niedziela, 16 stycznia 2011

1.950

Czwarta dawka przypominająca infanrixu ipv+hib jest stężonym złem w płynie. Nie znaczy to, że gdybym wiedziała, nie zaszczepiłabym – jednak zaszczepiłabym, bardziej mnie straszy wizja polio, niż skutków ubocznych szczepienia, tym niemniej – wystraszyłam się.

Pielęgniarka, manewrując fiolką i igłą dwukrotnie powtórzyła ostrzeżenie o możliwej wysokiej gorączce w ciągu 48 godzin. Byłam zaabsorbowana trzymaniem Silnego za nogę przygotowaną do ukłucia, więc nie przywiązałam się przesadnie do sekwencji przestróg – Nowy Człowiek i Erna przechodzili immunizację bez sensacji, nie widziałam powodu do paniki.

Po dobie od szczepienia Silny gorączkował w okolicach 40˚, a jego pusty wzrok i buzia bez mimiki były już zasadnymi przyczynami histerii - strach o dziecko, z którym kontakt się urywa jest zwierzęcy.
Po 48 godzinach szpikowania Silnego środkami przeciwgorączkowymi, polewania chłodną wodą i regularnych okładów objawy – w myśl instrukcji - ustąpiły.
(Ustąpiły miejsca katarowi, ale mniejsza z tym).
Tymczasem na równoległym kanale uaktywnił się wirus zaimportowany przez Nowego Człowieka z miasta nad Wisłą, centrum świńskiej grypy. Skapitulowaliśmy przed nim wszyscy, ze szczególnym wskazaniem na pełnoletnich. Do dziś nęka mnie kwestia, gdzie wynająć/skąd wziąć w leasing skrzata ewentualnie elfika do czynienia drobnych posług domowych w czasach pandemii. Bo co z tego, że pełnoletni schodzą w agonii - dzieci i tak chcą jeść. I założyć czyste rajstopy, a te – koniec tygodnia! – się właśnie skończyły.


- Mama, - pojękuje Erna i macha mi przed nosem rozpuszczalnym cukierkiem. – nie mogę ugjiść, bo to jest w papiójku!
- W papierku – jęczę.
- mówi się.
- A w ogóje to się nie je w papiejku
, - ożywia się Erna i się wciska na moje łoże boleści, nie zniechęca jej żadne ostrzeżenie o zmasowanym ataku wirusów i bakterii. – bo
papiejek nie jest do jedzenia, poza tym.Kiwam.
- No, chyba, że jest się koszem na śmieci, – Erna unosi rękę, zagrzebuje się w piernat. – ale kosz, to nie jest istota!
Istota rzeczy.


Wyczerpana weekendowym festiwalem zakażeń i infekcji (a tydzień zapowiada się co najmniej niezdrowo) postuluję koniec zimy.



Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza