Popełniłam szowinistyczną gafę, przyznaję, pisząc w poprzednim kawałku o „męskich regułach gry” i „męskim podejściu do świata”, pejoratywny kontekst był aż nazbyt ewidentny, przepraszam.
Powinnam była rzecz jasna napisać, że mnie
uwierają reguły patriarchalnego świata. Ta zmiana jest w sumie nadal dość
kosmetyczna, wymiana przymiotników z „męski” na „patriarchalny”, ale –
powiedzmy - odzwierciedla fakt, że nie wszyscy mężczyźni cierpią na okołokorporacyjną
fiksację. Zatem – przepraszam.
Przepraszam ojców na ojcowskim. Ojców, tak
jak ojciec moich nielatów, prowadzących dzieci co rano do placówek edukacji,
ganiających za dziećmi to tu, to tam. Ojców wycierających dziecięce smarki. Łzy.
Ojców smarujących kanapki dla dzieci na drugie śniadanie.
W ogóle, mogłabym przeprosić wszystkich i
wszystkie i się publicznie pokajać, byle tylko „męska narracja” nieco zmieniła
fabułę. Amen.
Przy okazji muszę też zdementować. Albo
wyjaśnić. Otóż nie uważam Kongresu Kobiet za przestrzeń bezużytecznego
gdakania. Przeciwnie, jestem przekonana, że kobiety muszą gdakać, głośno,
zbiorowo i na wiele głosów. Najwyższy czas, żeby w przestrzeni publicznej
pojawił się wyrazisty, sensowny kobiecy dyskurs i to nie wyłącznie wokół
zagadnienia perfekcyjnego pucowania blatów, powiększania biustów, pomniejszania
zmarszczek albo wychowania małolatów. Moje rozczarowanie wiąże się wyłącznie z tym,
co Kongres Kobiet ma do zakomunikowania metaforycznymi ustami Konfederacji
Lewiatan.
A było tak.
Od wyjścia potruchtałam na lewo, a później
znowu na lewo, wzdłuż budynku WSNHiD. Jeden, dwa, trzy szybkie kroki w
gęstniejący wieczór, było tuż po czwartej, i w przenikliwy chłód. We wrześniu
się zaparłam i nadal nie wymieniam cienkiego prochowca na puchówkę, ciągle
walczę. Z jesienią ewoluującą w zimę i z klimatem mało umiarkowanym. Cztery,
pięć, sześć kroków i w oddali, u kresu pustego placu zarejestrowałam mur, betonowe
ogrodzenie od ściany budynku do parkanu z siatki.
No pasarán!, a po drugiej stronie
płotu porzuciłam rano śmieciarkę.
Pod budynkiem dwóch młodych gości z cateringu
paliło fajki. Dołożyłam mój parujący oddech do ich marlboro light.
- Panowie, - wydyszałam – którędy stąd na
parking?
Że w lewo, do świateł, a później znowu w
lewo, zaczął jeden z palaczy. Hektar drogi.
- Ale możemy podsadzić! – Zaproponował drugi.
Murek nie taki wysoki, fakt.
Dlaczego nie przeskoczyć by.
Przytomnie jednak oszacowałam raz-dwa możliwości
wąskich spodni, prochowczyka za kolano.
- Merci, - rzekłam – panowie, może następnym razem.
I zamiast w lewo, do świateł, pognałam w
prawo. Przed budynkiem, przed kolejnym, na ukos przez trawnik. Przez miękką
ziemię o zapachu butwiejącego listopada. Trawnik kończył się murem, stałam na
wysokości dachów samochodów poutykanych na parkingu dla kadry.
Odłożyłam na ziemię gruby segregator. I
torebkę. Rękawiczki. Mam nadzieję, że wczorajsza ciemność tuż po szesnastej i
mgła zanonimizowała moje nieporadne zsuwanie się po ścianie, tak żeby nie
uszkodzić tego stawu, co to mi go w zeszłym lipcu gipsowano.
Dotruchtałam do śmieciarki, odpaliłam.
Pognałam do przedszkola po najmłodszego nielata.
Drugi wielkopolski kongres kobiet miejmy
za oficjalnie odfajkowany.
A tu siedzę. Proszę bardzo.
To było dobre spotkanie.
Myślę, że mi będzie tu jeszcze
wielokrotnie wracać. Magdalena Środa mówiąca o szkole lwowsko-warszawskiej
(Ajdukiewicz i bracia) jako o metodologicznym modelu nowoczesnej edukacji, a
później o Jezusie, pierwszym genderyście. I radny Szynkowski, PIS, który się
schwycił na to dictum za głowę w geście ponad miarę teatralnym. Piotr Pacewicz,
który referował wyniki badań nad obecnością kobiet w mediach (niezbyt
krzepiące, między nami) i wyartykułował nośne zdanie, że problem z obecnością
kobiet w życiu publicznym się w istocie nie sprowadza do tego, żeby mężczyźni się
posunęli i zrobili miejsce naszym pięknym
paniom. O to też rzecz jasna chodzi, ale jeszcze bardziej o
przedefiniowanie świata. Cóż, kręci mnie przedefiniowanie świata.
A prof. Izabela Kowalczyk mnie literalnie rozpłakała
uwagą o wartości sprzątania. Mam wrażenie, że była jedyną, która otwarcie przebąknęła
o istotności kobiecej narracji. Mam wrażenie, że jest pewien problem z kobiecą
narracją, tą niepubliczną, „konserwatywną”, domową, pozornie nie wyzwoloną z
oków (wygląda na to, że to prawidłowa odmiana) patriarchatu. Z codziennością masy kobiet w tym kraju.
Wczoraj w trakcie paneli nie nic było o
matkach i ok. Macierzyństwo to tylko jeden z kobiecych wątków, zgadzam się. Głęboko
ubolewam za to, że wątek macierzyński się pojawił w warsztatach organizowanych
przez Konfederację Lewiatan.
Ale o tym, przy założeniu ryzyka zostania sromotnie
pozwaną, w następnym odcinku programu.
Dobranoc.
Dobranoc.
-----------------------------------------------------
PS. Jeszcze jedno. Ważne.
Przepraszam Elżbietę Korolczuk,
współautorkę zalinkowanego niżej tekstu o umatczynnieniu Polski za pominięcie,
wspomniałam wyłącznie o Agnieszce Graff.
Dzięki Elżbiecie, która skomentowała notkę
oto link do wstępu do książki „Pożegnanie z Matką Polką”: http://www.wuw.home.pl/ksiegarnia/dodatki/Pozegnanie_wstep.pdf
.
Arcyciekawy.
Rozbawiła mnie uwaga, iż jest potrzebny sensowny kobiecy dyskurs nie tyko na temat powiększania biustów i zmniejszania zmarszczek. Cóż zrobić, kiedy większość kobiet dyskutuje o tym, co je najbardziej interesuje, czyli o głupotach. Kobiety same nie wiedzą czego chcą, ale wojują o to zawzięcie od kilkuset lat - moja definicja feminizmu. Poważnie, czytam tego bloga już od dawna i nadal nie wiem o co toczy się ta wojna. Zaczęło się od wielkiego kłamstwa, na temat tego, że kobiety i mężczyźni co prawda różnią się fizycznie, ale na pewno nie psychicznie. Co nie jest prawdą. Nawet w najbardziej liberalnych krajach pod względem zrównania praw kobiet i mężczyzn widać rozwarstwienie w naukach ścisłych, stanowiskach kierowniczych itp. itd., a wy dalej, że Kopernik była kobietą. Macie ponad 50% głosów w każdych wyborach i to od bardzo bardzo dawna, skoro do tej pory nic z tymi głosami nie zrobiłyście to pora przyjąć do wiadomości smutną prawdę...
OdpowiedzUsuńTak jest! Te gdakające Środy et consortes! Przecież mamy psycholożki, ministry, architektki, niezależnie od tego, jak żałośnie to brzmi. I naprawdę nie trzeba być niewolnicą sprzątania, jeśli się tego nie lubi robić, ale żeby z tej racji kongresy powoływać?! Nie chcę sprzątać - zatrudniam sprzątaczkę, a nie organizuję kongres. Nie chcę gotować - zatrudniam kucharkę, a nie organizuję manifę. Nie chcę dziecka - panuję nad sytuacją, a nie domagam się ustaw pod hasłem " moja macica. . . etc " Kocham mężczyzn! Patriarchat górą :DDDDD
Usuń"Nie chcę gotować - zatrudniam kucharkę" - może lepiej kucharza? większość cenionych kucharzy to przecież mężczyźni, widać takie rozwarstwienie nawet w najbardziej liberalnych krajach..
Usuń"Nie chcę sprzątać - zatrudniam sprzątaczkę" - doskonałe rozwiązanie np. dla samotnej matki dzieci których ojciec nie płaci alimentów. albo dla małżeństwa z dwójką dzieci zarabiającego powiedzmy po 1800 zł. a nade wszystko dla tej pani, która sprząta u obcych ludzi, bo pomimo wykształcenia wyższego/zawodowego nie może znaleźć od dwóch lat innej pracy.
"Nie mają chleba - niech jedzą ciastka!"
"Nawet w najbardziej liberalnych krajach pod względem zrównania praw kobiet i mężczyzn widać rozwarstwienie w naukach ścisłych, stanowiskach kierowniczych itp. itd."
OdpowiedzUsuńNo masz całkowitą rację! Kobiety są po prostu z natury głupsze i to dlatego tak trudno o równowagę płciową na ważnych stanowiskach. No kurka, jakie to proste było! Feministki spocznij, rozejść się.
Hm, mam nieodparte wrażenie, że dokładnie takie głosy - wnioskując z ostatniego zdania powyższej wypowiedzi - jednak męskie, sumują się na arogancką - bo mającą swe źródło w poczuciu, a nawet jak widać powyżej w racjonalizowanym przekonaniu o totalnej wyższości - tradycję dyskryminacji kobiet.
monika
Zimno drogie,
OdpowiedzUsuńdziękuję :-) A za podaną wyżej "męską narrację" jest mi po prostu wstyd.
Nawet nie chce mi się jej szczegółowo komentować. Jak człowiek był młody i głupi (choć chyba nie aż tak), to wygłaszał różne niezbyt przemyślanie opinie o różnicach płci, feministkach itd. - trafił mi się jednak rozsądny kolega - ojciec córki, który wyprorokował mi zmądrzenie, jak się doczekam własnej. No, i się doczekałem.
Pozdrowienia