sobota, 14 maja 2011

1.987

Witam serdecznie,
Trakiszki-Koncern Owocowo-Warzywny zaangażował się w sponsoring książki „Przypalone i Zjedzone”.
Z tej okazji chcielibyśmy wysłać do Pani egzemplarz poradnika wraz z produktami pomidorowymi marki. Po lekturze Pani bloga uważamy, że ta książka będzie fajną pozycją na Pani półce i być może znajdzie w niej Pani kolejne kulinarne inspiracje.*

W razie chęci otrzymania zestawu proszę napisać , w możliwie najkrótszym terminie, maila z informacją, na jaki adres skierować przesyłkę. Wraz z książką otrzyma Pani zestaw produktów Trakiszki oraz zaproszenie do konkursu organizowanego przez markę dla blogerek.

W przypadku dodatkowych pytań bardzo proszę o kontakt mailowy lub telefoniczny:



* moje własne operacje na czcionce i podkreśleniach

-----------------------------------------------------

Być może, jak sugerujecie, siedemdziesięciotrzyletni pan WR o gładkiej żonie nie istnieje.
Ten list to tak jaskrawy fake, że aż dźga w oczy, mówicie.
Naprawdę, nie natknęliście się w życiu na nikogo takiego, jak WR? Na żadnego posiadacza kształtnej kobietki, rasowej klaczy, trofeum, której powinnością jest wyglądać niekoniecznie natomiast myśleć?

-----------------------------------------------------


Witaj,
nazywam się Majka Powolna i reprezentuję firmę LUPIEZYK. W związku z naszą akcją dotyczącą kosmetyków LUPIEZYK Baby, chciałam zaprosić Cię do współpracy. Poszukujemy aktywnie blogujących mam, które chętnie dzielą się z innymi swoją wiedzą, wskazówkami i doświadczeniem. Organizujemy akcję, która wygląda w sposób następujący:

Otrzymasz od nas produkty z danego segmentu LUPIEZYK Baby (kąpiel, masaż, skóra sucha, przewijanie) i przez 7 kolejnych dni będziesz je testowała przy codziennej pielęgnacji swojego maluszka :-) Test uwieńczony byłby Twoją recenzją i materiałem foto lub video oraz Twoją poradą dotyczącą pielęgnacji. Za poświęcony nam czas otrzymałabyś miłe upominki ufundowane przez markę LUPIEZYK .

Czy zainteresowała Cię moja propozycja? Proszę o odpowiedź w ciągu dwóch dni, wtedy prześlę Ci szczegóły zaproszenia.


-----------------------------------------------------

Nie twierdzę i nie sugeruję, że wygląd nie ma znaczenia. Estetyka jest istotna, w miarę opiłowane paznokcie i czysta spódnica. Elementarne minimum kultury.
Podkreślam podwójną linią, wężykiem – estetyka się liczy, nie uroda. Na pierwszą miewa się w miarę wpływ, na pralkę, żelazko i prysznic. Na drugą – żadnego.
Twierdzę i upieram się natomiast, że podporządkowanie życia kształtowaniu ciała jest bzdurą. Po pierwsze dlatego, że ciało i tak nam umyka, kolagen i hormony nie przytrzymają się nikogo w nagrodę za zdyscyplinowane życie, na nic ofiary z najwymyślniejszych wyrzeczeń.

Uważam też, że to dość przykre, kiedy mężczyzna / mąż / partner / narzeczony / konkubent / kandydat postrzega kobietę głównie przez pryzmat jej wypukłości, gładkości, rozmiaru – excusez-moi le mot – stanika. Napięcia skóry na udach. Wysokiej pozycji w rankingach „która z nas najładniejsza”.




A o tym, że temat ma swój ciężar świadczy liczba reakcji, komentowaliście tak intensywnie, jak w dawnych czasach, jak w epoce blogowej świetności, która – uch! - już nie wróci, bo teraz rządzi fejs.

Właśnie, wszystko mija, nie chcę być gderliwym prorokiem, ale widzę w blożuniach wymierający segment. Sama się jeszcze tego trzymam, nielimitowanej długości wypowiedzi, w objętości sms’a nie umiem wiele zmieścić, ale to nawyki dinozaurzycy.

Trzymam się bloga i dostaję maile z „propozycjami współpracy”, zwykle intratnymi. Egzemplarz książki z gatunku chick lit w zamian za recenzję. Pikle w tomacie za zaprezentowanie czytelnikom bloga istotnej roli wytworów Trakiszek w życiu (kobiety/matki/żony/kuchty/blogerki). Mydło dla dzieci LUPIEZYK (jedna kostka, rozmiar promocyjny) za foto-video-komiks z panegirykiem ku czci producenta.

W czasie, kiedy blog był naprawdę popularny i żywy żaden producent / dystrybutor / przedstawiciel nie wpadł na taką strategię, ostatnio panuje epidemia.

Litości.
Nie po to tu dłubię od dziewięciu lat, żeby mi ktoś płynął na moim targecie. I to w zamian za puszkę konserwy [nie znaczy to, że za milion rupii pozwolę mu popłynąć. nie. chyba ;)))) ].
Apage, o, dystrybutorzy reklam!

-----------------------------------------------------

- A po któjej stjonie jamienia siedzi aniołek? – pyta Erna.
- To chyba – mówię. – zależy od człowieka.
[U mnie siedzi na prawym. - powie za jakiś czas Nowy Człowiek i się radośnie wykrzywi].
- A u mnie? – Erna się wspina na palce, wykręca szyję. – Po któjej siedzi?
- A jak czujesz?
– pytam.
Nie chcę się ładować w brutalnych koturnach w tak delikatną materię.
- Po tej jączce, - mówi Erna. Jest poważna. Ma ściągnięte rysy. – któją umiem jeść i jest silniejsza.
- A!
– uśmiecham się. – Więc po prawej! A dlaczego tak cię to interesuje, – indaguję. – co?
- Bo nie wiem niektójich rzeczy, - tłumaczy Erna. W dobrej wierze, solennie. – A jak się czegoś nie wie, to co się jobi? – głos Erny zawisa w wysokich rejestrach. Wibruje. – Się nie pyta?

Podchwytliwa, przyznaję, inteligentnie postawiona kwestia.




A u Was po której siedzi aniołek, Drodzy Czytelnicy?

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza