poniedziałek, 10 stycznia 2011

1.949

Silny jest jak świeżo wypieczona bułeczka. Krągły, pachnący słodko i ciepło, z wicherkiem miękkich, jasnych włosów. O Silnym się nie da grubym, zdystansowanym językiem.
Silny się budzi, człapie do drzwi (zawsze wcześniej zbiera z ramy łóżka zostawioną tam butelkę).
- Gdzie spałeś, Silny? – pytam.
Silny z poważną miną pokazuje miejsce. Podchodzimy do łóżka, do poduszki, do pomiętej pościeli. Silny gestykuluje i objaśnia sny w swoim hermetycznym języku. Oprowadza mnie po sypialni co rano z taką samą gorliwością, niemal z zachwytem.


- Mama! – nadbiega Erna. – A wiesz, jak szybko biega szybcioj?
Mówię:
- Nie.
Erna rusza, błyskawicznie obiega ściankę działową.
- Dzień dobji! – melduje po chwili.
- Szybko, – mówię z zachwytem.
- Erno!Erna się kręci. Krąży. Szuka pomysłu.
- Mama, a wiesz, jak powoji biega śjimak? – pyta.
Nie reaguję, przebieram Silnego.
- MAMA, A WIESZ, JAK POWOJI BIEGA ŚJIMAK? – powtarza Erna z akcentem na każdą z sylab.
- No?
Erna unosi nogę za nogą, brodzi ostrożnie w porannym powietrzu.
- Długo, co? – pyta.
- Długo. – mówię.
- Mama! – wtrąca Silny.
- Mama, a tejas zjób mi bieg, - postanawia Erna.-
Na któją muszę być godzinę?
- Na trzecią
. – mówię.
Jest siódma trzydzieści siedem.
- Kiedy powiesz stajt? – dopytuje się Erna.
-
Start!
- Mama, na dziesiątą bendę!
– pokrzykuje z połowy dystansu Erna. –
Już jestem!


Chciałabym sobie zakonserwować, zasuszyć, zapisać sobie w pamiętniczku karmelowy, słodko-miękki zapach Silnego. Wiem, że jeszcze chwila i ten zapach mu przejdzie.
Smutek i żal pe-el.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza