środa, 15 czerwca 2011

1.996

Fundacja propagująca karmienie piersią ogłosiła konkurs na zdjęcie karmiącej matki. Galeria, która organizuje wystawy na stacjach metra, chciała tam pokazać najlepsze prace. Ale gdy je zobaczyła, z pomysłu szybko się wycofała, tłumacząc: Nie możemy ludzi szokować i obrażać.

źródło: gazeta stołeczna, 09.06.2011





Jean Fouquet „Madonna z Dzieciątkiem”, około 1450
Antwerpia, Królewskie Muzeum Sztuk Pięknych




Jestem zdumiona, wręcz zażenowana, że TO w ogóle może być tematem – w kraju kultu Matki-Polki i kultu Matki Boskiej, która karmi – już na średniowiecznych obrazach! - Dzieciątko gołymi piersiami.

Bo rzecz ma dwie warstwy – tę pierwszą: obnażone biusty na publicznie dostępnych ścianach. I drugą – czy wypada czy nie wypada publicznie karmić piersią i dlaczego karmienie obraża moralność.



Jeżeli chodzi o gołe damskie torsy na tablicach reklamowych i w produkcjach marketingowych różnego rodzaju, to mam na ich temat jasne zdanie – przedmiotowe traktowanie gołych piersi, wyprężone sutki między pomidorem a, nomen omen, burakiem, obficie wypełnione staniki na tle wanny i zlewozmywaka albo paneli drewnianych one – tak – one mnie obrażają, szokują i zniesmaczają (ta retoryka jest oczywiście przesadna, ale chodzi o uwypuklenie tematu).
Tak czy inaczej czuję niejaką odrazę przejeżdżając co rano wzdłuż wielkiej reklamy pizzy ze stacji benzynowej z gołą panią, z których każda, i pizza, i pani „czeka gorąca i gotowa” za trzysta metrów, prosto, później w prawo.
Obrzydliwa jest reklama a-dresika z obwisłymi piersiami rozciągniętymi do rozmiaru mini albo maxi, w zależności od liczby megabajtów. Paniom zwisa a pan obok stoi ubrany (byłabym ewentualnie zainteresowana równoległą akcją reklamową z męskim bohaterem i adekwatnym rozciąganiem mu intymnych lokalizacji, to zamknęłoby mi usta – niezależnie, jak brzmi to zdanie).

Piersi ładne i brzydkie i jędrne i zwiotczałe atakują z każdej i nie sądzę, doprawdy, żeby znalazł się taki właściciel nośników, który w akcie równościowej poprawności i odprzedmiotowienia damskiego ciała odważyłby się zrezygnować z gargantuicznych posterów z reklamą biustonoszy i majtek. A goła nastolatka udająca stateczną panią, rozciągnięta na którejś z flanek ruchliwego skrzyżowania może nie tylko obrazić i zniesmaczyć, ale także spowodować katastrofę komunikacyjną, a co najmniej ostre hamowanie.
Więc nie dość, że obyczajowo szokująca, jest jeszcze zagrożeniem BHP.

Słowem – cyce na ulicach (bon mot jak ta lala) są wszędzie. Dlaczego akurat TAMTE, karmiące, w kontekście ze swej istoty najbardziej adekwatnym miałyby szokować i obrażać?
Nie ogarniam.
Postawiłabym wręcz tezę, że nawet wyznając zapiekłą dulszczyznę wypada zachować logikę. I albo wszystkie cyce są be albo --- kryterium niech będzie artyzm ;))))



A samo karmienie piersią jako akcja odstręczająca, obrzydliwa i przyprawiająca przypadkowych obserwatorów o mdłości to już naprawdę jest hardcore.

Karmienie piersią, w istocie, jest fizjologią, tak. Na forach dyskutanci gdaczą, że jest fizjologią równie odpychającą, jak publiczna defekacja. To bardzo pomysłowe porównanie, bo z definicji odsyła karmienie w rejony ściśle prywatne, do intymności własnej kanapy/kanciapy w centrum handlowym, w pobliżu WC .
Ale – Państwo wybaczą banalne porównanie – oddychanie również jest fizjologią, więc może powstrzymajmy się w miejscach publicznych od oddychania? Od urażania bliźnich widokiem swoich stomatologicznych zaniedbań i od woni zgagi?

Kwestia jednak w tym, że karmienie piersią ani nie śmierdzi, ani nie sieje bakteriami (a dla głodnego niemowlaka jest niezbędne, jak oddychanie). Poza tym, w większości wypadków trzeba doprawdy sokolego wzroku, żeby w akcie karmienia piersią dopatrzeć się gołego ciała.
Moja konkluzja jest taka, że otóż fizjologia karmienia piersią nie jest tożsama z fizjologią publicznego siusiania, bekania albo puszczania gazów. Ma za to dość ścisły związek z faktem, że homo sapiens jest ssakiem. Więc pozwalam sobie odmówić słuszności argumentom moralizatorów, że takie rzeczy, jak karmienie powinno się załatwiać prywatnie. Otóż nie całą biologię da się poddać technologii, kontroli i harmonogramom, karmienie działa akurat w ten sposób, że kiedy dziecko jest głodne, jego matka je karmi, to jest dość prosty mechanizm.


Podobno tak bardzo kochamy te wszystkie dzieci, które są nasze, urocze, pszenicznowłose aniołki, życie poczęte, przyszłość narodu i tak dalej. Jeżeli dobrze rozumiem moralizatorów – kochamy wszystkie, z wyjątkiem głodnych niemowlaków, wrzaskunami niech się zajmą ich matki i to optymalnie gdzieś w kącie albo we własnym mieszkaniu.
O słodka bigoterio.
Matka-Polka Niepokalana Dziewica nie ma przecież laktacji. Nie „wywala cyca”, bo jej dzieciątko karmi się manną. W ogóle - nigdy nie traci zimnej krwi, nie ma niczego potąd i codziennie gotuje pożywne obiadki, na wszystko jej starcza cierpliwości, uśmiecha się słodko, pogodna idiotka i do ukończenia szóstego roku życia przez ostatnie z gromady dzieci nie oddala się od domowego ogniska bardziej, niż do spożywczego, mięsnego albo do piekarni.
Amen.


Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza