niedziela, 5 grudnia 2010

1.940

plaps.
miękkie plaśnięcie na lewo od Silnego, patrząc ze wschodu na zachód.
Erna wygrzebuje się spod swojej kołdry. z fantazją zawija ramię.
- ała! – mówi.
- co się stało?
nielaty od kwadransa zasypiają.
- ała. – powtarza Erna.
Silny siada.
- wiesz djaczego sie puknęłam w głowe? bo nie zjadłam czekojadki za dzisiaj. – trajkocze Erna.
Silny przeciera zaspane oko. patrzy uważnie. on też nie napoczął dziś adwentowego kalendarza, nie wygrzebał nawet najmniejszej słodyczy spod numeru Kto-By-Dbał-O-Ład.
- co za ma-kak! – prycha Erna.
- makak?
- MAK-HAK. – wyraźnie deklamuje Erna.
- jak?
Silny się zbiera do zsunięcia się na parter, do biegu po kartonik z czekoladą.
- mak-hak. – powtarza Erna (majaczy?). -
to jest mak, któji ma na sobie hak.
- to znaczy?
– drążę.
wszystko, byle przyspieszyć moment, w którym jak na sygnał odpadną i zasną do rana.
- to jest kfiat, któji jest otoczony takimi kółeczkami i takimi hakami. hak-mak. szach-mach.
Erna płasko pada na plecy.
kokosi się, wzdycha, zamyka oczy – i chrap.
Silny także.



***


jakiś czas temu Erna nachyliła się nad skrawkiem kartki, przygryzła dolną wargę i przystąpiła do kaligrafii. Erna kaligrafuje alternatywnie [z wyjątkiem zestawu pewniaków, typu imię i nazwisko, co w sumie nie jest wcale oczywiste, bo nazwisko Erna ma niełatwe]. tak czy inaczej, Erna pisze według własnych zasad. pisze i zasłania dłonią treść.
- co piszesz, Erno? – pytam.
- list do Mikołaja.
- a o czym mu piszesz? – pytam słodko, z nadzieją i z ufnością, że będę miała na skróty, bo prezent dla Erny jest nieprostą sprawą.
- zobaczysz, kiedy mi przyniesie. – rzuca Erna i zazdrośnie zasłania przedramieniem kartkę.




***


małoletni przygotowali tradycyjny posiłek dla reniferów Brodacza.









Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza