wtorek, 11 października 2011

2.020

- Mama, a kto wygjał ten konkujs? – pyta Erna.
- Wybory … - pomrukuje Nowy Człowiek.
- JA! – ze swadą odpowiada Silny.
JA Silnego jest rozległe i pokaźne.
- Na szczęście, że nie ta kacz… - Erna wzdycha z emfazą.
Mają piorunującą świadomość obywatelską, jak na nie do końca – w kategoriach członków narodu, a nie byle społeczeństwa – Polaków.
Cha!


Tymczasem, tymczasem – w narodowej grze liczbowej sprzed dwóch tygodni nie udało się nam w nic trafić – ku nieco sarkastycznej radości wszystkich (wcześniej strzeliłam umoralniającą gadkę, że duże wygrane pieniężne statystycznie nie przynoszą ich beneficjentom długoterminowych dobrodziejstw, opowieść zasiała stosowne ziarno, lekko podkręciłam znane mi to stąd, to stamtąd przykłady).
Ale któregoś dnia ---
- Piki! – wykrzyknął Nowy Człowiek i potrząsną krągłą, zaskoczoną łapką brata. – Wygrałeś właśnie w lotto małą kumulację!Silny spojrzał raz w lewo, raz w prawo.
- Pół grosika! – ciągnął Nowy Człowiek, nie zaprzestając przesadnych gratulacji.
- Pół gjosika? – zadziwiła się Erna. – Jezu! Ty, chłopie! – i jęła obściskiwać tę część młodszego brata, która nie była zaangażowana w nowoczłowiecze powinszowania. – Jakiś wajjacki półgjosik! Ale masz!
- Jeszcze jedna wielka kumulacja! – Nowy Człowiek z impetem walnął Silnego w ramię. – Zaraz wygrasz kolejnego półgrosika i będziesz miał całego grosika!Silny wydawał się nadzwyczaj radosny, choć i trochę skonfundowany.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza