sobota, 22 stycznia 2011

1.952

Zabawne, jak upodobania ewoluują z wiekiem, Erna się z ochotą emocjonuje nieodległą perspektywą swoich piątych urodzin, piątki są pełne wdzięku. Do moich urodzin jeszcze trochę miesięcy a gdybym miała taką możliwość – przeciągnęłabym ten okres w never-ending.


- Mama, - Erna mówi w uniesieniu. – a ja bende mogła mieć tojt z konikiem filly?Patrzę podejrzliwie.
- … z jednojożcem tym … - ciągnie Erna. – najważniejszym …?
- Eee tam, - krzywię się. - z konikiem?
Erna ma lepszy pomysł, natychmiast.
- … ajbo z Majiją. – rzuca. Gestykuluje obficie. – tak, bende miała z Majiją!
To dopiero byłby tort!
- Erno, a może po prostu tort z kremem? Ze śmietaną? Albo z galaretką?I świeczką ;)
Erna kręci nosem, marzy o torcie maryjnym. Wykonuje nawet – błyskawicznie – poglądowy szkic. Jest długo, faliście, niebiesko.

- Mama, a jak kogoś są urodziny kto umajł, – rzecze. –
to trzeba mu jobić i dawać pjezenty w niebie i modlić sie.
- Mhm,
- mówię. Bujna religijność Erny onieśmiela. –
mhm. A jak się daje prezenty w niebie?
- No po pjostu się idzie tam, gdzie jest gjób
– spokojnie tłumaczy mi Erna. – i kładzie się tam pjezent.

A później się szuka elementów kultu pogańskiego w kodzie genetycznym? Bo z jakiego innego źródła ta wiedza?
Tak, macierzyństwo bywa wszechstronnie kształcącą inwestycją.


 

***
Wszyscy chcemy światła, słońca, powietrza i ruchu - tak nielaty, jak rodzice.
I owszem - jest jaśniej!, jest cieplej! (acz to, co na zewnątrz wiosną nadal jeszcze nie jest).




















Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza