środa, 23 lutego 2011

1.961

Bo oczywiście nie istnieje żadna [macierzyńska] krawędź. Pamiętacie kontrowersyjną dyskusję o tym, co jest drugim dnem kondycji przeciętnej matki?
Tak, tak, matka nie ma żadnych krawędzi, żadnych.
Matka jest jak ogr i jak cebula - ma wiele warstw, ma nieskończone pokłady odporności, wytrzymałości, wytrwałości i tak dalej.
[Wydaje mi się, że być może - do czasu. Ale sama jeszcze tej opcji nie przetrenowałam.]



Wstawałaś przez ostatnie dziesięć dni co noc po kilka razy do nieletniego kaszlu albo do dziecięcych smarków? Dziś wieczorem wydaje ci się, że już ani razu nie wstaniesz? Że prędzej sczeźniesz, niż się zwleczesz z materaca?
Ależ wstaniesz, oczywiście, że wstaniesz. Może w pierwszym odruchu obrony naciągniesz mocniej kołdrę na twarz, ale przenikliwy dziecinny pisk, rozpaczliwy skowyt z małego gardła prześwidruje ci mózg i – wstaniesz.
A rano podeprzesz powieki zapałkami i poturlasz do pracy. Po pracy pognasz po zakupy i przygotujesz, jak zwykle, pożywny obiadek.
Jest mnóstwo takich przykładów. Żaden zakład ze sobą o „już nigdy więcej” nie wytrzyma próby z czasem. Zawsze ustąpisz, zawsze. Klękniesz i osobiście zaciągniesz zamki w śniegowcach rozmiar dwadzieścia dwa. Sama posprzątasz porozrzucane zabawki. Zagryziesz wargę i zamiast chleba z bio-rukolą zrobisz znowu kanapki z czekoladą na śniadanie. Odłożysz książkę i dasz wystygnąć kawie, ale wykleisz z nielatem obrazkową prezentację albo udziergasz spódnicę na balet.
Czyż nie od tego jesteś MAMĄ?


I git. Fajnie.
I to nie tak, że nagle twierdzę, że podstawowym celem życia człowieka ma być on sam [człowieka/kobiety, jesteśmy tu na tym blogu poprawne, autorka i jej palce].

Jest ze wszech miar słuszne moralnie trochę z siebie dawać.

Ja natomiast chciałabym zwrócić tylko uwagę na kilka istotnych faktów.
Że macierzyństwo jest uzasadnione hormonami jedynie przez pierwszych kilka miesięcy. Dalej to już raczej kwestia poczucia obowiązku, odpowiedzialności, instynktu pewnie także, ale w głównej mierze jest to uczciwe wykonanie zobowiązania, jakiego się podjęło w związku z cudzym, dziecinnym życiem.
I dlatego nie kupuję mydlenia oczu, że rezygnacja z siebie na rzecz dziecka ma dotyczyć wyłącznie matki, ponieważ poświęcanie się matki jest ze swej istoty NATURALNE.

Nie kupuję również argumentu, że moralne prawo do wydawania jęków desperacji mają wyłącznie matki dzieci chorych albo niepełnosprawnych, że w ogóle nieuzasadnione jest każde niezadowolenie, które nie dotyczy nieuleczalnych schorzeń, śmierci albo Zagłady. Demagogiczne argumenty nie zasługują na uwagę.

No i ostatnia rzecz – nie ma jedynej racji.
Ile matek, tyle przepisów na macierzyństwo i każdy z nich jest dobry, o ile odpowiada tej, która go wdraża. Nie wydaje się, żeby było przejawem mądrości przekonywanie, że ty co prawda żyjesz do kitu, ale za to ja doskonale sobie radzę, więc gdybyś wzięła przykład ze mnie ...
Każda z nas sobie radzi i sobie nie radzi i ma masę siły i nie ma jej wcale. I to akurat nie jest ani fajne, ani niefajne. Jest.

Życie toczy się dalej.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza