piątek, 23 września 2011

2.015



Każda odtwarza sekwencję takich samych gestów. Najpierw trochę się wspina na palce i wsuwa torbę z laptopem na najwyższą półkę. Później zbliża twarz do lustra, palcami przeczesuje włosy a czubkiem języka obrysowuje usta. Skórzany żakiet/lekki prochowiec/przeciwdeszczową kurtkę wiesza na haku. Gładzi okrycie. Podszewka od wewnątrz, podszewka od zewnątrz. Przyklepuje. Siada. Patrzy na przestrzał okien, raz w prawą, raz w lewą stronę. Rozpina suwak torby, wyjmuje książkę, telefon, gazetę, butelkę wody. Jedna – kanapkę w folii aluminiowej.

Szczupła brunetka z płaskim brzuchem nad paskiem biodrówek jest imponująca. Ma sprężyste, opalone ciało, lśniące włosy. Samozadowolenie, sam sukces, władczym tonem dyktuje profesjonalne dyspozycje telefonowi. Niewielka blondynka w kolorowych japonkach odkleja się od okna i przeciąga wierzchem dłoni po kościach policzkowych. Na peronie zostali mężczyzna i chłopiec.
Pociąg rusza, dzwonią telefony. Kobiety kolejno wychodzą na korytarz, żeby kontynuować rozmowy. Niewielka blondynka ma dwa aparaty, żongluje nimi i grubym brulionem, w którym robi notatki. Ślini czubek palca, kiedy przewraca strony. Dziewczyna od kanapki w folii umawia spotkania, identycznie płynna w angielskim, jak w polskim, włączony laptop chyboce się na jej kolanach. Upija łyk wody, zakręca butelkę, odbiera telefon wsunięty na stałe między policzek a obojczyk. Jej palce, niezależne od górnej części korpusu, biją gęste staccato na klawiaturze.

Wieczorny pociąg ze stolicy do stolicy wielkopolski jest zatłoczony.

Piękna brunetka aranżuje deale. Później umawia się z przyjaciółkami na fitness i na zabiegi upiększające. Sobota, niedziela, przyszły piątek. Ciężki notatnik blondynki zsuwa się na podłogę. Nie patrzymy na siebie, ale jesteśmy teraz jedna w życiu drugiej. Wiem, że dziewczyna ze środkowego miejsca po przekątnej ma spotkanie w poniedziałek w Bydgoszczy. Blondynka nie znajduje już wolnych terminów między którymś a którymś.
- Dzień dobry pani Ewo, - mówi nagle brunetka do telefonu. Obniżyła głos, już perliście nie chichocze. – jak tam dzieciaki moje?
Nie wychodzi na korytarz.
- A u Oli w przedszkolu? – pyta. – Wszystko było w porządku?
- Z czym? Z czym był obiad? – ton blondynki nagle łagodnieje. Nachyla się do telefonu, jak do dziecięcego ucha. – Słuchaj, kochanie, - mówi. – kocham cię mocno i całuję.
Ręce dwujęzycznej nie przestają się ścigać po klawiaturze.
- Cześć, kochanie, znalazłaś ten test? – rzuca nagle między policzek a obojczyk. – Julia, co ty robisz? – dwujęzyczna się irytuje. – przecież to strasznie ważne! Pani powiedziała, że ci da dwóję, jeżeli go nie przyniesiesz!
Po drugiej stronie słuchawki trwa, widać, zwarty opór.
- Nieważne, - denerwuje się dwujęzyczna, łokciem zapobiega upadkowi laptopa. – Zejdź na dół i poszukaj tego testu! Zejdź! – długo milczy do słuchawki. – Zejdź! To strasznie ważne! No!
Patrzę przez okno w lewo, w prawo, udaję, że skupiam się na lekturze książki, wszystkie udajemy, że pozostałe nas nie interesują.
- To pa. – dwujęzyczna wzdycha z ulgą. - Pa, pa. Kocham cię.


Jesteśmy takie same, do szczegółu podobne, matki dziergaczki rzeczywistości.

Matki-Nie Można Odpuścić.
No i - Nikt Mnie Nie Zastąpi.













Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza