poniedziałek, 6 grudnia 2010

1.941

lekki mróz ścina nam policzki. Erna skacze w klasy z nierównymi płytami chodnika.
rano przyszła odwilż i zaspa się rozstąpiła, więc kroczymy po czarnym.
- mama, - rozprawia Erna. – a ziemia jest kują, aje wygjonda, jakby była kwadjatem, bo ma jogi
hop.
bęc.
plask!
- … o tu ma jogi, patrz, mama, na chodniku ma
tak.
- aktymacja! – Erna przybiera wojowniczą pozę, z ręką zatrzymaną w dynamicznym wymachu, z groźnym wyrazem twarzy i w różowym narciarskim uniformie wygląda, doprawdy, jak karłowaty ninja z ojczyzny barbie. – aktymacja płonący smok!
- aktywacja. – bąkam.
Erna nie zwraca na mnie uwagi.
- smok jest bajdzo supej, - rzecze. -
a wiesz, djaczego, mama?
- nie.
- bo jak jest aktymacja płonący smok, to djugi smok od jazu umieja!

ninjo, szacun.
- aktymacja płonąca żaba! – Erna boksuje powietrze serią gwałtownych wymachów. – to by było supej!
bęc.
bum.
bach!
.
.
.
.
.
tak, Erna jest teraz najwdzięczniejszym obiektem blogowych zapisków. Nowy Człowiek wyszedł już z tej grupy wiekowej, a raczej wszedł do grupy, w której posiadanie publicznego katalogu czynów może być grubym obciachem, Silny natomiast jest w wieku, do którego opisu najlepiej się nadaje czcionka o konsystencji potrawy z mleka, skrobi i czegoś do smaku, dla postronnych niestrawna.
bo budynieję na widok krągłej rąsi Silnego w wymachu superbohatera [Silny lewą rękę przyciąga do piersi a prawą czyni gest ave!] i rozpadam się w milion czułych cząstek na tupu-tupu Silnego, kiedy się go częstuje jakimś słodkim frykasem.
słowem – mniam, mniam i mlask. przekaz tak cukierkowy, że nieprzyswajalny.
.
.
.
.
.
- mama, - Erna unosi palec. –
bende potrzebowała tejas jakąś kjedke, bo bende sobie pamientnikowała!
Erna znajduje długopis [z brokatem] i pamiętnikuje, że strach.












Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza