środa, 30 maja 2012

2.064

Potrzeba podpisania realiów jest silniejsza, niż rozwaga – w istocie! rzecz jasna!, każdy grafoman potwierdzi to z werwą. Wystarczy, że napisałam, że nie mogę [pisać] i oczywiście zaczęłam znów móc.
Och i ach.

Przy okazji - już wiem, jaka kropla mi się przelała. Która kropla. Niespodziewanie udało mi się ją nazwać przy prasowaniu. Albo przy – powiedzmy – lirycznym rytuale codziennego prania.
Chodzi mianowicie o tę od ja wam powiem, jak to NAPRAWDĘ być matką.

Prawdopodobnie skutkiem stronniczej selekcji lektur (tygodniki włączając), przez tendencyjny dobór lajków na fejsie albo w efekcie jakichś kosmicznych wahań odniosłam otóż ostatnio wrażenie, że jest w dobrym tonie w 2012 popisać się umiejętnością zdefiniowania jedynie słusznej definicji matki. Sama nie jestem bez grzechu, w końcu od blisko dziesięciu lat obrabiam tę działkę, ale – wiadomo – belka we własnym oku jest raczej mało widzialna.

Tzn. nie była do tej pory widzialna, ale ją nagle ujrzałam.

Zdałam też sobie sprawę, że czytam cudze teksty i nie czuję katharsis, że żaden tekst mi w 100% nie odpowiada. Więcej – nie odpowiadają mi własne. I coraz bardziej się przychylam ku tezie, że macierzyństwo jest do tego stopnia z indywidualnego doświadczenia, że każde pisanie go w klimacie oto jedyna prawda jest skazane na porażkę.

I jeszcze to babskie piekło, obgadywałam je ostatnio w damskim gronie, jak to własnoręcznie i nawzajem dolewamy sobie smoły do gara.
Co ona wie o wychowaniu, ma jedno dziecko i od ciąży nie pracowała.
Co ona wie, ma co prawda dwoje, ale za to jakie małe.
A tamta, a tamta, jej na bieżąco pomaga teściowa i matka.
Co ona mi tu gada.
Żyjesz z trójką dzieci za minimum socjalne? Nie? To się nie mądruj, mała.

Efekt tego jest taki, że próżno szukać pociechy. Próżno szukam ja.



A chciałabym wiedzieć, jak to się stało, że panującą religią tego kraju (wyjąwszy Paczaizm, za to włączywszy buddystów i apostatów) jest Kult Smarkacza. W ścisłym związku zresztą z nadrzędnym przykazaniem, że „wyłącznie winna każdemu życiowemu niepowodzeniu dziecka jest jego matka”.

Chcę wiedzieć – tytułem banalnego przykładu - dlaczego odrzucając a priori możliwość udziału nielatów w jakichkolwiek weekendowych działaniach tak zwanych kreatywnych (typu papranie się w mokrej glinie pod kierunkiem hipsterek parających się instruktażem albo twórcza kuchnia feng-shui dla dwulatków) czuję ukłucie niepokoju pod którąś łopatką. Nielaty nie biorą udziału, bo kreatywne mnie nudzą. Na śmierć. I amen.

Co prawda amerykańscy naukowcy dowiedli, że dzieci regularnie uczestniczące w animacjach nie wykazują większego potencjału, niż dzieci nie uczestniczące w nich wcale, ale – KTO ICH TAM WIE?

I dlaczego kiedy moje dziecko jest nieprzygotowane z liczebników angielskich, a jego kartkówka nadaje się do przemiału – też mam ukłucie pod łopatką. Dlaczego uważam, że to ja nie dopilnowałam, a nie, że dziecko zlekceważyło sprawę?

I dlaczego jest takie ważne mieć płaski brzuch w tydzień po porodzie – pies wąchał czy miałam, czy nie – a to, co się dzieje trzy-sześć-dziewięć lat po porodzie już nie jest takie ważne (uwzględniwszy, na przykład, kwestię organizacji czasu i wygospodarowania go na ćwiczenia aerobowe albo salsę).
Gdzie artykuły o goniących, jak kot z pęcherzem matkach dziesięciolatków?
O skrajnym wyczerpaniu, które nie mija z ząbkowaniem.

I gdzie jest o tym, że to po prostu życie. Nie kara ani nie żadna sadystyczna religia.

Chciałabym gdzieś przeczytać, że panowie i panie, otóż życie bywa i takie.

Chciałabym, żeby mi to powiedziała jakaś matka z siwą brodą do pasa.
Młodszej nie dam wiary.




54 komentarze:

  1. Nie mam najcieńszej szansy pocieszyć. Ale jak już się włączę w ten kierat matek, to sobie będziesz mogła poobserwować, że u mnie to samo. Choć co ja tam wiem... :) Pozdrawiam Zimno bardzo ciepło.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. => bebeluszek: nie mogę zapytać, kiedy zamierzasz się włączyć, bo to by było toksyczne pytanie

      Usuń
    2. raczej utopijne niż toksyczne. Zamierzać to sobie można, a z tego i tak nic nie ma.

      Usuń
  2. Przyjdź kiedyś do hospicjum. Tam jest całkiem sporo takich matek.
    Nigdy nie miałam potrzeby zabierania publicznie głosu w sprawie macierzyństwa. Matki wyrodne, sfrustrowanie, bez lukru... Dla mnie macierzyństwo jest dogłębnie z indywidualnego doświadczenia, jak piszesz. Pewnie dlatego, że pierwsze dziecko mi zmarło po 10-u dniach, a drugie-wcześniak, nie przypominało żadnego innego. Wiedziałam, że swoje macierzyństwo buduję na własną rękę, nie da rady go wpisać w żaden nurt, dyskusję, podczepić pod cokolwiek. To z jednej strony większa samotność, z drugiej siła. No i jakaś tam lekcja pokory. Cmokam czule i po sesji porywam cię na kawę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. => zorka: kawa na mieście? :)))))))))
      ale pamiętaj, że tu kanapa czeka i sałatka może być i nocne bab gadanie :)

      kiedy jest posesji?

      Usuń
  3. Szczerze powiedziawszy, zimno, dopiero dzisiaj gadasz jak człowiek. Kilkanaście ostatnich notek na twoim blogu powodowało u mnie poważny wkurw, aż się zastanawiałam czy nie wyrzucić cię z ulubionych ;) Ale doszłam do wniosku, że za bardzo lubię ciebie i twoje maluchy (Erna rządzi :) ) . Mam troje dzieci (22,12,8) i uwierz mi, żadnej recepty na bycie mamą. Bo chyba jej w ogóle nie ma. Idziesz po prostu. Każdego dnia wstajesz i zaczynasz od nowa. Z milionem codziennych problemów próbujesz sobie dać radę najlepiej jak umiesz. Bo nie ma odwrotu - jesteś mamą i koniec. Ale przecież to wszystko już wiesz, prawda?
    Pozdrawiam ze wschodniej Polski :)
    PS. Moje dzieci też nie uczestniczą w weekendowych animacjach, żeby jasność była. Kiedyś czułam ukłucie pod łopatką, ale mi przeszło.
    Grażyna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. co prawda cieszę się, że wreszcie gadam, jak człowiek, ale jednocześnie szybko rekapituluję ostatnie notki pod kątem tego, co w nich woniało aż takim obciachem.


      i oczywiście zgadzam się, że zasadniczo jest tak, że wstajesz rano i idziesz i po prostu dajesz radę.
      wstaję idę daję.

      pozdrawiam!

      Usuń
  4. Moja znajoma mawia małe dzieci nie dają spać duże dzieci nie dają żyć i to wszystko na ten temat.Ach siwej brody nie mam ale mam dwóch synów przed 30-tką. Pzdrawiam ciepło.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. czyli dementujesz pogłoski z komentarzy pod poprzednią notką, że po maturze dzieci przychodzi czas na dolce far niente?

      czyli jest, jak przypuszczałam :)

      Usuń
  5. Moja teściowa, co może brody nie ma, ale właśnie świętuje bardzo zacną okrągłą rocznicę, wyczytała i potwierdza własnym doświadczeniem, że matka musi być tak na trzy z plusem. Matka na piątkę jest za dobra i ma zły wpływ. Ja tam teściowej wierzę. Pzdr - cicho.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. pozostaje kwestia co brać do średniej, żeby uzyskać 3+?
      i jak unikać przeholowania do 6 :)

      Usuń
  6. A może my, matki, mamy poprostu jakieś zbyt wygórowane wymagania co do życia właśnie? Czytałam ostatnie "Wysokie Obcasy" i tam kolejny raz jakaś pani odbrązawia macierzyństwo. To wczesne. Wiele prawdy tam znalazłam ale też odniosłam wrażenie, że ona miała zupełnie nierealistyczne wyobrażenie jak to będzie z dzieckiem, że niby tylko aniołki i misie puchate i z chustą na spotkania w redakcji. A potem do mnie dotarło, że może ja owszem, byłam przygotowana na hardcore pierwszych miesięcy ale też miałam i mam nierealistyczne wyobrażenie tego co będzie jak: przestanie ssać cycka, potem jak stanie na nogi, jeszcze potem jak przestanie sikać w pieluchę, a teraz jak to będzie super jak od września zacznie przedszkole ( wiem, jeszcze długa droga przed nami).
    Może my za dużo "amerykańskich seriali" oglądamy i poprostu mamy spaczone wyobrażenie o życiu, że chcemy samych happy endów?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. => ida27: prawdopodobnie mamy wygórowane.
      oraz brakuje nam pewności siebie, więc szukamy autorytetów w obsłudze dzieciarni (patrz: animatorki na kreatywnych)

      ogólnie to generalnie jakoś nie łatwe.

      Usuń
  7. nie da sie odkolorowac macierzynstwa i nie da sie dac definicji prawdziwej matki dokad jak piszesz matki matkom beda jak wilki wilkom. ja sama majac dziecko w zlobku (a co.nadaje wlasnie z pracy) z ust innej matki bedacej na rocznym urlopie na koszt panstwa uslyszalam ze zlobek to zuo i pewnie o tym wiem. otoz nie wiem.chociaz pewnie gdybym mogla niepracowac przez rok jeszcze, dwa to bym nie rpacowala ale oddawalabym dzieci do klubu na wyhasanie z rowiesnikami zeby nie przydusic czasem pierworodnego za namiar pary.
    otoz dokad sie matki beda pytac czy nie chce mi sie drugiego pachnacego niemowlaczka a ja bede odpowiadac ze moj przez 4 miesiace pachnial ulewanym litrami mlekiem, dokad matki beda pytac czy nie chce m isie drugiego niemowlaczka takiego slodkiego a ja bede sobie przypominac jak ten moj niemowlaczek darl sie i jak wystawialam go na klatke schodowa zanim wyszlam usilujac zamaskowac lzy i probujac sie uczesac w meidzyczasie tak dlugo bedzie jak jest.

    i nie pomoga publikacje na bachorze o wkurzonych matkach , nie pomoga blogi o ofdlukrowywaniu macierzynstwa bo i tak znajda sie matki ktore wypieraja z siebie prawde bo prawda moglaby obnazyc ich slabosc i pokazac ich srodek.


    i prawda nie istnieje. i nie ma recept. tylko szkoda ze nie mozna po prostu tego tak uznac. zawsze inni beda nas oceniac przez pryzmat siebie . na forum dzieciowym laski ladnie to nazwaly
    "inni rodzice sa dziwni" ;) to taki nasz slogan i mysl przewodnia na roznice miedzy nami;)

    /g

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ależ tak.
      inne dzieci też są dziwne. zachowują się jakoś tak INACZEJ.
      a INNY często u nas = ZŁY
      to rozumowanie trzyma się kupy, prawda?

      Usuń
  8. A propos Kultu Smarkacza. Przez parę lat prowadziłam spotkania dla rodziców po stracie. Posiadanie małego dziecka, jak i utrata małego dziecka jest tematem medialnym, oblepionym opiniami, emocjami. Poznałam wiele mam, którym zmarły kilku-, kilkunastoletnie dzieci. Opowiadały o swoistym ostracyzmie społecznym, przezroczystości. Kult Smarkacza zdecydowanie ma lewą stronę. Równie bolesną.

    OdpowiedzUsuń
  9. A raczej conajmniej tak samo bolesną.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zorko, jak zwykle sedno. Moja znajoma z pracy straciła 20-letniego syna. Byłyśmy razem w delegacji, tak się zdarzyło, że chciała o tym mówić. Wróciłam do domu, położyłam spać moje małe wtedy dzieci i płakałam. Wtedy to zrozumiałam.

      Usuń
  10. ja myślę, że za dużo o tym BYCIU MATKĄ jest pisane i rozmawiane w ogóle. Jak się nią jest po swojemu i trzeba się z tym pogodzić. I ja myślę, że się pogodziłam ;)
    Małe dzieci są medialne, dziesięciolatki komunijne /dziewięcio?/ a o nastolatkach lepiej nie wypowiadać nie pisać i nie myśleć wcale. Przecie dziecko można wychować przez pierwsze 3 lata jego życia ;))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. => Kala: no właśnie!
      nie widzę zatrzęsienia blogów z zabawnymi tekstami nastolatków, spisywanymi przez zachwyconych rodzicieli (a, jak zakładam, trzynastolatki potencjalnie tekszczą znacznie bujniej, niż dwulatki)

      Usuń
    2. mysle, ze gdy dziecko ma lat "nascie", matka miala juz czas na przyzwyczajenie sie, ze jest i bedzie matka do konca swego zycia. z plusami i minusami tego macierzynstwa. siwej brody nie mam, ale mam 27mio letnia corke w klopotach i mysle, ze czasami 'to' sie nigdy nie konczy. odpowiedzialnosc (i klucie pod lopatka) zostaje zawsze. historie i losy sa rozne, tak jak matki i dzieci, ale coraz czesciej mi sie wydaje, ze niestety wbrew pozorom, o wiele mniej niz nam sie wydaje zalezy od nas.

      Usuń
  11. Dołączam się do Grażyny - piszesz jak człowiek, zimno;) Ja już kiedyś pisałam, nie do końca rozumiem całą tę dyskusję o macierzyństwie. Śmieszy mnie "projekt dziecko". Spędzam ze swoimi dziećmi dość dużo czasu (taką mam pracę, częściowo w domu), ale nie staram się im zagospodarować każdej wolnej chwili. Czasem proszę, żeby byli cicho, bo pracuję, ale nie przeganiam, bo teraz potrzebuję "chwili relaksu dla siebie". Nie odczuwam potrzeby odpoczynku od swoich dzieci, bo lubię z nimi przebywać! Zamiast warsztatów (bingo, zimno!) wolę wziąć ich w góry, bo to jest moja pasja i one to czują - że nie próbuję ich "rozwijać" na siłę. To jest moje życie, tu i teraz, z nimi, chwytam te chwile, bo za parę lat będzie inaczej, zupełnie inaczej, wyfruną w świat, a ja będę na nowo definiować siebie.
    Mam poczucie, że teraz każda matka powinna przynajmniej raz na tydzień dokonać samooceny; generalnie też jest mi ta tendencja obca (juz się powoli zaczynam martwić swoją bezrefleksyjnością). Nie wydaje mi się, żebym miała wielki wpływ na to, jakie są moje dzieci. Ale widzę, że są szczęśliwe i uszczęśliwiają innych. I to samo widzę u dzieci zimno.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. => MW: mnie też śmieszy projekt dziecko, ale dopiero od niedawna, od jakichś dwóch lat, myślę. poprzednio traktowałam go poważnie.
      buaaaa :)))))))))))))

      podoba mi się Twoja praktyka współistnienia z dziećmi. doskonała antyteza dla wiodącej tendencji zapewniania dzieciom sposobów zabicia czasu

      Usuń
    2. => zimno: no proszę, nawet jeśli traktowałaś ten projekt poważnie, to się z tym kryłaś. Czytam Cię gdzieś od czasów małej (rocznej? półtorarocznej?)Erny (wtedy było takie klimatyczne zdjęcie z dziećmi, na górze strony - kuchenne? z krzesełkiem do karmienia?) i zawsze odnosiłam wrażenie, że robisz to, co lubisz - np. wyjeżdżasz z dziećmi w fajne miejsca, sprawiając sobie i im przyjemność. Czyli projekt projektem, a na szczęście nasze "ja" bierze górę. W większości spraw, tak myślę, chyba. O ile akceptuje się własne "ja", ale to już inny temat.

      Usuń
  12. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie owe "warsztaty" to jakaś proteza współbycia. Wolę warszataty domowe w kuchni, u babci na działce, wśród zaprzyjaznionych rodzin. MW, czytam o Twoich górach i zaraz widzę moją kochaną Asię, z którą spędziłam w szkolnej ławie kupę czasu. Zamiast "warsztatów" Aśka śmiga z całą swoją czwórką po górach. Ostatnio śmigałam z nimi - na majówce w Niedamirowie.
      www.jaskoly.com - to, że wciąż tak można żyć, cieszy mnie najbardziej.

      Usuń
    2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    3. => zorka: lękowa proteza bycia razem.
      "ja nie umiem wypełnić mu czasu, niech inni się tym zajmą"

      Usuń
    4. Może to odpowiednik mamek? Tylko nie o karmienie tu chodzi, nie o biologiczne karmienie. Ktoś - za nas.

      Usuń
    5. => zorka, parę zdjęć obejrzałam, bo na więcej nie ma czasu, ale już mogę powiedzieć: bratnia dusza ta Twoja Aśka, nic dodać, nic ująć:)) Ja zawsze, poza ciężkim plecakiem (ekwipunek dla trojga), zwieszam sobie, dla równowagi można powiedzieć, z przodu ciężką lustrzankę, bo wyprawa bez zdjęć jest dla mnie stracona. Szczególnie ekstremalnie wygląda to zimą, w tym roku uprawiałam w Wiśle trening a la Justyna Kowalczyk, biegając między Starszą, która uczyła się jeździć na nartach a Młodym, który gustował w innych rozrywkach. I oczywiście robiąc zdjęcia. A mrozik mieliśmy, minus 17 pod Soszowem... Plus tej sytuacji jest taki, że tuż przed 40-tką kondycję mam, że hej!

      (niestety nasza aktywność obejmuje tylko trójkę - tu siła wyższa, mąż jest po ciężkim nowotworze, na razie kibicuje nam z domu)

      Usuń
    6. Aśka też śmiga z aparatem. :)
      A jeśli chodzi o męża, słowo "po" bardzo lubię. :)

      Usuń
  13. dziękuję, mam to "czytam cudze teksty i nie czuję katharsis, że żaden tekst mi w 100% nie odpowiada." tylko nie wiedziałam że to mam. teraz już wiem.
    ale pisz dalej, dobrze?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. => ds: zrozumiałam aluzję.
      zamilknę na wieki :)

      Usuń
  14. Ufff, wreszcie jakaś - w moim odczuciu - spokojna, autentyczna i (wybacz) bezpretensjonalna (bez:'spójrzcie, ile z siebie daję') notka.

    Według mnie nie trzeba siwej brody do bycia mądrą i zadowoloną z życia matką, a właściwie do bycia takim człowiekiem. Trening świadomości samego siebie, świadomość swoich potrzeb i zgoda na nie - to daje równowagę. Choć to strasznie trudne i my wszyscy mamy z tym problem.
    Jeśli wolno mi, chciałabym polecić coś, co pomaga, całkiem na serio, uporać się z samym codziennym sobą: terapia gestalt. Tak naprawdę każdy z nas tu, zwykłych ludzi powinien ją przejść.
    http://gestalt.poznan.pl/psychoterapia_gestalt.php

    ja (i kilku moich znajomych) możemy polecić.
    pozdrawiam.

    Vau Ki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na codzienność - terapia Gestalt.

      Usuń
    2. Wałki: umieszczanie komercyjnych linków w komentarzach jest niezgodne z etykietą tego bloga.
      skazuję cię na śmierć.

      Usuń
    3. O, dużą moc sprawczą sobie przypisujesz :)

      Vau Ki

      Usuń
  15. Gdyby ojciec Paganiniego zajął się swoim płaskim brzuchem zamiast dopilnowywać dziecko w ćwiczeniach smyczkiem, to ilu osobom przepadłyby muzyczne ekscytacje na koncertach.
    Po dziesięciu latach macierzyństwa jeszcze nie wiesz, że teraz nie ma pamięci tylko Google z kontrol eF?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. co prawda nie rozumiem twojego komentarza, ale to pewnie dlatego, że jeszcze nie zdążyłam być przez 10 lat matką.

      Usuń
    2. OK, prostymi słowami. Może czujesz się odpowiedzialna za liczebniki angielskie, wyprane ciuchy i obiad, bo to ty jesteś dorosła? I ty powinnaś dzieci oprać, nakarmić i przepytać. Chociaż opcja wrzucenia ich w podręczniki, niech same się uczą, małe darmozjady, same przepytają, same rozkminią całki z różniczkami i niech same sobie ułamią chleba oraz zacerują majtki jest pociągająca. Może zostanie panującą religią roku 2013.

      Usuń
  16. Poczułam ulgę, coś takiego jak zbiorowe macierzyństwo nie istnieje, nie ma sedna, nie ma katharsis, tak jak nie ma matki z brodą. Czy można być matką z tym, że "nie ma"??? (definicji, rady, jedynie słusznej drogi)? Można - tyle nas jest. I bardzo, bardzo ciepło NAS pozdrawiam:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. => monika: ja też NAS pozdrawiam. ściskam wręcz. oburącz. te wszystkie, które bardziej nie wiedzą, niż wiedzą i bardziej szukają, niż uważają, że zjadły wszystkie rozumy stając się matką.

      Usuń
    2. ja tylko na chwilkę - cieszę się, Zimno, że wróciłaś
      Kaitek

      Usuń
  17. Najpierw chciałam skomentować to wszystko tekstem: "Cześć, mam na imię Ola, od czterech lat jestem matką" Chór: "Witamy Cię, Oluuuuu"
    I pisać, że każda matka ma prawo się wypowiadać na ten temat, bo oczywiście zgadzam się z tym, że jest to doświadczenie indywidualne. Ale potem ukłuło mnie, że kurczę, nie tylko matki mogą mieć tu coś do powiedzenia. Przypomniałam sobie, jak kilka miesięcy (lat?) temu czytałam wypowiedzi dziennikarek, terapeutek związanych ze "Zwierciadłem" (bezdzietnych), jak to ich praca pozwala im realizować rozmaite instynkty i paradoksalnie, dzięki temu, że własnych dzieci nie mają, mogą bez wiadomych obciążeń spojrzeć z innej perspektywy i pomóc innym.
    Więc (banalne to, wiem; ale ożywcze:) - przyznajmy różnym osobom prawo do wypowiadania się na różne tematy; przefiltrujmy to przez swoje doświadczenia, ale nie twórzmy grup AM (Anonimowych Matek:) z tym przeciągłym witaniem w kręgu.
    Pozdrawiam serdecznie, dziękuję za notkę i cały czas czekam na zajęcie stanowiska w kwestii "Perfekcyjnej Pani Domu":)))))
    Ola

    OdpowiedzUsuń
  18. Po przeczytaniu ostatniego postu udałem się do najbliższego gabinetu osobliwości i tam pogadałem sobie jak facet z podbródkiem z kobietą z brodą. Wspomniana śpieszyła się na kolejny występ i tylko tyle udało mi się z niej wydobyć:
    1. W wyprowadzaniu potomstwa " na ludzi" obowiązuje reguła, że nie obowiązują żadne reguły i
    dotyczy to też tej reguły ( ona "robi na 1/2 etatu" jako Pytia).
    2. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że Twoje relacje z Twoimi dorosłymi dziećmi będą
    lustrzanym odbiciem Twoich relacji z Twoimi rodzicami.
    W drodze powrotnej wzruszony lirycznymi opisami rytuałów prania i prasowania w wykonaniu Zimna,przypomniałem sobie czasy mojego granatowego mundurka z białym kołnierzykiem.
    Pani Matka doprowadzona do skraju załamania nerwowego ilością zużywanych przeze mnie kołnierzyków wymagających prania, krochmalenia, suszenia i prasowania,
    zapoznała mnie praktycznie w ramach warsztatów domowych z tymi czynnościami. W efekcie tych działań kołnierzyk po południu, po powrocie ze szkoły bywał czystszy niż rano przy wychodzeniu z domu.
    Pozdrawiam Maryjan S.

    OdpowiedzUsuń
  19. O Matko, ależ mi ulżyło, gdy przeczytałam ten tekst! Sama się ciągle miotam pomiędzy byciem sobą a byciem matką idealną. Do tego chyba mam gorzej, bo jako psycholożka ciągle mam kontakt z mądrą (i mniej mądrą) literaturą, w której stoi jak byk, co wolno a czego nie wolno, co się powinno a czego nie, w jaki sposób błędy wychowawcze negatywnie wpływają na rozwój dziecka itd. Dopiero od niedawna mówi się o "wystarczająco dobrych" rodzicach, a i tak mam wrażenie, że bez przekonania. Dziękuję Ci Małgosiu, że tak to napisałaś i podpisuję się pod tym obiema rękami. I też mnie wk... Kult Smarkacza. Pozdrawiam Nas wszystkie i zachęcam do większej tolerancji na to, że sposoby matkowania mogą różne - i niemożliwe jest ustalenie algorytmu wychowania (a jeśli nawet możliwe, to szkodliwe).

    OdpowiedzUsuń
  20. Tak, to wszystko prawda. I dlatego cieszę się Zimno, ze piszesz. Muszę sie przyznać, że tak jak omijam szerokim łukiem fora i blogi, gdzie króluje podejście "powiem Wam, jak jest najlepiej", tak miejsca, gdzie ludzie piszą po prostu o swoich doświadczeniach są dla mnie cenne. Trochę mi zastepują kontakt z żywymi ludźmi, to prawda, jednak słuchanie historii innych jest ważne (kiedyś była o tym notka).
    Słucham więc i - jak pisał C.S. Lewis - staję się starsza.
    Nie przeżywam może katharsis, ale zdarza się zdziwienie - oświecenie. Mam takie miejsce w środku, które się nazywa "tylko ja tak mam i nikt inny na świecie". Co i rusz trzeba je przemeblować. I nie chodzi o to, że "tylko ja krzyczę na dzieci". Czasem trafiają się dużo bardziej subtelnie sprawy.
    Drogie Zimno - pisz więc, pisz.

    OdpowiedzUsuń
  21. Jeszcze coś napiszę, bo przeczytałam komentarze. Przebywamy teraz w kraju, w którym to my jesteśmy inni, i jesteśmy dziwni. Jesteśmy dużo bardziej ekspresyjni, ale też dużo bardziej nerwowi. Zachowujemy się inaczej na ulicy, w sklepie, na placu zabaw, na basenie. Jestem chyba jedyną matką w okolicy, która na ulicy krzyczy do dzieci. Nikt tu jednak nie zwraca mi uwagi. Nerwowo się rozglądam, czy ktoś mnie za coś nie opieprzy . Jednak ojciec dziewczynki, którą mój syn celowo i z premedytacją ciągnął za włosy i bił po głowie, ciepło i z usmiechem ze mną rozmawia zamiast czynić mi wyrzuty. Ratownik, gdy dziecko pobiegło w stronę głębokiej wody, nie powiedział ostro "niech Pani lepiej pilnuje dziecka!" - nic nie powiedział, tylko ruszył sie z miejsca, by asekurować. Nikt tu nikogo publicznie nie opieprza. Ludzie, wiecie, jakie to jest dziwne? Sama siebie walę pałką po głowie, aż w końcu przyszło do mnie, że nerwowość moich dzieci, jest pochodną moich nerwów.
    Dziwny to kraj, ale jestem mu okropnie wdzięczna za tą lekcję.

    OdpowiedzUsuń
  22. Ja nie napisalam, ze po maturze zaczyna sie wolnosc. Uczen jest juz po maturze, co nie oznacza wcale, ze dopiero teraz jego matka moze zajac sie soba. :) MIlo bylo po prostu spotkac kwitnaca matke. Ja mam trzech: 5, 14 i 18. Pracuje, chodze 3 razy w tygodniu na cwiczenia, czasami lece na babskie obgadywanie. Ustawiam czas raz pod chlopcow - przywiez odwiez, pozamiataj, raz pod siebie - starsi opiekuja sie mlodszym. Zawsze zostawialam sobie kawalek miejsca tylko dla mnie. Jak dzieci byly male to moze mniejszy, teraz wiekszy. Taki czas kiedy tylko JA sie licze i ugryze jak ktos mi przeszkadza. Moze to byc nawet 15 minut w wannie z ksiazka. albo zjedzona w aucie czekolada i ani okruszka dla bakow. I jeszcze w tym meskim swiecie mam zarazerwowany darmowy wkurw przed okresem. Taki bez poczucia winy i przepraszania. Niech, no tylko wtedy zobacze brudne skarpetki rzucone w kacie! Oni wiedza, ze wtedy jestem niebezpieczna.

    OdpowiedzUsuń