niedziela, 13 marca 2011

1.968

Motylek.
Krokusik (żółty).
Silny dosiadł traktora z przyczepą.
- Trrr [coś tam/coś tam]! – mówi.
Ciągnę za sznurek, traktor się toczy, koła traktora turli-turli-turli po bruku. Tur. Plastik bez opon turkocze donośnie, piach zgrzyta, sznurek się wrzyna (w dłoń), Silny chichoce żywiołowym śmiechem. Apogeum radości.


- Mama, - Erna się pochyla nad dołkiem w ziemi. Dłubie suchą gałązką. - a Pan Bóg stworzył wszystkie jobaje?Jest smutna i poważna, nawet trochę refleksyjna więc:
- Uhu. – mówię.
- A djaczego nie stworzył tyje tych dobjych?
Biedroneczka (wpół śnięta) pomyka po grudach. Tup-tup-tup. Nur. Jednak wiosna.

Ziuuu!

- Mama, jak jade szybciej, to mi lepiej ujeździć –nawołuje Erna, warkocze rozwiane przez pęd rowerowy podrygują wokół jej głowy. – te wszystkie dziuji!
Dziury w ścieżce, błoto w niektórych. Chlup-chlup-plumsk.
- W czas dojechałam? – pyta Erna, śmigając przed traktorem.
- W czas. – mówię.
- Cała naprzód! – zarządza Erna, nadal na czterech kółkach.
Po południu pojedzie na dwóch.



A kiedy w wąskim, błotnistym miejscu Nowy Człowiek chce przepuścić Ernę przodem, a ta niezbyt ma ochotę torować drogę, więc Nowy Człowiek przekonuje, że dziewczynom przysługuje pierwszeństwo – bo to stały argument Erny, kiedy chodzi o dostęp do słodyczy, do czułości albo do pilota, Erna wydyma usta:
- Aje tylko wtedy, kiedy same tak chcą. – rzecze.
Jaśnie/oświecona.











Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza