poniedziałek, 16 grudnia 2013

2.221 [O tricepsie]


… patriarchat przerobił mnie natomiast w innej mierze i już nie ma dla mnie ratunku, znikąd zbawienia.

Wracając więc do tekstu o ślicznie ułożonych nóziach – nie jestem w końcu bez winy. Lubię wysokie obcasy i nie odegram tu komedii, że makijaż – o ile w ogóle! - nakładam w Sylwestra i we własne imieniny.
… bo przecież nie wychodzę bez oka po pyry.
… a spróbujcie przejść w szpilkach przez poznański Stary Rynek. Kto nie szedł, ten nie wie (i nie, żebym przez Rynek chodziła co dzień do warzywnego).
Ale za każdym razem, kiedy drobię kroczusie między szczerbatymi płytami chodnika, za każdym razem, kiedy balansuję wąskim korkiem na nierównej krawędzi (omatko! lecę! lecę!), się pytam do wewnątrz, że po co mi to było. Te parę centymetrów w górę.

Ogólnie ponico.

Cóż, obcas musi wyginąć, jak wyginął gorset, jak wyginęła turniura. Jak kapelusz z woalką na każde wyjście na zewnątrz.


… ale mnie ta reforma szczęśliwie nie obejmie.



I to są oczywiście bezsęsu banałki pisane około północy, więc na półtrzeźwo.
A rzecz jest przecież poważna i mam ostatnio potrzebę, żeby o tym mówić i żeby słuchać – o kobiecej cielesności postrzeganej przez pryzmat ograniczeń.
Dlaczego wysokie obcasy? Dlaczego modelujące gacie pod obcisłą sukienką?
Dlaczego złożone kolanka i buzia w ciup (a usta koniecznie pociągnięte dobrą szminką)?
Do którego miejsca jest „ja tak chcę”, a od którego się zaczyna, że „przecież nie wypada” (nie założyć stanika pod sweter)?
Nie wypada, żeby znad paska wypłynęła fałda. Nie wypada podłubać palcami (o niepomalowanych paznokciach) w posiwiałych kosmykach.


Ładny list był tydzień temu w „Wysokich Obcasach”.

[źródło: WO nr 49 (756) z 7 grudnia 2013 r.]


Kiedy wypada się skazać na banicję?

Dlaczego zasady tej gry wiążą tylko kobiety?


---------------------------------------


Jakiś czas temu wszystkie portale, które otwieram zaćwierkały o „What's Your Excuse” matki trójki dzieci, Marii Kang.
Co masz na swoje usprawiedliwienie? Gdzie płaski brzuch i umięśnione uda? Gdzie jest twój triceps?
Maria Kang go ma. Oraz kaloryfer na żebrach. I jeden, dwa, trzech synów.
Proszę, można WYGLĄDAĆ, kiedy tylko się chce.

Pasjonuje mnie tematyka potrójnego macierzyństwa, więc się na kwadrans wciągnęłam w temat. Nawet mnie po polsku ukłuło, że - wiecie. Po czym się migiem otrząsnęłam.

A gdyby tak „What's Your Excuse”, że nie czytasz?
Co ostatnio przeczytałaś i dlaczego to była instrukcja mieszania budyniu?
Czeko-lado-wego?
Co masz na swoje usprawiedliwienie, że mentalnie drętwiejesz?
Że też nikt do tej pory w Ameryce na to nie wpadł. Matka trójki dzieci na tle biblioteczki.
Matka trójki dzieci z e-bookiem w ręku, drugą ręką trze marchew albo popycha kołyskę.
Matka trójki dzieci i karta stałego klienta w księgarni/karta biblioteczna.
A ty? Dlaczego się gapisz w ten beznadziejny serial? What's Your Excuse?
E?

O tempora, o mores, dlaczego tak się fiksujemy na tricepsie?


A na koniec, na raz dwa trzy googlamy matkę trójki dzieci:





… i dobranoc wszystkim.



31 komentarzy:

  1. Akurat triceps jest...eee...pod ręką, drogie zimno, a ten wałek brzuszny w polu widzenia. Cel, pal, ognia. Nawet z domu nie trzeba wychodzić, żeby znaleźć sobie kozła ofiarnego. Czytelnictwo zaś (czy też jego brak) to pojecie abstrakcyjne, które w oczy nie kole. A co z oczu....

    Brak stanika pod swetrem?
    Zależy, w którym kraju.
    W Teutonii hulaj dusza. Tutaj w drugą stronę:
    Regulacja brwi i brak zarostu podpasznego dziwią.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. => bebeluszek: cha! i mam cię, dżenderze!
      w Teutonii zarośnięta kobieca pacha a u nas nawet brew od linijki!

      (poza tym - oczywiście się zgadzam. czytelnictwo jest mało wymierną konkurencją niestety)

      Usuń
  2. Popłakałam się ze śmiechu przy googlanej matce z trójką dzieci, wiem, wiem, że to straszne, ale taki monty pyton trochę. Generalnie patologia zaczyna się, jak widać, jak masz trójkę...... Nie do końca, wszak legendarna już, niestety, matka Madzi, miała tylko ją. Ech....

    A jeśli o wygląd chodzi, to wczoraj poczytałam fragment rozmów z różnymi sławami naszymi o kobietach. Włala, rozmowa z Pasikowskim:
    (...)- Kobiety nie są fajne? (pyta autorka wywiadów)

    - Jedne są fajne, a inne nie. Tyle tylko, że dziewczęta są fajniejsze, i to jest problem kobiet. Z facetami jest odwrotnie, są bardziej interesujący od chłopców, tak więc kobiety mają pod górkę.(..)

    No i tyle, ciągle, kurde, pod górkę. Więc depiluj, przycinaj, chowaj, wypełniaj, farbuj, masuj. A potem i tak Ci powiedzą, że dzidzia piernik. Wrrrr........
    Też się tym męczę, chę być dziewczęciem..... Chyba w następnym wcieleniu.
    a.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. => a.: też czytałam te kawałki rozmów. matkobosko, co za seksizm ...

      Usuń
  3. Bo żadna przesada nie jest dobra.
    To zdanie pasuje (moim zdaniem) i do całego posta i do efektów googlania (chylę czoła wobec pomysłu). Czemu od razu mrozić te dzieci, jak rany? I po co komu aż trójka?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. => momarta: po co komu trójka w zamrażarce? niektóre miewają ich tam nawet więcej.

      Usuń
  4. wygooglane mnie absurdalnie!! i absolutnie rozśmieszyło jednak.

    i zastanawiam się (i wkurzam) od lat...ekhm dwudziestu, bez mała nad tym co tu wypisujesz. PODZIELAM TWOJE ... WSZYSTKO!! Bym polecała starą, dobrą i sprawdzoną grecką harmonię!! tadam!! bez przeginki w żadną stronę ale nie polecę, bo wtedy kobiety praw nie miały.


    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. => teatralna: nooo, jeszcze nie dwudziestu, ha ha :))))

      Usuń
  5. Niedawno widziałam na jakimś parkingu starszą panią nieufarbowaną. Oceniam ją na ok. 70 lat. Miała włosy obcięte na pazia, zaczesane na bok, lekkie fale. 100 % siwizny. Do tego czarne spodnie w kant, płaskie buty, jakiś żakiet. Była piękna. Idealnie piękna siedemdziesięciolatka. Aż chciałam jej zrobić zdjęcie ale mąż mnie ofuknął. Od tamtej pory przestałam się martwić, że osiwieję ;-))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. => ida27: ja też - ku pokrzepieniu serca - kolekcjonuję piękne, siwe, pomarszczone starsze panie.

      o:
      http://news.o.pl/2013/11/30/chwilami-zycie-bywa-znosne-wislawa-rez-katarzyna-kolenda-zaleska-kamienica-szolayskich-krakow/wislawa-szymborska-fot-michal-rusinek-2013-11-30/

      Usuń
  6. no to mam trzy wyjścia: zamrozić dzieci, zabić dzieci albo zabić męża (coby zostać samotną). :)
    faceci mają gorzej- nie mają wyboru czy pójść w szpilkach czy w mokasynach, nawet jakby się uparli że zniosą niewygodę.
    zapuszczonym facetom też się dostaje, ale zadbany często podpada od razu pod krytykę przesadnie zadbanego i metroniewiadomo jakiego. A odpuśćmy sobie wszyscy i róbmy jak mamy ochotę!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. => Natalijka: faceci mają gorzej. och, pod każdym względem ;)

      Usuń
  7. Wujek Google jest uroczy. Nie, żebym nie chciała czasem swojej trójki zamrozić:-)

    A co do tematu - kultura patriarchatu przerabia różnymi maszynkami. Czy jestem kobietą? Bo:
    makijaż - na przysłowiowego "Sylwestra i swoje imieniny".
    wysokie obcasy - never
    farbowanie włosów - never (kiedyś chciałam dla jaj ufarbować głowę na zielono).
    stanik - tak, i to dobrze dobrany. Ale to dlatego, że bez jest strasznie niewygodnie biegać.
    inna garderoba - nieważne jak mocne mam postanowienie nabycia czegoś "kobiecego" i tak kończy się na kolejnej parze dżinsów.

    No więc, czy jestem kobietą? Mimo urodzenia trójki dzieci?
    "Przecież musisz wyglądać jak kobieta, nie jak chłopaczura jakaś..." - słyszałam od zawsze. (Otoczenie wolało tą wersję od ''chłopczycy" - mi też się bardziej podoba:-))

    Co jakiś czas próbuję się wpasować w szablon "bycia kobietą", ale zawsze wracam do mojej słodkiej "chłopaczury". Wpasowując się, mam przy tym wrażenie przebierania się, zakładania kostiumu, odgrywania jakiejś innej roli.
    Polubiłam "chłopaczurę" i mam to wszystko w du...Przyzwyczaiłam się do nie-bycia-kobietą i w ogóle temat by nie zwrócił mojej uwagi, gdyby nie modne ostatnio dyskusje o "ideologii gender". Pewnie jestem mniejszym zagrożeniem dla społeczeństwa niż osoby o innej niż hetero orientacji seksualnej, chociaż kto wie, kto wie? Posiadaczka pary chromosomów XX przebierająca się za kobietę?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. => Goldina: o przebieraniu się za kobietę nieźle ostatnio mówiła Inga Iwasiów w "Sukience dla feministki".
      to jest temat!

      Usuń
  8. A ja owszem, bez oczu nie wychodzę do ludzi, a jak muszę po bułeczki w sobotę rano, to chociaż okulary założę, żeby mi się o dowód nie pytali, jakby mi przyszła ochota na pełnoletność (i tak zawsze pytają i potem się dziwią, że zapytali...).
    Włosów nie farbuję, bo nie muszę. Szpilki mam zawsze i wszędzie, a jak nie założę, to wszyscy się pytają, czemu taka niskopienna dzisiaj jestem, bo w szpilkach (niebotycznie wysokich) mam nieco ponad 160 cm i wszyscy są przyzwyczajeni do takiego wzrostu. Bez perfum czuję się naga, a bez stanika tylko śpię (przecież swetry drapią!), ale mimo to kocham być kobietą!
    No może z wyjątkiem depilacji... tu dla mnie zaczyna się przykry obowiązek...
    Ale nie mam trójki dzieci, nie mam nawet planów na to pierwsze... czy macierzyństwo wszystko zmienia?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. och, macierzyństwo zdecydowanie wszystko zmienia.
      mam też wrażenie, że wiele zmienia po prostu czas.

      Usuń
  9. i jeszcze: "matka z trójki klasowej ukradła pieniądze dzieci" ;)
    nie zrobiłam dzisiaj ani jednego przysiadu (nie liczę przykuców do zapięcia dzieciom kurtek), ale za to idę właśnie, o 1:27 do książki.
    nie fiksujemy się tak, nie wszystkie na szczęście :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. => Maja Jankowska: tak! jest też ta, co ukradła!

      (a w kwestii fiksacji - ja wiem, że nie wszystkie. kłopot w tym, że mainstream o tym nie wie)

      Usuń
  10. nie zmieszczą mi się do zamrażarki... za późno się dowiedziałam, w książkach o tym sposobie na 3 synów nie wyczytałam, jakoś dożyję potrójnie dzieciata do śmierci ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. => gwiezdna: cóż, google wie więcej, niż cała biblioteka ...

      Usuń
  11. Zimno, czytam Twój blog od niedawna. Przyznaję. Sześć ostatnich postów. Są dwa argumenty, które mnie ku temu skłaniają. Pierwszy, to styl Twojego pisania. Kontekstualność i jego lapidarność prowokują mnie do poznania (nie Twego miasta). Drugi, zdecydowanie bardziej ponętny, to Twoja kobiecość. To, co pojawia się w mediach w postaci Twoich zdjęć, wywiadów, Twojego głosu.
    Takie jest przedpole tego, co wygłoszę.
    Zimno, czas sobie zdać sprawę, że jesteś idolem dla wielu kobiet. I to jest naprawdę wspaniałe - i sądzę, że adekwatne do tego, co reprezentujesz i możesz reprezentować jeszcze głębiej – lecz przez te sześć postów odkryłem: wysoki styl kultury, kobiecą mądrość, biadolenie nad sobą i kokietowanie biadolenia nad sobą.
    Widzisz, wydawało mi się, że blog jest taką prywatną przestrzenią, która zezwala raczej na bycie dobrym gościem. Ale jakoś reflektuję się: blog jest przestrzenią otwartą i chłonną na konstruktywną (podpierającą) krytykę. Stąd mój wpis.
    Rozumiem, że chcesz prowadzić lekcje uświadamiania, ale dlaczego kosztem moim, mężczyzny?
    Mój głos tyczy głównie dyskursu gender, który Ty mieszasz z feminizmem, jak popadnie.
    Jako prawnik doskonale pojmujesz racjonalny podział na role społeczne, lecz jako artysta (pisarstwo i temperament; jak pisał Gombro o Lechoniu: pisarz lichy, ale co za życiorys! A Ty masz jedno i drugie pewnie…) już nie. Rozumiem, że skończyła się komuna, pojmuję, że Kościół nie jest wartościowym adwersarzem, ani inspiracją, ale tworzenie w Polsce wroga w postaci mężczyzny… Kicha!
    Kumam, pewnie, jako prawnik odczuwasz dyskomfort ze strony mężczyzn… z mojego punktu widzenia to nie są mężczyźni… prawnicy….
    Trzeba jednak przejść do rzeczy.
    Jest zwykłym skurwysyństwem (żebyś się na kurestwo nie obraziła) nie zauważanie matriarchalnej przemocy symbolicznej stosowanej przez nasze społeczeństwo wobec mężczyzn (w Polsce). Nie dalej jak trzy dni temu uczestniczyłem w pijackiej rozmowie tyczącej właśnie przemocy symbolicznej. Jest stosowana przez społeczeństwo. Nie kobietę lub mężczyznę.
    Muszę się golić co dnia. Muszę być w metrze w chuj wyluzowany; z tymi jajami. Muszę założyć garnitur na spotkanie biznesowe. I muszę być najmądrzejszy i najbystrzejszy. W ogóle muszę wstać, kiedy mnie się nie chce! Luzik! Wstanę! Jestem facetem.
    Prywatnie? Nie mam trójki dzieci. Dwoje. Już duże są. Spójrz na swoje wpisy: gehenna, pchanie kamienia, syf… tak piszesz, wieczna udręka… dla mnie to był wieczny luz! Dzieciaki! Każdego dnia tańczyłem z nimi i prałem ich obsrane pieluchy… pracowałem, lecz nie zarabiałem.
    … ciąg dalszy... może nastąpi…

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. => tom: jeżeli piszesz poważnie, to i ja całkiem poważnie - jest zwykłym skurwysyństwem twierdzenie, że statystyczny mężczyzna jest w większej społecznej opresji, niż statystyczna kobieta.
      bo rozumiem, że z goleniem się co dnia to taki żarcik tylko?

      a ponad wszystko nie zgodzę się, że z moich notek zieje syfem i gehenną. rzekłabym raczej, że są afirmacją macierzyństwa. co prawda nie z reklamy szkoły tańca albo margaryny, ale pozwalam tu sobie mieć własny ogląd rzeczy.

      Usuń
    2. Zimno, wymiękasz. On jest literacko lepszy. Świeży styl, nieopatrzony. Abstrahując od poglądów, racji, wszystko jedno. Chodzi o to, by to się czytało. I jego się czyta, i Twoje. Tom, jesteś pisarzem? Powinieneś:)

      Usuń
    3. To nie ciąg dalszy wcześniejszego wpisu, bo nie wiadomo czy on nastąpi 
      To tylko ad vocem odpowiedzi.

      ZIMNO, statystyczny mężczyzna wcale nie jest w lepszej sytuacji niż kobieta. Statystyki, o których piszesz tyczą – cokolwiek to znaczy – polskiego establishmentu. Reszta jest niezależna od płci. Przypominam Ci, że polska klasa zarządzająca (chyba to jest klasa średnia) jest proporcjonalnie do populacji w tym kraju… promilowa.

      Z tym goleniem to nie był żarcik. Nie wiedziałem wcześniej, że mam problem. W ogóle nie lubię się golić, ale muszę, bo społeczeństwo tego ode mnie wymaga – nie kobieta, nie chłop, ale społeczeństwo. Ty mi to pokazałaś. I ten krawat cholerny.

      Tak, przegiąłem z syfem, gehenną etc., przepraszam. I proszę o wybaczenie, jestem kiepskim interlokutorem, skoro po sześciu wpisach określiłem kontekst. Wybacz proszę i uznaj mnie za nowego w Twoim feministycznym dyskursie. Jestem po Twojej stronie.

      ANONIMOWY, nic z tego. Nie jestem tutaj literacko lepszy od Zimno. Ja tylko napisałem coś, co mogłoby wnieść inne spojrzenie w myśl Zimno, ale to tylko próba wejścia w dyskurs. Wszelkie przepiękne literackie niuanse (neologizmy, interpunkcja, grafika zapisu) są po jej stronie. I te dyskursywne też, ponieważ taki jest paradygmat myślenia Zimno.

      Usuń
  12. fajny artykuł i film do dyskusji:
    http://seniorplanet.org/dont-dress-your-age-six-inspiring-women-say-no-to-drab/
    i żadna z tych kobiet nie ma ufarbowanych włosów (czy może jedna? bardzo subtelnie?)

    OdpowiedzUsuń
  13. Moja Mama nigdy nie farbowała włosów, jest szczęśliwą posiadaczką fajnie ostrzyżonej siwej głowy. I co ? I wszyscy ją pytają kto jej taką farbę robi. Zawsze miała ogromne "branie" (zazdrościłam jako nastolatka) i zawsze robiła to co chciała - raz pomalowana, a raz nie. Za to na tle biblioteczki. Teraz dopiero (jako matka szkolnego dziecka) doceniam to wychowanie i to wpojenie: chcesz obcas - noś, chcesz makijaż - noś, nie chce ci się - twoja sprawa, twoje ciało, śmiała się kiedy tyła (że to wygładza zmarszczki) - chudła bez odchudzania, nie ćwiczyła - bo umówmy się, przyjemniej czytać książkę na plaży, a za ćwiczenia starczyły zakupy, pies, grzybobranie. Zawsze zadowolona z życia - i zadowolona z bycia kobietą. I moja córka też odpowiada, że dziewczyny mają fajniej - bo więcej wiedzą, robią ciekawsze rzeczy i .. lepiej prowadzą auta. Więc - diabeł, myślę tkwi w wychowaniu.

    OdpowiedzUsuń
  14. tak naprawde, to facetom zwisa i powiewa obcas, mini, pomalowany pazur i tak dalej. oni wola po prostu miec za co złapać, najlepiej bez żadnego przyodziewku. zrobione oko i pazur - pfff. to kobiety robia dla innych kobiet i tyle. prawda znana od dawna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak! Kobieta dla innej kobiety! U facetów patrzących i rozmawiający ze mną - a piękne, siwe pasmo nad czołem mam i srebrne nitki gdzieniegdzie- nigdy nie widziałam konsternacji w oczach, niesmaku. A przez kobiety mniej lub bardziej bliskie, bez przerwy jestem namawiana, aby się ufarbować! Chcę być jak Mama Anonimowego znad Foksal :)

      Usuń
  15. no cóż, sportsmenki też są matkami - trójki, czwórki, piątki pewnie też...więc i kaloryfer mają i cepsy i dzieci
    co do farbowania - mam 42l. lubię moje ciemne z gęstą siecią siwych. przestałam farbować w tym, bo jestem opalona i wyspana. farbowałam ostatnio kiedy straszyłam bladą zestresowaną twarzą. wystarczyło się wyspać i wystawić twarz do słońca, żeby włosy też złapały naturalny look. na razie nie zamierzam tego zestawu zmieniać :) w.

    OdpowiedzUsuń
  16. A ja mam prawie 50, siwych wlosow prawie wcale, ale farbuje, bo lubie zmiany :). W ogole nie rozumiem, kto i komu ma mowic o tym, co wypada a co nie, w jakim wieku itd. Wolnoc Tomku etc :))

    OdpowiedzUsuń
  17. Ja wiem, żem mało merytoryczna, ale... ZIMNO, KOCHAM CIĘ! ZOSTAŃ MOJĄ ŻONĄ!

    OdpowiedzUsuń