niedziela, 15 maja 2011

1.988

Aniołek siaduje zwykle po prawej, tak mówią statystyki, albo okrakiem.
I sprawuje swoją powinność.

-----------------------------------------------------


- … i na to kurtkę. – mówię. – Chustka na szyję.
Erna się krzywi.
Nowy Człowiek melancholijnie patrzy we wnętrza sandałów, szuka inspiracji a może potrzebuje dopingu (albo analizuje możliwości przejścia w jednej z gier LEGO, stawiam na analizę możliwości przejścia).
- Buty! – przypominam.
Nowy Człowiek się budzi z wolna, lewy but, prawy but. Przerwa. Już prawie wyszliśmy, niemal już nas tu nie ma, ale procedury przygotowawcze wciąż ciągną się niemiłosiernie.
Silny jest gotów. Zawsze pierwszy przy drzwiach, wyprężony jak struna przy futrynie.
Kiedy pytam:
- Kto idzie ze mną?
Silny natychmiast odpowiada:
- JA!
J A z samych wielkich liter, rodzynek pośród nielatów - od początku mowy mówi o sobie „ja” (na pytanie „jak masz na imię” odpowiada „Bobo”, jego „JA” jest takie niewątpliwe), więc pokrzykuje „ja!” i żarliwie się stuka palcem w pierś, wzmacnia komunikat.
- Chustka na szyję, czapka, Erno!
Bleee! Ernę wygina obrzydliwy grymas.
- Jest wiosna, - stęka. – swetej, kujtka i co jeszcze?
Bleee!!!
- Na cebulkę, - rzucam przez ramię, zapinam sprzączki Silnego. –
nie pamiętasz, że na cebulkę?
- To już nie jest żadna cebulka, -
prycha Erna. – to jest jakiś ziemniak!
Taki gjuby!


Wychodzimy ubrani na ziemniak(i), pięć pyr.
Wiosna znowu w recesji.






Uwielbiam ich takich, zuchwale patrzących w przyszłość
[tego, który akurat śpi w wózku też uwie---].


Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza