Garście?

Coś tam robię, w czymś dłubię, iluś tam innych nielatów zadaje mi ileś tam pytań. Padają komendy z rodzaju:
- Pomm!
- Pomożesz mi w angielskim?
- No wiesz
, - gestykuluje Erna. – takie gójki na jamionach.
Erna metaforycznie się wbija w obcisły, pasiasty trykot, szeroko rozstawia nogi, unosi ręce, zgina je w łokciach, napina. Czerwienieje. Odwraca głowę raz w lewo, raz w prawo i lustruje rezultat wysiłków.
- Biceps! – krzyczę.
Jest tyci. Tyni-mini.
- A napjawdę można mieć bicepsy?
- Można
. - mówię.
Erna napina ramię, zwalnia, znowu napina. Turkoczą werble, widownia wstrzymuje oddech, gdzieś w dali ryknęła stara lwica (tresura jest w programie cyrku tuż za popisem atletów), za kulisami kobieta z brodą i jej dwugłowe dziecko.
- Tata ma gajście a mi się nie jobią. – wzdycha Erna. – Trzeba być dojosłym do tego? Tata mówi, że trzeba … Erna nagle smutnieje, biceps jej więdnie. I mina.
- Mama, a mogę najpierw pograć a później odrobić? – nęka mnie Nowy Człowiek.
- Mamà! Tatà! Ojù! – Silny emituje sekwencje radosnych onomatopei.
- Mama, a czemu w bajkach jakieś postacie jak się budzą to tak jobią? – Erna odżyła i znowu eksponuje potężne umięśnienie.
- Przeciągają się po śnie. – mówię.

Trupa „Salto Mortale” nagradza mnie standing ovation.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza