środa, 11 kwietnia 2012

2.054

Mam niekiedy wrażenie, że to taka gra, żeby odhaczyć w oznaczonym czasie wszystkie punkty na szlaku, codzienny bieg po tej samej planszy. Za wyjazd z domu trzy minuty przed czasem – dodatkowy rzut kostką i chwila na pilny telefon do koleżanki (później pech i bonus przepada w korku na Warszawskiej). Dwa pola do tyłu za zaległość z wczoraj, bo w drodze do pracy musisz wstąpić tu albo tam, tracisz sześć i pół minuty i ich nie nadganiasz. Odczekujesz kolejkę za dzisiejsze nadrabianie poślizgu z ubiegłego poniedziałku (lista zaległych spraw w kalendarzu generuje codzienny monit metalicznym brzękiem, nie usuwaj punktów z listy przed ich wykonaniem). Kilka chaotycznych ruchów w dół i w górę planszy w czasie pracy i choćby armagedon nie opóźniaj wyjścia, bo dotarcie po czasie do bazy „placówka edukacji” równa się dyskwalifikacji.

Później nie bywa luźniej - obiad, lekcje, upychanie z nieletnimi stroju na karate.
Pranie.
Pranie jest mityczne. Za dwa prania w ciągu doby masz jedno oczko do przodu gratis w planszy z kolejnego dnia.
Podobnie - za wstawienie pieczeni na konto jutrzejszego obiadu.
Po dwudziestej trzeciej co prawda w części zdychasz z wyczerpania, ale wykonałaś już co najmniej ćwiartkę z przewidzianych na dzisiaj zadań.
Brawo.
Sama sobie bijesz brawo, kiwasz się w auto-entuzjastycznym aplauzie (a w ręce żelazko), bo pionkom z gry w „mama-mama-mama” to poniekąd rybka.



Macierzyństwo jest doświadczeniem totalnym przeczytałam dziś kątem oka w korku na Garbarach (pochwalone korki, tylko dzięki nim na bieżąco skanuję prasę).
Ech, totalnym, totalnym, wiem to od sporego czasu. I bezwzględnie absorbującym we wszystkich obszarach. I tak dalej. Codziennie, dzień w dzień, miesiąc po miesiącu. A kolejne miesiące liczy się w latach. Co prawda nie zrywam się już do nocnych karmień, ale nie narzekam na nadmiar nocnego relaksu. W ogóle – na nadmiar rekreacji. Na niedosyt ogarniania. Na jakikolwiek deficyt w procedurach obcierania smarków. Co daje oczywiście niepowtarzalną satysfakcję (cóż, w istocie daje), ale – do licha! – jest krańcowo ciężką pracą.



Czas na regularne blogowanie się wchłonął w któryś z codziennych algorytmów typu „kolorowa bielizna na lewo, białe na prawo”, albo „przetarcie po posiłku blatów”. Żalmi.


A żeby zakończyć tezą uniwersalną, to pozwolę sobie zauważyć, że prywatne kobiece dramaty sprowadzają się w istocie także do tego, że po powszedniej krzątaninie nic nie zostaje, żaden ślad, żadna trwała szrama na czasie. 
Nie ma z tego żadnej katedry ani poematu. Ubrania się brudzą, posiłki znikają, a świeżo zamiecioną polepę brud pokrywa regularnie, każdego dnia.


…dzieci rosną (tu – dziecko na gościnnych, świątecznych występach, już niemal nastolatek, a ledwie wczoraj leżał mi na brzuchu w dniu tak zwanego przyjścia na świat, sprężysta krewetka, trzy i trochę kilograma).

























… kolejne święta będą, są, mijają.






Życzę Wam, którzyście tu jeszcze przetrwali, dobrego poświątecznego czasu!
Najlepszego po Świętach!
I niech się Wam darzy ;))))




33 komentarze:

  1. Odpowiedzi
    1. => Wiewi00ra: a dzięki!
      darzenia się nigdy w nadmiarze!

      Usuń
  2. niedawno dostałam sms - pora stosowna i intencja sympatyczna wiec cytuje - niech Ci się przyśni koszyczek wiśni ( w Twoim przypadku czereśni)
    dobranoc :)
    baszka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. => baszka: sen o koszyczku wiśni? cudny imażyk :))))))))))))))

      Usuń
  3. i zapomniany konkurs :) pierwsza!?
    baszka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. => baszka: och, TEN KONKURS!
      druga :)))))))))))))))

      Usuń
  4. Buddyści mają fajny patent na ową planszówkę. Zamieszkują w tu i teraz, w zmywaniu, praniu, ścieraniu blatów. Są uważni, skupieni na prostej czynności, nie przyśpieszają jej, nie chcą jej zabić, zbyć. Niegłupie to to; zawsze przypominam sobie PO. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. => zorka: teoretycznie wiem, że zawiesić się mogłoby być fajnie. co z tego.. i tak bez przerwy widzę przed sobą kolejne pola na planszy.

      Usuń
    2. Męczące, wiem, ale i przy nadziei. :)

      Usuń
    3. => zimno: dobra. przemyślę to :))))))))))))))))))))))))))

      Usuń
  5. Droga Zimo, dobrze że się mię Twój tekst napatoczył dzisiejszego poranka. Zaglutowane święta przeszły bezszmerowo w zaglutowny okres poświąteczny (musiałam przerwać, bo kaszka, sraszka, woda wylana na ostatnie suche spodnie - pranie marnie schnie w tę dziwną pogodę...i histeria bez związku z sytuacją)a o poranku Siostra Ostra oświadczyła: mamo MASZ MI...i tu wyskoczyła z listą żądań. Zdałam sobie byłam wtedy sprawę, że tak naprawdę NIC NIKOMU NIE MAM - może mnie Ostra ładnie poprosić i ja wtedy chętnie. Kto i co wdrukowuje dzieciom, że matka MA IM coś tam. Poza kochaniem, oczywiście? Nie będziesz teraz jadła, myć ci się teraz zachciało, no może se jeszcze siądziesz i poczytasz... - słyszę coraz częściej. I to jest dobra podpowiedź: zamiast myć gary, poczytam panią Bovary!
    Macierzyństwo jest totalitarne, totalne to za mało, ale ja się nie dam!
    Kolejny artykuł (a bo ty znowu piszesz a MASZ MI...) się dzieje. Jak piszesz, Zimono - dzieci rosną, święta będą, są, mijają. My też. Jutro o poranku pomyślę sobie o sobie: no, Glusico, to teraz MASZ MI...I zacznę od wpisów na swoje dwa blogi, które trzymają mnie przy życiu.
    serdeczności
    PS to MY jesteśmy szramami na czasie; gacie, nawet uprane - będą, są, mijają:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. => glusica: chyba to właśnie chciałam napisać - że byliśmy, jesteśmy, mijamy - w rytm korków, sprawdzania zegarka i prania.

      ucałowania :))))

      Usuń
    2. prania...nienawidzę wieszać prania bo zwiastuje prasowanie, które zwiastuje zakładanie na się i kolejne pranie, żeby wyprasować...w tym kontekście mijanie brzmi jak zapowiedź wczasów na Malediwach: zaświat, w którym nie trzeba prać:) no chyba, że piekło ze stosem dziecięcych ciuszków i męskich koszul;)ja jakoś tak dzianinowo bezżelazkowo:))

      Usuń
  6. Jeżeli między praniem a wycieraniem blatu nie masz czasu na pokiwanie nogą w szpilce i pogapienie się na schnący pedicure, to coś masz źle z organizacją pracy. Jak długo można sobie nie radzić z pieczenią? I pisać o tym w kółko?

    OdpowiedzUsuń
  7. ech no właśnie, taka syzyfowa praca. Ja mam jedno, nie wiem jak można pracować i ogarniać 3!!! Zawsze jak czytam Twojego bloga to popadam w stupor :) Wyrazy podziwu i pozdrowienia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. => Zielenina: hm. jeżeli popadasz przy lekturze w stupor, to miała rację pewna moja sąsiadka, że mianowicie powinnam wreszcie ogarnąć moje przymiotniki i przydawki.

      dałaś mi do myślenia :)

      Usuń
    2. => zorka: ojtam. nie wstydź się :))))

      Usuń
    3. => zorka: a kubełek jaki wygodny! :))))))))))

      Usuń
  8. ech no właśnie, taka syzyfowa praca. Ja mam jedno, nie wiem jak można pracować i ogarniać 3!!! Zawsze jak czytam Twojego bloga to popadam w stupor :) Wyrazy podziwu i pozdrowienia :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Niech Zimno i Tobie. Tożem na planszy ostatnio, a nie mam nawet 1 krewetki. Blogi przymierają z głodu. A co będzie, jak już się dorobię potomków?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. => bebeluszek: Ty też na planszy? a za co masz karne kolejki? za co dyskwalifikacje?

      Usuń
  10. Przy stanie posiadania: 3 plus praca zawodowa, niestety nie ma najmniejszych szans na jakieś inne niż powyższe życie. No chyba, że ktoś posiada męża, który większość ogarnie (nie znam, ale wierzę głęboko, że takowy istnieje)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. => kolorki: ... posiada bezrobotnego męża chyba wyłącznie ;)
      bez współogarniającego (ale pracującego, więc też z ograniczeniami) męża wąchałabym już pewnie kwiatki od korzennej strony.

      Usuń
  11. i Tobie niech się darzy, rozkwita i płynie (kazdy kolejny ruch na planszy niezauważenie). dzięki za wpis.

    OdpowiedzUsuń
  12. ciekawi mnie czy nowy czlowiek potrafi sam nastawic pranie? czy wyrasta w przekonaniu, ktoremu holduje jego matka, ze to domena kobiet, tak jak cala reszta domowej krzataniny- ot, kobieca karma i prywatny dramat?

    OdpowiedzUsuń
  13. Z przymrużeniem oka, dopisuję w temacie...
    Każda kobieto, która weszłaś na poziom hard (duża rodzina, wysoko ustawione poprzeczki, 95% wykonywanej pracy z efektem natychmiast zanikającym) - jak najszybciej zaktualizuj planszę!
    Na poziomie hard obowiązuje nowa plansza, z takimi dodatkowymi polami, jak delegowanie, upraszczanie, selekcja, pominięcie, konkret, rezygnacja, wolne...
    Na polu selekcja oglądasz grafik dnia i musisz z niego coś WAŻNEGO bezwzględnie wywalić, godząc się z wszystkimi czarnymi tego konsekwencjami.
    Na polu upraszczanie masz obowiązek wykonać coś z grafika znacznie gorzej, niż zaplanowałaś, czyli nie perfekcyjnie, tylko "aby, aby", na minimum.
    Na polu delegowanie jesteś wręcz zobowiązana przerzucić część czynności na inne osoby.
    Na polu pominięcie twoim obowiązkiem jest zamknąć oczy na coś, co aż krzyczy, żeby to zrobić - masz udawać, że tego nie widzisz.
    Na polu rezygnacja jest dość ciężko, bo trzeba na którymś z założonych celów postawić krzyżyk albo odsunąć w mglistą nieokreśloną przyszłość.
    Na polu konkret masz priorytetowo wykonać coś, co przetrwa w swym efekcie dłużej niż miesiąc.
    Na polu wolne zabrania ci się w luźnej chwili nadrabiać zaległości, przymusowo leniuchujesz.
    I tak dalej.
    Czyli blat zmyły dzieci (delegowanie), a ja po nich nie poprawiam (pominięcie), prasowanie w tym tygodniu objęło tylko firanki i zasłony (upraszczanie), dzieci nie poszły na zajęcia plastyczne (selekcja). Wywaliłam z celów sałatki i świąteczne wypieki (rezygnacja), liczę, że za rok się uda. Nie zdążyłam wieczorem pozmywać, ale jestem już na polu wolne, więc przekładam na jutro. Jak również jeden konkret dziennie (choćby ten wiekopomny komentarz;) osiągnięty musi być, żeby upływające życie nie wyglądało jak woda lana w sito.

    Wiem, wiem, że wszystkie to robimy, ale skoro w notce pojawiła się plansza, trochę się ją ośmieliłam uzupełnić;)
    A tak przy okazji nowej notki - urodzinowe pozdrowienia dla Silnego:))

    OdpowiedzUsuń
  14. po prostu ciekawi, ciekawosc ludzi to moja zasadnicza pobudka;)
    ciekawi mnie tez jak opisalby ojciec dzieciom( dawca) swoja gre w tacierzynstwo, za co zdobywa punkty, za co traci, czy to tez totalne doswiadczenie dla niego?
    czy jednak realizujecie model, w ktorym mezczyzna jest od "katedry i poematu" a kobieta od krzatania sie, ktore ma zapewnianic jemu komfort do pracy, w ktorej powstaja rzeczy wybitne, doniosle i trwale? ciekawi mnie wiec do jakiego modelu przyuczany jest mlody czlowiek a do jakiego np. Erna?

    OdpowiedzUsuń