poniedziałek, 17 września 2012

2.104

Co prawda mogłabym tu dalej beztrosko gruchać i opowiadać błahe historie o nielatach, mam z dwie albo nawet z trzy czy cztery w zanadrzu, to w końcu tylko internet, tutaj równie dobrze mogę być dzisiaj zabawna, jak i mogę być piersiastą blondyną na obcasach, mogę być kimkolwiek, tutaj nie widać nic więcej ponad to, co napisane. Więc mogłabym, ale dzisiaj już nie chcę.
Bo nie jestem teraz ani zabawna, ani dowcipna, wcale.



Od wielu dni myślę, tak jak pewnie mnóstwo z Was, o Joannie. I o ekstremalnym doświadczeniu, które jest teraz jej udziałem. O bólu, jakiego nikt z nas sobie nie wyobraża. Nie napiszę, że o odchodzeniu, bo „odchodzenie” jakoś się w kontekście Joanny wyświechtało. Co my wiemy o odchodzeniu, że tak nim szafujemy? Co my wiemy o „gaśnięciu”? My, przypięci każdy do swojej nadziei na długie i szczęśliwe lata, które nas czekają? Wyobrażenia o „odchodzeniu” tych, którzy póki co zostają, nie mają się nijak, obawiam się, do mierzenia się z nim i do świadomości, że to się dzieje naprawdę i nieodwołalnie.

Myślę też o skutkach tego, że Joanna nas wpuściła do swojego świata. I pokazała kawałek intymności swojego chorowania. Nie mam cienia wątpliwości, jak ważne jest to, co robi Joanna, publicznie pisząc o godności chorowania. Nie wątpię, że wielu ludziom pomogła, wiele osób pomogło też jej.
Nie mogę natomiast czytać blogowych komentarzy.


Pamiętacie, o czym pisałyśmy z Joanną na egze-gezie rok temu? Pamiętacie notkę o chujaskach?
O tych wszystkich „trzymaj się”, które teraz ewoluują w „walcz”?
Być może cierpię na jakąś skazę, ale wśród mnóstwa dobrych intencji czytelników chustki wietrzę - w trzymaniu ręki na pulsie przez netową brać - pogoń za sensacją. I potrzebę mocnych wrażeń on line, dość obrzydliwą jednak.

Smutno.


Niestety, nie mogę napisać, że chorowanie Joanny uczyniło ze mnie lepszego człowieka.
Że jej cierpienie mnie uszlachetniło.
I otworzyło oczy na nowe sensy, że mi przewartościowało świat.
Jedynym, co mi uczyniło cierpienie Joanny jest bolesne pogłębienie refleksji, że choroba (ale i starość) są fatalnie skonstruowane. Że się bez sensu marnuje mnóstwo energii. Bo urodziwi, mądrzy, utalentowani, wspaniali ludzie powinni żyć i czynić ten świat lepszym, ładniejszym, znośniejszym i tak dalej, a nie pojawiać się i znikać po trzydziestu pięciu, albo po siedemdziesięciu pięciu latach.


I im bardziej o tym myślę, im bardziej myślę o pięknej kobiecie ze stylową torbą na przedramieniu, pachnącej Eclat d’Arpege, tym bardziej nie mam zgody na to, że ten świat działa, jak działa, ale i tym bardziej rozumiem, że nonsensem jest tupać nóżką i się nie zgadzać na oczywiste. Oczywiste, które dosięgnie nas wszystkich.



53 komentarze:

  1. Smutno mi Zimno. Cholernie smutno, słów nie znajduję. W życiu nie tylko kolorowe jarmarki, ja to wiem, i Ty to wiesz. Cierpienie wcale nie uszlachetnia.

    OdpowiedzUsuń
  2. nie czytam od jakiegos czasu komentarzu u Joanny.
    nie wspomne o komentowaniu. wszysto co mysle lub napisze wydaje mi sie niewlasciwe, male, banalne wobec tego co stalo sie i ciagle jest Jej udzialem.
    jest w moich myslach. nie tylko Ona, Jej Mama, Synek, Maz rowniez.
    moje emocje zwiazane z Jej stanem, choroba sa nieistotne. wazna jest Ona, Jej rytm, Jej potrzeby.

    OdpowiedzUsuń
  3. Czytam Chustkę stosunkowo od niedawna, z wielką przyjemnością ze względu na jej styl pisania, kliknęłam dzięki niej na kilka fajnych kawałków na youtubie, no i oczywiście poznałam historię jej choroby. Czytając o jej walce (choć to słowo wydaje się być jakoś dziwnie wyświechtane), ulegałam chwilowemu skokowi energii - tak, będę żyła pełnią życia, doceniała każdą chwilę etc. - i cóż, zapominałam o tym i zapominam każdego dnia, a to nie tak, a to tamto. To chyba naturalne, nieuniknione, nie wiem. Wiem, że teraz tak jak wiele z nas, myślę o Joanne często, odświeżam bloga kilka razy dziennie w nadziei na lepsze wieści. Napisałam też komentarz, drugi w historii mojego poczytywania jej życia, i przez chwilę naszła mnie myśl, że to chyba bardziej dla mnie ten komentarz niż dla Chustki. Żeby poczuć się lepiej,że COŚ zrobiłam.

    Smutno. W takich momentach, wkurzam się na swoją nie-wiarę. Brak alternatywy w postaci różańca, cokolwiek.

    Zostaje tylko zgoda na oczywistość, tak jak napisałaś, Zimno.

    Emilia

    OdpowiedzUsuń
  4. a ja mysle, ze Chustke czyta ogrom ludzi i w tym ogromie jest pewnie i czesc, ktora zadna sensacji dopytuje o bloga Niemeza, by moc ponakrecac sie kolejna sensacja. ale jest tez duzo milczacych czytaczy. jest tez grupa aktywistow, ktorzy samozwanczo zbieraja pieniadze dla rodziny Chustki w tych powaznych chwilach. i wiesz, zupelnie nie czuje sie na silach by oceniac to co komentujacy robia. ba, nawet nie zwracam uwagi na nich. po prostu czekam na kolejna notke Chustki. na znak, ze wciaz jest.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. niu- wbrew pozorom nie zabolało mnie Twoje nazwanie mnie "aktywistką", ale powiem Ci, że taka przyziemna rzecz jaką niewątpliwie są pieniądze, daje możliwość godnego życia, godnego chorowania i godnego odchodzenia. Nie wiesz tego co ja wiem i dobrze, że nie wiesz.
      zimno- podpisuję się pod Twoją notką wszystkim czym mogę
      :*

      Usuń
    2. Nie byłaś przypadkiem poproszona o milczenie w pewnych sprawach??

      Usuń
    3. Sylwio, po tym co czytam, o czym tak dobitnie pisze niu, trudno mi się nie odnieść. Wszystko jest tak załatwione, również od strony prawnej, że żadna 'życzliwa' osoba nie skrzywdzi Asi.

      Usuń
    4. zimno, jeśli uważasz, że będzie lepiej, jeśli moje komentarze nie powinny się ukazać, to je skasuj, mnie w sumie wisi, co ludzie o mnie myślą w tej sytuacji

      Usuń
    5. => viki: nie wiem. póki co zostawię, ok?

      Usuń
    6. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    7. Viki moja odpowiedź dotyczyła komentarza niu... Nie mam wpływu na kolejność ukazywania się odpowiedzi :( Jestem przekonana, że robicie najlepszą robotę! Bez wątpliwości!

      Usuń
    8. Sylwio, dzięki:)
      Wiem od Li, że dzięki dobroci czytających został dziś zakupiony drogi lek dla Asi.

      Usuń
    9. viki, to dobrze, bo slowo aktywista nie mial kompletnie zabrzmiec przesmiewczo.

      Usuń
    10. no to ok:)
      za dużo emocji ostatnio chyba i mnie się udziela :/

      Usuń
  5. Czekam na Chustkę.
    Wierzę, że się uda ... ale boję się. A rzadko się boję.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  7. Niu zgadzam się z każdym słowem. Nie czuje się na siłach oceniać komentujących i się zniesmaczać. Tak mi się wydaje, że trochę w dobrym tonie jest być ponad to :/ Nie każdy to potrafi. Trzymam za chustkę chujaski w ciszy, ale trudno mieć pretensje, że ludzie nie umieją i nie chcą szlachetnej i stoickiej postawy zachować. Zwłaszcza po informacjach pt "chustka gaśnie" od ludzi, którzy są blisko Joanny. Bo właśnie od tego komentarza ta lawina ruszyła. Czy to aż tak źle? Jaka jest właściwa recepta na postępowanie w takiej sytuacji? Tego nikt nie wie. Nawet zimno.

    OdpowiedzUsuń
  8. Mchm, dokładnie tak... Siłę i moc, przyznaję, czerpałam z Twoich wpisów nt "adaptacji przedszkolnej"... Już jest dużo lepiej, ale miło było przeczytać, że nie ja jedna jestem potworem rzucającym cierpiące małe na pastwę też potworów tyle, że obcych... Dzięki za wsparcie.
    Dokładnie tak - wypowiadać się możemy tylko o tym czego sami doświadczamy, to nasze, znajome sprawy... I dlatego, mimo, że czytam Joanny bloga nigdy słowa nie napisałam... Bo może nie jestem aż takim potworem żeby pisać jej o tym, że to rzeczywiście kiepsko wymyślone... A takiego daru wprowadzania spokoju jak Zorka nie posiadam... Żałuję...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. (Jaki piękny komplement. Mój mąż się niestety z tobą nie zgodzi, jula bi.)


      Trudny czas.
      Cieżka noc.

      Noc bezradności oczywistej.


      Literki kompletnie mi odpadają.
      Siedzę na kanapie, pod kocem, pod którym grzała się Asia.
      To jest bez znaczenia.





      Usuń
  9. Zaklinanie rzeczywistości, próżna wiara w to że to jeszcze nie jest TEN moment, że jakimś cudem uda się przechytrzyć los i że Ona zostanie Tutaj na dłużej. Jestem Jej rówieśniczką, mam córkę w wieku Jana. Tak strasznie mi smutno że To się dzieje. Moja nauczycielka powtarza nam że wszystko ma swój sens i dzieje się po coś. Nie potrafię zrozumieć sensu tego cierpienia, nie wyrażam na nie zgody, nie szukam sensacji, zwyczajnie po ludzku współodczuwam i cierpię.

    OdpowiedzUsuń
  10. Krótko przed napisaniem komentarza u Chustki (rzadko piszę) zatrzymałam się nad myślą, że a. histeria, b. co by było, gdyby nikt nie umieścił pod tym wszystkim komentarza? c.blog chustki, to jednak blog. komentarzem żyje. d. jak wyrazić obecność w wirtualnej przestrzeni? e.czytam, zatem biorę. i nic innego, niż te słowa w zamian dać nie mogę.

    Zatem napisałam po swojemu, starałam się bez roszczeń.
    A zamiast odświeżać stronę chustki, zabrałam się za kończenie doktoratu.
    Ot każdy przeżywa inaczej.

    f. komentarze to tylko skrawki myśli, małe odłamki, skrzywiony obraz rzeczywistości. wybieram jednak wiarę, że to nie sensacja, ale zwykła czułość i empatia.

    OdpowiedzUsuń
  11. Zimno, komentarze można wyłączyć, jeśli komuś przeszkadzają. A cytowanie wyrwanych z kontekstu zdań z prywatnego maila napisanego w najlepszej wierze uważam jednak za spore nadużycie i niepotrzebną przykrość.

    OdpowiedzUsuń
  12. uważam, że czytelnikom Chustki przede wszystkim chodzi o sensację, by nie powiedzieć - rozrywkę.
    niektórym - o ponowne przeżycie tego, co już się zdarzyło w ich rodzinie.
    jeszcze innym - nie mam pojęcia. pewnie wydaje im sie, że o współodczuwanie, ale wątpie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mnie? ciekawi mnie zagryzanie tzw. trolli, które same przywołujecie, gdy zbyt długo jest spokojnie. taki instynkt stadny mięsożerców; gdy nie wiadomo, czy ten, kto broni Chustki to jeszcze przyzwoity człowiek, czy przekupka z targowiska. krótko mówiąc - to jedyny blog, na którego wchodzę dla lektury komentarzy.

      Usuń
    2. a więc się nie myliłam, że nie wchodzisz tam dla Asi
      zawsze też, w mniej lub bardziej zakamuflowany sposób, broniłaś tych, którzy Jej dokuczali :/

      Usuń
    3. Księżna czy Hiena?

      czasem nie mam w sobie słów, ale łzy. i jakoś mi z tym wstyd. że zero myśli, tylko emocje. ot, tyle. Zimno, pozdrawiam, dawno tu nie byłam. usiłuję, jak pewnie Wielu z Nas łapać dystans. i też czekam na kolejną notkę "jest trochę lepiej". no i tak.

      Usuń
  13. nie potrafię ze szlachetną godnością przyjmować przemijania. nie zgadzam się na to. nie umiem sobie poradzić, panikuję. boje się. nie jestem oazą spokoju. jestem przerażona.
    myślę, że wszyscy się boimy, tylko każdy inaczej.
    pozdrawiam Zimno, ciepło i ze smutkiem

    OdpowiedzUsuń
  14. Jesteś Szczęściarą Zimno, bo: 1. poznałaś Ją osobiście, 2. tak masz ukształtowany światopogląd, że Jej choroba Ci na nic...

    My Nieszczęśnicy mamy tylko bloga... I tylko tyle, ile Ona chce, żebyśmy mieli.

    Jej blog jest ludziom potrzebny. Jest mi potrzebny. Po to, żeby się zatrzymać...

    Księżno... Bądź ostrożniejsza w uogólnianiu... Nie oceniaj albo, oceniając, wskaż z łaski swojej do której grupy czytelników Ty należysz? Nie mierz swoją miarką, bo dokuczasz - niepotrzebnie.

    OdpowiedzUsuń
  15. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  16. kiedyś, gdy wróciłam z pogrzebu mojej przyjaciółki na warsztat ustawień systemowych, prowadząca warsztat powiedziała: "49 lat? wcześnie... hmm, ale, cóż my właściwie możemy powiedzieć o cudzym Losie, czy cokolwiek jest za wcześnie, czy za późno? komu o tym wyrokować?...".
    pisząc komenty na blogach osób przeżywających trudne sprawy, do których się przywiązałam uczę się przytomności, staram się wglądać w siebie, z jaką intencją ja coś piszę... czy to jest rozpaczliwe wołanie: "nie odchodź, przywiązałam się do ciebie", czy podglądam cudze życie, czy myślę, czy mogę coś dla tego kogoś zrobić, jak teraz, gdy Joanna napisała: "bądźcie ze mną, z nami w myślach".. i jakiś prezencik.. i tyle, i potem już muszę się mierzyć z bezradnością..
    na swoje bunty pt "taka młoda, piękna, mądra" mam dla siebie taką radę, by pociągnąć tę myśl, to chcenie dalej, np. że tak się staje, jak ja chcę, i że ktoś mądry itp nie umiera.. pojawia się przerażająca (mnie) wizja selekcji...
    i to samo ze śmiercią generalnie, jak sobie wyobrażę, że wszyscy tu żyjemy po wsze czasy, wszyscy nasi przodkowie, my i nasi zstępni.. horror.. ktokolwiek z was hodował kiedykolwiek rybki w dużym akwarium, wpuszczając pary? wiecie, że w pewnym momencie zaczynaja się zjadać?

    OdpowiedzUsuń
  17. Co nie zmienia faktu, że smucimy się, martwimy, wściekamy czy rozpaczamy jak dzieje się źle u najbliższych, cenionych czy po prostu lubianych. Żal i smutek są naturalne, czasem nawet bunt... Wszystko ludzkie uczucia... I tej selekcji, o której pisze baa, w sensie emocjonalnym nikt nam nie zabroni... Dzisiaj piszę i myślę o Joannie, bo tak się ułożyło, bo przez to co robi stała się wyraźniejsza niż inni... I to moja selekcja... Nie myślę o paniach X Y Z, mimo, że im może być ciężej... Całego świata swoją empatią nie obejmę... Obejmuję więc egoistycznie te fragmenty, które chcę...

    OdpowiedzUsuń
  18. Drogie Zimno:

    Pytasz co my wiemy o odchodzeniu, bólu i gaśnięciu. Wielu z nas niestety wie bardzo dużo. Wielu z nas doświadcza walki o zdrowie, o życie. Wielu zmaga się z rakiem. Wiele czytelniczek jest matkami. Niektóre doświadczyły śmierci swoich dzieci. Wielu jest spośród nas "Jasiów" którzy stracili ukochane mamy o wiele za wcześnie. Którzy nie mają dobrego kontaktu z ojcami..
    Dlaczego uważasz, że nie mamy prawa się mierzyć z tym realne i nieodwołalne?

    Co mnie bardziej zasmuca w tej sytuacji (oprócz oczywistości), to że tworzą sie jakieś podziały na tych lepszych i gorszych. Lepiej wysławiających się i bardziej nieporadnie posługujących się słowami. Bliższych i dalszych. To mi się bardzo nie podoba.
    Uważam że każdy zasługuje na szacunek: i Joanna z rodziną, jej decyzje, jej wola ile ze swojego życia przedstawić na blogu, i każdy kto się wypowiada, towarzyszy w milczeniu. Według mnie nie tylko "piękni, mądrzy i utalentowani" powinni żyć i czynić ten świat piękniejszym. Dla wszystkich jest miejsce: i dla tych przeciętnych i mniej niż przeciętnych również.

    Pamiętam dobrze notkę o "chujaskach" - wogóle to baaardzo podoba mi się taka forma blogu-dialogu. Ale mimo wszystko, jakkolwiek wiele z tych słów w żaden sposób nie pomogło poczuć się Chustce lepiej, to chyba większą konsternację wzbudziłoby milczenie.
    I jeśli Aśka pisze myślcie o mnie i bądźcie z nami i nie zamyka komentarzy to rozumiem to jak, jeśli chcecie piszcie.

    Pozdrawiam,

    aga.ta

    OdpowiedzUsuń
  19. Czy ja jestem strasznie naiwna, że w tych komentarzach u Chustki widzę tylko zwykłą ludzką troskę i pragnienie aby_było_dobrze i mierzenie się z własnymi brakami i strachami? W ogóle nie zobaczyłam pogoni za sensacją...a już - do Foksal-ROZRYWKĘ?!? (ale przyznaję, że komentarze tylko przeskanowałam pobieżnie)
    Natomiast łączę się z Tobą, Zimno, w zdumieniu, że tak tam gęsto od wyznań typu, jak to celnie ujęłaś: "chustki cierpienie mnie uszlachetniło"...

    OdpowiedzUsuń
  20. Gdy wiosna przezywalam strate bliskiej osoby, najdziwniejsza i najsmutniejsza reakcja dla mnie ze strony innych byl brak komentarza. Wszelkie 'wyrazy wspolczucia' byly dla mnie faktycznymi wyrazami troski i WSPOL-czucia, bardzo podtrzymujacymi na duchu i wspierajacymi. Tamto przemilczenie tematu ze strony niektorych wynikalo pewnie z zaklopotania i nieumiejetnosci zachowania sie w danej sytuacji, co jest dla mniezrozumiale. Ale to byl "real", tymczasem internet, jak i media, rzadza sie swoimi prawami, czesto bezpardonowymi. Przyznaje Tobie racje w 100%, pamietajmy jednak, ze Chustka sama pozwolila wejsc czytelnikom bloga i odbiorca innych mediow. I wcale nie musi teraz czytac tych przeroznych i wynikajacych z roznych pobudek komentarzy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ... właśnie, czasem milczenie boli dużo bardziej niż najbardziej nieporadne ale jednak próby pociechy, pomocy czy współ-czucia.
      aga.ta

      Usuń
  21. @anionka - Może ja też jestem naiwna ale widzę głównie troskę, a słów nie odczytuję tak zbyt dosłownie.

    I choć w moim życiu czytanie bloga Joanny nic nie zmieniło, jeśli komuś innemu pomogło uświadomić sobie jak żyć uważniej i chce podziękować - to świetnie, i cieszmy się bo to chyba pewnego rodzaju "sukces" Chustki, coś konstruktywnego wyniknęło z tej trudnej sytuacji.

    aga.ta


    OdpowiedzUsuń
  22. A ja myślę, że dobre słowa są potrzebne. Jak napisał Niemąż w którymś z komentarzy. I niczego niewłaściwszego niż poświęcanie Chustce wpisu - w komentowaniu nie widzę.

    Niewłaściwie to świat jest ułożony. :(

    OdpowiedzUsuń
  23. Od pewnego czasu tylko czytam "Chustkę", już nie komentuję. Może dlatego, że nie umiem się znaleźć w tłumie, który nagle się pojawił? Jedyne w czym mam nadzieję, to że ten tłum przekuje się w realne czyny. Intencji nie osądzam, chociaż mam wrażenie rozgrzeszenia pewnego.
    Zadziwia mnie za to ta wiara ludzi, że Chustka pisze wszystko o swoim życiu (zresztą to się tyczy każdego bloga). A przecież pokazuje tylko to, co sama chce pokazać. Odkrywa tyle, ile uważa za słuszne. A zresztą jakie to ma znaczenie. Nikt z nas nie ma patentu na nieśmiertelność. Mnie tam cierpienie niczyje nie uszlachetnia, nie sprawi, że poczuję się szczęśliwsza, że mnie to nie dotyczy. To nie tak.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  24. we mnie postawa Joanny w chorobie wiele zmienila- wyznaczyla pewne standardy jak zmagac sie z trudnosciami, jak oswajac leki, jak szukac jasnych stron pomimo, jak dojrzewac odrzucajac wszystko co malo istotne, jak godzic sie z nieuniknionym; wiele mi brakuje zeby tak mierzyc sie z zyciem ale mam punkt odniesienia, na zawsze

    poza wszystkim cieszy i wzrusza mnie milosc Asi i Niemeza- ona jest tym jasnym promykiem w calym przytlaczajacym morzu cierpienia

    OdpowiedzUsuń
  25. Drogie Dziewczyny,

    rozumiecie, że tym razem nie mogę się ustosunkowywać do każdej z osobna z Waszych wypowiedzi.
    tu się nie da wejść w polemikę, nie ma sensu przerzucanie się tym, kto czulszy, kto bardziej wrażliwy, kto naiwny, kto … ech ...

    napisałam o tym, co sądzę na temat internetowych emocji, nie pierwszy raz zresztą.

    napisałam dlatego, że tak, jak Wy jestem dotknięta chorobą Joanny osobiście.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, życzę nam wszystkim możliwie spokojnej nocy.

      Usuń
  26. I ja nie czytam ostatnio komentarzy u Chustki, ani ich nie piszę, dla mnie za dużo wszystkiego. Ale gdyby sama zainteresowana ich nie chciała, to by je faktycznie wyłączyła. Być może Jej właśnie są potrzebne, może jako siła, albo jako zagłuszenie. Ale w końcu to Jej blog i Jej decyzje.
    Mnie zafascynowała Jej inteligencja i sposób patrzenia na świat, tym zatrzymała u siebie i spowodowała, że naprawdę zwolniłam.

    OdpowiedzUsuń
  27. zgadzam sie Ewo- czasem blog i komentarze autentycznie daja sile a czasem spelniaja swoja role inaczej- jako odskocznia, zagluszenie, wdanie sie w bzdurna polemike zeby nie myslec o innych sprawach- dokladnie tak to widze

    chcialam jeszcze powiedziec, ze duzo osob i ja sama pisze ciagle, ze Joanna jest SILNA, ze tak z podniesiona glowa radzi sobie z ta sytuacja, ze jeszcze inteligentnie zazartuje albo zlosliwie i celnie skomentuje albo dostrzeze piekno choc wokol morze cierpienia- to wszystko prawda ale mam wrazenie, ze tworzenie takiego pomnika to manewr naszej psychiki zeby jednak nie widziec rzeczywistosci bo ona za bardzo boli
    czasem zart nic nie kosztuje a czasem zdobycie sie na zart to najwiekszy heroizm, trzeba o tym pamietac co kryje sie pod spodem, pod zartem

    OdpowiedzUsuń
  28. Nie komentuje już na blogu Asi-jak zobaczyłam cały ten momentami jazgot-to stwierdziłam-że potrzymam hujaski w ciszy:)Wierzę głęboko,że Asia przezwycięży ten głęboki kryzys i jeszcze pomęczy się na tym ziemskim padole-dla siebie,Jasia.Mam tylko głęboką nadzieję,że w mniejszym cierpieniu i o to proszę moich najbliższych którzy już odeszli-a zmagali się z taką samą chorobą jak Asia.Ba..moja Mama była nawet jej wiernym czytelnikiem.A jeżeli chodzi o "uczenie się na cudzych błędach-przewartościowaniu świata"powiedzmy w przenośni to z pewnością jest coś w tym.Przynajmniej ja tak mam.Człowiek będąc blisko osoby tak chorej nabiera większej pokory,łapie dystans-do rzeczy błahych które kiedyś urastały d rangi głównych problemów,zatrzymuje się na chwilę w tym pędzie jaki czasami narzuca życie i zaczyna cenić po prostu samo życie,zdrowie.Odnajduje w życiu to co najważniejsze-rodzina.I trzeba celebrować każdy dzień jakby był ostatnim-bo przecież ludzie nie tylko umierają w wyniku chorób...Teraz na cmentarzu,blisko mojej Mamy leży dziewczyna 33 letnia z synkiem 8 letnim-oboje zginęli w wypadku razem drugą Matką i też jej 8-letnim dzieckiem-bo wjechał w nich pijany kierowca...który przeżył.Obie były pięknymi kobietami sukcesu,spełnionymi matkami...To z pewnością zmusza do zadumy nad losem też swoim, podobnie jak choroba kogoś bliskiego.

    OdpowiedzUsuń