… patriarchat przerobił mnie natomiast w
innej mierze i już nie ma dla mnie ratunku, znikąd zbawienia.
Wracając więc do tekstu o ślicznie ułożonych nóziach – nie jestem w końcu bez winy. Lubię wysokie obcasy i nie
odegram tu komedii, że makijaż – o ile w ogóle! - nakładam w Sylwestra i we
własne imieniny.
… bo przecież nie wychodzę bez oka po pyry.
… a spróbujcie przejść w szpilkach przez
poznański Stary Rynek. Kto nie szedł, ten nie wie (i nie, żebym przez Rynek
chodziła co dzień do warzywnego).
Ale za każdym razem, kiedy drobię
kroczusie między szczerbatymi płytami chodnika, za każdym razem, kiedy
balansuję wąskim korkiem na nierównej krawędzi (omatko! lecę! lecę!), się pytam
do wewnątrz, że po co mi to było. Te
parę centymetrów w górę.
Ogólnie ponico.
Cóż, obcas musi wyginąć, jak wyginął
gorset, jak wyginęła turniura. Jak kapelusz z woalką na każde wyjście na
zewnątrz.
… ale mnie ta reforma szczęśliwie nie
obejmie.
I to są oczywiście bezsęsu banałki pisane około
północy, więc na półtrzeźwo.
A rzecz jest przecież poważna i mam ostatnio
potrzebę, żeby o tym mówić i żeby słuchać – o kobiecej cielesności postrzeganej
przez pryzmat ograniczeń.
Dlaczego wysokie obcasy? Dlaczego
modelujące gacie pod obcisłą sukienką?
Dlaczego złożone kolanka i buzia w ciup (a
usta koniecznie pociągnięte dobrą szminką)?
Do którego miejsca jest „ja tak chcę”, a
od którego się zaczyna, że „przecież nie wypada” (nie założyć stanika pod
sweter)?
Nie wypada, żeby znad paska wypłynęła
fałda. Nie wypada podłubać palcami (o niepomalowanych paznokciach) w
posiwiałych kosmykach.
Ładny list był tydzień temu w „Wysokich
Obcasach”.
[źródło: WO nr 49 (756)
z 7 grudnia 2013 r.]
Kiedy wypada się skazać na banicję?
Dlaczego zasady tej gry wiążą tylko
kobiety?
---------------------------------------
Jakiś czas temu wszystkie portale, które
otwieram zaćwierkały o „What's Your Excuse” matki trójki dzieci, Marii Kang.
Co masz na swoje usprawiedliwienie? Gdzie
płaski brzuch i umięśnione uda? Gdzie jest twój triceps?
Maria Kang go ma. Oraz kaloryfer na żebrach.
I jeden, dwa, trzech synów.
Proszę, można WYGLĄDAĆ, kiedy tylko się
chce.
Pasjonuje mnie tematyka potrójnego
macierzyństwa, więc się na kwadrans wciągnęłam w temat. Nawet mnie po polsku
ukłuło, że - wiecie. Po czym się migiem otrząsnęłam.
A gdyby tak „What's Your Excuse”, że nie
czytasz?
Co ostatnio przeczytałaś i dlaczego to
była instrukcja mieszania budyniu?
Czeko-lado-wego?
Co masz na swoje usprawiedliwienie, że
mentalnie drętwiejesz?
Że też nikt do tej pory w Ameryce na to
nie wpadł. Matka trójki dzieci na tle biblioteczki.
Matka trójki dzieci z e-bookiem w ręku,
drugą ręką trze marchew albo popycha kołyskę.
Matka trójki dzieci i karta stałego
klienta w księgarni/karta biblioteczna.
A ty? Dlaczego się gapisz w ten
beznadziejny serial? What's Your Excuse?
E?
O tempora, o mores, dlaczego tak się fiksujemy na tricepsie?
A na koniec, na raz dwa trzy googlamy matkę trójki dzieci:
… i dobranoc wszystkim.






