<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><?xml-stylesheet href="http://www.blogger.com/styles/atom.css" type="text/css"?><feed xmlns='http://www.w3.org/2005/Atom' xmlns:openSearch='http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/' xmlns:georss='http://www.georss.org/georss' xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'><id>tag:blogger.com,1999:blog-8794707516820465746</id><updated>2012-03-16T00:49:23.167+01:00</updated><title type='text'>zimno</title><subtitle type='html'></subtitle><link rel='http://schemas.google.com/g/2005#feed' type='application/atom+xml' href='http://zimnoblog.blogspot.com/feeds/posts/default'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8794707516820465746/posts/default?max-results=100'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zimnoblog.blogspot.com/'/><link rel='hub' href='http://pubsubhubbub.appspot.com/'/><author><name>zimno</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17933978515201703149</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='30' src='http://3.bp.blogspot.com/-XHHowLmKxLY/Tu8jcCHNd-I/AAAAAAAAAc0/ZltwKm6GrXA/s220/z_19%2B12%2B11_%2Bml.jpg'/></author><generator version='7.00' uri='http://www.blogger.com'>Blogger</generator><openSearch:totalResults>92</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>100</openSearch:itemsPerPage><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8794707516820465746.post-4158414358112972031</id><published>2012-03-14T01:06:00.002+01:00</published><updated>2012-03-14T01:06:34.597+01:00</updated><title type='text'>2.052</title><content type='html'>&lt;span style="color: black; font-family: Verdana, sans-serif; font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;- &lt;em&gt;Sama mówiłaś,&lt;/em&gt; – Erna skręciła wokół palca rozkapryszony warkocz. – &lt;em&gt;że dwa minusy dają plusik! Mamo!&lt;br /&gt;- Mówiłaś!&lt;/em&gt; – solidarnie zawtórował jej Nowy Człowiek. – &lt;em&gt;W sobotę! Przy śniadaniu!&lt;br /&gt;&lt;/em&gt;O zgubny skutku pewnego referatu (karłowatego! literalnie - piętnaście zdań) z matematyki stosowanej.&lt;br /&gt;Ojciec Dzieciom i ja klarowaliśmy Nowemu Człowiekowi zawiłości poruszania się w zakresach liczb ujemnych i dodatnich.&lt;br /&gt;A już po kilku dniach iloczyn miał mnie trafić …&lt;br /&gt;Silny tymczasem już-już się nosił z zadaniem pytania:&lt;br /&gt;- &lt;em&gt;A laczegó?&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;Z zaokrąglonym, utoczonym w balon „ó” na końcu zamiast „o”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nielaty jęły się z miejsca przekrzykiwać wynikami działań na dwóch, na trzech, na stu pięćdziesięciu ośmiu minusach naraz. &lt;br /&gt;- &lt;em&gt;A laczegó?&lt;/em&gt; – z zainteresowaniem indagował najmłodszy brat.&lt;br /&gt;Skuteczność morderczej restrykcji, którą właśnie miałam wdrożyć [paskudny, ujemny, wirtualny czarny punkt dla Erny na imaginacyjnej tablicy dobrych obyczajów], więc efektywność kary zawisła na włosku. &lt;br /&gt;Na lichej pajęczynce niezłomności zasad. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- &lt;em&gt;Co prawda w matematyce owszem,&lt;/em&gt; - rzekłam. – &lt;em&gt;jest, jak mówicie z dwoma minusami, ale w życiu wręcz przeciwnie&lt;/em&gt;.&lt;br /&gt;Cha.&lt;br /&gt;Nielaty z ociąganiem zgasły. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Cóż, nie stworzyłabym kodeksu Hammurabiego mimo maksymalnej koncentracji, jestem wyjątkowo niefachowa w nakładaniu restrykcji z epickim rozmachem. Nie mam żadnego upodobania i brak mi polotu w budowaniu ad hoc bezwzględnie obowiązujących praw typu „jeżeli W TEJ CHWILI nie posprzątasz tych kredek/książek/puzzli, to PRZEZ TRZY DNI nie będziesz mógł … mogła …”.&lt;br /&gt;Mamo.&lt;br /&gt;Mówiąc wprost, mam problem z szybką a wiążącą wyceną, ile godzin szlabanu na gry jest warta jedna bójka między braćmi. A ile i czego w zamian za histerię i rzęsisty płacz sponsorowane przez &lt;em&gt;nie założę dziś czapki&lt;/em&gt;. Ile za butną i nieuzasadnioną odzywkę.&lt;br /&gt;I tak dalej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nadal jesteśmy z nielatami w czasie stawiania granic. &lt;br /&gt;Jakie to bywa trudne. Mamo.&lt;br /&gt;Konsekwencja, słuszność, sprawiedliwość i równe traktowanie. A żeby nie zniewalać. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ernę dyscyplinują imaginacyjne punkty ujemne i foch na mojej twarzy.&lt;br /&gt;Nowego Człowieka dyscyplinują szlabany.&lt;br /&gt;Silnego – to się jeszcze zobaczy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8794707516820465746-4158414358112972031?l=zimnoblog.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zimnoblog.blogspot.com/feeds/4158414358112972031/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zimnoblog.blogspot.com/2012/03/2052.html#comment-form' title='Komentarze (13)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8794707516820465746/posts/default/4158414358112972031'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8794707516820465746/posts/default/4158414358112972031'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zimnoblog.blogspot.com/2012/03/2052.html' title='2.052'/><author><name>zimno</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17933978515201703149</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='30' src='http://3.bp.blogspot.com/-XHHowLmKxLY/Tu8jcCHNd-I/AAAAAAAAAc0/ZltwKm6GrXA/s220/z_19%2B12%2B11_%2Bml.jpg'/></author><thr:total>13</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8794707516820465746.post-2895975806337269145</id><published>2012-03-08T23:46:00.002+01:00</published><updated>2012-03-09T00:04:55.474+01:00</updated><title type='text'>2.051</title><content type='html'>&lt;span style="color: black; font-family: Verdana, sans-serif; font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;Prymuska.&lt;br /&gt;Zawsze ciasno splecione warkocze i wyprasowana kiecuchna. &lt;br /&gt;Schludne zeszyty, drugie śniadanie zamknięte w hermetycznym worku.&lt;br /&gt;Prymuska nerwowo obgryza skórki wokół paznokci, bo z odpytania dostała cztery plus, a nie piątkę.&lt;br /&gt;Co za niefart! Cztery z plusem! Wstyd wręcz. Porażka ogólnie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;--------------------------------------------------------------------------&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Porcje makaronów jadłyśmy w trójkę, wszystkie trzy – matki małym dzieciom, oprócz wychowania dzieci zaangażowane w pracę pozadomową. &lt;br /&gt;Co prawda nasza rozmowa była z góry nieco zmoderowana, bo się spotkałyśmy, żeby pogadać o kondycji Matuchny z Polski, ale temat prymuski wypłynął spontanicznie.&lt;br /&gt;[Droga A., ta anegdota jest Twoja, muszę ją przytoczyć.]&lt;br /&gt;Zagraniczna znajoma A. nigdy nie postawiła stopy na terytorium RP (włączając ambasady oraz statki powietrzne i morskie, jak rozumiem), więc jej skażenie algorytmem Matki Polki Samopoświęcającej należy a priori wykluczyć.&lt;br /&gt;Znajoma A. jest kobietą 30+, o mocnej pozycji zawodowej i świetnych kwalifikacjach. Urodziła w ostatnim czasie dwoje dzieci, szybko wróciła do pracy. W tygodniu sporo godzin spędza w firmie albo na wyjazdach służbowych. Utrzymuje rodzinę. Dziećmi zasadniczo zajmują się placówki, a po godzinach - pracujący naukowo ojciec.&lt;br /&gt;Weekendy znajoma A. poświęca na gotowanie. Uciera, pasteryzuje i zamraża ekologiczne półprodukty, które w ciągu tygodnia są odgrzewane na posiłki dla dzieci.&lt;br /&gt;Eko-marchew. Eko-przepiórka. Eko-słoik.&lt;br /&gt;Eko pozdzierane paznokcie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Znajoma A. zapytana o motywację, o powód i w ogóle dlaczego i po co, dlaczego nie odpuści i nie odpocznie, opowiada coś mętnie o odpowiedniej i nieodpowiedniej żywności dla młodych żołądków. Kluczy.&lt;br /&gt;Myślę, że w sumie powód jest nieważny. Produkcja eko-przetworów się wpisuje w klasyczne zachowania lękowe charakterystyczne dla prymusek. Może chodzi też o iluzję poczucia kontroli, która siłą rzeczy jest ograniczona (matka nieobecna w ciągu tygodnia), więc się materializuje w menu.&lt;br /&gt;Znajoma A. jest jak żywcem wzięta z „&lt;a href="http://www.empik.com/nie-wiem-jak-ona-to-robi-pearson-allison,1728,ksiazka-p" target="_blank"&gt;Nie&lt;/a&gt; wiem, jak ona to robi”, jest ucieleśnieniem Kate Reddy pudrującej cukrem mufinki ze sklepu, żeby przypominały domowe.  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A sama też przecież pudruję.&lt;br /&gt;Upycham w tornistry śniadaniówki, wieszam pranie po nocy, rano podsuszam rajstopki. &lt;br /&gt;Z wewnętrznym, głęboko osadzonym w śledzionie przekonaniem, że MUSZĘ.&lt;br /&gt;Sprawdzić się na 100% i zdać każdy egzamin na bdb (co jest oczywiście pewną przesadą i figurą, ale nie fałszuje istoty).&lt;br /&gt;Prymatem prymuski jest bezustanne udowadnianie, że się nadaje, że się sprawdza, że jest wzorowa.&lt;br /&gt;Prymuski nie determinuje, jak się okazuje, Matka Polka, prymuska ma jakieś inne źródła.&lt;br /&gt;Może one są w wychowaniu typu „bądź grzeczna i słuchaj”? Nóżki razem?&lt;br /&gt;Cicho bądź!&lt;br /&gt;Ucz się!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na dzień kobiet życzę Ernie i jej rówieśnicom i tym wszystkim, którym się to jeszcze uda – zerwania z toksyczną prymuską w głowie. &lt;br /&gt;(Sobie też, w sumie ;)))) ).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8794707516820465746-2895975806337269145?l=zimnoblog.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zimnoblog.blogspot.com/feeds/2895975806337269145/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zimnoblog.blogspot.com/2012/03/2051.html#comment-form' title='Komentarze (45)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8794707516820465746/posts/default/2895975806337269145'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8794707516820465746/posts/default/2895975806337269145'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zimnoblog.blogspot.com/2012/03/2051.html' title='2.051'/><author><name>zimno</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17933978515201703149</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='30' src='http://3.bp.blogspot.com/-XHHowLmKxLY/Tu8jcCHNd-I/AAAAAAAAAc0/ZltwKm6GrXA/s220/z_19%2B12%2B11_%2Bml.jpg'/></author><thr:total>45</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8794707516820465746.post-4801079488753839997</id><published>2012-03-07T00:16:00.003+01:00</published><updated>2012-03-07T00:57:47.653+01:00</updated><title type='text'>2.050</title><content type='html'>&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif; font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;Dzień Kobiet tuż za rogiem [&lt;a href="http://www.mmpoznan.pl/405342/2012/3/6/manifa--w-poznaniu-z-latarkami?category=news" target="_blank"&gt;&lt;span style="color: blue;"&gt;manifa&lt;/span&gt;&lt;/a&gt; w Poznaniu w czwartek, o 18.30 przy Półwiejskiej, koło pomnika Starego Marycha, osobiście &lt;em style="color: black;"&gt;not attending&lt;/em&gt;, bo w tym czasie zabawiam nielaty], więc wobec bliskiej perspektywy goździka i rajstop, internet i prasa drukowana wyręczają mnie w krucjacie, że to fe, że MĄŻMINIEPOZWALA (za to kocha) i ogólnie, że być może dyskryminacja nie jest bajką dla niegrzecznych feministek na dobranoc.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niezły jest ostatni &lt;a href="http://www.przekroj.pl/temat/833204-10_2012.html" target="_blank"&gt;&lt;span style="color: blue;"&gt;„Przekrój”&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;, artykuł o Wikipedystkach, o ulicznicach w miejskich nazwach, o rehabilitacji czarownic i świetna enuncjacja Wandy Nowickiej (szacun!), że &lt;em style="color: black;"&gt;„wielu posłankom się wydaje, że lepiej być posłem. Że karierę w polityce łatwiej im będzie zrobić, jeżeli odetną się od feminizmu. Bo dzięki temu bardziej się będą podobały kolegom, więcej zyskają jako «grzeczne dziewczynki».”&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;Nie wyłącznie w polityce, obawiam się.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Makabrycznym epilogiem do MĄŻMINIEPOZWALA jest natomiast świeży &lt;a href="http://annadryjanska.natemat.pl/4049,150-ofiar-smiertelnych-po-ktorych-nie-ma-zaloby-narodowej" target="_blank"&gt;&lt;span style="color: blue;"&gt;felieton&lt;/span&gt;&lt;/a&gt; &lt;a href="http://annadryjanska.natemat.pl/" style="color: black;"&gt;&lt;span style="color: black; text-decoration: none;"&gt;Anny Dryjańskiej&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;, linkowałam go na fejsie, o ofiarach przemocy domowej. Jakże malowniczo oni im nie pozwalają. Z miłości, jak wnoszę, i to z miłości aż po grób, bo ze śmiertelnymi skutkami.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Agnieszka Jucewicz też &lt;a href="http://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,114757,11292838,Matka_Polka_ma_dosc.html?utm_source=facebook.com&amp;amp;utm_medium=SM&amp;amp;utm_campaign=FB_Wysokie_Obcasy" target="_blank"&gt;&lt;span style="color: blue;"&gt;pisze&lt;/span&gt;&lt;/a&gt; dziś o tym, co i ja uważam.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Więc czuję wręcz przemożną synchronizację z częstotliwością świata.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tymczasem, tymczasem. Po południu z obłędem w oku, z suszarką do włosów, z klapkami, z butelką wody i skarpetami (dwie pary) na zmianę wpadam na basen. Nielaty jeszcze się nie zmarszczyły od nadmiernego spławiania, ale już prawie-prawie. Popycham wahadłowe drzwi i trafiam w róż, ląduję w falbanie, w tiulu, w tutu, w gromadzie pięciolatek, a każda z nich jak różowy łabędź, każda trochę nadal nieporadnie, ale już wyciągnięta, napięta w quasi-pas. &lt;br /&gt;Są śliczne, są ucieleśnieniem wszystkich słodko-tandetnych marzeń pięciolatek o zjawiskowej balerinie na scenie i o oklaskach.&lt;br /&gt;Wymijam szykujące się do zajęć pięciolatki z myślą, że dla Erny to już jest zamknięty rozdział, że nie sądzę, żeby się dała namówić na różowy trykot z falbanami, teraz woli karate. A jeszcze tak niedawno truchtałyśmy razem po staromiejskim bruku po strój na balet ze sklepu pod podcieniami.&lt;br /&gt;Tempus fugit i gwałtowne dorastanie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Silny za to nadal jest na etapie - toutes proportions gardées – ocukrzonego pierożka. Jest marcepanem pociągniętym skórką o mlecznym zapachu (i uzbrojonym w miecz i w tarczę).&lt;br /&gt;&lt;em style="color: black;"&gt;- Mama,&lt;/em&gt; - mówi. – &lt;em style="color: black;"&gt;mama, choć tu!&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;I macha do mnie z kanapy.&lt;br /&gt;Podchodzę.&lt;br /&gt;&lt;em style="color: black;"&gt;- Jesteś kochana mama.&lt;/em&gt; – szepce Ocukrzony Pierożek.&lt;br /&gt;A lukier kapu-kap.&lt;br /&gt;- &lt;em style="color: black;"&gt;A ty jesteś kochanym synkiem.&lt;/em&gt; – odpowiadam.&lt;br /&gt;- &lt;em style="color: black;"&gt;A ty kochanom …&lt;/em&gt; - zastanawia się Silny. – &lt;em style="color: black;"&gt;synkom!&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em style="color: black;"&gt;- A ty kochanym malcem!&lt;br /&gt;- A ty&lt;/em&gt; … - Silny szuka czegoś, co byłoby adekwatne. – &lt;em style="color: black;"&gt;kochanom kjowom!&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;Jak bowiem wiadomo, krowa jest aktualnie wiodącym zwierzęciem domowym w rankingu Marcepanka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wieczorem czytamy jedną z &lt;a href="http://www.gandalf.com.pl/b/basia-i-boze-narodzenie/" target="_blank"&gt;&lt;span style="color: blue;"&gt;Baś&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;.&lt;br /&gt;- &lt;em style="color: black;"&gt;Nie mów z pełną buzią&lt;/em&gt;. – rzuca mama Basi w stronę Basi. Basia w fabule rozrabia. – &lt;em style="color: black;"&gt;I przestań się kiwać na krześle.&lt;br /&gt;- Widzisz,&lt;/em&gt; - rzuca oskarżycielsko Erna. – &lt;em style="color: black;"&gt;jest taka sama, jak ty. &lt;/em&gt;&lt;br /&gt;Pauza dla pełniejszego efektu. &lt;br /&gt;&lt;em style="color: black;"&gt;- NIEMIŁA! – &lt;/em&gt;Erna wydyma wargi.&lt;br /&gt;Kontynuuję lekturę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niemiła.&lt;br /&gt;No tak.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8794707516820465746-4801079488753839997?l=zimnoblog.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zimnoblog.blogspot.com/feeds/4801079488753839997/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zimnoblog.blogspot.com/2012/03/2050.html#comment-form' title='Komentarze (19)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8794707516820465746/posts/default/4801079488753839997'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8794707516820465746/posts/default/4801079488753839997'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zimnoblog.blogspot.com/2012/03/2050.html' title='2.050'/><author><name>zimno</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17933978515201703149</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='30' src='http://3.bp.blogspot.com/-XHHowLmKxLY/Tu8jcCHNd-I/AAAAAAAAAc0/ZltwKm6GrXA/s220/z_19%2B12%2B11_%2Bml.jpg'/></author><thr:total>19</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8794707516820465746.post-4419008529163464586</id><published>2012-03-05T00:41:00.000+01:00</published><updated>2012-03-05T08:06:33.494+01:00</updated><title type='text'>2.049</title><content type='html'>&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif; font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;W świetle zasad obowiązujących w rzymskim prawie cywilnym, kobieta – bez względu na wiek – nie wyrastała z niedojrzałości. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Cezurą rzymskiej pełnoletniości było ukończenie 12 lat – dwunastoletni rzymianin nabywał zdolność do czynności prawnych i mógł rozporządzać tak sobą, jak i swoim majątkiem. Rzymska kobieta jednak (a raczej w tym wieku nadal jednak dziewczynka), tak czy inaczej - istota ze swej natury płocha, rozrzutna i bezmyślna z ukończeniem 12 roku życia trafiała z mocy prawa w obowiązkowy i dożywotni mechanizm &lt;em style="color: black;"&gt;tutela mulierum&lt;/em&gt;. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Opieka nad kobietami, jak pisze Wacław Osuchowski w „Rzymskim prawie prywatnym” (zakurzone, ubiegłowieczne tomiszcze wydłubałam właśnie z biblioteczki), a więc &lt;em style="color: black;"&gt;tutela mulierum&lt;/em&gt; miała na celu „utrzymanie majątku dla krewnych agnacyjnych” (czyli w linii męskiej) i „zabezpieczenie ich przed rozrzutnością kobiet”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Budujące, myślę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Prawo rzymskie gugla się średnio, to w końcu nie ACTA, ale &lt;a href="http://www.prawomaniacy.pl/opieka-nad-dziemi-i-niedojrzaymi-tutela-impuberum.html" target="_blank"&gt;&lt;span style="color: blue;"&gt;da się&lt;/span&gt; &lt;/a&gt;przez wyszukiwarkę wygrzebać, że „w republice zmniejsza się rola &lt;em style="color: black;"&gt;tutela mulierum&lt;/em&gt;, za pryncypatu zaczyna zanikać &lt;em style="color: black;"&gt;(lex Iulia et Papia Pappae).&lt;/em&gt; Kobiety wolno urodzone mające troje, a wyzwolenice - czworo dzieci nie podlegały opiece.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W istocie zatem, dla rzymianki z czasów republiki analogicznej do poniżej podpisanej nie było kwestii w kwestii &lt;em style="color: black;"&gt;tutela mulierum&lt;/em&gt;. Trzy porody i władza męża ekspirowała – pyk. Gorzej z bezdzietnymi albo z niezamężnymi, albo z matkami jednego dziecka. Nieszczęśnice do śmierci dla ważności swoich rozporządzeń potrzebowały aprobaty sprawującego opiekę. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Załóżmy, że się zgadzam - dla potrzeb dyskusji - że MĄŻMINIEPOZWALA to w ogóle nie temat. Mnie to nie dotyczy, Ciebie i Ciebie i Ciebie, jak rozumiem, również nie. &lt;br /&gt;Załóżmy, że przyjmuję, że ewentualne MĄŻMINIEPOZWALA jest przejawem czułości, przywiązania, ba – malowniczego zsupłania się w jedno. Werwa, z jaką walczycie o prawo do miłości, która ci wszystko wybaczy jest ujmująca. Nawet się wzruszam poniekąd.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niepozwalająca miłość w wersji z komentarzy pod poprzednią notką jest tak silna, że nie dość, że ci wszystko wybaczy, to jeszcze żąda „bądź mi niezmienną”, bądź mi ciągle w tej samej, błękitnej sukience, biegnąca w tęczę.&lt;br /&gt;Ach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie robię w teorii miłości, pisanie o konceptach związków damsko-męskich byłoby tutaj groteską, ale tytułem kamyczka, to nie podzielam poglądu, iż jakoby narzucanie własnej wersji wyglądu/poglądów/czegokolwiek stanowiło przejaw skrajnego przywiązania do osoby, której się narzuca. To raczej przywiązanie do własnej wersji tej osoby, więc skoro mowa o miłości, jest to miłość do siebie, potocznie zwana egoizmem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale, ale.&lt;br /&gt;Wracając do przykładu z zębem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Co prawda wychodzę z założenia, że nie każdą anegdotę trzeba żyłować do kości, bo im mniej szczegółów, tym bardziej to wielofunkcyjne, ale biorąc pod uwagę okoliczności pociągnę temat MĄŻMINIEPOZWALA zadrutować szczęki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Autentyczny mąż autentycznej pacjentki z notki 2.048 POZWOLIŁ rzeczonej powiększyć piersi. POZWOLIŁ na botox. Dał zezwolenie na podciągnięcie i tego i owego. I to dzięki licznym interwencjom chirurgicznym, ze szczegółami opowiedzianym w trakcie wizyt, dentystka dyskutując z moim ślinotokiem zreflektowała się, że jest w sumie dziwne, że na prostowanie zębów NIE POZWOLIŁ. Po chwili zastanowienia przypomniała sobie, że NIE POZWOLIŁ, gdyż albowiem powziął wątpliwość, czy konstrukcja na szczęce nie uniemożliwi aby całowania się (ewentualnie czegoś innego, nie wnikam).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przyznacie - argumentacja miłości. Słabnę ze wzruszenia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I nie, to nie tak, że twierdzę, że mężczyźni w związkach są źli, brutalni, zaborczy i generalnie zapoceni.&lt;br /&gt;Ech, ci fe, fe, fe, mężczyźni.&lt;br /&gt;Nie, to, o czym chcę powiedzieć, to niezrozumiała dla mnie postawa kobiet. Istota rzeczy nie leży w niepozwalającym mężu, ale w jego podporządkowanej żonie. &lt;br /&gt;Próbuję się tu przebić z tezą, że mnie zdumiewa założenie, że jeżeli on nie pozwala, to kocha.&lt;br /&gt;Nie pozwala? A jakie ma umocowanie? W czym?&lt;br /&gt;MĄŻMINIEPOZWALA się nazywa, pamiętacie, tutela mulierum.&lt;br /&gt;Opieka nad niedojrzałymi i kobietami, bo to synonimy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mogę zrozumieć, że nadal się rodzą wyznawczynie teorii, że kobieta jest szyją. W sobotnich Wysokich Obcasach opublikowano list pani, bardzo zadowolonej z siebie, która pisze, że „nawet jeżeli splendor spadał na szefa, to i tak wierzyłam, że wszyscy wiedzieli, kto za tymi nowatorskimi pomysłami stoi”.&lt;br /&gt;Hm.&lt;br /&gt;Co kto lubi, oczywiście.&lt;br /&gt;Ja wolę, żeby mój ewentualny splendor spływał na mnie, ale wiem też, że nie ma jednej prawidłowej teorii spływania splendoru tudzież nie pozwalania przez męża. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tyle, że nie jestem przekonana, że MĄŻMINIEPOZWALA to zawsze świadomy wybór kobiet.&lt;br /&gt;Nie jestem przekonana, czy MĄŻMINIEPOZWALA nie płynie przypadkiem z przyjęcia, że otóż ja, pełnoletnia kobieta jestem tak krucha, płocha, rozrzutna i niepewna siebie, że bez stosownej opieki zrobiłabym pewnie coś głupiego.&lt;br /&gt;Tymczasem MĄŻ PRZECIEŻ WIE LEPIEJ, więc daję mu umocowanie do NIEPOZWALAMCI.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pamiętacie &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=tzSCq3wtFlI&amp;amp;feature=related" target="_blank"&gt;&lt;span style="color: blue;"&gt;TO&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;?&lt;br /&gt;Smacznego. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8794707516820465746-4419008529163464586?l=zimnoblog.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zimnoblog.blogspot.com/feeds/4419008529163464586/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zimnoblog.blogspot.com/2012/03/2049.html#comment-form' title='Komentarze (27)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8794707516820465746/posts/default/4419008529163464586'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8794707516820465746/posts/default/4419008529163464586'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zimnoblog.blogspot.com/2012/03/2049.html' title='2.049'/><author><name>zimno</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17933978515201703149</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='30' src='http://3.bp.blogspot.com/-XHHowLmKxLY/Tu8jcCHNd-I/AAAAAAAAAc0/ZltwKm6GrXA/s220/z_19%2B12%2B11_%2Bml.jpg'/></author><thr:total>27</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8794707516820465746.post-3057717502952827882</id><published>2012-03-01T00:16:00.001+01:00</published><updated>2012-03-01T00:27:18.682+01:00</updated><title type='text'>2.048</title><content type='html'>&lt;span style="color: black; font-family: Verdana, sans-serif; font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;Internet buzuje na temat, czy Ministra Mucha jest zuchwałą językową rewolucjonistką, czy – figlarna! - chce dyskusją nad błahostką odwrócić uwagę od swojej niekompetencji i dyletanctwa. &lt;br /&gt;Ja tymczasem, cóż, ja w tym czasie się układam na fotelu u dentysty.&lt;br /&gt;Dentystki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color: black; font-family: Verdana, sans-serif; font-size: 9pt; line-height: 115%;"&gt;[Uwaga, będzie anegdota wzięta z życia w skali 1:1].&lt;/span&gt;&lt;span style="color: black; font-family: Verdana, sans-serif; font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Podoba mi się ministra. Jest urzędowa, poważna, ministrze nie można protekcjonalnie zarzucić językowego błazeństwa. &lt;br /&gt;Przy okazji - nie podoba mi się związek frazeologiczny „piękna minister Mucha”. Jeżeli „piękna minister” tak gładko wchodzi w klawiatury, jeżeli żadna drukarka, żadna drukarnia się nie zatnie na „pięknej minister” to – idąc najkrótszą drogą – parytety mają sens. Tylko w patriarchalnych układach można bez żenady i z nonszalancją szafować lekceważącą klasyfikacją jednej płci. Zrozumiałe, że chyba tej słabszej. Ładna/brzydka/gruba/stara urzędniczka państwowa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Słyszeliście, skoro już mowa o ładnych, że nowa prezeska UKE się prezentuje znacznie słabiej, niż jej poprzedniczka? Czytałam o tym na jakiejś poważnej stronie gospodarczej. Że nowa nie ma tego &lt;em&gt;charme&lt;/em&gt;. I jest o kilka kilogramów bardziej.&lt;br /&gt;Siara.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif; font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;Tymczasem, wracając do Muchy. Oto i anegdota. Prosto z prawdziwego świata.&lt;/span&gt;&lt;span style="color: black; font-family: Verdana, sans-serif; font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie ukrywam, bo się nie da, że noszę na zębach aparat. Taka fanaberia i moja osobista fundacja spełniania marzeń. Leżę otóż wczoraj z aparatem, z dentystycznym sączkiem, ssawką, w papierowym śliniaku, z lampą pięćset-osiemset watów skierowaną w twarz, a dentystka, zwyczajem dentystów, prowadzi ze mną kulturalną dyskusję na aktualne tematy.&lt;br /&gt;- Plubgheke-gheke. – odpowiadam na każde zadane pytanie.&lt;br /&gt;Aż tu nagle. &lt;br /&gt;Aż tu nagle dentystka w toku monologu mimochodem wspomina o pacjentkach, które przychodzą kontrolować stan uzębienia albo uzupełniać braki, kładą się z lampą pięćset-osiemset watów skierowaną w twarz i zeznają, że marzą o aparacie, ale MĄŻ NIE POZWALA.&lt;br /&gt;- MĄŻ NIE POZWALA??? – pytam, nie zważając na sączek, ssawkę, śliniak i wielowatową lampę.&lt;br /&gt;I ucinamy sobie pogawędkę o MĘŻA NIEPOZWALANIU. &lt;br /&gt;I jestem zdruzgotana.&lt;br /&gt;Jest 2012.&lt;br /&gt;Ministra Mucha z uśmiechem (pewnie po aparacie) preferuje ministrę.&lt;br /&gt;Mieszkankom dużego polskiego miasta natomiast MĄŻ NIE POZWALA.&lt;br /&gt;I uściślijmy – nie chodzi o kwestie finansów. Dodajmy – te panie pracują zawodowo i zarabiają na waciki i pomadki.&lt;br /&gt;Wyjaśnijmy też, że do chwili mojego spektakularnego plubgheke-gheke dentystka nie była zdziwiona faktem, że otóż MĄŻ NIE POZWALA.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A Wam?&lt;br /&gt;Na co Wam MĄŻ NIE POZWALA?&lt;br /&gt;Dobijcie mnie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8794707516820465746-3057717502952827882?l=zimnoblog.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zimnoblog.blogspot.com/feeds/3057717502952827882/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zimnoblog.blogspot.com/2012/03/2048.html#comment-form' title='Komentarze (102)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8794707516820465746/posts/default/3057717502952827882'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8794707516820465746/posts/default/3057717502952827882'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zimnoblog.blogspot.com/2012/03/2048.html' title='2.048'/><author><name>zimno</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17933978515201703149</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='30' src='http://3.bp.blogspot.com/-XHHowLmKxLY/Tu8jcCHNd-I/AAAAAAAAAc0/ZltwKm6GrXA/s220/z_19%2B12%2B11_%2Bml.jpg'/></author><thr:total>102</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8794707516820465746.post-7740021800234366299</id><published>2012-02-27T23:52:00.002+01:00</published><updated>2012-02-27T23:54:29.904+01:00</updated><title type='text'>2.047</title><content type='html'>&lt;span style="color: black; font-family: Verdana, sans-serif; font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;Redakcja otrzymuje liczne komcie, maile oraz esemesy (komcie na blogspocie moderuję bez pardonu, jak się nietrudno domyślić), czy i kiedy i dlaczego jeszcze nie doszło do zaprzestania przez autorkę wyżywania się na temacie [ANTY]macierzyństwa.&lt;br /&gt;Otóż nie dojdzie do tego tak prędko. &lt;br /&gt;Był event, jest temat i zamierzam go wycisnąć, wyeksploatować [ANTY]matkę (… lubię to liternictwo) do ostatniej subiektywnie zapamiętanej idei.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: black; font-family: Verdana, sans-serif; font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;A dzisiaj foty, bo jak wiadomo w świecie „Faktu” - kiedy nie ma fot, nie ma faktów (albo wiarygodność tych ostatnich jest cokolwiek kontrowersyjna). &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;„&lt;a href="http://eczaskultury.pl/podgladacz/antymacierzynstwo/970-antymacierzynstwo" target="_blank"&gt;Czas Kultury&lt;/a&gt;” właśnie, ostatnio, w miniony piątek puścił w świat zdjęcia. Zwróćcie uwagę na promieniejącą Matkę-Założycielkę [ANTY]matki – Justynę Zimną i fantastyczne grafiki Joanny Ławniczak. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;img alt="" border="0" src="http://img844.imageshack.us/img844/4673/obraz0691a.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img alt="" border="0" src="http://img190.imageshack.us/img190/755/obraz0021a.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img alt="" border="0" src="http://img638.imageshack.us/img638/5465/obraz0081a.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img alt="" border="0" src="http://img214.imageshack.us/img214/8270/obraz0091a.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img alt="" border="0" src="http://img827.imageshack.us/img827/6447/obraz0191a.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img alt="" border="0" src="http://img600.imageshack.us/img600/3765/obraz0351a.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img alt="" border="0" src="http://img408.imageshack.us/img408/8559/obraz0611a.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: black; font-family: Verdana, sans-serif; font-size: 8pt; line-height: 115%;"&gt;[zdjęcia ze strony &lt;a href="http://www.eczaskultury.pl/"&gt;&lt;span style="color: blue;"&gt;www.eczaskultury.pl&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;] &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8794707516820465746-7740021800234366299?l=zimnoblog.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zimnoblog.blogspot.com/feeds/7740021800234366299/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zimnoblog.blogspot.com/2012/02/2047.html#comment-form' title='Komentarze (9)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8794707516820465746/posts/default/7740021800234366299'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8794707516820465746/posts/default/7740021800234366299'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zimnoblog.blogspot.com/2012/02/2047.html' title='2.047'/><author><name>zimno</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17933978515201703149</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='30' src='http://3.bp.blogspot.com/-XHHowLmKxLY/Tu8jcCHNd-I/AAAAAAAAAc0/ZltwKm6GrXA/s220/z_19%2B12%2B11_%2Bml.jpg'/></author><thr:total>9</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8794707516820465746.post-8856580583516011293</id><published>2012-02-25T23:50:00.004+01:00</published><updated>2012-02-25T23:50:44.082+01:00</updated><title type='text'>2.046</title><content type='html'>&lt;span style="color: black; font-family: Verdana, sans-serif; font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;Żywieniowo-obyczajowy kontredans kontynuujemy przy śniadaniu.&lt;br /&gt;Trzy kroki w przód, schodzimy do jadalni szeroką ławą.&lt;br /&gt;Pierwszy jest Nowy Człowiek, na długich nogach, w podskokach gna się rozeznać, czy dowieźli cytrynową herbatę. Za nim podąża Erna, kapkę nadąsana, jak zwykła być co rano, cała w warkoczach, cała w gestach wykonywanych z emfazą, za to bez klapek, demonstracyjnie pogubionych na trasie. Później ja z Silnym u boku i słoikiem czekolady.&lt;br /&gt;- Króliczku mały … - mamroczę w napadzie egzaltacji.&lt;br /&gt;- Jestem … KJOWOM! – chichocze Silny. – JESTEM KJOWOM, MAMA! MUUUU!!! MUUUU!!! KJOWOM! MUUUU!!!&lt;br /&gt;Wspaniale.&lt;br /&gt;Pochód zamyka Ojciec Dzieciom z kartą do pokoju, ze śniadaniowymi akcesoriami … Krowy, z moją książką i z zapasową paczką herbaty cytrynowej.&lt;br /&gt;Teraz każda para po dwa kroki w prawo. I obrót przez lewe ramię.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Szukamy stołu o parametrach wystarczających na obsadzenie go bandą.&lt;br /&gt;Zespół Bitumicznej Ekstazy, mistrzowie samodyscypliny i luminarze wczesnego wstawania monopolizują centralną część jadalni. Wilgotne, obniżone od wczorajszego wieczoru basy poddają drobiazgowej analizie śródnocne zachowania społeczne własne (my poszliśmy o wpół do czwartej, a wy? o której? o, cha cha cha cha) i kolegi Marka. Kolega Marek/ butelka/ łazienka/ paw, a dalej to już tylko ustawa o ochronie danych osobowych, GIODO i prokurator. Tak czy inaczej - za wcześnie, Marku, koledzy twierdzą, że żenada, że Marek wysiadł o wiele długości &lt;em&gt;zanim&lt;/em&gt;. Pararam-para.&lt;br /&gt;Lepkie rechotanie.&lt;br /&gt;- Mamo, a o czym oni rozmawiają? – pyta Nowy Człowiek.&lt;br /&gt;&lt;em&gt;I dlaczego tak donośnymi głosami.&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W kontredansie następuje krótki galop, sześć kroków w podskokach między bufetem a krzesłami. Ukłon.&lt;br /&gt;Nowy Człowiek się zawiesza nad filiżanką bez herbaty.&lt;br /&gt;Kontempluje Mount Cukrovest na dnie, nierozpuszczoną zawartość pięciu tutek cukru.&lt;br /&gt;Kanapka, Nowy Człowieku, tu czeka kanapka. Bułka z czekoladą.&lt;br /&gt;Am am am.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W okolicach masła natykam się na Buraczkowego. Buraczkowy jest dzisiaj odziany, w odcieniach cery różano-fioletowy i nadal samiec alfa, półgłosem referujący koledze o półprzytomnym wyrazie twarzy walory kolejnych baz brunetki, jak się domyślam, tej w kardiganie.&lt;br /&gt;Kiedy wracam po dokładkę (chleba bułek sera masła) Buraczkowego opadają wątpliwości moralne i się radzi Nieprzytomnego, czy aby nie posunął się za daleko z brunetką (a na imię jej Marta) na forum firmowym plenarnym. &lt;br /&gt;- Eee. – poczytalność arbitra jest sporna, acz zainteresowani nie przywiązują do tego wagi. – eee, - mruczy Nieprzytomny.- tylko … tak ją … tak … na kolanach, tego, trzymałeś ... &lt;br /&gt;Absolucja się dokonała.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W kontredansie kilka posuwistych kroków, powiedzmy, że po dwa w lewo, dwa w prawo. &lt;br /&gt;Erna podłubała w płatkach i oto już zwisa z krzesła. &lt;br /&gt;- Już nie mogę! – płacze. – Dużo zjadłam!&lt;br /&gt;- Ja tesz dużo zjadłem! – uruchamia się Silny. Uruchamia się Krowa. Korzysta ze świeżo nabytej mowy, jak z nieopatrzonej jeszcze zabawki. – Mjenso! I sos! I makajon! I żelki!&lt;br /&gt;Na jednym wydechu.&lt;br /&gt;- Z porannych potrzeb tylko zjadłem. – Buraczkowy pełnym głosem zabawia załogę Bitumicznej Ekstazy.&lt;br /&gt;- Mama, a to jest twoje ulubione śniadanie, że ci nie uciekamy? – pyta Erna. &lt;br /&gt;Znowu siedzi, zamaszyście wywija sztućcami, kończy płatki.&lt;br /&gt;Mhm, ulubione. Tak.&lt;br /&gt;- Mogę się przejść? – reflektuje się Erna. - Bo mi nogi ścierpły.&lt;br /&gt;Silny pyta:&lt;br /&gt;- Mama, a mogę iś nadó?&lt;br /&gt;- Jacek, a ty to masz trzy żołądki, Jacek. – zaśmiewa się gromko pracownica Bitumicznej Ekstazy. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W kontredansie tancerze wykonują ceremonialny dyg i się rozchodzą do swoich zajęć.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8794707516820465746-8856580583516011293?l=zimnoblog.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zimnoblog.blogspot.com/feeds/8856580583516011293/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zimnoblog.blogspot.com/2012/02/2046.html#comment-form' title='Komentarze (7)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8794707516820465746/posts/default/8856580583516011293'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8794707516820465746/posts/default/8856580583516011293'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zimnoblog.blogspot.com/2012/02/2046.html' title='2.046'/><author><name>zimno</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17933978515201703149</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='30' src='http://3.bp.blogspot.com/-XHHowLmKxLY/Tu8jcCHNd-I/AAAAAAAAAc0/ZltwKm6GrXA/s220/z_19%2B12%2B11_%2Bml.jpg'/></author><thr:total>7</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8794707516820465746.post-5168482410413247551</id><published>2012-02-23T23:13:00.001+01:00</published><updated>2012-02-25T23:59:26.816+01:00</updated><title type='text'>2.045</title><content type='html'>&lt;span style="color: black; font-family: Verdana, sans-serif; font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;Najpierw jest kwadrans mozolnego utrwalania konfiguracji nakryć. Ten nie tu, tamta nie przy tym, gra w gorące krzesła, dla tego herbata, trochę gimnastyki jak znalazł jako wstęp do kolacji, orzeźwiające preludium posiłku, dla mnie kawa, ale na koniec, z ciastem, jałowa przepychanka nad pustymi talerzami.&lt;br /&gt;- I sok jabłkowy!&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Nie zrzuć!&lt;br /&gt;Nie ciągnij!&lt;br /&gt;Hejmały patrzpodnogi ciągnieszobrusdziewczyno. &lt;br /&gt;Uważaj!&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;- Dzisiaj polecam państwu stół szwedzki, – postawna kelnerka nachyla się nade mną nieco, tak to zdaje się ujmują w fabułach, konfidencjonalnie. – smażone ziemniaczki, kurczaczek, tilapia, zupka szczawiowa z jajkiem …&lt;br /&gt;- A ja bym chciał herbatę. – jęczy ktoś. &lt;br /&gt;&lt;em&gt;Jakiś młody głos.&lt;/em&gt; &lt;br /&gt;- A tutaj pyszne sałatki … - dobra kobieta wskazuje na blat tuż za plecami fluktuujących nielatów i jednocześnie omiata życzliwym wzrokiem kłębiący się …&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Drobiażdżek?&lt;/em&gt; &lt;br /&gt;Ładne słowo, omiata.&lt;br /&gt;- Dla nich to, co zwykle. – mówię. – Dwa razy frytki z &lt;/span&gt;&lt;span style="color: black; font-family: Verdana, sans-serif; font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;nuggets&lt;/span&gt;&lt;span style="color: black; font-family: Verdana, sans-serif; font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;ami. Bez keczupu. &lt;br /&gt;Tak mówi ich matka, ich matka dobywa z siebie – też ładne słowo: dobywa – a więc dobywam z siebie westchnienie, prośbę, żądanie, żeby prędko, żeby jak najszybciej i bez zbędnej zwłoki.&lt;br /&gt;- TO SAMO, CO ZAWSZE!&lt;br /&gt;Bo dobre sobie, ależ to zabawne, o buacha cha, szczawiowa/sałatki/tilapia. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Ja mam 149 a wy ile ile ile macie? &lt;br /&gt;Czknięcie. Tak, bez wątpienia – to czknięcie. Dorodna brunetka spowita w krzywo spięty kardiganik ciężko opada na krzesło dwa stoliki dalej. A oczy jej … mój ty Boże, nie jak dwa szmaragdy, raczej jak dwa mętne bajorka na gładkiej, ładnej twarzy. Wyjazd integracyjny firmy Bitumiczna Ekstaza zaszczycił otóż nasz hotel. Integracja zaś, droga młodzieży, ma swoje prawa, alkohol podpijany ukradkiem w pokojach, jak na koloniach dla dwunastolatków w Dziwnowie albo w Rabce i damsko-męskie podchody na poziomie adekwatnym.&lt;br /&gt;- Sto czterdzieści siedem. Siedem. Siedem. – bulgocze zataczający się towarzysz przystojnej pani. – Zaraz ci udowodnię … wodnię …&lt;br /&gt;Znowu czknięcie. &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif; font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;- Tu mam kartę! – i mężczyzna ciska na stół niezadrukowany, wyjąwszychipowe oko, plastik do otwierania drzwi. – To jest moja karta … do stoczterdzieści …&lt;/span&gt;&lt;span style="color: black; font-family: Verdana, sans-serif; font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;br /&gt;- Mamo, a co się stało temu panu?&lt;br /&gt;- Niemożliwe, ja mam 149. – zaśmiewa się ładna.&lt;br /&gt;Stolik brunetki obrasta kolejnymi pracownikami Bitumicznej Ekstazy. &lt;br /&gt;- Mamo, - Nowy Człowiek energicznie tarmosi mój rękaw. – CO SIĘ STAŁO TEMU PANU?&lt;br /&gt;Pan, buraczkowy na twarzy, w samym tylko podkoszulku, brudnawym albo beżowym ewentualnie rzetelnie przebarwionym w praniu, ten pan tak wymachuje rękami, jakby zaraz planował nimi zanurkować pod sweterek pani. Nie zważając na liczne towarzystwo pracowników i handlowych reprezentantów ani na zawodową hierarchię. &lt;br /&gt;&lt;em&gt;Ten pan jest dzisiaj na koloniach i chce wyrwać tę panią.&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;- Ja państwa najmocniej przepraszam. – kelnerka wróciła z naręczem tac, z zestawem dzbanuszków i dzbanków, filiżanek, łyżeczek i podstawek. – Najmocniej przepraszam za to …&lt;br /&gt;Kelnerka dobitnie przewraca oczami.&lt;br /&gt;Aaa ta-da-da-da-DAAA!!!&lt;br /&gt;- Silny, nie strzelaj do pani!&lt;br /&gt;Silny, też na koloniach, rozpasany, upadły i zero manier – celuje do kelnerki z imaginacyjnego oręża, dźwięk wystrzałów imituje natomiast realnie.&lt;br /&gt;- MAMO, KIEDY BĘDZIE MOJE DANIE? – Erna przewiesiła się przez siedzisko krzesła i zwisa, wymachując nogami. &lt;br /&gt;&lt;em&gt;O-ho-ho, stopy w tych czarnych rajtuzach ma całkiem przetarte. Ciekawe, ciekawe. &lt;/em&gt;&lt;br /&gt;… więc Erna macha z nudów albo z dekadencji, albo skutkiem złego jedzenia (stężone izomery trans i cukier biały) oraz nadmiaru czasu. &lt;br /&gt;- MAM STO CZTERDZIEŚCI DZIEWIĘĆ!!! – buzuje właściciel buraczkowej twarzy.&lt;br /&gt;- O-ja-pier-&lt;br /&gt;do&lt;br /&gt;le.&lt;br /&gt;Chichoce nasza sąsiadka i popija czkawkę drinkiem sex on the beach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ferie z młodzieżą spędziliśmy w odległym, posezonowym zakątku kraju.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img alt="" border="0" height="350" src="http://img526.imageshack.us/img526/9295/dsc03239ft.jpg" width="467" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8794707516820465746-5168482410413247551?l=zimnoblog.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zimnoblog.blogspot.com/feeds/5168482410413247551/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zimnoblog.blogspot.com/2012/02/2045.html#comment-form' title='Komentarze (22)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8794707516820465746/posts/default/5168482410413247551'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8794707516820465746/posts/default/5168482410413247551'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zimnoblog.blogspot.com/2012/02/2045.html' title='2.045'/><author><name>zimno</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17933978515201703149</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='30' src='http://3.bp.blogspot.com/-XHHowLmKxLY/Tu8jcCHNd-I/AAAAAAAAAc0/ZltwKm6GrXA/s220/z_19%2B12%2B11_%2Bml.jpg'/></author><thr:total>22</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8794707516820465746.post-4328361091804143467</id><published>2012-02-21T16:46:00.000+01:00</published><updated>2012-02-21T16:50:07.569+01:00</updated><title type='text'>2.044</title><content type='html'>&lt;span style="color: black; font-family: Verdana, sans-serif; font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;Na fali skojarzeń wszystkiego z jednym i kobiecej opowieści, która daje siłę nieuchronnie zmierzam w stronę godnego podziwu &lt;a href="http://www.wydawnictwoliterackie.pl/news_roz.php?ID=726" target="_blank"&gt;coming outu&lt;/a&gt; Danuty Wałęsy i – chociaż to nie moja działka – recenzji. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak, wyznanie Danuty Wałęsy mnie zachwyca. Tak, unieważniam wszystko, co do tej pory mówiłam/jątrzyłam o pani D.W.. Tak, ta kobieta zrobiła rzecz ważną i wielką.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: black; font-family: Verdana, sans-serif; font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;„Marzenia i tajemnice” połknęłam z łapczywością, mlaszcząc z każdą kolejną stroną donośniej i głośniej, wręcz z zachwytu siorbiąc litery. Książka bije rekordy sprzedaży, a że się plasuje w rankingach gdzieś między Cukiernią pod Amorem a Paulo Coelho, to odnoszę wrażenie, że sama ewentualność wzięcia jej do ręki, nie wspominając o lekturze wydaje się niektórym obciachowa. Niesłusznie. Bo warto, warto wręcz z przytupem, warto ze wszystkich tych względów, dla których warto się otworzyć na kobiece wyznania i na herstory. Herstory Danuty jest tym mocniejsza, że rewers wersji kobiecej, wersja Lecha jest taka spektakularna, mężczyzna z tej opowieści ma utrwalone miejsce w historii, nagrodę Nobla i już jest ikoną tego i owego, niczego mu nie ujmując i nie pomniejszając zasług.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Któryś z recenzentów napisał, że Danuta popełniła pięciuset stronnicowy list do męża. Owszem, ale ten list ma niewątpliwy walor uniwersalności. Danuta, postrzegana do tej pory jako &lt;em&gt;żonamęża&lt;/em&gt;, postać z drugiego planu, konieczna, ale przezroczysta, tło nieledwie wychodzi oto z kuchni, z zaplecza, zza kulis do pierwszego rzędu. Dotychczasowa statystka ma w zanadrzu wielką improwizację, drugi plan – a to wstrząs! - mówi i myśli. Co więcej, okazuje się, że drugoplanowa Danuta myślała i miała refleksję przez cały ten czas, kiedy się zlewała z tłem. Nie wiadomo tylko, dlaczego dotąd milczała. Być może przez to, że jeszcze do przedwczoraj miała nadzieję, że &lt;em&gt;mąż się domyśli.&lt;br /&gt;&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;Mąż się jednak nie domyślił, bo go wychowano do patriarchatu, a to jednostronnie wygodny układ damsko-męski. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Danuta jawi mi się ponad wszystko jako kobieta ze swojego pokolenia. Jest z generacji kobiet, które prowadziły dom i wychowywały dzieci w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych. Opowieść Danuty jest – owszem - fabularnie ciekawa i niezwykła, bo Danuta a to się spotyka z papieżem, a to gotuje z koleżankami obiad dla amerykańskiego prezydenta (rozczula mnie prostolinijność tych opisów i niepodważalny brak zadęcia), ale po odsączeniu fabularnych osobliwości - list statystycznej PaniKrysi do statystycznego PanaZbyszka byłby o to uboższy, bez wątpienia - pozostaje istotny manifest.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Danuta, w przeciwieństwie do swoich ziomalek z kolejki po mięso/po dywan/po relaksy dla całej rodziny nie wciska kitu, że &lt;em&gt;ja to dopiero miałam ciężko, nie wiem, na co ty narzekasz&lt;/em&gt;. Znacie to? Te kąśliwe riposty matek, ciotek, teściowych w rodzaju &lt;em&gt;za moich czasów nie było pampesów, codziennie prałam i suszyłam tetrę, niejęczmitu. &lt;/em&gt;Każda potencjalna skarga na niewygody bycia żoną-matką-pracownicą jest ucinana repliką, że &lt;em&gt;za moich czasów nie było tego ani tamtego, na półkach w sklepie stał ocet, a dałam radę.&lt;br /&gt;Dałam radę więc i ty dasz.&lt;/em&gt; &lt;br /&gt;Cicho bądź. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tymczasem nie idzie tu przecież wyłącznie o techniczne aspekty przewinięcia niemowlęcia albo o ilość i jakość składników do przygotowanie posiłku. Głównie, zdaje się, chodzi o percepcję. O postrzeganie siebie i swojej własnej harmonii/historii w kontekście rodziny i szerzej, o świadomość siebie, ale i o postrzeganie kobiet/matek jako istot społecznych.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No i o tak zwane docenienie. A raczej o nadanie wartości niezbędnej, choć zupełnie nie spektakularnej krzątaninie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W zderzeniu postulatów naszego pokolenia z refleksją pokolenia matek rzadko dochodzi do porozumienia. Rówieśniczki Danuty z lubością chciałyby (nie mają wyjścia, żeby nie zaprzeczyć swojemu życiu?) powielać na nas schemat podporządkowania się i milczenia. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Danuta tymczasem mówi, że to nie było właściwe. &lt;br /&gt;Przeprowadzono mnie z mieszkania do mieszkania z garnkiem nieugotowanej zupy, jakby mnie tam nie było. Nikt mnie nie brał pod uwagę, ani tego, co czuję/myślę.&lt;br /&gt;To ważny fragment w książce. Danuta spostrzega, że była jak ów nieszczęsny garnek z obiadem transportowany cudzymi rękami ze starego mieszkania do innego, rondel, który utkwił jej w pamięci, mimo upływu z górą trzydziestu lat. Była niezbędną dekoracją. Bez podmiotowości, ręce do pracy, mebel.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jest też tragizm w tych kawałkach książki, kiedy Danuta nie ma nic do opisania, żadnych nobli, papieży ani prezydentów, tylko kolejne dni spędzone na codziennym zagonieniu. Każdy z tych dni był osobnym wysiłkiem, a po latach nie zostało nic z tamtej krzątaniny. I ona to widzi. Nie mydli czytelnika żadną pocieszną dykteryjką, umniejszającą przeszły trud. Więcej, ona dostrzega, że internowany Lech co prawda siedział w odosobnieniu i pod dozorem, ale &lt;em&gt;„Miał jedzenie, spanie, dach nad głową, ciepło w pokoju.”&lt;/em&gt; („Marzenia i tajemnice”, s. 220), ona tymczasem zostawała sama z gromadą dzieci i pruła przez pół Polski po pół świniaka, nie zważając na stan wojenny. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ciekawe jest też, że Danuta zauważa pewną paralelę. Lech (i inni) nie traktowali jej podmiotowo, mimo, że ona – no do licha! – była przecież więcej, niż meblem, a ona, cóż, dbała o dzieci i to najlepiej, jak potrafiła, ale ani z nimi nie rozmawiała o tym, co się dzieje z ojcem, z nią, ani niczego nie tłumaczyła. Ograniczała się do działań pielęgnacyjno-instruktażowych, wychodząc z założenia, że &lt;em&gt;dzieci i tak nie zrozumieją&lt;/em&gt;. A przecież rozumieją. Teraz, mając wnuki widzi, jak wiele. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zauważyć to i napisać – czy to nie rewolucyjne?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W „Przekroju” z 6 lutego o „Danuta FM, kobiecym głosie w twoim domu” rozmawiają Sylwia Chutnik, prof. Małgorzata Fuszara i Agnieszka Mrozik, wykładowczyni gender studies. I ja, z całą moją genderową świadomością się wstydzę, kiedy tam czytam, że Danuta Wałęsa jest najgorszym, co spotkało Polki, gorszym od Grocholi i Kalicińskiej, gdyż albowiem &lt;em&gt;„odmierza kolejne lata chrzcinami. Aż chciałoby się zapytać, a gdzie te «momenty»”.&lt;/em&gt; No i się nie rozwiodła, a prawdopodobnie powinna była.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Otóż.&lt;br /&gt;Jeżeli wywrotową proklamację sześćdziesięcioletniej kobiety oceniać przez pryzmat braku opisów seksu, to ja studiowałam na innej uczelni gender.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Danuta natomiast jest po prostu zen.&lt;br /&gt;Przyjmuje swoje życie takim, jakie ono jest, ma w sobie przekonanie, prostolinijne i szczere, że jej życie jest do przeżycia przez nią, a nie do outsourcingu. To nie jest żaden topowy trend, żeby zatrudnić trzy opiekunki do dzieci, kucharkę, sprzątaczkę i ogrodnika, a samemu się zająć karierą. Jej kariera toczyła się w ścianach domu, ale nie to jest dla niej bolesne. Najbardziej ją uwiera, że &lt;em&gt;Lech nie docenił&lt;/em&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Danuta jest oczywiście produktem patriarchatu, bo dla niej czołowe znaczenie ma to, żeby mąż obdarzył uznaniem to, co robiła.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mam wrażenie, że nasze pokolenie idzie jednak krok dalej. To nie „mąż ma docenić”, ale żądamy nadania społecznej wartości temu, co robimy w domu i czego nie widać, a co jest konieczne. &lt;br /&gt;Oraz okupione wysiłkiem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I dlatego test Danuty Wałęsy przeprowadzam na wszystkich, których podejrzewam o literaturę piękną. I staram się, jak mogę, żeby Wydawnictwu Literackiemu napędzać sprzedaż ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8794707516820465746-4328361091804143467?l=zimnoblog.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zimnoblog.blogspot.com/feeds/4328361091804143467/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zimnoblog.blogspot.com/2012/02/2044.html#comment-form' title='Komentarze (46)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8794707516820465746/posts/default/4328361091804143467'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8794707516820465746/posts/default/4328361091804143467'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zimnoblog.blogspot.com/2012/02/2044.html' title='2.044'/><author><name>zimno</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17933978515201703149</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='30' src='http://3.bp.blogspot.com/-XHHowLmKxLY/Tu8jcCHNd-I/AAAAAAAAAc0/ZltwKm6GrXA/s220/z_19%2B12%2B11_%2Bml.jpg'/></author><thr:total>46</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8794707516820465746.post-5611889573240775731</id><published>2012-02-17T23:38:00.002+01:00</published><updated>2012-02-18T00:47:14.960+01:00</updated><title type='text'>2.043</title><content type='html'>&lt;span style="color: black; font-family: Verdana, sans-serif; font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;W środowej „Polityce” Piotr Stasiak pisze o „Plemionach sieci”. Jest kawałek o hejterach, bezlitośnie tropiących każdą zmarszczkę tej czy tamtej gwiazdki na pudelku. Jest o Demotywatorach i Wikipedystach, o graczach w Warcraft, o geekach i nerdach. W kilku liniach Stasiak napomyka o start-upowcach (&lt;em&gt;„Przyszli milionerzy. Przynajmniej w marzeniach.”&lt;/em&gt;) i młodych matkach. &lt;em&gt;„Młode matki, oderwane od tradycyjnego modelu wielopokoleniowej rodziny, w którym siostry, matki i babki dostarczały niezbędnego wsparcia i wiedzy, znalazły je na forach internetowych”.&lt;/em&gt; Pomijam cokolwiek pobieżną analizę społeczności matek (po erze stycznióweczek i marcóweczek - która jest bez winy i nigdy nie łypała na adekwatne ciążowe forum na portalu gazety, niech pierwsza rzuci fotą ciężarnego profilu – więc oprócz ciąży i połogu, jest przecież i dalsze macierzyńskie życie). &lt;br /&gt;Lubię natomiast trafność diagnozy. &lt;br /&gt;Nie mam cienia wątpliwości, że internet kompensuje brak realnych, oświeconych i otwartych na dzielenie się doświadczeniem kobiet w zasięgu ręki. Bez wątpienia jest miejscem ucieczki dla młodych matek zamkniętych &lt;/span&gt;&lt;span style="color: black; font-family: Verdana, sans-serif; font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;tête-à-tête&lt;/span&gt;&lt;span style="color: black; font-family: Verdana, sans-serif; font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;span style="color: black; font-family: Verdana, sans-serif; font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;z niemowlęciem w mieszkaniu na czterdziestoletni kredyt. W internet można wskoczyć między zmianą pieluchy a karmieniem. I ekspresowo wyskoczyć do odcedzania przecieru z eko-marchwi. Bez wyrzutów sumienia. &lt;br /&gt;Zaczynam mieć też niejasne wrażenie, że świadomość wspólnoty doświadczeń buduje siłę. &lt;br /&gt;Wspólnota się dzieje co prawda online, więc w pewnym sensie i poniekąd na niby, ale i w jedności czasu i miejsca. W wirtualnej gminie.&lt;br /&gt;Sama się sobie dziwię, że będąc bezsprzecznie analogową i dwudziestowieczną, piszę o sieciowym macierzyństwie niczym skończenie digital native. Cóż, moje macierzyństwo jest cyfrowe i to od przed-poczęcia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak, nie spacyfikowałam jeszcze w sobie bulgotu z promocji [ANTY]macierzyństwa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Był taki moment w SPOT-cie, mało znaczący dla głównych nurtów debaty, kiedy jedna z dyskutantek zarzuciła mi, że intencjonalnie podkreślam, że &lt;em&gt;czytam&lt;/em&gt;, żeby dać do zrozumienia, że nie jestem wykluczona i poza głównym nurtem. &lt;br /&gt;Ależ mam świadomość wykluczenia, rzekłam (czytaniem natomiast niczego nie podkreślam, po prostu regularnie zapoznaję się z tym czy z innym tekstem).&lt;br /&gt;Tak, jestem wykluczona, bo macierzyństwo wyklucza z cosobotnich imprez. Ale kompulsywnie realizowana praca zawodowa też wyklucza z tego i z owego. Choroba również wyklucza i tak dalej. Marginalizujemy się we własnych światach, bo nie ma jednego mainstreamu. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zachwycające mnie [ANTY]macierzyńskie larum natomiast to z jednej strony postulat własnej drogi dla każdej. Przebąkiwałam już tu o tym.&lt;br /&gt;Z drugiej strony natomiast chciałabym w tym widzieć żądanie nadania wartości kobiecym przeżyciom. U Stasiaka &lt;em&gt;kwietniówki&lt;/em&gt; uprawiają na forach błahe pitu-pitu o kolkach i alergiach. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mam wrażenie, że nasza gadanina idzie jednak głębiej. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: black; font-family: Verdana, sans-serif; font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="center"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: Verdana, sans-serif; font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: Verdana, sans-serif; font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: Verdana, sans-serif; font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;***&lt;/span&gt; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="color: black; font-family: Verdana, sans-serif; font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: Verdana, sans-serif; font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Chuda z „Macierzyństwem bez lukru” dały radę! Czytam właśnie o ich &lt;a href="http://macierzynstwo-bez-lukru.blogspot.com/2012/02/wyyroznienie-specjalne-bloga-roku-2011.html" target="_blank"&gt;wyróżnieniu&lt;/a&gt; w blogoturnieju. &lt;br /&gt;Gratulacje, Dziewczyny!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8794707516820465746-5611889573240775731?l=zimnoblog.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zimnoblog.blogspot.com/feeds/5611889573240775731/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zimnoblog.blogspot.com/2012/02/2043.html#comment-form' title='Komentarze (24)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8794707516820465746/posts/default/5611889573240775731'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8794707516820465746/posts/default/5611889573240775731'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zimnoblog.blogspot.com/2012/02/2043.html' title='2.043'/><author><name>zimno</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17933978515201703149</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='30' src='http://3.bp.blogspot.com/-XHHowLmKxLY/Tu8jcCHNd-I/AAAAAAAAAc0/ZltwKm6GrXA/s220/z_19%2B12%2B11_%2Bml.jpg'/></author><thr:total>24</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8794707516820465746.post-1383212327402267844</id><published>2012-02-14T23:48:00.000+01:00</published><updated>2012-02-15T00:14:19.432+01:00</updated><title type='text'>2.042</title><content type='html'>&lt;span style="color: black; font-family: Verdana, sans-serif; font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;Z &lt;a href="http://macierzynstwo-bez-lukru.blogspot.com/2012/02/w-sieci-macierzynstwa.html" target="_blank"&gt;promocją&lt;/a&gt; [ANTY]macierzyństwa (brzmi grubo!) było tak.&lt;br /&gt;W lodowaty wtorkowy wieczór usiadłyśmy w trójkę na twardej – za to &lt;a href="http://spotmag.pl/?p=3245" target="_blank"&gt;design&lt;/a&gt;erskiej - kanapie: &lt;a href="http://zuzanka.blogitko.pl/2012/02/08/anty-macierzynstwo-w-czasie-kultury/" target="_blank"&gt;zuzanka.blogitko&lt;/a&gt;, Agnieszka Szczepanek i ja. Po lewej i po prawej stronie Justyna Zimna i Michał Larek, na widowni Pierwsza. Pierwsza wyglądała jak masłoska, a później napisała u &lt;a href="http://pierwsza-zona.blog.pl/dwie-rzeczy,15615027,n" target="_blank"&gt;siebie&lt;/a&gt; promocję frazą adekwatną do stylizacji, niniejszym szacun. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zaczęliśmy od tego, że dlaczego właściwie [ANTY].&lt;br /&gt;Mówiłam już gdzieś kiedyś, że mam osobistą słabość do Matki Polki, tej wielkimi literami. Nie chcę się wdawać w czcze słowne przepychanki, ale jeżeli ktoś uważa, że Matka Polka, ta w aurze etosu już nie straszy, to polecam refleksję nad historią Madzi z Sosnowca ze szczególnym uwzględnieniem społecznego linczu na jej matce. Z rodzinnej tragedii stał się groteskowy spektakl i to nie tylko za sprawą TVN. Jak rozumiem, autorzy ckliwych, zafoliowanych poematów i ci, którzy wieszają na gałęziach pluszaki są najczulszymi rodzicami dla swoich maleństw, że codziennie szykują im pożywne śniadanka i nigdy nie przywołują dzieci do porządku uderzeniem kapcia. &lt;br /&gt;Dobre matki znoszą w chaszcze maskotki, złe matki do gazu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W ogóle, niepokoi mnie związek frazeologiczny „zła matka”/”wyrodna matka”. On jest na czubku języka, gotowy do użycia, to jest kalka językowa instant, że ta matka jest dobra, a tamta matka jest zła, selekcja wydaje się oczywista, zaś kryteria klasyfikacji - łatwe.&lt;br /&gt;Wyrodny ojciec? W odległych kolokacjach. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wyrodny ojciec - około 128.000 wyszukań googla w 0.25 s.&lt;br /&gt;Zła matka - około 2.440.000 wyników w 0.28 s.&lt;br /&gt;Voilà, Wujek Google i jego racje.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;… więc dlatego [ANTY], że to się po prostu czuje, że ciężar bycia Dobrą Matką jest absurdalny, że tego się nie da zrobić bez szkód na osobie matki. Ergo – powiedzmy to na głos, że mnie, ciebie i tamtą panią przekracza udawanie, że macierzyństwo jest głównie cacy.&lt;br /&gt;Ono jest TAKŻE cacy, taka enuncjacja raczej nie mija się z prawdą w większości wypadków.&lt;br /&gt;Statystycznie w większości wypadków potrafimy czerpać z macierzyństwa przyjemność, radość i inspirację.&lt;br /&gt;W pakiecie dostając znużenie, zmęczenie, krańcowe opadnięcie z sił tudzież irytację.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I tu wkraczamy niestety na grunt przeżyć własnych, ekshibicjonistycznych wyznań, które na poziomie opisów i deklaracji są nieznośną, jednostkową prywatą. I każda dyskutantka ma swoją rację. I ma w tym rację, bo to nie jest spór o uniwersalia, ani nie o prawdy czy wartości, ani nie o metodologię, to nie jest żaden dyskurs, z którego – choćby potencjalnie – mogłyby płynąć konstruktywne wnioski co do tego, droga redakcjo, jak żyć.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W istocie, dyskusja o alter-macierzyństwie nie jest rozstrzyganiem sporu pierś czy butelka, chusta czy wózek, detergent czy orzech, &lt;a href="http://en.wikipedia.org/w/index.php?title=Sapindus_mukorossi&amp;amp;action=edit&amp;amp;redlink=1" title="Sapindus mukorossi (page does not exist)"&gt;&lt;span style="color: black; text-decoration: none;"&gt;Sapindus mukorossi&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;.&lt;br /&gt;I żadna Ja! Ja! Ja! nie ma uniwersalnej racji.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Esencją [ANTY]macierzyństwa wydaje się forsowanie prawa do wolności własnej drogi, do indywidualnych przeżyć wobec swojego stawania się matką i że uczucia do dziecka nie zawsze muszą być zawsze pokryte pozłotką. Albo – przeciwnie - krwią, trudem i łzami.&lt;br /&gt;Helou, oto jestem sobą, a nie jakąś obeliskową Matką, wykutą z nierealnych oczekiwań przez Ojczyznę i Naród. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Za takim [ANTY]macierzyństwem głosuję wszystkimi kończynami. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8794707516820465746-1383212327402267844?l=zimnoblog.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zimnoblog.blogspot.com/feeds/1383212327402267844/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zimnoblog.blogspot.com/2012/02/2042.html#comment-form' title='Komentarze (34)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8794707516820465746/posts/default/1383212327402267844'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8794707516820465746/posts/default/1383212327402267844'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zimnoblog.blogspot.com/2012/02/2042.html' title='2.042'/><author><name>zimno</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17933978515201703149</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='30' src='http://3.bp.blogspot.com/-XHHowLmKxLY/Tu8jcCHNd-I/AAAAAAAAAc0/ZltwKm6GrXA/s220/z_19%2B12%2B11_%2Bml.jpg'/></author><thr:total>34</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8794707516820465746.post-346787375467340997</id><published>2012-02-14T00:50:00.002+01:00</published><updated>2012-02-14T00:50:42.168+01:00</updated><title type='text'>2.041</title><content type='html'>&lt;span style="color: black; font-family: Verdana, sans-serif; font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;- &lt;em&gt;Mama, a jak się pisze seks? &lt;br /&gt;- S – e – k – s.&lt;/em&gt; – przeliterowałam. &lt;br /&gt;- &lt;em&gt;A nie przez x?&lt;/em&gt; – Nowego Człowieka niespodzianie zaintrygowała ortografia.&lt;br /&gt;- &lt;em&gt;Przez x to w angielskim&lt;/em&gt;. &lt;br /&gt;- A.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Prujemy z przytupem przez kolejne levele w grze w robienie człowieka, w robienie trójki ludzi nawet, a że jest ciągle inaczej, dalej orientuję się literując &lt;em&gt;s – e – k – s&lt;/em&gt;.&lt;br /&gt;Bo na co dzień po prostu robię pranie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I tak właśnie.&lt;br /&gt;Abstrahując od kilku parametrów obiektywnych typu, że z rokiem dwanaście zaniknął mi ośrodek odpowiedzialny za składanie zdań, myśl, że używam tutaj głosu (alias edytora) tylko w celu, żeby dobyć z siebie macierzyńskie pitu-pitu stała mi się przejściowo wstrętną. Taką wręcz blaaa. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale dlaczego, ale jak to.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oddajmy głos Mamie Muminka, kolejną lekturę dla klasy drugiej męczymy ostatnio co wieczór na głos. &lt;br /&gt;Mama Muminka zilustruje zagadnienie niewielkim performance’m. &lt;br /&gt;&lt;em&gt;&lt;br /&gt;„- Ląd przed nami! - krzyknął Muminek.&lt;br /&gt;Wszyscy wychylili się przez burtę, żeby popatrzeć.&lt;br /&gt;- Tam jest piaszczysty brzeg! - zawołała Panna Migotka ucieszona.&lt;br /&gt;- I piękny port! - dodał Tatuś Muminka sterując zręcznie między skałami, by dobić do brzegu. „Przygoda” miękko wsunęła się na piasek. Muminek chwycił linę i wyskoczył na ląd.&lt;br /&gt;Wkrótce na brzegu wyspy aż kipiało od gorączkowej pracy&lt;strong&gt;. Mama Muminka naznosiła kamieni i nazbierała chrustu, by odgrzać naleśniki, a potem rozłożyła na piasku obrus, który na każdym rogu przycisnęła kamyczkiem, żeby go wiatr nie zdmuchnął. Poustawiała na nim rzędem wszystkie filiżanki i włożyła maselniczkę do dołka, który wykopała w mokrym piasku w cieniu dużego kamienia, a w końcu postawiła bukiet lilii wodnych na środku nakrytego stołu.&lt;br /&gt;- Czy możemy ci w czymś pomóc? - spytał Muminek, gdy wszystko już było gotowe.&lt;br /&gt;- Zbadajcie wyspę - powiedziała Mama Muminka (która wiedziała, że jest to coś, czego bardzo pragną). - To ważna rzecz wiedzieć, gdzieśmy wylądowali. Może tu jest niebezpiecznie, prawda?&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;- Właśnie to samo sobie myślałem - powiedział Muminek, po czym natychmiast podążył z Panną Migotką i Ryjkiem wzdłuż południowego brzegu wyspy, gdy tymczasem Włóczykij, który najbardziej lubił sam odkrywać różne rzeczy, powędrował brzegiem północnym.”&lt;br /&gt;&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color: black; font-family: Verdana, sans-serif; font-size: 8pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="right"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: Verdana, sans-serif; font-size: 8pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: Verdana, sans-serif; font-size: 8pt; line-height: 115%;"&gt;[Tove Jansson, &lt;a href="http://www.empik.com/w-dolinie-muminkow-jansson-tove,2438963,ksiazka-p" target="_blank"&gt;W dolinie Muminków&lt;/a&gt;, Wyd. Nasza Księgarnia, 2006]&lt;/span&gt;&lt;span style="color: black; font-family: Verdana, sans-serif; font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="color: black; font-family: Verdana, sans-serif; font-size: 8pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color: black; font-family: Verdana, sans-serif; font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nieźle się zakrzątnęła mimo torebusi na łokciu, prawda?&lt;br /&gt;Naznosiła, nazbierała i jeszcze obrusik przytrzasnęła kamyczkiem, żeby jej go nie zwiało.&lt;br /&gt;&lt;em&gt;- Mamo, mamo, a pomóc ci w czymś?&lt;/em&gt; – ujmuje mnie synalek, który się zrywa do pomagania rodzicielce, kiedy naleśnik już jest odgrzany, a na stole z piasku stoją talerzyki, filiżanki i kwiaty (te ostatnie wyszarpane, jak rozumiem, z dna akwenu krzepką ręką Mamy).&lt;br /&gt;Aż się chce Mamusi dać kuksańca, że dlaczego taka samowystarczalna, urobiona po pachy idiotka jedna, niewyemancypowana.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Szkoda tylko, że Idiotka Jedna i jej krzątanina się tak żenująco dokładnie mieszczą w przeciętnych realiach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Od czasu ostatniej notki wstawiłam dużo prań.&lt;br /&gt;Posmarowałam czekoladą wiele kanapek. Na krągłe dziecięce nóżki naciągnęłam sporo rajstop. &lt;br /&gt;Po tym, co zrobiłam nie ma śladu.&lt;br /&gt;Bielizna po wielokroć była brudna w międzyczasie.&lt;br /&gt;Kolejne połówki bochenków dokupuję co dnia.&lt;br /&gt;Bose dziecięce stopy uprawiają promienne staccato na płytkach podłogowych i co rano tak samo marzną.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mama Muminka i jej akolitki - w tym ja - realizują misję nietrwałość. Misję byt. To nie jest twórcze zadanie. A jeżeli twórcze, to co najwyżej w jakimś górnolotnym, przenośnym i odległym sensie, że uwaga! uwaga! tu się robi ludzi uporczywym, codziennym krzątaniem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tydzień temu próbowałam się zakrzątnąć intelektualnie na spotkaniu promocyjnym „Czasu Kultury” nr &lt;a href="http://e.czaskultury.pl/czasownik/943-w-sieci-macierzynstwa" target="_blank"&gt;4/2011 &lt;/a&gt;(którego nakład był już wtedy szczęśliwym zbiegiem okoliczności cudownie wyczerpany, teraz się wznawia).&lt;br /&gt;Padło wiele ważnych zdań, dużo fantastycznego pla-pla, przedefiniujmy macierzyństwo, matka też człowiek i tak dalej. Ale.&lt;br /&gt;Ale nie opuszcza mnie myśl, że jest w tej gadaninie jakaś nieadekwatność. I im częściej generuję myśli na głos w charakterze żywej egzemplifikacji pojęcia „matka”, tym bardziej narasta we mnie bunt, poczucie, że w paplaniu o sobie (chociaż staram się minimalnie) jest coś nieobyczajnego. Że tak nie robi człowiek kulturalny. Mówienie do publiczności o własnym, jednostkowym doświadczeniu określa rzeczownik ekshibicjonizm i niech czytelnicy „Faktu” nie starają się mnie przekonać, że być może nie bardzo.&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;Kłopot w tym, że o macierzyństwie nie można inaczej, jak językiem prywatnym. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I z tego dramatycznego rozdarcia zamilkłam tu, Mili Państwo.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oraz z ciągot do eksploatowania się w tych obszarach, w których nikomu nie obcieram smarków.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8794707516820465746-346787375467340997?l=zimnoblog.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zimnoblog.blogspot.com/feeds/346787375467340997/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zimnoblog.blogspot.com/2012/02/2041.html#comment-form' title='Komentarze (21)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8794707516820465746/posts/default/346787375467340997'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8794707516820465746/posts/default/346787375467340997'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zimnoblog.blogspot.com/2012/02/2041.html' title='2.041'/><author><name>zimno</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17933978515201703149</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='30' src='http://3.bp.blogspot.com/-XHHowLmKxLY/Tu8jcCHNd-I/AAAAAAAAAc0/ZltwKm6GrXA/s220/z_19%2B12%2B11_%2Bml.jpg'/></author><thr:total>21</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8794707516820465746.post-2397539363278168388</id><published>2012-01-09T23:00:00.003+01:00</published><updated>2012-01-09T23:08:42.728+01:00</updated><title type='text'>2.040</title><content type='html'>&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif; font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;W kąciku megalomana serwuję dziś najnowszy, &lt;a href="http://sklep.czaskultury.pl/?mod=produkt&amp;amp;id=116"&gt;&lt;span style="color: blue;"&gt;czwarty/2011&lt;/span&gt; &lt;/a&gt;numer „Czasu Kultury”.&lt;br /&gt;Leży świeży i pachnący farbą drukarską na moim stole, mniam.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na łamach – cytuję – „O macierzyństwo nasi autorzy zapytali także pisarkę Sylwię Chutnik i blogerkę” [znaną pod nickiem zimno]. Moich wynurzeń wysłuchali i zacnie je spisali Justyna Zimna i Michał Larek. Dziękuję! To było duże i ważne doświadczenie intelektualne na pewnym poznańskim podwórcu przy kawie i herbacie ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: Verdana, sans-serif; font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;a href="http://sklep.czaskultury.pl/?mod=produkt&amp;amp;id=116"&gt;&lt;img alt="" border="0" height="407" src="http://img109.imageshack.us/img109/1050/20120104171629.jpg" width="300" /&gt;&lt;/a&gt; &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="color: black; font-family: Verdana, sans-serif; font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;… a kilka stron dalej ta sama Justyna Z. sprokurowała smakowitą recenzję mojego prozatorskiego kawałka [bo w rzeczonym „Czasie Kultury” jest i mój coming out]. Sama nie wierzę, że umiałam sklecić owych parę zdań opowiadania w sposób, w jaki ona o nich napisała.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I tą zaskakującą konstatacją kończę popisy samochwały i lecę wieszać pranie ;))))&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;… tzn. nie, moment. &lt;br /&gt;Antymacierzyński „Czas Kultury” mam – nie tylko z pobudek sentymentalnych - za mocno istotny głos w pisaniu po polsku o byciu matką. Tezy postawione przez redakcję i rozwinięte w tekstach są ważkie - żadnych pobłażliwych uśmieszków - i definiują fundamentalne punkty zapalne. Społeczne oczekiwania. Akceptowalne wzorce zachowania. Ambicje i braki w ambicjach matek. Łączenie macierzyństwa z pracą. Ale, co równie istotne, pismo wydobywa na powierzchnię drukowaną i do analogowego świata wypowiedzi utrwalonych na papierze sieciową aktywność matek.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://zuzanka.blogitko.pl/2012/01/03/a-w-empiku-czas-kultury-4-2011/"&gt;Zuzanka.blogitko.pl &lt;/a&gt;ze swadą felietonuje o macierzyństwie w internecie. Justyna Zimna lokalizuje złowrogo łypiącą zza węgła Wielką Matkę. Do numeru dołączono zredagowaną przez Chudą &lt;a href="http://macierzynstwo-bez-lukru.blogspot.com/"&gt;antologię&lt;/a&gt; tekstów matek-blogerek „Macierzyństwo bez lukru”.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif; font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;Osobliwie mnie urzekają zdjęcia&lt;/span&gt;&lt;span style="color: black; font-family: Verdana, sans-serif; font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&amp;nbsp;z projektu &lt;a href="http://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/56,109835,9756365,Matko_Polko.html"&gt;Matko Polko&lt;/a&gt; (jak to się stało, że wcześniej tego nie widziałam?). &lt;br /&gt;Powłóczysta Matka Polka karmi piersią, wkręca żarówkę, szoruje klozet, wreszcie – kusi krzepką łydką męską pęcinę (nagą).&lt;br /&gt;Brawa dla tej matki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;… i w tym miejscu tekstu wchodzi do kuchni Ojciec Dzieciom, poprzednio znany jako Daw …&lt;br /&gt;- &lt;em&gt;Matka,&lt;/em&gt; - mówi z wyrzutem. – &lt;em&gt;matka, matka, tylko matka! Śmierć matki, wysiłek matki, z kim masz te dzieci, czy ty myślisz,&lt;/em&gt; - gorzko przemawia Ojciec Dzieciom, poprzednio znany jako Daw … - &lt;em&gt;że dla mnie ojcostwo jest łatwe?&lt;br /&gt;&lt;/em&gt;Ojciec Dzieciom, poprzednio znany jako Daw … z uwagą przeczytał wywiad z blogerką znaną jako zimno, a teraz pyta z rozgoryczeniem:&lt;br /&gt;- &lt;em&gt;Czy ty pamiętasz, matko-matko-matko, kiedy ja ostatni raz byłem z kumplami na piwie?&lt;br /&gt;- Nie pijesz piwa …&lt;/em&gt; - dukam bez przekonania.&lt;br /&gt;Zdaje się, że wspominam w wywiadzie o konieczności społecznego przedefiniowania rodzicielstwa w ogólności, na miarę lat dziesiątych XXI wieku. Acz prawdą jest, że z przepytującymi mnie rozwijamy twórczo w „Czasie Kultury” wyłącznie motyw matek.&lt;br /&gt;- &lt;em&gt;Na colę bym poszedł z kumplami …&lt;/em&gt; – wzdycha z filuternym uśmieszkiem Ojciec Dzieciom, poprzednio znany jako Daw …&lt;br /&gt;… co nas wprawia w radosny, ba - frenetyczny nastrój ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dobra. Biegnę wieszać pranie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8794707516820465746-2397539363278168388?l=zimnoblog.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zimnoblog.blogspot.com/feeds/2397539363278168388/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zimnoblog.blogspot.com/2012/01/2040.html#comment-form' title='Komentarze (30)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8794707516820465746/posts/default/2397539363278168388'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8794707516820465746/posts/default/2397539363278168388'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zimnoblog.blogspot.com/2012/01/2040.html' title='2.040'/><author><name>zimno</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17933978515201703149</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='30' src='http://3.bp.blogspot.com/-XHHowLmKxLY/Tu8jcCHNd-I/AAAAAAAAAc0/ZltwKm6GrXA/s220/z_19%2B12%2B11_%2Bml.jpg'/></author><thr:total>30</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8794707516820465746.post-7361068899976910320</id><published>2012-01-02T23:42:00.002+01:00</published><updated>2012-01-02T23:55:33.358+01:00</updated><title type='text'>2.039</title><content type='html'>&lt;span style="color: black; font-family: Verdana, sans-serif; font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;em&gt;A Wam? Jak się zaczął Nowy Rok?&lt;br /&gt;Obietnice przytycia? Schudnięcia? Gruntowne cięcia w osobistym budżecie? A może rozległe plany wakacyjne? &lt;br /&gt;Joga? Jogging od dzisiaj? Od jutra? Od kolejnego weekendu?&lt;br /&gt;Nowa praca? Nowy narzeczony? Nowe dziecko?&lt;br /&gt;Hm?&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;--------------------------------------------------------------&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nowy Człowiek stanął prościusieńki u stóp dużego łóżka.&lt;br /&gt;Śródnocny wampir, odruchowo sprawdziłam godzinę na wyświetlaczu budzika. Druga coś tam/coś tam. &lt;br /&gt;- &lt;em&gt;Wracaj do siebie&lt;/em&gt;. – wydukałam nieskładnie i spróbowałam szybkiego powrotnego skoku w sen.&lt;br /&gt;Zamknęłam oczy, a kiedy je po chwili otworzyłam [wiedziona jakimś instynktem czy czymś tam/czymś tam], Nowy Człowiek siedział prościusieńki na materacu koło mnie. &lt;br /&gt;- &lt;em&gt;Wracaj&lt;/em&gt; … - powtórzyłam cicho.&lt;br /&gt;- &lt;em&gt;Bueee …&lt;/em&gt; – wymownie wyartykułował Nowy Człowiek.&lt;br /&gt;Zabulgotało. &lt;br /&gt;Kilka hałaśliwych zakrztuszeń i – każdy rodzic zna c.d.n.&lt;br /&gt;[Natręctwo w tle wszystkich pozostałych myśli, w którym nieprzerwany nocny sen jawi się niczym nieosiągalna idylla].&lt;br /&gt;- &lt;em&gt;To nie moja wina&lt;/em&gt; … - smutno wybąkał Nowy Człowiek, bezradnie się przyglądając zawartości dłoni.&lt;br /&gt;Wiadomo. &lt;br /&gt;Nie ma to jak z przytupem, z wirusem wejść w drugiego stycznia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;--------------------------------------------------------------&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;A ja?&lt;br /&gt;Nie, nigdy nie składam sobie noworocznych obietnic.&lt;br /&gt;Nie składam, więc nie łamię. &lt;br /&gt;Hulaj dusza, przysiąg nie ma.&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;--------------------------------------------------------------&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Sylwestra spędziliśmy w licznym gronie juniorów, seniorów oraz obywateli w wieku średnim. Każdy na własną miarę się zachwycał unikatową atmosferą Wieczoru Petard. &lt;br /&gt;- &lt;em&gt;Tszelają, jak kuszarze!&lt;/em&gt; – wzdychał w głębokim uniesieniu Rycerz Silny, przylepiając nos do lekko przetłuszczonej szyby z szerokim widokiem na rozświetloną ulicę. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bo Silny lubi wyartykułować jędrny komunikat. Nadrabia te wszystkie miesiące, kiedy zbijał komendy z westchnięć, monosylab, y-y-y i przerw. &lt;br /&gt;&lt;em&gt;- Laczego babcia swojego nie idzie bobomku?&lt;/em&gt; – zapytał któregoś międzyświątecznego dnia.&lt;br /&gt;- &lt;em&gt;Dlatego, że teraz jest tu.&lt;/em&gt; – rzekłam. – &lt;em&gt;Gościem w naszym domu.&lt;br /&gt;&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;Bo Silnego pasjonują zdrobioneczka. Kolekcjonuje je sobie, przyrządza w maleńkim gardełku, smakowite.&lt;br /&gt;Im bardziej się staram mówić grubym tekstem, tym Silny jest językowo rozkoszniejszy. &lt;br /&gt;&lt;em&gt;- Laczego choineczka tutaj świeci się?&lt;/em&gt; – zaintrygowała go nagła iluminacja przed hacjendą. – &lt;em&gt;A my tu jesteśmy? Bo bomku?&lt;br /&gt;&lt;/em&gt;Pociekło ulepkiem.&lt;br /&gt;&lt;em&gt;- Dawaj do wycałowania tę słodką buzieńkę!&lt;/em&gt; – zaproponowałam w tych okolicznościach Silnemu, z werwą.&lt;br /&gt;- &lt;em&gt;Nie mam buśki!&lt;/em&gt; – zaperzył się Silny. – &lt;em&gt;Mam tylko tfasz.&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;E.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;--------------------------------------------------------------&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;&lt;br /&gt;„Przekrój” życzył dzisiaj swoim czytelnikom przetrwania - z okazji 2012.&lt;br /&gt;Ewentualne ryzyko nie przetrwania nęka już nawet Nowego Człowieka, stosownie pouczonego w kwestii przepowiedni przez kolegów.&lt;br /&gt;Drodzy, lekceważmy przepowiednie. &lt;br /&gt;Tego Wam życzę na 2012, z całego serca.&lt;br /&gt;Lekkiej, nie zsiadłej przez okrągły rok myśli.&lt;br /&gt;&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;--------------------------------------------------------------&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- &lt;em&gt;Mamo,&lt;/em&gt; - Erna oderwała się od produkcji kolejnego arcydzieła. Zamarła w pół ruchu na kartką, z kredką w powietrzu. – &lt;em&gt;a ty kiedyś zjobiłaś tak, że ogójki na oczy i hop do błota?&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;No. Ten. Tego.&lt;br /&gt;Odświeżająca wizja spa z wywijasami jest mi drogą po świętach, nie ukrywam. Wyłącznie wizja.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Więc na koniec życzę Wam, tym, którym to potrzebne, stert orzeźwiających ogórków na oczy. W cienkich plasterkach.&lt;br /&gt;I celnych skoków w błogie grzęzawiska.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8794707516820465746-7361068899976910320?l=zimnoblog.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zimnoblog.blogspot.com/feeds/7361068899976910320/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zimnoblog.blogspot.com/2012/01/2039.html#comment-form' title='Komentarze (25)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8794707516820465746/posts/default/7361068899976910320'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8794707516820465746/posts/default/7361068899976910320'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zimnoblog.blogspot.com/2012/01/2039.html' title='2.039'/><author><name>zimno</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17933978515201703149</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='30' src='http://3.bp.blogspot.com/-XHHowLmKxLY/Tu8jcCHNd-I/AAAAAAAAAc0/ZltwKm6GrXA/s220/z_19%2B12%2B11_%2Bml.jpg'/></author><thr:total>25</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8794707516820465746.post-5025433801523290069</id><published>2011-12-22T23:06:00.005+01:00</published><updated>2011-12-23T01:53:36.148+01:00</updated><title type='text'>2.028</title><content type='html'>&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif; font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;Jestem pod absolutnym urokiem &lt;a href="http://fjakfrustratka.blox.pl/2011/12/Ida-no-ida-swieta.html" target="_blank"&gt;&lt;span style="color: #0b5394;"&gt;świątecznego wypracowania&lt;/span&gt;&lt;/a&gt; koleżanki z sąsiedniej ławki.&lt;br /&gt;Bo ja też. Ja też! Nie ubrałam jeszcze choinki, a pierogi z kapustą i zupę grzybową zamówiłam w restauracji.&lt;br /&gt;Zasadniczo czuję akurat ból karku, a nie wzniośle obrzędowy nastrój. &lt;br /&gt;Pryzmy papierów, które obiecałam sobie posortować przed świętami piętrzą się to tu, to tam.&lt;br /&gt;Oraz nieposegregowane pranie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;-------------------------------------------&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Był taki moment [musiałam być wtedy jakaś mała], kiedy mnie dręczył syndrom, że można mieć - chociaż ja nie potrafię - klimat świąt, jak z połyskliwych sesji w Vivie albo w Gali. Na stole świeczki, które płoną, ale się nie wypalają. Wszystkie podarki w lśniących opakowaniach, z kokardami. Bombki zsynchronizowane w barwie z kreacją uśmiechniętej Pani Domu i jej wygiętych w kolędowym &lt;em style="color: black;"&gt;pas&lt;/em&gt; dziatek. Oraz z krawatem Pana.&lt;br /&gt;O buacha cha cha.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Duża część naszych bombek się potłukła, kiedy choinka wykręciła kankana za sprawą miniaturowego Nowego Człowieka, w wersji bodaj 2.lata. Kierując się rozsądkiem [i Erną na wewnętrznym stanie] nie uzupełniliśmy zapasu. &lt;br /&gt;Idealnie ubrane w Wigilię dzieci z punktu, jak wiadomo, oblewają się barszczem [którego zresztą nie jedzą, bo wolałyby kurczaka z frytkami]. Nastroju uroczystego pojednania dopełnia zwykle niewinna sprzeczka o cokolwiek, o ość w rybie, albo o generalny polityczny ogląd sytuacji północnokoreańskiej. &lt;br /&gt;Poza tym – jest przecież jak zwykle. Czyli fajnie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kluczem nastroju jest &lt;em style="color: black;"&gt;jak zwykle&lt;/em&gt;. Jak zwykle kapusta z grzybami, po kolacji jak zwykle ciężko fałszujące kolędowanie. Cudowne. Raz w roku. Uwielbiam. Tak, tak i zdecydowanie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Uwielbiam bezwarunkowo i nieodwołalnie, bo już nie liczę na świąteczne oświecenie, na nagłą i gwałtowną epifanię, że się stanie, jak w christmasowym filmie klasy D, w którym rozedrgani przez półtorej godziny fabuły bohaterowie chwytają się za ręce w bożonarodzeniowym finale, a na ich twarze schodzi łaska i zadbany ortodontycznie uśmiech, śnieżnobiały. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;-------------------------------------------&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Któregoś dnia, jeszcze w listopadzie, przemykałam przez galerię handlową ścigana zapętlonym Last Christmas z każdej sklepowej kanciapy. Nie niósł mnie żaden bożonarodzeniowy nastrój, mimo migoczących ozdób, hoł, hoł, hoł i girlandy. Niosło mnie uporczywe zdążyć/załatwić, a w tle irytacja - „dajcie sobie siana ze świętami w listopadzie”. Fuj, precz i apage. &lt;br /&gt;Siano, sianko ze stajni, nie kręci mnie epatowanie w listopadzie świąteczną scenografią. Nad świętowaniem zastanowię się w Święta, a nie na miesiąc zanim.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Problem w tym, że nawet miesiąc przed Świętami dekoracja z bombką i Mikołajem uruchamia jakiś dziecinny atawizm, obraz, jak z „Dziadka do orzechów” – ikonę, wielką, połyskującą choinkę za zamkniętymi drzwiami, które w punkcie kulminacyjnym Wigilii się otwierają. Pod drzewkiem piętrzą się pryzmy wyczekiwanych prezentów. Szeleści taftowa kreacja i wstążki w warkoczach, uwiera kołnierzyk z nadmiarem krochmalu. Tak, to jest atawizm. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tymczasem czas w nas zdaje się pogrzebał dziecięcy zachwyt. &lt;br /&gt;Duchowość kuleje albo przeszła w nawyk. Zresztą, bez zwykłej wiary w Gwiazdora (alias Mikołaja) Święta nie mogą być takie same.&lt;br /&gt;Fenomenalnie bożonarodzeniowy nastrój nie ma szans wobec korków, zaległych zleceń i zawalonych terminów przed Świętami.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pustka zamiast &lt;em style="color: black;"&gt;nastroju&lt;/em&gt; wydaje się głęboka, jak Rów Mariański. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Optuję za wersją minimum.&lt;br /&gt;Za trzema kwadransami rodzinnego pojednania nad karpiem.&lt;br /&gt;Świece na stole co prawda się wypalą, ale dopóki płoną, migoczą całkiem ładnie. Kiecka nie pasuje do bombek, bo kto by dbał o taką synchronizację. Epifanie są na twarzach nielatów. &lt;br /&gt;Młodociani bez obciążeń wypatrują pierwszej gwiazdy. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zdaje się też, że potrafią bezinteresownie zarazić entuzjazmem. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color: #632423; font-family: Verdana, sans-serif; font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;Czego szczerze Wam życzę na Święta, Drodzy Czytacze – chociaż chwili euforii, choćby przelotnego popadnięcia w zachwyt.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8794707516820465746-5025433801523290069?l=zimnoblog.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zimnoblog.blogspot.com/feeds/5025433801523290069/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zimnoblog.blogspot.com/2011/12/2028.html#comment-form' title='Komentarze (24)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8794707516820465746/posts/default/5025433801523290069'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8794707516820465746/posts/default/5025433801523290069'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zimnoblog.blogspot.com/2011/12/2028.html' title='2.028'/><author><name>zimno</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17933978515201703149</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='30' src='http://3.bp.blogspot.com/-XHHowLmKxLY/Tu8jcCHNd-I/AAAAAAAAAc0/ZltwKm6GrXA/s220/z_19%2B12%2B11_%2Bml.jpg'/></author><thr:total>24</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8794707516820465746.post-1088975693616536755</id><published>2011-12-20T22:47:00.001+01:00</published><updated>2011-12-20T23:12:17.061+01:00</updated><title type='text'>2.037</title><content type='html'>&lt;span style="color: black; font-family: Verdana, sans-serif; font-size: 8.5pt; line-height: 115%;"&gt;Droga Redakcjo,&lt;br /&gt;Z opóźnieniem donoszę, że Erna straciła pierwszy ząb, lewą dolną jedynkę w imieniny Babci.&lt;br /&gt;Już dwa tygodnie mijają.&lt;/span&gt;&lt;span style="color: black; font-family: Verdana, sans-serif; font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;----------------------------------------------------------------------&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- &lt;em&gt;Nie wytrzymam!&lt;/em&gt; – jęknęła Ania, Która-Wcale-Nie-Jest-Anią (a Panią E., Opiekunką Silnego). – &lt;em&gt;Więcej tego nie wytrzymam!&lt;/em&gt; – powiedziała pierwszy raz, odkąd się znamy. - &lt;em&gt;Nie zniosę!&lt;/em&gt; – powtórzyła z rozpaczą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;[Ania jest Anią, bo tak wymyślił Silny w czasach, kiedy nie umiał mówić. &lt;br /&gt;„Ania” pochodzi być może od pAni, ewentualnie po prostu od Ani, jeden Silny to wie. &lt;br /&gt;Ania nigdy się nie skarży, nigdy nie zawiodła, jest najczulszą możliwą strażniczką Silnego, mogłabym dowolnie długi panegiryk na cześć Ani.&lt;br /&gt;Silny zresztą także. Szeroko znana jest mantra Silnego:&lt;br /&gt;&lt;em&gt;- Ooo, Ania! Ania! Ania!&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;Tym razem jednak Ania nie wytrzymała.&lt;br /&gt;- &lt;em&gt;Nigdy więcej!&lt;/em&gt; – zaapelowała.]&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Poszło o płytę z filmem o upiornej myszy noszącej ludzki alias.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W hacjendzie panuje ostatnio klimat, jak z Popiela, mechaniczne gryzonie pomykają wzdłuż szaf, te o wymiarach ludzkiego dziecka grają w spektaklach, nic dziwnego, że Silny się uparł przy telewizyjnym hicie o myszy Stefanie. Produkcja jest dość kontrowersyjna artystycznie i raczej słabo zdubbingowana, więc średnio po pierwszym kwadransie odsłuchu przeciętny, niegłuchy dorosły odpada. Silny natomiast korzystając z wietrznej pogody i kataru zadał sobie Stefana i raz i drugi i kolejny, wreszcie odmówił dobrowolnego oddalania się na spacer, upierając się przy śledzeniu przygód Stefana.&lt;br /&gt;- &lt;em&gt;Nie wytrzymam!&lt;/em&gt; – jęknęła po kilku dniach Ania.&lt;br /&gt;Płyta zginęła więc skutecznie i nagle.&lt;br /&gt;Próżno w naszym domu szukać odtąd Stefana.&lt;br /&gt;A Silny bez oporów chadza z Anią na spacer.&lt;br /&gt;Koniec bajki z morałem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif; font-size: 8.5pt; line-height: 115%;"&gt;News o stanie szczęki Erny ma wbrew pozorom ścisły związek z motywem myszy &lt;a href="http://www.filmweb.pl/reviews/Stefan%2C+Rysiek%2C+zgrana+p%C5%82yta-4250" target="_blank"&gt;&lt;span style="color: #0b5394;"&gt;Stefana&lt;/span&gt;&lt;/a&gt; ;))))&lt;/span&gt;&lt;span style="color: black; font-family: Verdana, sans-serif; font-size: 8.5pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8794707516820465746-1088975693616536755?l=zimnoblog.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zimnoblog.blogspot.com/feeds/1088975693616536755/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zimnoblog.blogspot.com/2011/12/2037.html#comment-form' title='Komentarze (10)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8794707516820465746/posts/default/1088975693616536755'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8794707516820465746/posts/default/1088975693616536755'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zimnoblog.blogspot.com/2011/12/2037.html' title='2.037'/><author><name>zimno</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17933978515201703149</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='30' src='http://3.bp.blogspot.com/-XHHowLmKxLY/Tu8jcCHNd-I/AAAAAAAAAc0/ZltwKm6GrXA/s220/z_19%2B12%2B11_%2Bml.jpg'/></author><thr:total>10</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8794707516820465746.post-1843958825713091566</id><published>2011-12-18T23:33:00.002+01:00</published><updated>2011-12-18T23:41:36.807+01:00</updated><title type='text'>2.036</title><content type='html'>&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif; font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;Byliśmy w &lt;/span&gt;&lt;a href="http://www.gauganek.pl/galeria" style="font-family: Verdana, sans-serif; font-size: 10pt; line-height: 115%;" target="_blank"&gt;Gauganku&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif; font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt; [uwaga, reklama!] …&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: black; font-family: Verdana, sans-serif; font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;br /&gt;--- tutaj Silny zajęty folią bąbelkową w czasie monodramu Mikołaja ---&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;img alt="" border="0" height="350" src="http://img703.imageshack.us/img703/1656/dsc02474nq.jpg" width="467" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img alt="" border="0" src="http://img38.imageshack.us/img38/1554/dsc02465mv.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img alt="" border="0" src="http://img3.imageshack.us/img3/702/dsc02470o.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: black; font-family: Verdana, sans-serif; font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;… i Erna znalazła na saniach Świętego chomika z napędem na dwie baterie AA.&lt;br /&gt;Ujęła gryzonia w dwie dłonie, delikatnie. Czule przywarła do zabawki wzruszoną twarzą. Powstała więź. &lt;br /&gt;Szczuruś nazywa Ernę:&lt;br /&gt;- &lt;em&gt;MAMA!&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Więc kiedy któregoś dnia Szczuruś odjechał w nieznane [za bezpośrednią przyczyną, jak się okaże w pod koniec notatki, starszego brata], Erna odeszła od zmysłów i postawiła nas wszystkich na baczność, nalegając na skrupulatne poszukiwania. Niefortunnym przypadkiem tego samego wieczoru musiałam wyjść na późną kolację, i to zanim nielaty oddaliły się spać.&lt;br /&gt;- &lt;em&gt;Dokąd idziesz? O któjej wjócisz?&lt;/em&gt; – dramatycznie pytała Erna, podwójnie rozdarta. – &lt;em&gt;Dlaczego bez nas? MUSZĘ WIEDZIEĆ, O KTÓJEJ WJÓCISZ, MAMA!&lt;br /&gt;- O dwudziestej trzeciej.&lt;/em&gt; – rzekłam, chyłkiem umykając w stronę korytarza.&lt;br /&gt;- &lt;em&gt;ALE NIE MA TAKIEJ GODZINY!&lt;/em&gt; – rozpaczliwie załkała Erna. - &lt;em&gt; NIE MA TAKIEJ!!!&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;Kiedy wróciłam, trafiłam na Ojca Dzieciom snującego się po hacjendzie z ponurą twarzą.&lt;br /&gt;&lt;em&gt;- NIGDZIE GO NIE MA.&lt;/em&gt; – mruknął posępnie. – &lt;em&gt;A obiecałem znaleźć.&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;Polowaliśmy na Szczurusia, bezskutecznie, o drugiej nad ranem.&lt;br /&gt;O świcie starszy brat puścił parę.&lt;br /&gt;Szczurofiesta! Cudownie odnaleziony Szczuruś śmigał po podłodze i metalicznie biadolił:&lt;br /&gt;- &lt;em&gt;MAMA!&lt;br /&gt;&lt;/em&gt;Erna się zaraz treściwie ustosunkowała do zagadnienia macierzyństwa. Ona jest tylko opiekunką, wyklarowała, prawdziwa matka Szczurusia umarła …&lt;br /&gt;- &lt;em&gt;Ale on widzi jej ducha …&lt;/em&gt; - dodała z uśmiechem. - &lt;em&gt;i duch mu podaje śniadanie.&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;Spójna intryga.&lt;br /&gt;- &lt;em&gt;Ale dzisiaj jadł ze mną, bo duch jego mamy, wiesz, poszedł na impje. – &lt;/em&gt;Erna uniosła oskarżycielski palec. -&lt;em&gt; TAK, JAK TY!&lt;br /&gt;&lt;/em&gt;Szczuruś gderliwie zaskamlał:&lt;em&gt;&lt;br /&gt;&lt;/em&gt;- &lt;em&gt;MAMA!&lt;/em&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8794707516820465746-1843958825713091566?l=zimnoblog.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zimnoblog.blogspot.com/feeds/1843958825713091566/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zimnoblog.blogspot.com/2011/12/bylismy-w-gauganku-uwaga-reklama-tutaj.html#comment-form' title='Komentarze (16)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8794707516820465746/posts/default/1843958825713091566'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8794707516820465746/posts/default/1843958825713091566'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zimnoblog.blogspot.com/2011/12/bylismy-w-gauganku-uwaga-reklama-tutaj.html' title='2.036'/><author><name>zimno</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17933978515201703149</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='30' src='http://3.bp.blogspot.com/-XHHowLmKxLY/Tu8jcCHNd-I/AAAAAAAAAc0/ZltwKm6GrXA/s220/z_19%2B12%2B11_%2Bml.jpg'/></author><thr:total>16</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8794707516820465746.post-5482609694684165094</id><published>2011-12-17T23:56:00.002+01:00</published><updated>2011-12-18T00:22:01.272+01:00</updated><title type='text'>2.035</title><content type='html'>&lt;span style="color: black; font-family: Verdana, sans-serif; font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;Erna tłumaczy, że nie zjadła, niestety nie zjadła ostatniej kiełbasy i że ta została w tornistrze [dziewoi z krwi i kości wkładam śniadaniówki zwyczajną w krótkich, chudych kawałkach, bo gardzi &lt;em&gt;jogurcikiem&lt;/em&gt; czy też &lt;em&gt;jakąś kanapką&lt;/em&gt;]. &lt;br /&gt;Erna wyjaśnia, że miała spójny projekt, żeby się posilić wędliną tuż przed popołudniowym spektaklem.&lt;br /&gt;- &lt;em&gt;Tak, tak.&lt;/em&gt; – kiwam głową, słuszny plan.&lt;br /&gt;Szkoda, że nie wypalił.&lt;br /&gt;Ktoś przybiegł/przyszedł, objaśnia Erna, z kimś/gdzieś/jakoś-o wiele-za szybko i trzeba było gnać-biec-lecieć pędem-galopem na scenę. &lt;br /&gt;Z pustym żołądkiem!&lt;br /&gt;Z podkurkiem zaniechanym w torbie.&lt;br /&gt;- &lt;em&gt;Ale chyba głód to nie jest ważniejszy, niż udane przedstawienie?&lt;/em&gt; – Erna zawiesza głos.&lt;br /&gt;Masz rację.&lt;br /&gt;Udane przedstawienie było wtedy najważniejszą sprawą. &lt;br /&gt;&lt;span style="color: black; font-family: Verdana, sans-serif; font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Erna-Lubię-Scenę-Bo-Z-Góji-Lepiej-Widać wskoczyła w czarne legginsy i się stała graną postacią.&lt;br /&gt;Na czworakach się zaraz przyczaiła za niską ławką [uszy myszy w świeżo splecionych warkoczach zastrzygły z uwagą].&lt;br /&gt;Przyciągnęła pięści do piersi, nerwowym, rozbieganym wzrokiem rzuciła to w lewo, to w prawo.&lt;br /&gt;- &lt;em&gt;Hej, kocie!&lt;/em&gt; – klepnęła Koleżankę-Kicię w plecy. – &lt;em&gt;Tu jestem, goń mnie!&lt;br /&gt;- Nie jestem takim kotem,&lt;/em&gt; – leniwie odparła Kocica. - &lt;em&gt;który jada myszy.&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;Erna wystrzeliła, jak z procy na szkolny korytarz, przed klasę.&lt;br /&gt;- &lt;em&gt;Mysza, wracaj do nory!&lt;/em&gt; – zawołały za nią jakieś dwie przechodzące nieopodal panny.&lt;br /&gt;&lt;em&gt;- Mama, a one powiedziały mysza, wjacaj do noji! – &lt;/em&gt;tryumfalnie zawołała Erna.&lt;br /&gt;Zawołała mysz.&lt;br /&gt;Wpadła mi uradowana w objęcia.&lt;br /&gt;Nos, jak węgielek. Mimika gryzonia. &lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color: black; font-family: Verdana, sans-serif; font-size: 8.5pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;[Zauważam pewną istotną … diametralną, fundamentalną różnicę w podejściu średniej siostry i starszego brata w analogicznym wieku do zagadnienia obligatoryjnych przedświątecznych wygibasów.]&lt;/span&gt;&lt;span style="color: black; font-family: Verdana, sans-serif; font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tupu-tup po śniegu.&lt;br /&gt;Dzyń, dzyń,&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif; font-size: 13px; line-height: 14px;"&gt;dzyń&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif; font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&amp;nbsp;na sankach.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: black; font-family: Verdana, sans-serif; font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: Verdana, sans-serif; font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;- … &lt;em&gt;Towarzyszy w djodze zimowa śpiewanka!&lt;/em&gt; – huknęła pełnym, czystym głosem w sceniczny mikrofon.&lt;br /&gt;No łkałam, łkałam.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;img alt="" border="0" src="http://img804.imageshack.us/img804/990/dsc02581r.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img alt="" border="0" src="http://img404.imageshack.us/img404/595/dsc02608t.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img alt="" border="0" src="http://img38.imageshack.us/img38/2508/dsc02625a.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8794707516820465746-5482609694684165094?l=zimnoblog.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zimnoblog.blogspot.com/feeds/5482609694684165094/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zimnoblog.blogspot.com/2011/12/2035.html#comment-form' title='Komentarze (14)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8794707516820465746/posts/default/5482609694684165094'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8794707516820465746/posts/default/5482609694684165094'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zimnoblog.blogspot.com/2011/12/2035.html' title='2.035'/><author><name>zimno</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17933978515201703149</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='30' src='http://3.bp.blogspot.com/-XHHowLmKxLY/Tu8jcCHNd-I/AAAAAAAAAc0/ZltwKm6GrXA/s220/z_19%2B12%2B11_%2Bml.jpg'/></author><thr:total>14</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8794707516820465746.post-1701858723810893458</id><published>2011-12-14T23:57:00.000+01:00</published><updated>2011-12-18T00:15:10.276+01:00</updated><title type='text'>2.034</title><content type='html'>&lt;span style="color: black; font-family: Verdana, sans-serif; font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;em&gt;- Mamo, a co to jest gwałt?&lt;/em&gt; – spytała Erna. &lt;br /&gt;Głośno i wyraźnie.&lt;br /&gt;Przewentylowałam. Siedzieliśmy nad talerzami parujących pierogów po świątecznym spektaklu Nowego Człowieka. Mieszałam w kubku herbaty.&lt;br /&gt;- &lt;em&gt;Brutalna napaść.&lt;/em&gt; – rzekłam.&lt;br /&gt;Albo coś tam, coś tam. Rezydenci sąsiednich stolików z ciekawością zastrzygli uszami. Silny od niechcenia machnął pulchną łapką.&lt;br /&gt;- &lt;em&gt;To nic.&lt;/em&gt; – mlasnął kawałkiem mięsnego farszu i z fantazją zawinął w powietrzu widelcem.&lt;br /&gt;- … &lt;em&gt;indyk zsiniał, owca zbladła &lt;/em&gt;… - wyrecytowała Erna i wnikliwie rozejrzała się na boki, lokalizując słuchaczy. – &lt;em&gt;GWAŁTU! Wjona sej nam zjadła!&lt;br /&gt;- A co to jest rum? – &lt;/em&gt;zainteresował się Nowy Człowiek&lt;em&gt;. – Mama?&lt;br /&gt;- Alkohol. &lt;/em&gt;– odpowiedziałam. Przygodni kompani zza sąsiednich stolików natężyli uwagę.&lt;em&gt; - Nieźle ci poszło na tym spektaklu. – &lt;/em&gt;posmyrgałam Nowego Człowieka po długich blond pasmach.&lt;br /&gt;- &lt;em&gt;Nie za bardzo.&lt;/em&gt; – westchnął Nowy Człowiek, wolno mieląc kęs dania. –&lt;em&gt; Intonacja mi … wyszła … za szorstka … &lt;/em&gt;&lt;br /&gt;O, gwiazdo scen lokalnych. Do dzisiejszego wieczoru występy sceniczne równały się nieludzkim gwałtom na nowoczłowieczych swobodach personalnych, a tu taka niespodzianka.&lt;br /&gt;- … &lt;em&gt;na to wjona na nich z góji&lt;/em&gt; … - Erna kontynuowała próbę generalną przed piątkowym występem własnej klasy. - … &lt;em&gt;wam chodziło wszak o dziuji&lt;/em&gt; … &lt;br /&gt;- &lt;i&gt;N&lt;/i&gt;&lt;em&gt;ieczem! Ka-bum ja!&lt;/em&gt; – z fantazją zagaił Silny.&lt;br /&gt;Nowy Człowiek w tym czasie zapytał o …&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;… jest jak w operze, jak w teatrze potrójnej animacji. Każde ciągnie swój monolog.&lt;br /&gt;A pierożki pycha, mniam.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- …&lt;em&gt; wpjawdzie sej zużyłam cały … cały … cały …&lt;/em&gt; - Ernie niespodzianie zawisł któryś parametr. &lt;em&gt;– ZAPOMNIAŁAM!!! MAMA!!!&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;Kamraci zza sąsiadujących stołów z przerażenia zadygotali.&lt;br /&gt;- &lt;em&gt;… ale dziuji pozostały!&lt;/em&gt; – u ulgą dokończyła Erna.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ech, cóż to były za przeżycia kulturalne.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;img alt="" border="0" height="339" src="http://desmond.imageshack.us/Himg189/scaled.php?server=189&amp;amp;filename=dsc02538s.jpg&amp;amp;res=medium" width="467" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img alt="" border="0" height="350" src="http://desmond.imageshack.us/Himg815/scaled.php?server=815&amp;amp;filename=dsc02541i.jpg&amp;amp;res=medium" width="467" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8794707516820465746-1701858723810893458?l=zimnoblog.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zimnoblog.blogspot.com/feeds/1701858723810893458/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zimnoblog.blogspot.com/2011/12/2034.html#comment-form' title='Komentarze (12)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8794707516820465746/posts/default/1701858723810893458'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8794707516820465746/posts/default/1701858723810893458'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zimnoblog.blogspot.com/2011/12/2034.html' title='2.034'/><author><name>zimno</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17933978515201703149</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='30' src='http://3.bp.blogspot.com/-XHHowLmKxLY/Tu8jcCHNd-I/AAAAAAAAAc0/ZltwKm6GrXA/s220/z_19%2B12%2B11_%2Bml.jpg'/></author><thr:total>12</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8794707516820465746.post-9082441262190772272</id><published>2011-12-11T23:08:00.001+01:00</published><updated>2011-12-11T23:54:35.991+01:00</updated><title type='text'>2.033</title><content type='html'>&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif; font-size: 13px; line-height: 14px;"&gt;Marcepanek&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif; font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;święci&lt;br /&gt;ranek&lt;br /&gt;umpa umpa. Nie idzie na ustępstwa. Świątek-piątek czy niedziela, o siódmej itrzy czwarte Silny zarządza desant na mój czerep.&lt;br /&gt;-&lt;span class="apple-converted-space"&gt;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;em&gt;Oziwiaj sie!&lt;/em&gt;&lt;span class="apple-converted-space"&gt;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;–krzyczy.&lt;br /&gt;Małą pulchną łapką bezceremonialnie sprawdza mi puls. Funkcje życioweweryfikuje personalnym czujnikiem wrażliwości na przeszywające dźwięki.&lt;br /&gt;-&lt;span class="apple-converted-space"&gt;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;em&gt;No dalej, mama! Oziwiaj sie! –&lt;/em&gt;&lt;span class="apple-converted-space"&gt;&lt;i&gt;&amp;nbsp;&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;dla lepszego efektu Silnywkleja mokry dziobek-jak-malinkę w moją małżowinę.&lt;br /&gt;Ożywiam się pobieżnie, po łebkach wręcz. Ożywiam się, choć co nieco nadalsymuluję, że przecież wciąż śpię. Zaspaną ręką po omacku lokalizuję jasiek,choćby jeden. Chowam się cała pod wyszukanym sprzętem, zwijam pod nim w precel.&lt;br /&gt;-&lt;span class="apple-converted-space"&gt;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;em&gt;Mama, no, oziwiaj sie … -&lt;/em&gt;&lt;span class="apple-converted-space"&gt;&lt;i&gt;&amp;nbsp;&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;błaga Silny&lt;br /&gt;Nie mam takiej wyszukiwarki, więc nie sprawdzę, bo ręcznie się nie da, ile razyjuż tu pisałam o niedospanej sobocie i niedzieli, o ważkim problemie niemocy, orealnej niemożności zapadnięcia w rozkoszny weekendowy letarg i przespaniaciurkiem do jedenastej. Albo do pierwszej. Żaden znany mi osobiście nielatponiżej piątego roku życia nie dba o kompromisy o świcie.&lt;span class="apple-converted-space"&gt;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;O świcie&lt;span class="apple-converted-space"&gt;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;rusza&lt;br /&gt;z życiem&lt;br /&gt;umpa umpa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;-&lt;span class="apple-converted-space"&gt;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;em&gt;Nie można być cicho???&lt;/em&gt;&lt;span class="apple-converted-space"&gt;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;– Erna nadciąga tornadem, z łopotemszerokich piżamowych nogawek, z rozwianym włosem, z torbą-Babrochą w ręce. –&lt;span class="apple-converted-space"&gt;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;em&gt;NIEMOŻNA TU BYĆ CICHO??? JA TAM ŚPIĘ!&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;Erna jest rozsierdzona, Silny za to szczęśliwy.&lt;span class="apple-converted-space"&gt;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Już nie śpisz, córko, chciałoby się rzec, ale się nie rzecze, żeby niepogłębiać rozdrażnienia.&lt;br /&gt;-&lt;span class="apple-converted-space"&gt;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;em&gt;OBUDZILIŚCIE MNIE!&lt;/em&gt;&lt;span class="apple-converted-space"&gt;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;–prycha Erna.&lt;br /&gt;I z trudem się daje przebłagać Silnemu, że tuż-przed-ósmą w niedzielę jestświetną porą na niewielki melanż.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;- Laciego na dół łosy mama ma?&lt;/em&gt;&lt;span class="apple-converted-space"&gt;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;– słyszę przez lekki sen. –&lt;span class="apple-converted-space"&gt;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;em&gt;I dogóji?&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;Drobna krągła łapka przeczesuje mi splątany kędzior.&lt;br /&gt;Erna coś tłumaczy Silnemu, ale nie rozpoznaję słów, docierają do mnie tylkostłumione poduszką dźwięki.&lt;br /&gt;-&lt;span class="apple-converted-space"&gt;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;em&gt;Ogjomne mama łosy ma …&lt;/em&gt;&lt;span class="apple-converted-space"&gt;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;- zasępia się Silny.&lt;br /&gt;Ogromnie gadatliwe mam kolejne dziecko.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Hi hi hi!!!!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;-----------------&lt;br /&gt;A jutro rano przy porannej kawie w firmowej kuchni [albo w drodze do pracy przeztelefon, ewentualnie w windzie] weekendowi imprezowicze zwierzą się sobie zpowrotów z knajpy lodowatym sobotnim świtem i z ciężkich skroni do popołudnia[tak, tak, ja też – przytakną im inni imprezowicze], rodzice drobiazgunatomiast, kasta poniżej pariasa, matki i ojcowie małych dzieci uścisną sobiemetaforycznie ręce w geście pokrewnej solidarności.&lt;br /&gt;Tak tak, mnie&lt;span class="apple-converted-space"&gt;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;em&gt;moje&lt;/em&gt;&lt;span class="apple-converted-space"&gt;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;też wyrwało ze snu o piątej/oszóstej/o wpół do siódmej w niedzielę i nie dało się zbyć bajką na dvd anikuszącą propozycją cichego przeglądania książeczki.&lt;br /&gt;Mnie&lt;span class="apple-converted-space"&gt;&lt;i&gt;&amp;nbsp;&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;em&gt;moje&lt;/em&gt;&lt;span class="apple-converted-space"&gt;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;o siódmej&lt;br /&gt;a&lt;span class="apple-converted-space"&gt;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;em&gt;twoje&lt;/em&gt;?&lt;br /&gt;całą noc?&lt;br /&gt;żartujesz&lt;br /&gt;&lt;em&gt;moje&lt;/em&gt;&lt;span class="apple-converted-space"&gt;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;do trzeciej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na bogów greckich, doprawdy jesteśmy w tym nudni, mdli, jak owsianka, jakrozmemłane płatki w stęchłym mleku, my, kasta poniżej pariasa - rodzicielscyniewyspani malkontenci.&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif; font-size: 8.5pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8794707516820465746-9082441262190772272?l=zimnoblog.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zimnoblog.blogspot.com/feeds/9082441262190772272/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zimnoblog.blogspot.com/2011/12/2033.html#comment-form' title='Komentarze (50)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8794707516820465746/posts/default/9082441262190772272'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8794707516820465746/posts/default/9082441262190772272'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zimnoblog.blogspot.com/2011/12/2033.html' title='2.033'/><author><name>zimno</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17933978515201703149</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='30' src='http://3.bp.blogspot.com/-XHHowLmKxLY/Tu8jcCHNd-I/AAAAAAAAAc0/ZltwKm6GrXA/s220/z_19%2B12%2B11_%2Bml.jpg'/></author><thr:total>50</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8794707516820465746.post-520027841369575867</id><published>2011-12-08T00:14:00.001+01:00</published><updated>2011-12-08T07:59:46.868+01:00</updated><title type='text'>2.032</title><content type='html'>&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: Verdana, sans-serif; font-size: 10pt;"&gt;Po południu gnieździmy się w kuchni. &lt;br /&gt;Erna wycina i skleja i zapełnia grafikami kolejne skrawki. &lt;br /&gt;Silny gna na trójkołowcu, Nowy Człowiek snuje się to tu, to tam.&lt;br /&gt;Obiad w toku, mrok za oknem. Pierwszy-śnieg-dziś-pada.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Chwila dekoncentracji, na moment się zawieszam między zaokienną zgęstniałą szarówką a reminiscencjami dnia [Nowy Człowiek mimochodem zadaje pytanie: &lt;em&gt;mamo, a kto to jest pedofil? Ktoś, kto bardzo krzywdzi dzieci i sprawia mu to radość&lt;/em&gt;, odpowiadam], w roztargnieniu nie zwracam uwagi na garnek z parującymi pyzami i --- fuuu! Zamiast pyz na główne jest smrodliwa żenada.&lt;br /&gt;Przytomnie leję strumień wody w skwierczącą, czarną skorupę z dna.&lt;br /&gt;- &lt;em&gt;Mamo,&lt;/em&gt; - pyta Erna. Uśmiecha się ładnie. – &lt;em&gt;A gdy ja będę mamą, też mi się będzie garnek przypalał?&lt;/em&gt;&lt;/span&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: Verdana, sans-serif; font-size: 10pt;"&gt;W kuchni cuchnie z przytupem, zaimponowałam nielatom.&lt;br /&gt;&lt;em&gt;- A laczego? &lt;/em&gt;– zastanawia się Silny, dziś-uroczy-marcepanik.&lt;/span&gt; &lt;/div&gt;&lt;span style="color: black; font-family: Verdana, sans-serif; font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;Nowy Człowiek nadciąga z kwestią, kim jest żul, a czym żubrówka, czy tym samym, co piwo żubr, z grubsza mu znane z reklamy. Moją matkopedię dopada wątpliwość, czy aby na pewno optymalnie objaśniam. Przy czym wiem, że nielaty nie oczekują reasumpcji z moich wątpliwości, nadal chcą – i to wszyscy – wizji świata.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Cóż, alkohol i pedofilia, o tym się już rozmawia, a przecież między czasem, kiedy Nowy Człowiek indagował dobrodusznie „laczego” a teraz minął nie więcej, niż kwadrans. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wizja świata.&lt;br /&gt;Zaraz mi ją storpedują.&lt;br /&gt;Nie wypada im sprzedawać dyrdymałów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;… Z wiarą natomiast w Świętego Mikołaja było tak.&lt;br /&gt;Któregoś dnia Nowy Człowiek wykrzyczał w gniewie, że już nie wierzy w te bajki. Więcej, spytał wprost, gdzie chowam dary od Mikołaja i czy na przykład – o buacha cha cha – w garażu, czy też być może w szafach [a jeśli tak, to w których, chętnie sprawdzi]. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Odpowiedziałam mu swoją wersją – nie jest logicznie spójna, jak to wiara – że obojętnie, co sądzi o ewentualnym przybywaniu tu brodatego starca z zaprzęgiem reniferów, to i tak ludźmi robiącymi sobie niespodzianki 6 grudnia kieruje duch Świętego Mikołaja, filantropa sprzed wieków. A kto nie wierzy, niech nie liczy na podarki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nowy Człowiek westchnął, sapnął, poddał milczącej ocenie dostępne dane. Mam niejasne przeczucie, że nadal mu trzeba magii.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bez szemrania obrał, jak co roku, marchew. Ustawił but w korytarzu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Święty się spisał. Nadspodziewanie dobrze znał oczekiwania nielatów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dlatego teraz Erna kompulsywnie uruchamia małą, plastikową fokę z marzeń, z funkcją pomykania. Foka tup-tup-tup, człapie wzdłuż brzegu stołu. Traci przyczepność, spada.&lt;br /&gt;- &lt;em&gt;Mamo, a Erna się uzależniła od tej foki!&lt;/em&gt; – wykrzywia się Starszy Brat.&lt;br /&gt;Temat uzależnień też dyskutowaliśmy, w kontekście gadżetu z klawiaturą, kieszenią na gry i ekranem.&lt;br /&gt;- &lt;em&gt;A co to znaczy zależniła?&lt;/em&gt; – pyta Erna.&lt;br /&gt;- &lt;em&gt;Że w kółko o niej myślisz &lt;/em&gt;– wyjaśnia samozwańczy Kotański. - &lt;em&gt;i ciągle chcesz się nią bawić.&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;- &lt;em&gt;Nie tak w kółko,&lt;/em&gt; - Erna zreanimowała fokę, zabawka znów mknie ochoczo - &lt;em&gt;tylko taką pjostą linią …&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;Na końcu prostej linii jest ściana, foka się zderza z murem z impetem, przewraca. &lt;br /&gt;Bezradnie macha płetwami. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8794707516820465746-520027841369575867?l=zimnoblog.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zimnoblog.blogspot.com/feeds/520027841369575867/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zimnoblog.blogspot.com/2011/12/2032.html#comment-form' title='Komentarze (20)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8794707516820465746/posts/default/520027841369575867'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8794707516820465746/posts/default/520027841369575867'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zimnoblog.blogspot.com/2011/12/2032.html' title='2.032'/><author><name>zimno</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17933978515201703149</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='30' src='http://3.bp.blogspot.com/-XHHowLmKxLY/Tu8jcCHNd-I/AAAAAAAAAc0/ZltwKm6GrXA/s220/z_19%2B12%2B11_%2Bml.jpg'/></author><thr:total>20</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8794707516820465746.post-3539812799494928150</id><published>2011-12-04T21:43:00.001+01:00</published><updated>2011-12-05T11:24:03.300+01:00</updated><title type='text'>2.031</title><content type='html'>&lt;span style="color: black; font-family: Verdana, sans-serif; font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;Erna uniosła ćwiartkę suchej buły przy stole do śniadania.&lt;br /&gt;&lt;em&gt;- A w jakim języku mówi się&lt;/em&gt; – spytała, łypiąc na mnie poważnie. – &lt;em&gt;w Wajszawie?&lt;/em&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: black; font-family: Verdana, sans-serif; font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;Bo warto mieć taką wiedzę przed pierwszym kontaktem z tubylcami. &lt;br /&gt;Nowy Człowiek prychnął i parsknął. Silny zamachnął się nieistniejącą klingą.&lt;br /&gt;- &lt;em&gt;Ka-bum! Nieczem ja!&lt;/em&gt; – sarknął.&lt;br /&gt;Kawa stygła, jajecznica tężała.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nasza wyprawa do stolicy okazała się wydarzeniem nie byle jakim. W piątkowy wieczór, zamiast przedweekendowej agonii i prania, podekscytowane nielaty przepychały się na warszawskich kanapach.&lt;br /&gt;- &lt;em&gt;Kosi! Kosi! Tap!&lt;/em&gt; – szalał Silny. – &lt;em&gt;KOOO-SI!&lt;/em&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: black; font-family: Verdana, sans-serif; font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;I przerzucał się na lewo i prawo między kołdrami, poduszkami.&lt;br /&gt;- &lt;em&gt;Siiil-nyyy! TU SIĘ ŚPI!&lt;/em&gt; – dyscyplinowała go Erna. – &lt;em&gt;Jak chcesz zrzędzić, to od tego jest dzień!&lt;br /&gt;- A ja i tak wiem,&lt;/em&gt; - Nowy Człowiek wyrozumiale chwycił mnie za przedramię. – &lt;em&gt;że ci będzie brakowało twojego prania.&lt;/em&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif; font-size: x-small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="line-height: 14px;"&gt;&lt;i&gt;&lt;br /&gt;&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif; font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;i style="color: black;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/i&gt;Brakowało mi całkiem nieznacznie. &lt;br /&gt;Przypuściliśmy ostrożny zimno.lans na gali &lt;a href="http://www.blogowedbajki.pl/"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: blue;"&gt;blogo-dbajek&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mam się w książce. To ciekawe ;)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif; font-size: x-small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="line-height: 14px;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;img alt="" border="0" src="http://img828.imageshack.us/img828/5854/dsc02221rd.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img alt="" border="0" src="http://img848.imageshack.us/img848/8987/dsc02257az.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img alt="" border="0" src="http://img221.imageshack.us/img221/1332/dsc02253c.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img alt="" border="0" src="http://img85.imageshack.us/img85/548/dsc02262t.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img alt="" border="0" src="http://img703.imageshack.us/img703/2965/dsc02267d.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img alt="" border="0" src="http://img809.imageshack.us/img809/7766/dsc02306a.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img alt="" border="0" src="http://img221.imageshack.us/img221/826/dsc02321cw.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img alt="" border="0" src="http://img831.imageshack.us/img831/1494/dsc02336i.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8794707516820465746-3539812799494928150?l=zimnoblog.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zimnoblog.blogspot.com/feeds/3539812799494928150/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zimnoblog.blogspot.com/2011/12/2031.html#comment-form' title='Komentarze (25)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8794707516820465746/posts/default/3539812799494928150'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8794707516820465746/posts/default/3539812799494928150'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zimnoblog.blogspot.com/2011/12/2031.html' title='2.031'/><author><name>zimno</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17933978515201703149</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='30' src='http://3.bp.blogspot.com/-XHHowLmKxLY/Tu8jcCHNd-I/AAAAAAAAAc0/ZltwKm6GrXA/s220/z_19%2B12%2B11_%2Bml.jpg'/></author><thr:total>25</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8794707516820465746.post-8379550425064891927</id><published>2011-11-29T00:57:00.001+01:00</published><updated>2011-11-29T01:03:21.109+01:00</updated><title type='text'>2.030</title><content type='html'>&lt;div class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 10pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;Z ostrożności stara się nie leżeć, bo kojarzy głowę na poduszce z niekontrolowanym zaśnięciem.&lt;br /&gt;Czytam, a on giętki, jak miś-żelek uprawia wieczorne figle.&lt;br /&gt;&lt;em&gt;A-ja-tu&lt;/em&gt; raz jest tu, a raz tam, a to przerzucony w poprzek wszystkich, a to wbity czterokończynowo w Ernę.&lt;br /&gt;- &lt;em&gt;Mama!&lt;/em&gt; – skarży się Erna. – &lt;em&gt;Mama, a Piki się zaczyna!&lt;/em&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 8.5pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;[Ech, jak ja lubię „się zaczyna”. Fraza jest prosto z podstawówki, jest tak skończenie ze szkolnego podwórka, z szatni woniejącej skarpetką, że mam z nią błogie poczucie ciągłości, wręcz międzypokoleniowej sztafety „zaczynania się” i skarżenia.] &lt;/span&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- &lt;em&gt;Mama, a co rhobimi?&lt;/em&gt; – pyta Silny. &lt;br /&gt;Ląduje mi gładziutką twarzą w zmęczonej fizys, wszystkimi zębami na moich policzkach. Pachnie karmelkowo i szamponem dziecięcym.&lt;br /&gt;- &lt;em&gt;Mama!&lt;/em&gt; – nalega Silny.&lt;br /&gt;Czytanie jest co prawda dość ciekawe, ale on chce więcej, on żąda czytania+, czytania multimedialnego. Czytamy o średniowiecznym uzbrojeniu [tylko wieki średnie wchodzą w grę w ramach lektur Silnego, jest inkarnacją Zyndrama z Maszkowic, to pewnik], analizujemy po raz co najmniej sto dwudziesty trzeci różne rodzaje oprzyrządowania bitewnego. &lt;br /&gt;[Książka o uzbrojeniu trafiła do nas w lipcu. Nie ma dnia bez choćby pobieżnego jej przejrzenia]. &lt;br /&gt;Silny się nagle podrywa, zsuwa z łóżka, wybiega, wraca, znalazł gdzieś dwa papierowe pilniki. Składa je w krzyż zbornym gestem. &lt;br /&gt;- &lt;em&gt;Mama, mamo!&lt;/em&gt; – cieszy się. - &lt;em&gt;Kusza jest!&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;Cel, pal. Bełt.&lt;br /&gt;Jak trafnie, jak celnie, Silny.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A później większe nielaty bez zwłoki zasypiają, na sygnał.&lt;br /&gt;W chwilę potem Silny pyta:&lt;br /&gt;- &lt;em&gt;Mama, a co rhobimi?&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;Nie usnął, wie, że teraz się zaczyna czas dla nas, że rusza dwuosobowa przestrzeń Silny-i-mama-po-dwudziestej-pierwszej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Rhobimi &lt;/em&gt;razem &lt;em&gt;prhaaanie. &lt;/em&gt;Prasujemy mój sweter do pracy i spódnicę. Czasami pieczemy mięso. Myjemy lodówkę od wewnątrz. Piszemy coś albo porządkujemy papiery. Silny jest stale na moim biodrze albo uczepiony u łydki.&lt;br /&gt;Mgliście pamiętam, że Nowy Człowiek w zbliżonym wieku, tuż przed urodzeniem się Erny też miał gwałtowną potrzebę sprawdzania więzi synowsko-matczynej. To skutek uboczny mojej pracy pozadomowej, jak mniemam.&lt;br /&gt;A drobne Dziwactwa Silnego między dziewiątą a 23 nawet trochę mnie cieszą, bo tylko wtedy mamy szanse porozmawiać na osobności o uzbrojeniu. I mogę łaskotać Silnego do upojenia bez narażania się na cierpkie komentarze starszych kandydatów do pieszczot. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Punktualnie o jedenastej Silny wznosi krągły paluszek w niebo.&lt;br /&gt;&lt;em&gt;- Mama, ja a-a.&lt;/em&gt; – zarządza. – &lt;em&gt;Therrras!&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;Układa się w pościeli, przez moment mości i w mig tężeje w sen.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To co teraz robimy?&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8794707516820465746-8379550425064891927?l=zimnoblog.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zimnoblog.blogspot.com/feeds/8379550425064891927/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zimnoblog.blogspot.com/2011/11/2030.html#comment-form' title='Komentarze (9)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8794707516820465746/posts/default/8379550425064891927'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8794707516820465746/posts/default/8379550425064891927'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zimnoblog.blogspot.com/2011/11/2030.html' title='2.030'/><author><name>zimno</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17933978515201703149</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='30' src='http://3.bp.blogspot.com/-XHHowLmKxLY/Tu8jcCHNd-I/AAAAAAAAAc0/ZltwKm6GrXA/s220/z_19%2B12%2B11_%2Bml.jpg'/></author><thr:total>9</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8794707516820465746.post-77763200415851184</id><published>2011-11-26T23:06:00.001+01:00</published><updated>2011-11-26T23:16:01.324+01:00</updated><title type='text'>2.029</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;Pracujące zawodowo matki od dwojga niewielkich dzieci wzwyż – zeznajcie rzetelnie, proszę. &lt;br /&gt;Kiedy jesteście? Sobą, a nie na usługach przedsiębiorstwa Społeczna Komórka Podstawowa (tudzież zakładu Źródło Przychodów)? &lt;br /&gt;Kiedy czytacie, malujecie pazury, kiedy bezproduktywnie gapicie się w sufit (i wymyślacie proch)?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bo ja na przykład dajmy na to, ja &lt;em&gt;par excellence&lt;/em&gt; przykładowa, ja – cóż, nie &lt;em&gt;jestem&lt;/em&gt;, tylko nieodmiennie pędzę jakąś rozchwierutaną kolejką górską. Zwykle ekspresem, z rzadka zwalniam, ale to jest notorycznie rollercoaster, nigdy nie dorożka. &lt;br /&gt;Na burtach mi furkocą transparenty: zdążyć! zdążyć! &lt;br /&gt;Z lewej Wzgórza Zaległych Terminów Zawodowych, z prawej Wyżyna Gospodarczych Obowiązków, środkiem – Szczyty Zadań Szkolnych. Chwila dekoncentracji i wypadam z torów. Zazgrzyta, zatrzeszczy. Zapominam o igle i nitce dla Erny do wyszywanki literowej. Po południu Erna jest smutna. Zapominam o tym i owym. Taki pęd, że umyka mi krajobraz. Dość nawet słoneczny tegoroczny listopad. Przed świtem mgła. Kupić trzy pary wysokich dziecięcych butów, co jutro na obiad. Ten-tego-tamta umowa. Rano odkrywam z niejakim smutkiem, że otóż dzień wcześniej co prawda kupiłam bułki, ale zapomniałam o chlebie do śniadaniówek.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I sedno nie tkwi w tym, żeby się skarżyć, pomstować.&lt;br /&gt;Z długim, dobrze wylakierowanym paznokciem w pustym domu byłabym pewnie chmurą gradową.&lt;br /&gt;Więc idzie nie o użalanie się, ale realistyczny opis zjawisk. Zachowań. &lt;br /&gt;Że nie ma czasu. &lt;br /&gt;Nie w sensie metaforyczno-parabolicznym (po klubie fitness, spa i perfumeryjnych zakupach nie mam już – do licha! - czasu na suszi). &lt;br /&gt;Notorycznie brakuje mi czasu w sensie, że kiedy odhaczam ostatni punkt na obowiązkowej liście dobowej bywa w pół do drugiej. Budzik beznamiętnie zadzwoni przed siódmą.&lt;br /&gt;Dzień, tydzień, miesiąc, kalendarz są tak naszpikowane terminami i zobowiązaniami, że wykrojenie czasu na jakikolwiek spontan jest równie trudne, jak wpaść na noblowski koncept racjonalizatorski. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;*** &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dzwoni budzik.&lt;br /&gt;Silny prześliznął się tu kwadrans wcześniej i wymościł komfortowe posłanie na mojej głowie. Zapobiegliwie skorzystał z przytarganej pod pachą własnej poduszki. &lt;br /&gt;Teraz czule mi przeszukuje palcami fryzurę.&lt;br /&gt;- &lt;em&gt;Mama!&lt;/em&gt; – rzecze. – &lt;em&gt;Pienkne włosy! Ma! Pienkne!&lt;/em&gt; &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dobra tam, rollercoaster, rollercoaster.&lt;br /&gt;Za piętnaście lat upuszczę nad jego brakiem łzę szczerego smutku.&lt;br /&gt;;)))))))))))))))))))))&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8794707516820465746-77763200415851184?l=zimnoblog.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zimnoblog.blogspot.com/feeds/77763200415851184/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zimnoblog.blogspot.com/2011/11/2029.html#comment-form' title='Komentarze (51)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8794707516820465746/posts/default/77763200415851184'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8794707516820465746/posts/default/77763200415851184'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zimnoblog.blogspot.com/2011/11/2029.html' title='2.029'/><author><name>zimno</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17933978515201703149</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='30' src='http://3.bp.blogspot.com/-XHHowLmKxLY/Tu8jcCHNd-I/AAAAAAAAAc0/ZltwKm6GrXA/s220/z_19%2B12%2B11_%2Bml.jpg'/></author><thr:total>51</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8794707516820465746.post-4369504149285012404</id><published>2011-11-18T00:17:00.001+01:00</published><updated>2011-11-18T09:38:46.591+01:00</updated><title type='text'>.</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: left;"&gt;och, dzisiejszy google jest nasz :))))&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-YBJ_Kyfdd3A/TsYY4L5qYPI/AAAAAAAAAak/MJ-xTBTYvgQ/s1600/Louis_Daguerre-2011-hp2.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; cssfloat: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" hda="true" height="244" src="http://4.bp.blogspot.com/-YBJ_Kyfdd3A/TsYY4L5qYPI/AAAAAAAAAak/MJ-xTBTYvgQ/s640/Louis_Daguerre-2011-hp2.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8794707516820465746-4369504149285012404?l=zimnoblog.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zimnoblog.blogspot.com/feeds/4369504149285012404/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zimnoblog.blogspot.com/2011/11/blog-post.html#comment-form' title='Komentarze (7)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8794707516820465746/posts/default/4369504149285012404'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8794707516820465746/posts/default/4369504149285012404'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zimnoblog.blogspot.com/2011/11/blog-post.html' title='.'/><author><name>zimno</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17933978515201703149</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='30' src='http://3.bp.blogspot.com/-XHHowLmKxLY/Tu8jcCHNd-I/AAAAAAAAAc0/ZltwKm6GrXA/s220/z_19%2B12%2B11_%2Bml.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-YBJ_Kyfdd3A/TsYY4L5qYPI/AAAAAAAAAak/MJ-xTBTYvgQ/s72-c/Louis_Daguerre-2011-hp2.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>7</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8794707516820465746.post-5235969613370563546</id><published>2011-11-12T22:49:00.001+01:00</published><updated>2011-11-12T22:59:22.135+01:00</updated><title type='text'>2.028</title><content type='html'>&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;strong&gt;11.11.11&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;strong&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Nie poszliśmy na &lt;a href="http://www.zamek.poznan.pl/index.php?s=220&amp;amp;k=6&amp;amp;PHPSESSID=f8496057c28c6dae5371f11c6037d88b" target="_blank"&gt;&lt;span style="color: blue;"&gt;Święty Marcin&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;, poszliśmy na pływalnię.&lt;br /&gt;Zresztą – pacyfistyczne miejskie zabawy poznaniaków i nasze kaloryczne rogale wypadły raczej blado i nie medialnie na tle wojennych gier miejskich mieszkańców Warszawy. Próbuję zrozumieć, czytałam i tu, i tam i nie potrafię się wczuć, żadna z tych bajek nie jest moja. Bo jak traktować poważnie argumentację „Kolorowej Niepodległej”, skoro ta, zamiast wziąć rzecz na klatę obstaje, że puszczała jedynie&lt;a href="http://www.krytykapolityczna.pl/Opinie/Podsumowanieakcji-KolorowaNiepodlegla-/menuid-1.html" target="_blank"&gt;&lt;span style="background-color: white;"&gt;&lt;span style="color: blue;"&gt; bańki&lt;/span&gt; &lt;/span&gt;&lt;/a&gt;mydlane w rytm „All You Need Is Love”. Nie przemawia do mnie również koncept z zachowaniem równowagi. Prawica be, lewica be. Jestem z kraju, w którym 11 listopada je się kaloryczne rogale (i jadało się je zawsze, także wtedy, kiedy 11 listopada było czarną datą w kalendarzu). Tutaj się zawsze świętowało 11 listopada, bez imperatywu rzucania w oponentów kostką brukową albo ławką. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po południu Nowy Człowiek odrabiał zadania z najświeższej tygodniówki. W jednym, w kilku zdaniach miał napisać o tym, jak rozumie patriotyzm. Rozumie tak sobie, szkolnie, w kontekście bitew i walk. &lt;br /&gt;Nowy Człowieku, uwaga! - rzekłam patetycznie (teoria, że patriotyzm się równa ofierze z życia jednak mnie przeraża) - w normalnych czasach chodzi raczej o uczciwość, pracę i podobne nudziarstwa, a nie o dramatyczne gesty. &lt;br /&gt;Faszerowanie młodych głów krwawym bohaterstwem dzielnych przodków kończy się rzutem petardą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Powiedziałam co wiedziałam. &lt;br /&gt;Nie jestem z tego szczepu, który się naparzał na stołecznych placach w imię wolności, równości oraz umiłowania.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Piękną jesień mamy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img alt="" border="0" src="http://img840.imageshack.us/img840/7592/listopad2011.jpg" /&gt; &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8794707516820465746-5235969613370563546?l=zimnoblog.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zimnoblog.blogspot.com/feeds/5235969613370563546/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zimnoblog.blogspot.com/2011/11/2028.html#comment-form' title='Komentarze (19)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8794707516820465746/posts/default/5235969613370563546'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8794707516820465746/posts/default/5235969613370563546'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zimnoblog.blogspot.com/2011/11/2028.html' title='2.028'/><author><name>zimno</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17933978515201703149</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='30' src='http://3.bp.blogspot.com/-XHHowLmKxLY/Tu8jcCHNd-I/AAAAAAAAAc0/ZltwKm6GrXA/s220/z_19%2B12%2B11_%2Bml.jpg'/></author><thr:total>19</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8794707516820465746.post-5172095700414082495</id><published>2011-11-10T23:11:00.001+01:00</published><updated>2011-11-10T23:31:30.089+01:00</updated><title type='text'>2.027</title><content type='html'>&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;Erna śpiewa w nieistniejącym narzeczu, tum-pada-bada-bum, melodyjnie artykułuje sekwencje nieprawdopodobnych słów o końcówkach ni to polskich, ni angielskich. Pam-bidi-bidi-pim, ma to z moich genów, o,&amp;nbsp;potęgo dziedziczenia.&lt;br /&gt;Nagle – stop! Trel się urywa.&lt;br /&gt;&lt;em&gt;- Mamo,&lt;/em&gt; - pyta Erna. –&lt;em&gt; a kto wymyślił Myszkę Miki?&lt;br /&gt;- Myszka Mika!&lt;/em&gt; – cieszy się Silny.&lt;br /&gt;Mówię:&lt;br /&gt;- &lt;em&gt;Walt Disney.&lt;br /&gt;- Czyli&lt;/em&gt; – dopytuje Erna. - &lt;em&gt;muszę zapłacić Disneyowi, żeby śpiewać piosenkę o Myszce Miki?&lt;/em&gt; &lt;br /&gt;Mam wrażenie, że o prawach autorskich wie więcej, niż przeciętny pełnoletni pirat.&lt;br /&gt;- &lt;em&gt;Śpiewaj bez obaw&lt;/em&gt;. – uspokajam.&lt;br /&gt;Tego dialektu nie przeniknie ani Walt Disney, ani jego zstępni. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tymczasem [lubię „tymczasem”, w naszym obejściu nigdy nie dzieje się jeden wątek w jednym czasie, tu jest opera, tu wszyscy świergoczą – och, eufemizm - jednocześnie, choć, w przeciwieństwie do opery, efektem jest raczej kakofonia, niż harmonia dźwięków], tymczasem za ścianą Nowy Człowiek montuje koalicję z Silnym. Tłumaczy mu coś zamaszyście niby-dziecinnym językiem, każe sobie powtarzać jakieś oświadczenia. Silny powtarza je pilnie.&lt;br /&gt;- &lt;em&gt;Ka, Silny?&lt;/em&gt; – upewnia się Nowy Człowiek.&lt;br /&gt;- &lt;em&gt;Ka.&lt;/em&gt; – potwierdza Silny.&lt;br /&gt;A zaraz potem tap! bum! bum! bum!, sojusz męski, pod dowolnym pretekstem, a wręcz bez pretekstu, rozgramia w proch i w pył jednoosobową drużynę Erny. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wycie. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie ma strat w ludziach, więc mamrocę ommm i się oddalam do własnych kwestii [aria do zmiękczacza, solówka z patelnią]. Zrobiłam macierzyński research - w sytuacji więcej niż dwojga dzieci alianse są zmienne i zależne od niejasnych parametrów. O tak, tak jest. Rodzic przyjmujący strategię neutralnej Szwajcarii nie burzy chybotliwej równowagi, nie rozbija delikatnych porcelanek siostrzano-braterskiego porozumienia [to już moja teza].&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Więc ommm.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tymczasem bracia przybijają piątki, a Erna się użala śpiewno-rozpaczliwie. &lt;br /&gt;- &lt;em&gt;Ja nigdy w tym domu nie wytrzymam&lt;/em&gt;, - stęka. – &lt;em&gt;bo chłopaki są zawsze przeciwko dziewczynom!&lt;br /&gt;- No,&lt;/em&gt; – mówię. - &lt;em&gt;nie zawsze.&lt;/em&gt; - i w żołnierskich słowach omawiam casus Ojca Dzieciom, który – bezspornie chłopak – zdecydowanie nie jest przeciwko dziewczynom. Przeciwnie.&lt;br /&gt;Erna ekspresowo rozważa pozytywy związania się w przyszłości z mężczyzną. &lt;br /&gt;- &lt;em&gt;Ale najgorzej,&lt;/em&gt; - mówi i się zasępia. – &lt;em&gt;jak wszystkie dziewczyny wybiorą sobie fajnych chłopaków, a mi zostanie tylko jakiś poświrany.&lt;/em&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;Wtedy – faktycznie – lipa.&lt;br /&gt;- … &lt;em&gt;to chyba już lepiej pójść wtedy na inny bal&lt;/em&gt; … - z rozwagą konkluduje Erna.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tymczasem zza węgła nadbiega Silny. Rozczapierzył ramiona, otworzył usta pełne ostrych zębów. Jest bronią braterskiego rażenia, rzuca się - ze sportowym wybiciem - w zaskoczone objęcia Erny.&lt;br /&gt;- &lt;em&gt;Silny! Ty chyba jesteś oszalały!&lt;/em&gt; – wzdycha z emfazą Erna.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kotłowanina.&lt;br /&gt;Uciekam.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8794707516820465746-5172095700414082495?l=zimnoblog.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zimnoblog.blogspot.com/feeds/5172095700414082495/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zimnoblog.blogspot.com/2011/11/2027.html#comment-form' title='Komentarze (13)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8794707516820465746/posts/default/5172095700414082495'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8794707516820465746/posts/default/5172095700414082495'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zimnoblog.blogspot.com/2011/11/2027.html' title='2.027'/><author><name>zimno</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17933978515201703149</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='30' src='http://3.bp.blogspot.com/-XHHowLmKxLY/Tu8jcCHNd-I/AAAAAAAAAc0/ZltwKm6GrXA/s220/z_19%2B12%2B11_%2Bml.jpg'/></author><thr:total>13</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8794707516820465746.post-3034898460453334714</id><published>2011-11-09T23:06:00.001+01:00</published><updated>2011-11-09T23:23:50.940+01:00</updated><title type='text'>2.026</title><content type='html'>&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;Erna rysuje obszerną kreską, szerokim gestem, postacie kreśli od głowy - ogromnej, głowa obrasta w zamaszyste pasma włosów, poniżej dopracowany strój i zindywidualizowane akcesoria, więc na stópki, stópeczki zostaje centymetr w dole kartki albo pół.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Silny rysuje czarną kredką na ciemnozielonym tle, ustępstwem jest granatowy albo fiolet, mroczne maziaje ścierają się ze sobą na kartce albo – oj tam, oj tam – na stole, podaję Silnemu czysty papier i ewakuuję kolejne arkusze złowrogiej ekspresji, kwintesencji dziecięcej radości .&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 8pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;br /&gt;[W tym miejscu wypada odetchnąć z ulgą, że Silnego nie testują akurat na okoliczność przemocy domowej albo na temat postrzegania swojej osoby . Dla mnie czarny jest ok i wykazuję olimpijski spokój, bo przykład starszych nielatów wskazuje, że konsekwencją okresu gotyckiego w dziecięcym rysunku jest epoka pastelowych wzorków, koników, łączek, serduszek. &lt;br /&gt;Oraz kotków.]&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Verdana;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;br /&gt;Nowy Człowiek nie rysuje. Odrabia zadania domowe. Ścieramy się co chwila, jak rozsierdzone koguty, bo on twierdzi, że liczy się tempo, ja natomiast – nudziara! – upieram się przy jakości.&lt;br /&gt;- &lt;em&gt;To jest koszmar mojego dzieciństwa!&lt;/em&gt; – wykrzykuje Nowy Człowiek. - &lt;em&gt;Nie mam tego w genach! Nienawidzę pisać!&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;Po czym kartka się zapełnia rzędami równiutkich zdań, z ą i ę o koczkodanich ogonkach.&lt;br /&gt;Jak zapewnić optymalny odstęp między wyrazami?&lt;br /&gt;- &lt;em&gt;Spacja!&lt;/em&gt; – pod nosem mantruje Nowy Człowiek.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Erna podnosi głowę znad kartki i nie przestając tworzyć zadaje jedno z kanonicznych pytań:&lt;br /&gt;- &lt;em&gt;Mama, a jak się nazywa życie w niebie? Lub w piekle? I ono się ciągnie w nieskończoność?&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;albo:&lt;br /&gt;&lt;em&gt;- A kiedy Pan Bóg ma urodziny?&lt;/em&gt; &lt;em&gt;A skąd się biorą w niebie aniołki?&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;[Że urodziny Pana Boga są w Boże Narodzenie? Zapomnij. Nie chodzi o TEGO Pana Boga.].&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Silny narzeka:&lt;br /&gt;- &lt;em&gt;Nie uda! Mama, pacz! Nie uda! Idzisz?&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;I załamuje ręce, ponuro kiwa głową. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Beztroskie ciemne popołudnie. &lt;br /&gt;Tak nudne, że mimochodem przeglądam „Przekrój”.&lt;br /&gt;O, patrz, świeży Raczkowski ;)))))))))))))&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="right" style="text-align: center;"&gt;&lt;img alt="" border="0" src="http://img802.imageshack.us/img802/9094/synu.jpg" /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: right;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 7.5pt; line-height: 115%;"&gt;źródło: Przekrój nr 45 (3463) z 7 listopada 2011&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8794707516820465746-3034898460453334714?l=zimnoblog.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zimnoblog.blogspot.com/feeds/3034898460453334714/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zimnoblog.blogspot.com/2011/11/2025_09.html#comment-form' title='Komentarze (8)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8794707516820465746/posts/default/3034898460453334714'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8794707516820465746/posts/default/3034898460453334714'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zimnoblog.blogspot.com/2011/11/2025_09.html' title='2.026'/><author><name>zimno</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17933978515201703149</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='30' src='http://3.bp.blogspot.com/-XHHowLmKxLY/Tu8jcCHNd-I/AAAAAAAAAc0/ZltwKm6GrXA/s220/z_19%2B12%2B11_%2Bml.jpg'/></author><thr:total>8</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8794707516820465746.post-8528456374564988554</id><published>2011-11-08T23:08:00.002+01:00</published><updated>2011-11-09T00:30:44.932+01:00</updated><title type='text'>2.025</title><content type='html'>&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;Otworzyłam z rana fejsa. Wyprawiłam nielaty do placówki, gestem gospodarnej Matki Polki starłam okruchy ze stołu w kuchni i krople porannego potu z czoła i zamiast gnać z głową pod prysznic, zamiast codziennego rytuału nakładania gładzi od podbródka do czoła – odpaliłam fejsa. &lt;br /&gt;Błąd.&lt;br /&gt;Marginalizacja i wykluczenie – oto, co poczułam.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kraj nad Wisłą się rozemocjonował wczorajszą śmiercią Hanki Mostowiak. Hanka Mostowiak z trumną na Wawel, cały naród przeciwko Wawelowi dla Hanki Mostowiak, dlaczego musiała zginąć od muśnięcia w kartony (zamach! spisek! podstęp!), Hanka Mostowiak na profilu Press i na Demotywatorach. Dziś nawet &lt;a href="http://www.polityka.pl/kraj/opinie/1521188,1,ku-pamieci-hanki-mostowiak.read" target="_blank"&gt;&lt;span style="color: blue;"&gt;Polityka&lt;/span&gt;&lt;/a&gt; pisze o Hance Mostowiak. Purnonsens tej akcji jest wręcz ujmujący. Hermetyczny, ale rozkoszny.&lt;br /&gt;Wydarzeniem poprzedniego tygodnia były komunikacyjne popisy kapitana Wrony, w tym tygodniu swoje transportowe pięć minut (czy tam cztery minuty dwadzieścia osiem) miała Hanka Mostowiak.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Co nie zmienia faktu, że się sobie objawiłam wykluczona, nie na bieżąco i ogólnie druzgocąco passé, bo ostatnie aktualne wieści z serialu z Hanką Mostowiak mam z czasu dłuuugich karmień Nowego Człowieka piersią na urlopie macierzyńskim (październik/listopad, niebiosa!, 2003). Już wtedy serial był zaawansowany w eskalacji fabuły. Więc nieśmiertelnik. Szacunek.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tymczasem kiedy Hance pękała aorta smutku, żyła rozpaczy czy co tam, a &lt;em&gt;cały naród&lt;/em&gt; zagryzał palce w oczekiwaniu ekstremalnych emocji, gładziłam plecy Silnego i karczek, żeby usnął. Albo nastawiałam kolejne pranie, kolorowe. Sama nie wiem, co wtedy robiłam akurat. Zmarginalizowałam się kulturalnie, słowem.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Swoją drogą ciekawi mnie czy ona, świętej pamięci Hanka Mostowiak, ma licówki na górnym &lt;a href="http://www.pudelek.pl/artykul/36211/promuje_bezsensowna_smierc_zwierzat" target="_blank"&gt;&lt;span style="color: blue;"&gt;łuk&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;u czy same jej takie ładne zębusie wyrosły. &lt;br /&gt;Stawiam na implanty/licówki. &lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8794707516820465746-8528456374564988554?l=zimnoblog.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zimnoblog.blogspot.com/feeds/8528456374564988554/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zimnoblog.blogspot.com/2011/11/2025.html#comment-form' title='Komentarze (26)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8794707516820465746/posts/default/8528456374564988554'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8794707516820465746/posts/default/8528456374564988554'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zimnoblog.blogspot.com/2011/11/2025.html' title='2.025'/><author><name>zimno</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17933978515201703149</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='30' src='http://3.bp.blogspot.com/-XHHowLmKxLY/Tu8jcCHNd-I/AAAAAAAAAc0/ZltwKm6GrXA/s220/z_19%2B12%2B11_%2Bml.jpg'/></author><thr:total>26</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8794707516820465746.post-5472362426391562242</id><published>2011-11-07T21:46:00.000+01:00</published><updated>2011-11-07T22:36:22.441+01:00</updated><title type='text'>2.024</title><content type='html'>&lt;br /&gt;&lt;img alt="" border="0" src="http://img804.imageshack.us/img804/8199/dsc01470p.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img alt="" border="0" src="http://img163.imageshack.us/img163/3253/dsc01486kc.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img alt="" border="0" src="http://img546.imageshack.us/img546/5579/dsc01529nu.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img alt="" border="0" src="http://img543.imageshack.us/img543/6054/dsc01564ab.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img alt="" border="0" src="http://img406.imageshack.us/img406/8730/dsc01588rt.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img alt="" border="0" src="http://img508.imageshack.us/img508/9870/dsc01599y.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img alt="" border="0" src="http://img840.imageshack.us/img840/3539/dsc01618ab.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img alt="" border="0" src="http://img703.imageshack.us/img703/5978/dsc01622h.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img alt="" border="0" src="http://img839.imageshack.us/img839/9391/dsc01650jw.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img alt="" border="0" src="http://img834.imageshack.us/img834/5848/dsc01694al.jpg" /&gt; &lt;br /&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; line-height: 115%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Byliśmy przelotem na ojcowiźnie i nielaty się zaraziły Tintinem - co się konsekwentnie wymawia w naszym domu „tętę”, więc kiedy polski lektor po raz pierwszy w czasie filmu wyartykułował „tintin” Nowy Człowiek zapytał na pół sali kinowej, z oburzeniem:&lt;br /&gt;- &lt;em&gt;Mamo, a dlaczego on tak dziwnie?&lt;/em&gt; …&lt;br /&gt;… Mówi tak, jak mu to napisał reżyser dubbingu. &lt;br /&gt;Ojciec Dzieciom zazgrzytał zębami wobec barbarzyństwa tłumaczenia Kapitana Haddocka (co z grubsza oznacza Kapitan the Wędzony Śledź) na Baryłkę. Ja, z lingwistycznym wygięciem żałuję, że się tłumacz nie przyłożył i nie znalazł czegoś w rodzaju Kotek i Kołek dla detektywów Dupond et Dupont (Tajniak i Jawniak brzmią średnio, zdaję sobie oczywiście sprawę, że to konsekwentny spadek po translacjach komiksów).&lt;br /&gt;Poza tym – ach, kino rodzinne ;))&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ojczyzna Hergé spektakularnie się emocjonuje premierą filmu Spielberga, stolica jest obrandowana, nielaty chodziły po mieście, jak po planszach komiksów. Krajanie połowy każdego z moich dzieci nie potrafią co prawda ukonstytuować rządu przez rok,&amp;nbsp;za to&amp;nbsp;kulturalnie wiedzą, jak się sprzedać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ergo – wróciliśmy i poszliśmy do kina (mnie to nadal rusza, dla pokolenia nielatów moja radość jest nieco hermetyczna, że premiera u nas zbiega się z premierą światową). Erna co prawda szeroko zamachnęła rękami i jęknęła, że woli babcię i dziadka od kina, więc jeżeli gdzieś się wybiera, to do nich, a nie na film, a Silny w niezaawansowanym punkcie fabuły gromko zakrzyknął:&lt;br /&gt;- &lt;em&gt;BOBOMU! JA! CHCE!&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;Co prawda, to prawda.&lt;br /&gt;Istotne, że udało nam się zebrać, wybrać i przetrwać w kinie, nie jest to najczęstsza z uprawianych przez nas rozrywek.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8794707516820465746-5472362426391562242?l=zimnoblog.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zimnoblog.blogspot.com/feeds/5472362426391562242/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zimnoblog.blogspot.com/2011/11/2024.html#comment-form' title='Komentarze (10)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8794707516820465746/posts/default/5472362426391562242'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8794707516820465746/posts/default/5472362426391562242'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zimnoblog.blogspot.com/2011/11/2024.html' title='2.024'/><author><name>zimno</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17933978515201703149</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='30' src='http://3.bp.blogspot.com/-XHHowLmKxLY/Tu8jcCHNd-I/AAAAAAAAAc0/ZltwKm6GrXA/s220/z_19%2B12%2B11_%2Bml.jpg'/></author><thr:total>10</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8794707516820465746.post-1990599737997197319</id><published>2011-10-28T23:08:00.003+02:00</published><updated>2011-10-28T23:12:44.030+02:00</updated><title type='text'>2.023</title><content type='html'>&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;Z&lt;span style="color: black;"&gt; rozkoszną satysfakcją czytałam wczorajszy&lt;/span&gt; &lt;a href="http://wyborcza.pl/1,99494,10547886,Rozpacz_wszystkozercy__czyli_sromy_Aldony.html" target="_blank"&gt;&lt;span style="color: blue;"&gt;felieton&lt;/span&gt;&lt;/a&gt; &lt;span style="color: black;"&gt;Krzysztofa Vargi [i to nie tylko dlatego, że punkt wyjścia tekstu w Zygmuncie Baumanie z definicji zmiękcza mi percepcję]. &lt;br /&gt;Wyborna rzecz! &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tydzień temu doświadczyłam niejakiej żenady, z trudem trawiąc&lt;/span&gt; &lt;a href="http://wyborcza.pl/1,75480,10515074,Sztuka_usuwa_penisa.html" target="_blank"&gt;&lt;span style="color: blue;"&gt;peany&lt;/span&gt;&lt;/a&gt; &lt;span style="color: black;"&gt;zachwytu Pauliny Reiter nad rzekomo artystowskim wymiarem „rozliczania się z rodziną” - ewentualnie z samym sobą - przez artystów zamienicie debiutujących w stołecznych galeriach. Co prawda nie stawiłam osobiście czoła dziełu sprowadzającemu się do filmowej relacji z biegu artysty z rodzicami przez obrotowe drzwi supermarketu [co jest rzekomo alegorią ucieczki tychże przed sobą a jednocześnie ich nierozłączności, sam opis wydarzenia zachęca jak-nie-wiem-co], więc punkt wyjścia do ewentualnej krytyki mam mierny, ale w istocie nie chodzi ani o ten konkretny film, którego nie widziałam, ani nie o tamten z operacji ekstrakcji jąder [och, naturalismo!]. Fascynujący jest sam temat kulturalnego supermarketu w internecie/we współczesnym świecie, co z grubsza jest tożsame. Chyba.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bo czy „rozliczanie się z sobą” [albo z własną rodziną] w sztukach wizualnych nie jest czymś na kształt blogowej wersji sztuki, czymkolwiek by ona nie była? A przecież bloga każdy może, lepiej lub gorzej. Każdy nosi w sobie własną historię, bolesną, banalną, miałką albo dramatyczną, niektórzy zresztą w tym samym etui, w którym mają &lt;em&gt;rozliczenie się&lt;/em&gt; ze sobą, z matką albo z ojcem, z nieaktualnym partnerem, z przeszłością, z kolegą/z koleżanką, ze zmarłymi, których źle pożegnał.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie jestem natomiast pewna, czy opowiedzenie własnej historii jest już sztuką, olaboga [rzecz jasna wbijam sobie tym samym coś na kształt samobója, ale po dziewięciu latach czas się wzbić na poważną refleksję]. Są oczywiście wyjątki i dzienniki &lt;/span&gt;&lt;a href="http://virginiawoolf.ekslibris.net/Pisza-o-niej/Choroba"&gt;&lt;span style="color: black; text-decoration: none; text-underline: none;"&gt;Virginii Woolf&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="color: black;"&gt; albo pamiętniki Iwaszkiewicza, ale artystyczny kaliber „własnych historii” po większej części jest, jak na moje oko, wątpliwy. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Sztuka jest fikcją, magią, jest umiejętnością opowieści. I z pewnością w dużej części wypadków bazuje na indywidualnym doświadczeniu, ale opowieściom z życia w funkcji 1:1 bliżej pewnie do bełkotu, niż do arcydzieła.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Więc z pokorą obrabiam mój ogródek, ten na odświeżająco &lt;/span&gt;&lt;span style="color: black;"&gt;białym&lt;/span&gt; &lt;span style="color: black;"&gt;tle też i nie mam pretensji do ponadczasowego wymiaru historii z udziałem własnych zstępnych. Co prawda gorliwie się zgadzam z tezą, że dzieci i rodziców łączy amalgamat niezbędności i pragnienia rejterady, ale nie zamierzam się z tym udawać w obrotowe drzwi supermarketu. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Powiedziałam.&lt;br /&gt;Natchniona porywającą prozą felietonową Krzysztofa V. ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 8pt; line-height: 115%;"&gt;… a teraz pomiziać złote, śpiące główki autorskiej produkcji nieletnich - czyż nie optymalnie szmirowate zwieńczenie monologu o tandecie?&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 8.5pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8794707516820465746-1990599737997197319?l=zimnoblog.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zimnoblog.blogspot.com/feeds/1990599737997197319/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zimnoblog.blogspot.com/2011/10/2023.html#comment-form' title='Komentarze (13)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8794707516820465746/posts/default/1990599737997197319'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8794707516820465746/posts/default/1990599737997197319'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zimnoblog.blogspot.com/2011/10/2023.html' title='2.023'/><author><name>zimno</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17933978515201703149</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='30' src='http://3.bp.blogspot.com/-XHHowLmKxLY/Tu8jcCHNd-I/AAAAAAAAAc0/ZltwKm6GrXA/s220/z_19%2B12%2B11_%2Bml.jpg'/></author><thr:total>13</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8794707516820465746.post-7532006036893035912</id><published>2011-10-24T23:31:00.001+02:00</published><updated>2011-10-25T00:00:06.997+02:00</updated><title type='text'>2.022</title><content type='html'>&lt;span style="font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style="color: black;"&gt;Nowy Człowiek łypnął na mnie ponuro.&lt;br /&gt;- &lt;em&gt;A ja wiem, jaka będzie przyszłość&lt;/em&gt;. – rzekł.&lt;br /&gt;Zabrzmiało groźnie. Spytałam:&lt;br /&gt;- &lt;/span&gt;&lt;span style="color: black;"&gt;&lt;em&gt;No?&lt;/em&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style="color: black;"&gt;Nowy Człowiek wziął głęboki oddech. &lt;br /&gt;- &lt;em&gt;Wiem, że nigdy nie dostanę &lt;a href="http://shop.lego.com/en-PL/Death-Star-10188?_requestid=535870" target="_blank"&gt;&lt;span style="color: blue;"&gt;Gwiazdy&lt;/span&gt; &lt;/a&gt;Śmierci&lt;/em&gt; ...&lt;br /&gt;Bingo.&lt;br /&gt;Nowy Człowiek wbił we mnie świdrujący wzrok.&lt;br /&gt;Tak, zgadłeś, przepowiednia godna Nostradamusa. Przyoblekłam twarz w posępne potwierdzenie.&lt;br /&gt;- &lt;em&gt;Nigdy …&lt;/em&gt; - smutno powtórzył Nowy Człowiek.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 8.5pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;[Mogłabym się tu wypowiedzieć na temat wątpliwej etyki sprzedaży zestawu klocków w cenie równej średniej krajowej. Znam osobiście jeszcze co najmniej jednego nielata, który - gdyby mógł - pomodliłby się do pudła wielkości, mniej więcej, Silnego w pozycji pół-kucznej. Bezsprzecznie - &lt;em&gt;ta&lt;/em&gt; firma potrafi stymulować pragnienia finalnych odbiorców. Ucięliśmy sobie z Nowym Człowiekiem pogawędkę o tym, że za cenę Gwiazdy Śmierci można kupić komputer. Nie mówiąc o istotniejszych potrzebach potrzebujących. Smród dydaktyczny plus chłodna kalkulacja tudzież lista finansowych rodzinnych konieczności. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nigdy! Nieuchwytna pretensja zapuściła głębokie korzenie na nowoczłowieczym czole.]&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: black;"&gt;Tymczasem zegar odliczył nieubłaganie nieliczne minuty pozostałe do kąpieli o ósmej – jeżeli nie zaczniemy kąpieli o ósmej, następnego ranka o siódmej stoczę dwie równoległe bitwy z półprzytomnymi lokatorami łóżek. A nie jest to mój wymarzony poranny sport.&lt;br /&gt;- &lt;em&gt;Tygodniówka!&lt;/em&gt; – huknęłam groźnie.&lt;br /&gt;Nowy Człowiek się nadął, naburmuszył. &lt;br /&gt;Jest zbyt zmęczony na odrabianie lekcji, mruknął.&lt;br /&gt;Huknęłam ponownie.&lt;br /&gt;- &lt;em&gt;Ty byś nie wytrzymała nawet godzinki w szkole!&lt;/em&gt; – jęknął adept podstawówki.&lt;br /&gt;No, no, no. Drętwa argumentacja o liczbie skończonych przeze mnie szkół.&lt;br /&gt;Mam nieprzeparte wrażenie, że w genach rodzicielstwa jest jakaś klisza, wiążący szablon rozmowy z dzieckiem u progu buntu. Inne pewnie też są. To te same argumenty i ten sam ton, który blado pamiętam w uszach z czasów, kiedy byłam po drugiej stronie. &lt;br /&gt;Nowy Człowiek nie dał się skonfundować.&lt;br /&gt;- &lt;em&gt;Po prostu było wtedy znacznie łatwiej w szkole. – &lt;/em&gt;mruknął.&lt;br /&gt;Ciekawy argument. Też poniekąd z wzorca.&lt;br /&gt;- &lt;em&gt;Lekcje trwały tylko godzinkę, prawda.&lt;/em&gt; – Nowy Człowiek jął się popisywać wiedzą na temat systemu szkolnictwa w gasnącej komunie.&lt;br /&gt;Zanim się zabraliśmy do tygodniówki – my, bo nadal jestem niezbędnym edukacyjnym toporem – minęły kolejne minuty.&lt;br /&gt;Ojciec dzieciom zapytał mimochodem, czy się dokądś wybieram wieczorem.&lt;br /&gt;Nie, sprawdzam tylko czas, rzekłam, czy nadal dobry.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czy, jak zwykle, poślizg. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8794707516820465746-7532006036893035912?l=zimnoblog.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zimnoblog.blogspot.com/feeds/7532006036893035912/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zimnoblog.blogspot.com/2011/10/2022.html#comment-form' title='Komentarze (50)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8794707516820465746/posts/default/7532006036893035912'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8794707516820465746/posts/default/7532006036893035912'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zimnoblog.blogspot.com/2011/10/2022.html' title='2.022'/><author><name>zimno</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17933978515201703149</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='30' src='http://3.bp.blogspot.com/-XHHowLmKxLY/Tu8jcCHNd-I/AAAAAAAAAc0/ZltwKm6GrXA/s220/z_19%2B12%2B11_%2Bml.jpg'/></author><thr:total>50</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8794707516820465746.post-7520567583793768383</id><published>2011-10-15T13:08:00.000+02:00</published><updated>2011-10-21T22:21:07.088+02:00</updated><title type='text'>2.021</title><content type='html'>&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;Erna, cesarzowa chaosu, władczyni absolutna na nieładzie w pokoju patrzy na mnie parą najpiękniejszych oczu. [Chwilę wcześniej dałam upust emocjom na temat kolejnej nieoczekiwanej inwentaryzacji książek z półek na podłodze. I płyt. Sobota, ogarnianie nieporządku. Współpracować, - gardłuję, - nielaty współpracować! Efekt nie jest piorunujący.]&lt;br /&gt;- &lt;em&gt;Mama, a jeszcze chciałam cię o jedno zapytać&lt;/em&gt;. – Erna wbija we mnie ufny wzrok. - &lt;em&gt;A czy łatwo być kjólową?&lt;br /&gt;- Cóż,&lt;/em&gt; - odpowiadam. – &lt;em&gt;nie wiem&lt;/em&gt;.&lt;br /&gt;Nie bywałam do tej pory, ale się cieszę, że uważasz, że mogłam.&lt;br /&gt;Tu jakaś układanka na podłodze, tutaj para butów. Gazety z całego tygodnia, przyniesione ze szkoły rysunki.&lt;br /&gt;- &lt;em&gt;Mama, nie juszaj się!&lt;/em&gt; – znienacka zarządza Erna.&lt;br /&gt;Przytaszczyła łazienkowy podnóżek i usiadła na nim, układając nogę na nodze.&lt;br /&gt;&lt;em&gt;- Nie juszaj się, będę cię pojtjetować!&lt;br /&gt;- A ja tesz!&lt;/em&gt; – wykrzykuje Silny.&lt;br /&gt;Omiata wzrokiem okolicę, szuka czegoś, na czym mógłby … spocząć ;)&lt;br /&gt;Później wybieram – bo Erna prowadzi elastyczną firmą portretową – jaką chcę fryzurę [wchodzi w grę dowolne uczesanie i kolor], jakie mankiety, jaką długość falbany przy królewskiej sukni. I uprzątam, uprzątam, składam nieład w kupki.&lt;br /&gt;- &lt;em&gt;Mama! Czekaj!&lt;/em&gt; – irytuje się Erna. – &lt;em&gt;Zakłócasz mi! Jak mam cię spojtjetować?&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W ruchu?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wreszcie para najpiękniejszych oczu patrzy na mnie z wiarą, nadzieją etc. i dzierży w wyciągniętych dłoniach najwspanialszy portret. Długie, purpurowe pukle spływają mi na nim kaskadą na zielono-złotą suknię a oczy mam, jak dwa górskie stawy, od brody do czoła.&lt;br /&gt;- &lt;em&gt;Mama ... wiesz ...&lt;/em&gt; - szepce Erna. – &lt;em&gt;ja lubię cię i dlatego cię pojtjetuję, żebym cię zapamiętałam …&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;- A ja tesz!&lt;/em&gt; – wykrzykuje Silny.&lt;br /&gt;Serduszka, uściski, puchate gołąbki.&lt;/span&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="center"&gt;&lt;br /&gt;*** &lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 10pt;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;Znakomity &lt;a href="http://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,53581,10464229,Masza_Potocka__wyrafinowane_chuliganstwo.html"&gt;wywiad&lt;/a&gt; z Marią Anną Potocką w dzisiejszych WO. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;DyrektOR Muzeum Sztuki Współczesnej w Krakowie w piśmie i w mowie „konsekwentnie używa końcówek męskich”.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: black;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: black;"&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;„Uważam, że nasz język nie jest gotowy na „damszczyznę”. Ciągle kretynka czy idiotka brzmią naturalniej niż premierka. Sam język wyśmiewa tę formę. Premier czy artysta to przede wszystkim ludzie a nie płci. (…) Poza tym artysta to forma prawie żeńska. W końcu nie mówi się artyst.”&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;Sama nie wymyśliłabym. Przyznaję z szacunkiem, że b. dobre.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 10pt;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8794707516820465746-7520567583793768383?l=zimnoblog.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zimnoblog.blogspot.com/feeds/7520567583793768383/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zimnoblog.blogspot.com/2011/10/1.html#comment-form' title='Komentarze (18)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8794707516820465746/posts/default/7520567583793768383'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8794707516820465746/posts/default/7520567583793768383'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zimnoblog.blogspot.com/2011/10/1.html' title='2.021'/><author><name>zimno</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17933978515201703149</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='30' src='http://3.bp.blogspot.com/-XHHowLmKxLY/Tu8jcCHNd-I/AAAAAAAAAc0/ZltwKm6GrXA/s220/z_19%2B12%2B11_%2Bml.jpg'/></author><thr:total>18</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8794707516820465746.post-6121831436237648992</id><published>2011-10-11T22:58:00.000+02:00</published><updated>2011-10-23T22:28:25.114+02:00</updated><title type='text'>2.020</title><content type='html'>&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;em&gt;- Mama, a kto wygjał ten konkujs?&lt;/em&gt; – pyta Erna.&lt;br /&gt;- &lt;em&gt;Wybory&lt;/em&gt; … - pomrukuje Nowy Człowiek.&lt;br /&gt;- &lt;em&gt;JA!&lt;/em&gt; – ze swadą odpowiada Silny.&lt;br /&gt;JA Silnego jest rozległe i pokaźne.&lt;br /&gt;- &lt;em&gt;Na szczęście, że nie ta kacz&lt;/em&gt;… - Erna wzdycha z emfazą.&lt;br /&gt;Mają piorunującą świadomość obywatelską, jak na nie do końca – w kategoriach członków &lt;em&gt;na&lt;a href="http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80269,10446847,Pod_Wawelem__Szmaciarze_wygrali_sfalszowane_wybory_.html" target="_blank"&gt;rodu&lt;/a&gt;&lt;/em&gt;, a nie byle &lt;em&gt;społeczeństwa&lt;/em&gt; – Polaków.&lt;br /&gt;Cha!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tymczasem, tymczasem – w &lt;em&gt;narodowej&lt;/em&gt; grze liczbowej sprzed dwóch tygodni nie udało się nam w nic trafić – ku nieco sarkastycznej radości wszystkich (wcześniej strzeliłam umoralniającą gadkę, że duże wygrane pieniężne statystycznie nie przynoszą ich beneficjentom długoterminowych dobrodziejstw, opowieść zasiała stosowne ziarno, lekko podkręciłam znane mi to stąd, to stamtąd przykłady).&lt;br /&gt;Ale któregoś dnia ---&lt;br /&gt;- &lt;em&gt;Piki!&lt;/em&gt; – wykrzyknął Nowy Człowiek i potrząsną krągłą, zaskoczoną łapką brata. – &lt;em&gt;Wygrałeś właśnie w lotto małą kumulację!&lt;/em&gt;Silny spojrzał raz w lewo, raz w prawo.&lt;br /&gt;- &lt;em&gt;Pół grosika!&lt;/em&gt; – ciągnął Nowy Człowiek, nie zaprzestając przesadnych gratulacji.&lt;br /&gt;- &lt;em&gt;Pół gjosika?&lt;/em&gt; – zadziwiła się Erna. – &lt;em&gt;Jezu! Ty, chłopie!&lt;/em&gt; – i jęła obściskiwać tę część młodszego brata, która nie była zaangażowana w nowoczłowiecze powinszowania. – &lt;em&gt;Jakiś wajjacki półgjosik! Ale masz!&lt;/em&gt; &lt;br /&gt;- &lt;em&gt;Jeszcze jedna wielka kumulacja!&lt;/em&gt; – Nowy Człowiek z impetem walnął Silnego w ramię. – &lt;em&gt;Zaraz wygrasz kolejnego półgrosika i będziesz miał całego grosika!&lt;/em&gt;Silny wydawał się nadzwyczaj radosny, choć i trochę skonfundowany. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8794707516820465746-6121831436237648992?l=zimnoblog.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zimnoblog.blogspot.com/feeds/6121831436237648992/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zimnoblog.blogspot.com/2011/10/2020.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8794707516820465746/posts/default/6121831436237648992'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8794707516820465746/posts/default/6121831436237648992'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zimnoblog.blogspot.com/2011/10/2020.html' title='2.020'/><author><name>zimno</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17933978515201703149</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='30' src='http://3.bp.blogspot.com/-XHHowLmKxLY/Tu8jcCHNd-I/AAAAAAAAAc0/ZltwKm6GrXA/s220/z_19%2B12%2B11_%2Bml.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8794707516820465746.post-859099032776341179</id><published>2011-10-09T14:01:00.000+02:00</published><updated>2011-10-25T10:51:04.809+02:00</updated><title type='text'>2.019</title><content type='html'>&lt;img alt="" border="0" src="http://img853.imageshack.us/img853/7/glosq.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;Oddal&lt;a href="http://img189.imageshack.us/img189/2741/dsc01169zrm.jpg" target="_blank"&gt;i&lt;/a&gt;śmy głos.&lt;br /&gt;A Wy?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tutejszy blog apeluje – głosujcie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8794707516820465746-859099032776341179?l=zimnoblog.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zimnoblog.blogspot.com/feeds/859099032776341179/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zimnoblog.blogspot.com/2011/10/2019.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8794707516820465746/posts/default/859099032776341179'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8794707516820465746/posts/default/859099032776341179'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zimnoblog.blogspot.com/2011/10/2019.html' title='2.019'/><author><name>zimno</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17933978515201703149</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='30' src='http://3.bp.blogspot.com/-XHHowLmKxLY/Tu8jcCHNd-I/AAAAAAAAAc0/ZltwKm6GrXA/s220/z_19%2B12%2B11_%2Bml.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8794707516820465746.post-3164686684083120106</id><published>2011-10-07T22:04:00.000+02:00</published><updated>2011-10-25T10:51:20.317+02:00</updated><title type='text'>2.018</title><content type='html'>&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;Chciałam wyrazić niniejszym swój bezbrzeżny (i rosnący!) podziw dla aktualnej krajowej sytuacji drogowej.&lt;/span&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;[zapis ma na celu utrwalenie stanu, mam nadzieję, nietrwałego dla przyszłych pokoleń]&lt;/span&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jechaliśmy otóż którejś ubiegłotygodniowej nocy przez Polskę, nielaty drzemały na tylnej kanapie, kołysane do snu garbatą nawierzchnią i cichym radiowym pomrukiem. Droga – krajowa - wiodła, jak to droga, przez pola, przez lasy, przez miasteczka i wioski. Wokół głównie ciemno, droga głównie wąska, aż tu nagle – bum!, stop!, koniec! Na którymś z centralnych rond pogrążonego w nocy miasta trasa nieoczekiwanie zanikała pod pasiastą tablicą, asfalt urywał się znienacka na rzecz gliniastej dziury. Wokół stało sporo ekscytującego każdego dwulatka sprzętu (ale zainteresowany dwulatek przebywał akurat w objęciach Morfeusza) oraz znaki zakazu ruchu. Oznaczony objazd? Zapomnij. GPS oszalał. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I tak czterokrotnie na odcinku dwustu kilometrów. Jazda samochodem jest teraz jak podchody. Jest biegiem na azymut. &lt;br /&gt;Albo szybko znajdziesz alternatywę, albo cię pożrą smoki/sczeźniesz z zimna i głodu. &lt;br /&gt;Co nas oczywiście nie zniechęca do wypraw weekendowych.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Takich pereł nie złowiłabym siedząc w domu:&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img alt="" border="0" src="http://img6.imageshack.us/img6/9226/doraju1.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img alt="" border="0" src="http://img511.imageshack.us/img511/3998/doraju2.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 8.5pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;br /&gt;Która lepsza? Raj czy „baśniowa”? ;))&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img alt="" border="0" height="322" src="http://img338.imageshack.us/img338/5728/basniowa1.jpg" width="467" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img alt="" border="0" src="http://img811.imageshack.us/img811/7611/basniowa2v.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8794707516820465746-3164686684083120106?l=zimnoblog.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zimnoblog.blogspot.com/feeds/3164686684083120106/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zimnoblog.blogspot.com/2011/10/2018.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8794707516820465746/posts/default/3164686684083120106'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8794707516820465746/posts/default/3164686684083120106'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zimnoblog.blogspot.com/2011/10/2018.html' title='2.018'/><author><name>zimno</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17933978515201703149</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='30' src='http://3.bp.blogspot.com/-XHHowLmKxLY/Tu8jcCHNd-I/AAAAAAAAAc0/ZltwKm6GrXA/s220/z_19%2B12%2B11_%2Bml.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8794707516820465746.post-931613302414312029</id><published>2011-10-05T23:18:00.000+02:00</published><updated>2011-10-21T15:06:26.103+02:00</updated><title type='text'>2.017</title><content type='html'>&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Chodzą słuchy, że rzekomo w przyrodzie występują takie matki, które z gracją woltyżera są w stanie ciągnąć równolegle pięć do ośmiu rozmów z potomstwem na różne tematy, prasować ubrania, zmieniać status na portalu/retuszować fotografie oraz mieszać w garnku.&lt;br /&gt;I to wszystko mimochodem, przy śladowym wysiłku oraz bez uszczerbku dla zdrowia ducha &lt;br /&gt;i ciała.&lt;br /&gt;Ja niestety nie dostąpiłam takiej łaski.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Erna siedzi przy stole w kuchni. Masowo produkuje wielobarwne obrazki. Wycina, nakleja, toczy plastelinowe ślimaki. Każda kolejna praca to:&lt;br /&gt;- &lt;em&gt;Pjezent dla ciebie, mamo!&lt;/em&gt;Zachwycam się adekwatnie.&lt;br /&gt;- &lt;em&gt;A dlaczego chciałaś mnie nazwać Wejonika?&lt;/em&gt; – pyta znienacka.&lt;br /&gt;Siekam akurat natkę.&lt;br /&gt;- &lt;em&gt;Bo to ładne imię.&lt;/em&gt; – mówię.&lt;br /&gt;Nie pamiętam, naprawdę nie pamiętam, czy chciałam nazwać Ernę „Weronika”. Być może nie, być może tak. Nieważne.&lt;br /&gt;&lt;em&gt;- Ale nie dla takiej dziewczynki, jak ja&lt;/em&gt;. – Erna nieco unosi się ponad blat. &lt;em&gt;– Bo ja bajdziej jestem …&lt;br /&gt;- Erna!&lt;br /&gt;- Nófff!&lt;/em&gt; – żąda Silny. &lt;br /&gt;Sieka ze mną i doprawia. Stoi na wysokim stołku, niebezpiecznie na nim balansuje i wychyla się to tu, to tam, więc ćwiartując staram się go nie wypuszczać spod pachy.&lt;br /&gt;- &lt;em&gt;To akurat łyżka.&lt;/em&gt; – mówię.&lt;br /&gt;- &lt;em&gt;Nófffka.&lt;/em&gt; – cieszy się Silny, mój perfekcyjnie dwujęzyczny dwulatek.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 9pt; line-height: 115%;"&gt;[Kiedy Panda-O-Podbitym-Oku z zabawki gadającej w narzeczu taty żegna się z nim uprzejmym:&lt;br /&gt;- &lt;/span&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 9pt; line-height: 115%;"&gt;A bientôt&lt;/span&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 9pt; line-height: 115%;"&gt;!&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 9pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;br /&gt;Silny równie szarmancko odpowiada pandzie:&lt;br /&gt;- &lt;em&gt;A ja tu!&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;I – na bogów celtyckich - ma rację.]&lt;/span&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tymczasem za ścianą, przy stole w dużym pokoju Nowy Człowiek odrabia zadanie z informatyki. Zadanie jest monotonne, jak na możliwości operatora gier w laserowe strzelanki, więc Nowy Człowiek co chwila przełącza domowe na grę. Alt i tabulator. Drę się:&lt;br /&gt;&lt;em&gt;- To nielegalne!&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;I między mieszaniem z Silnym w skwierczącej cebuli a odbiorem technicznym kolejnego rękodzieła Erny wskakuję do pokoju, jak harpia i sprawdzam stan zadania.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wtedy dzwoni telefon z pracy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mała metaforyczna śrubka mi wyskakuje z obwodu i się z brzdękiem toczy pod kuchenne szafki. &lt;br /&gt;Error.&lt;br /&gt;Error. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Więc daję sobie słowo honoru, że kiedy już wyjdę z trzech równoległych, intensywnych macierzyńskich tematów a moje nielaty się pozamykają w swoich pokojach ze słuchawkami w uszach i kiedy będę sobie po południu piłowała paznokieć przez kwadrans, kiwając klapkiem – czyli za jakieś, hmm, powiedzmy, piętnaście lat - nigdy nikomu nie powiem, że kiedyś było mi – och! – TAK łatwo.&lt;br /&gt;Bo być wielozadaniowym robotem do realizacji rozszerzonego programu jest nawet całkiem fajnie, to rodzaj kondycyjnego wyzwania, jak przebiegnięcie maratonu w dobrym czasie. &lt;br /&gt;Z pewnością za to nie jest to takie sobie phi-tam.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Powiedziałam.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 7.5pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;em&gt;&lt;/em&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="right"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8794707516820465746-931613302414312029?l=zimnoblog.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zimnoblog.blogspot.com/feeds/931613302414312029/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zimnoblog.blogspot.com/2011/10/2017.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8794707516820465746/posts/default/931613302414312029'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8794707516820465746/posts/default/931613302414312029'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zimnoblog.blogspot.com/2011/10/2017.html' title='2.017'/><author><name>zimno</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17933978515201703149</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='30' src='http://3.bp.blogspot.com/-XHHowLmKxLY/Tu8jcCHNd-I/AAAAAAAAAc0/ZltwKm6GrXA/s220/z_19%2B12%2B11_%2Bml.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8794707516820465746.post-3189138445697411864</id><published>2011-09-25T17:07:00.000+02:00</published><updated>2011-10-21T15:08:53.667+02:00</updated><title type='text'>2.016</title><content type='html'>&lt;br /&gt;&lt;span style="line-height: 115%; font-family: 'Verdana','sans-serif'; color: black; font-size: 10pt"&gt;Tymczasem pewien Długowłosy skończył osiem lat przy okazji wtorku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- &lt;em&gt;Mamo,&lt;/em&gt; - mówi. – &lt;em&gt;mamo, mam złą wiadomość. Powiedzieć ci?&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;Zawsze się upewnia, czy powiedzieć, co ma powiedzieć. Mówię:&lt;br /&gt;&lt;em&gt;- Mów.&lt;br /&gt;- Prawdopodobnie będę miał domowe z hiszpańskiego. &lt;br /&gt;- O.&lt;br /&gt;- Znasz hiszpański?&lt;/em&gt; – pyta Nowy Człowiek. &lt;br /&gt;Jest frasunek.&lt;br /&gt;- &lt;em&gt;Nie.&lt;br /&gt;- No widzisz, ja też nie.&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;Houston, mamy problem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Anegdota jest z pozoru niewinna, ale ilustruje.&lt;br /&gt;Że do pakietu &lt;em&gt;dzidzia &lt;/em&gt;nikt nie dołączył instrukcji, że z &lt;em&gt;dzidzią&lt;/em&gt; się przerabia ponownie podstawówkę.&lt;br /&gt;Kiedyś tego nie rejestrowałam, teraz mi się wyostrzył wzrok. Że obowiązek edukacyjny dotyczy całej rodziny, bez względu na stopień naukowego zaawansowania poszczególnych członków.&lt;br /&gt;I nie tylko chodzi o to, że na wakacje można się wybrać jedynie &lt;em&gt;w wakacje&lt;/em&gt;, bo poza wakacjami jest rok szkolny.&lt;br /&gt;Chodzi też o zadania z treścią, o lektury szkolne w czasie wieczornej lektury. O każde popołudnie ustawione pod kątem „odrobić lekcje, kolacja i biegiem do mycia, w przeciwnym razie rano nie wydobędę was z łóżek”.&lt;br /&gt;Nie mówiąc o licznych traumach typu „leci kamień z ręki kolegi, strzeli Nowego Człowieka w czoło czy strzeli w ciemiączko”.&lt;br /&gt;Strzelił w skroń. &lt;br /&gt;Nowy Człowiek dostał plaster, ja – zdalnie i post factum podałam sobie soli. Wdech, wydech. Jeszcze wiele takich kamyków w przyszłości. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Szczęście, że pierwsze dziecko w szkole jest jak szczepienie ochronne.&lt;br /&gt;I o ile z pierwszym dzieckiem pierwsze dni w szkole są potężnym wstrząsem, o tyle z drugim są - po prostu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W ogóle, ogólny postulat do &lt;em&gt;losu&lt;/em&gt; jest taki, że błąd, że się dzidzia urodziła osiem lat temu bez instrukcji.&lt;br /&gt;Pierwsze dziecko w rodzinie powinno nieść z sobą manual.&lt;br /&gt;Takie &lt;em&gt;nie pękaj, to minie&lt;/em&gt;.&lt;br /&gt;Jakieś – nie idź w żaden dogmat, jest wiele dobrych dróg, nie ma macierzyńskiej prawdy objawionej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Urodziny Nowego Człowieka są moim jednoosobowym dniem matki, moim osobistym macierzyńskim jubileuszem, moim introwertycznym obrządkiem ku czci przejścia na drugą stronę (tę z rozstępami, nadwagą i stałym troskliwym ściskiem mamciowej przepony), więc dla mnóstwa egoistycznych powodów daję nura, jak co roku, w zasoby przeszłości.&lt;br /&gt;&lt;span style="line-height: 115%; font-family: 'Verdana','sans-serif'; color: black; font-size: 10pt"&gt;Ja – nieporadnie brzuchata, ja – skonfrontowana z popiskującym zawiniątkiem. Laktacja, pierwszy spacer i w co ubrać w listopadzie niemowlę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z lubością pielęgnuję te truchła, są mną.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img263.imageshack.us/img263/4544/dsc005261b.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8794707516820465746-3189138445697411864?l=zimnoblog.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zimnoblog.blogspot.com/feeds/3189138445697411864/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zimnoblog.blogspot.com/2011/09/2016.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8794707516820465746/posts/default/3189138445697411864'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8794707516820465746/posts/default/3189138445697411864'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zimnoblog.blogspot.com/2011/09/2016.html' title='2.016'/><author><name>zimno</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17933978515201703149</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='30' src='http://3.bp.blogspot.com/-XHHowLmKxLY/Tu8jcCHNd-I/AAAAAAAAAc0/ZltwKm6GrXA/s220/z_19%2B12%2B11_%2Bml.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8794707516820465746.post-738832511353347054</id><published>2011-09-23T23:46:00.000+02:00</published><updated>2011-10-21T15:10:52.047+02:00</updated><title type='text'>2.015</title><content type='html'>&lt;span style="line-height: 115%; font-family: 'Verdana','sans-serif'; color: black; font-size: 10pt"&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Każda odtwarza sekwencję takich samych gestów. Najpierw trochę się wspina na palce i wsuwa torbę z laptopem na najwyższą półkę. Później zbliża twarz do lustra, palcami przeczesuje włosy a czubkiem języka obrysowuje usta. Skórzany żakiet/lekki prochowiec/przeciwdeszczową kurtkę wiesza na haku. Gładzi okrycie. Podszewka od wewnątrz, podszewka od zewnątrz. Przyklepuje. Siada. Patrzy na przestrzał okien, raz w prawą, raz w lewą stronę. Rozpina suwak torby, wyjmuje książkę, telefon, gazetę, butelkę wody. Jedna – kanapkę w folii aluminiowej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="line-height: 115%; font-family: 'Verdana','sans-serif'; color: black; font-size: 10pt"&gt;Szczupła brunetka z płaskim brzuchem nad paskiem biodrówek jest imponująca.&lt;/span&gt; Ma sprężyste, opalone ciało, lśniące włosy. Samozadowolenie, sam sukces, władczym tonem dyktuje profesjonalne dyspozycje telefonowi. Niewielka blondynka w kolorowych japonkach odkleja się od okna i przeciąga wierzchem dłoni po kościach policzkowych. Na peronie zostali mężczyzna i chłopiec.&lt;br /&gt;Pociąg rusza, dzwonią telefony. Kobiety kolejno wychodzą na korytarz, żeby kontynuować rozmowy. Niewielka blondynka ma dwa aparaty, żongluje nimi i grubym brulionem, w którym robi notatki. Ślini czubek palca, kiedy przewraca strony. Dziewczyna od kanapki w folii umawia spotkania, identycznie płynna w angielskim, jak w polskim, włączony laptop chyboce się na jej kolanach. Upija łyk wody, zakręca butelkę, odbiera telefon wsunięty na stałe między policzek a obojczyk. Jej palce, niezależne od górnej części korpusu, biją gęste staccato na klawiaturze.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wieczorny pociąg ze stolicy do stolicy wielkopolski jest zatłoczony.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Piękna brunetka aranżuje deale. Później umawia się z przyjaciółkami na fitness i na zabiegi upiększające. Sobota, niedziela, przyszły piątek. Ciężki notatnik blondynki zsuwa się na podłogę. Nie patrzymy na siebie, ale jesteśmy teraz jedna w życiu drugiej. Wiem, że dziewczyna ze środkowego miejsca po przekątnej ma spotkanie w poniedziałek w Bydgoszczy. Blondynka nie znajduje już wolnych terminów między którymś a którymś.&lt;br /&gt;&lt;em&gt;- Dzień dobry pani Ewo,&lt;/em&gt; - mówi nagle brunetka do telefonu. Obniżyła głos, już perliście nie chichocze. – &lt;em&gt;jak tam dzieciaki moje?&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;Nie wychodzi na korytarz.&lt;br /&gt;- &lt;em&gt;A u Oli w przedszkolu?&lt;/em&gt; – pyta. – &lt;em&gt;Wszystko było w porządku?&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;- &lt;em&gt;Z czym? Z czym był obiad?&lt;/em&gt; – ton blondynki nagle łagodnieje. Nachyla się do telefonu, jak do dziecięcego ucha. – &lt;em&gt;Słuchaj, kochanie,&lt;/em&gt; - mówi. – &lt;em&gt;kocham cię mocno i całuję.&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;Ręce dwujęzycznej nie przestają się ścigać po klawiaturze.&lt;br /&gt;- &lt;em&gt;Cześć, kochanie, znalazłaś ten test?&lt;/em&gt; – rzuca nagle między policzek a obojczyk. – &lt;em&gt;Julia, co ty robisz?&lt;/em&gt; – dwujęzyczna się irytuje. – &lt;em&gt;przecież to strasznie ważne! Pani powiedziała, że ci da dwóję, jeżeli go nie przyniesiesz!&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;Po drugiej stronie słuchawki trwa, widać, zwarty opór.&lt;br /&gt;- &lt;em&gt;Nieważne,&lt;/em&gt; - denerwuje się dwujęzyczna, łokciem zapobiega upadkowi laptopa. – &lt;em&gt;Zejdź na dół i poszukaj tego testu! Zejdź!&lt;/em&gt; – długo milczy do słuchawki. – &lt;em&gt;Zejdź! To strasznie ważne! No!&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;Patrzę przez okno w lewo, w prawo, udaję, że skupiam się na lekturze książki, wszystkie udajemy, że pozostałe nas nie interesują.&lt;br /&gt;- &lt;em&gt;To pa.&lt;/em&gt; – dwujęzyczna wzdycha z ulgą. - &lt;em&gt;Pa, pa. Kocham cię.&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jesteśmy takie same, do szczegółu podobne, matki dziergaczki rzeczywistości.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="line-height: 115%; font-family: 'Verdana','sans-serif'; color: black; font-size: 10pt"&gt;Matki-Nie Można Odpuścić.&lt;br /&gt;No i - Nikt Mnie Nie Zastąpi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8794707516820465746-738832511353347054?l=zimnoblog.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zimnoblog.blogspot.com/feeds/738832511353347054/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zimnoblog.blogspot.com/2011/09/2015.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8794707516820465746/posts/default/738832511353347054'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8794707516820465746/posts/default/738832511353347054'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zimnoblog.blogspot.com/2011/09/2015.html' title='2.015'/><author><name>zimno</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17933978515201703149</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='30' src='http://3.bp.blogspot.com/-XHHowLmKxLY/Tu8jcCHNd-I/AAAAAAAAAc0/ZltwKm6GrXA/s220/z_19%2B12%2B11_%2Bml.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8794707516820465746.post-3895030951634286262</id><published>2011-09-18T23:05:00.000+02:00</published><updated>2011-10-21T15:12:38.134+02:00</updated><title type='text'>2.014</title><content type='html'>&lt;span style="line-height: 115%; font-family: 'Verdana','sans-serif'; color: black; font-size: 10pt"&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pod kawiarnianym parasolem, który pobieżnie chroni nas przed drobnym kapuśniakiem Erna je porcję lodów waniliowych w waflu, Nowy Człowiek pije napój gazowany o pomarańczowej barwie a Silny miesza w mojej kawie. Dąsa się, nie chce nic słodkiego ani soku przez rurkę. Nic, nie, fuj i buaaa. W ciągu tygodniu o takiej porze, jak ta drzemie, w weekend żadną siłą nie zaśnie, więc walczy ze znużeniem, byle go nie ominęła jakaś atrakcja, której dostąpią starsi. &lt;br /&gt;- &lt;em&gt;Mogę spróbować loda?&lt;/em&gt; – Nowy Człowiek wychyla się ze swojego miejsca, strużka wody kapie z parasola tuż za jego plecami. – &lt;em&gt;Nie mam gazu na języku!&lt;/em&gt; – zapewnia i z pasją demonstruje odnośną część ciała.&lt;br /&gt;Erna zazdrośnie chroni resztki lodowego przysmaku. &lt;br /&gt;- &lt;em&gt;Ale masz palce na krzyż! – &lt;/em&gt;odpowiada.&lt;br /&gt;Przez chwilę - powiedzmy - negocjują, ostatecznie dopełniają rytuału wymiany.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;----------------------------------------------------&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mam nadzieję, że minione dwa tygodnie zamykają okres szkolnej inicjacji. Erna już chyba dostatecznie przetarła sobie szlaki i znalazła punkty odniesienia w nowych, większych realiach [dłuuugie korytarze szkolne, duuużo duuużych dzieci, wieeelkie sale]. Wśród trzech najlepszych koleżanek Erna wymienia i tę, która jakiś czas temu powiedziała, że się obraża na Ernę na śmierć i życie i na amen i na zawsze. Niewielcy ludzie, tłumaczyłyśmy sobie wtedy z Erną, wcale nie myślą „na zawsze”, kiedy mówią „na zawsze”.&lt;br /&gt;Miałyśmy rację ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="line-height: 115%; font-family: 'Verdana','sans-serif'; color: black; font-size: 10pt"&gt;J&lt;/span&gt;a za to &lt;em&gt;na zawsze&lt;/em&gt; pozostanę orędowniczką zerówki, jako pierwszej szkolnej klasy. &lt;br /&gt;Ci, którzy upierają się, że wszędzie w Europie małe dzieci chodzą do szkoły, więc dlaczego niby u nas nie, wszyscy hurra optymiści reformy mogliby, sądzę, przed wdaniem się w czczą debatę zajrzeć do podręczników do pierwszej klasy. Dwa lata temu, kiedy po raz pierwszy wertowałam taki komplet, świeżutkie nowoczłowiecze ćwiczenia i czytanki na kredowym papierze ze ślicznymi zdjęciami, dopadła mnie zapaść. Nie ma zmiłuj, krótkich tekstów do czytania jest tylko trochę (i niestety nie jest to Falski), kilka stron dalej czytanki mają już wiele, wiele zdań. W ćwiczeniach jest trochę szlaczków, ale zaraz zaczynają się wyrazy i całkiem spore zdania do przepisania. Dla dzieci, które nie piszą i nie czytają i mają sześć lat i – na przykład nie chodziły do przedszkola nauka z takich książek musi niezłą zabawą. Sport z gatunku, myślę, raczej ekstremalnych. Abstrahuję od tego, że stresem jest już samo pójście do wielkiej szkoły z labiryntem długich korytarzy i z chmarą dużych dzieciaków wokół. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Więc trwam w moim zdaniu - zerówka jako miejsce przejściowe jest idealna. Nie mam zawodowego &lt;/span&gt;&lt;span style="line-height: 115%; font-family: 'Verdana','sans-serif'; color: black; font-size: 10pt"&gt;background&lt;/span&gt;&lt;span style="line-height: 115%; font-family: 'Verdana','sans-serif'; color: black; font-size: 10pt"&gt;u w tej mierze, ale na przykładzie własnej dwójki twierdzę, że zerówka (a nie ostre zakuwanie) jest odpowiednia do etapu rozwojowego sześciolatka. A dziecko, które nabrało nawyku chodzenia do szkoły i ją oswoiło w zerówce, w pierwszej klasie się z ochotą skupi na ekspresowym nabywaniu umiejętności w czytaniu i w pisaniu. &lt;br /&gt;Łączenie wejścia w podstawówkę (która w polskim wydaniu rzadko bywa przytulnym gniazdkiem, często za to jest potężnym kombinatem) z aktualnym programem na pewno nie dzieje się z pożytkiem dla głównych zainteresowanych.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W tym kontekście jednak mnie śmieszy, że pani minister od sześciolatków wycofuje się wyborczo ze swoich pomysłów sprzed czterech lat. Mogłaby przy okazji przyznać, że jej zabrakło wyobraźni zamiast zrzucać winę na kulejącą infrastrukturę i niedofinansowane samorządy terytorialne. Puchaty dywanik w każdej pierwszej klasie nie jest uniwersalnym remedium na wszelkie bolączki sześcioletnich pierwszych klas.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Manewr z przedwczesną zerówką Erny jest moim osobistym kuku pokazanym pani H.a.l.l.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;----------------------------------------------------&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zabawny wątek się pojawił w życzliwych komentarzach, że otóż nieszczęśliwie pitolę o feminizmie i o czymś tam/ czymś tam a Erna biega na zdjęciach w różowych kokardach i się wdzięczy do zwierciadła.&lt;br /&gt;Sama niestety nie widzę związku między krojem spódnicy a poglądami, więc trudno mi się osobiście ustosunkować do zarzutu wychowywania Erny na naiwną niunię przy użyciu falbany. Tym niemniej kwestia jest chyba jednak nieco szersza, niż obrąb sukni Erny.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ten pogląd można, zdaje się, sprowadzić do zdania, że kobieta, żeby być traktowana poważnie powinna wyglądać i się zachowywać, jak facet (a prawdziwa feministka nie goli nóg i pach).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Trudno o bardziej feministyczne zdanie, o buacha cha. Że prawdziwie rozumną kobietą jest wyłącznie podrabiany facet.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Cóż, Erna woli spódnice od spodni, tak. &lt;br /&gt;Nie dlatego, że ją tak indoktrynowałam, ale dlatego że.&lt;br /&gt;Poza tym - całkiem sobie radzi.&lt;br /&gt;Spódnica raczej nie przeszkadza jej w myśleniu. Mnie - nie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A Wam?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8794707516820465746-3895030951634286262?l=zimnoblog.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zimnoblog.blogspot.com/feeds/3895030951634286262/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zimnoblog.blogspot.com/2011/09/2014.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8794707516820465746/posts/default/3895030951634286262'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8794707516820465746/posts/default/3895030951634286262'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zimnoblog.blogspot.com/2011/09/2014.html' title='2.014'/><author><name>zimno</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17933978515201703149</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='30' src='http://3.bp.blogspot.com/-XHHowLmKxLY/Tu8jcCHNd-I/AAAAAAAAAc0/ZltwKm6GrXA/s220/z_19%2B12%2B11_%2Bml.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8794707516820465746.post-5456090819664846234</id><published>2011-09-16T23:28:00.000+02:00</published><updated>2011-10-21T22:37:34.852+02:00</updated><title type='text'>2.013</title><content type='html'>&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;&lt;span style="color: black;"&gt;Nowy Człowiek przegrał wybory. &lt;br /&gt;I to tylko jednym głosem, tak twierdzi. Więc przez jeden pochopnie oddany albo jeden nierozważnie stracony głos jest vice-premierem, vice-prezydentem, vice-dyrektorem czy jak tam.&lt;br /&gt;Wybory były powszechne a konkurencja niebagatelna, bo większość klasy skorzystała z biernych praw wyborczych.&lt;br /&gt;- &lt;em&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;;"&gt;Erno,&lt;/span&gt;&lt;/em&gt; - Nowy Człowiek pyta poważnym tonem. – &lt;em&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;;"&gt;czy w twojej klasie jest rząd?&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;/span&gt;&lt;i&gt;&lt;br /&gt;&lt;/i&gt;&lt;span style="color: black;"&gt;- &lt;em&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;;"&gt;To się nazywa trójka klasowa.&lt;/span&gt;&lt;/em&gt; – mówię i z trudem trzymam twarz w ryzach. &lt;br /&gt;Erna przybiera tajemniczą minę, taką, że „co prawda nie rozumiem, o co aktualnie chodzi, ale generalnie jestem oczytana, inteligentna i bystra. Oraz urocza”.&lt;br /&gt;Wzrusza ramionami,&lt;br /&gt;- &lt;em&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;;"&gt;W zero nie ma trójki klasowej&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;. – próbuję zdyscyplinować Nowego Człowieka. – &lt;em&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;;"&gt;Przecież wiesz.&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;Nowy Człowiek leciusieńko się nadyma, ale zaraz spuszcza bąbel. Słabo maskując potężne zadowolenie tłumaczy na wpół niezainteresowanej Ernie, że został demokratycznie wybrany na wiceprzewodniczącego klasy drugiej-najfajniejszej. &lt;br /&gt;Respekt.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: black;"&gt;Tymczasem Erna mimo wczesnej pory przyodziała strój szkolny, przygładziła falbanę, poprawiła kokardę, wyświeciła rękawem pantofle.&lt;br /&gt;- &lt;em&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;;"&gt;Ładnie wyglondam&lt;/span&gt;&lt;/em&gt; – pyta. - &lt;em&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;;"&gt;na lustrze?&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;Wdzięczy się do siebie.&lt;br /&gt;Odpowiadam jej:&lt;br /&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;;"&gt;- Niewymownie.&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;Erna uśmiecha się lekko.&lt;br /&gt;- &lt;em&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;;"&gt;Ale napjawde, napjawde ładnie wyglondam tak na oczach.&lt;/span&gt;&lt;/em&gt; – wzdycha. - &lt;em&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;;"&gt;Bo lustjo to tylko odbicie ...&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;… A odbicie jest zaledwie słabym cieniem prawdy, masz słuszność, dziecię z jaskini platońskiej ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Silny wymógł na mnie owinięcie go w znoszoną szkolną bluzę Nowego Człowieka. Bluza jest dla Silnego tak długa, jak suknia ale wygląda &lt;em&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;;"&gt;szkolnie,&lt;/span&gt;&lt;/em&gt; więc nad wyraz dorośle. Silny jest szczęśliwy.&lt;br /&gt;- &lt;em&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;;"&gt;Ja. Iść. Do koły&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;. – mówi wolno i dobitnie (pod bluzą ma piżamę i ogólnie jest gotów do wyjścia na poranny chłód). - &lt;em&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;;"&gt;Ja. Iść. Do koły. Kuju-ju, kuju-ju. Ja iść do koły.&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;/span&gt;&lt;i&gt;&lt;br /&gt;&lt;/i&gt;&lt;span style="color: black;"&gt;Kiedy ostatecznie nie udaje mu się podczepić pod ekipę jadącą do placówki poboru wiedzy, jego rozpacz ociera się o histerię a płacz nie daje się ukoić.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8794707516820465746-5456090819664846234?l=zimnoblog.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zimnoblog.blogspot.com/feeds/5456090819664846234/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zimnoblog.blogspot.com/2011/09/2013.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8794707516820465746/posts/default/5456090819664846234'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8794707516820465746/posts/default/5456090819664846234'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zimnoblog.blogspot.com/2011/09/2013.html' title='2.013'/><author><name>zimno</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17933978515201703149</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='30' src='http://3.bp.blogspot.com/-XHHowLmKxLY/Tu8jcCHNd-I/AAAAAAAAAc0/ZltwKm6GrXA/s220/z_19%2B12%2B11_%2Bml.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8794707516820465746.post-6893195435065698444</id><published>2011-09-15T23:01:00.000+02:00</published><updated>2011-10-21T23:09:59.231+02:00</updated><title type='text'>2.012</title><content type='html'>&lt;span style="line-height: 115%; font-family: 'Verdana','sans-serif'; color: black; font-size: 10pt"&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- &lt;em&gt;Sklejone! Sklejone! Wszystko twajde i sklejone!&lt;/em&gt; – Erna z niechęcią grzebie w kopczyku makaronu ugotowanego, powiedzmy, al dente. &lt;br /&gt;Okręca długie nitki wokół zębów widelca.&lt;br /&gt;- &lt;em&gt;To najpyszniejsza kolacja,&lt;/em&gt; – wzdycha - &lt;em&gt;jaką kiedykolwiek jedliśmy.&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;Bo być niewolnikiem logiki jest, jak widać, passé.&lt;br /&gt;Silny z wprawą operuje strzęp kuraka nożem i widelcem. Mantruje:&lt;br /&gt;- &lt;em&gt;Ma pó. Ja sam … ma pó. JA SAM! Maaa&lt;/em&gt; …&lt;br /&gt;Zawsze kroi na pół, niezależnie od liczby części.&lt;br /&gt;Nowy Człowiek nic nie mówi, smętnie wchłania kolejne kęsy. Strata czasu! strata czasu! pograłbym w coś! - donosi nowoczłowieczy body language.&lt;br /&gt;- &lt;em&gt;Ale zjedz jeszcze chociaż te grzybki!&lt;/em&gt; – chwytam Ernę w połowie ucieczkowego zeskoku z krzesła.&lt;br /&gt;&lt;em&gt;- Grzybki, grzybki&lt;/em&gt; – Erna unosi ręce. – &lt;em&gt;co mi dadzą grzybki? Czy szczęście?&lt;br /&gt;- Czy pecha … &lt;/em&gt;- ożywia się Nowy Człowiek.&lt;br /&gt;&lt;em&gt;- Tak! &lt;/em&gt;– cieszy się Erna. – &lt;em&gt;Pecha mi dadzą! – &lt;/em&gt;zsuwa się z krzesła. – &lt;em&gt;To nie jem!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/em&gt;Ależ szybciej, szybciej – chciałoby się jęknąć - jedz szybciej! Jeszcze arytmetyka z Nowym Człowiekiem (Krysia ma siedem pocztówek, a Zosia ma o cztery pocztówki więcej, ile pocztówek ma Zosia?), jeszcze pakowanie worka na wf. Jeszcze doprowadzić dwa szkolne zestawy ubraniowe do użytku.&lt;br /&gt;Erna miała zadanie domowe ale go nie odnotowała w łaskawej pamięci. Dyskretny mail od Pani Wychowawczyni ratuje Ernę przed jutrzejszą wpadką (Erno, Erno, czym ty się zajmujesz na lekcjach? Czyżby bitwą na bakugany z kolesiem z sąsiedniego stolika?)&lt;br /&gt;- &lt;em&gt;Zero be wszystko wie!&lt;/em&gt; – odpowiada na to ze swadą Erna.&lt;br /&gt;Popołudniowy czas jest gęsty.&lt;br /&gt;A do podstawówki nielatów chodzi w istocie cała rodzina.&lt;br /&gt;&lt;em&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/em&gt;No i toczymy – wszyscy – nierówną walkę z wrześniem. Eksmituję rozkoszne kurczaczki z pościeli o siódmej dziesięć. Brutalna pora, środek nocy, Erna się wyciąga sztywno pod kołdrą w niemym proteście. Po chwili się wzdraga, pobieżnie budzi i z niemego protestu płynnie przechodzi w nie-niemy.&lt;br /&gt;Nowy&lt;em&gt; &lt;/em&gt;Człowiek, już ubrany ale dość po łebkach zapięty miota się w panice między swoim pokojem a dominium Erny.&lt;br /&gt;- &lt;em&gt;Pospiesz się&lt;/em&gt;, - zaklina. – &lt;em&gt;spóźnię się przez ciebie! Pospiesz się! Spóźnimy się! To szkoła a nie jakieś żarty!&lt;br /&gt;&lt;/em&gt;Rano jest raczej nerwowo i nie widzę recepty.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kiedy przychodzę po nich po południu siedzą zrelaksowani, ramię w ramię w świetlicy, braciszek i siostrzyczka z karty pocztowej, reklama wielokrotnego rodzicielstwa albo się uganiają razem po boisku. Przygodny obserwator mógłby powziąć zgoła fałszywe podejrzenie co do natury ich relacji siostrzano-braterskiej. &lt;br /&gt;W szkole trzymają TAKĄ sztamę.&lt;em&gt;&lt;br /&gt;&lt;/em&gt;Lubięto.&lt;br /&gt;Nie ukrywam.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A Erna, przypomnijmy – Erna-lat-pięć, na fali identyfikacji z Nowym Człowiekiem poczłapała za bratem na próbne zajęcia z robotyki (&lt;em&gt;Zbiórka pod dużym drzewem o piętnastej!&lt;/em&gt; – zarządził Nowy Człowiek. Erna co prawda dość powierzchownie kuma godziny, ale ostatecznie się znaleźli i poszli na warsztaty stylem ręka w rękę). &lt;br /&gt;Zajęcia się przeciągnęły i zamiast w świetlicy albo na zjeżdżalni zlokalizowałam nielaty o 16:30 w ferworze sterowania robotami do przenoszenia, dźwigania i jeżdżenia. Erna, wkomponowana w zespół dryblasów z trzeciej albo z czwartej odmówiła opuszczenia stanowiska przy sterownikach robota do wyłuskiwania cukierków z miski.&lt;br /&gt;Nie, nie i nie. Kobieta jest zajęta.&lt;br /&gt;Korzystając z chwili zagadnęłam prowadzącego zajęcia pytaniem o sens zapisywania na warsztaty Takiej Małej Dziewczynki.&lt;br /&gt;Miałam wrażenie, że akcentuję MAŁĄ. W każdym razie chodziło mi o aktualny rozmiar Erny a nie o jej płeć.&lt;br /&gt;- &lt;em&gt;Jest!&lt;/em&gt; – radośnie zakrzyknął nauczyciel. – &lt;em&gt;Dziewczynki mile widziane!&lt;br /&gt;&lt;/em&gt;A później mi opowiedział o swoich doświadczeniach z innych szkół. Że dziewczynki się wstydzą. Dziewczynki nie są zainteresowane. Nie ma ich.&lt;br /&gt;A oto i długofalowy skutek kompulsywnego obdarowywania dziewczynek lalami z wąską talią i nogami od pach do ziemi. Przykre.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie wiem, czy Erna ma handicapy, bo jako siostra braci żyje wśród klocków, potworów i walk na miecze.&lt;br /&gt;Czy to może jednak skutek tego, że nikt nigdy w odniesieniu do niczego jej nie poinstruował, że „to nie dla ciebie” (w domyśle – „bo jesteś dziewczynką”)?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na tym etapie rozwojowym nie wierzę w płciowe PREDYSPOZYCJE do matematyki albo do zajęć technicznych. Wierzę za to w PREFERENCJE. A te się kształtuje. Chyba.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A szkoła? Z &lt;em&gt;naszej&lt;/em&gt; się nie da wyjść. Bo jeszcze to i ten tego i jeszcze na boisko a później zobaczyć, jaki film puszczają w 0 c. Byłoby irracjonalnie pięknie, gdyby nielaty zachowały aktualny entuzjazm dla placówki przez pozostałe lata tak zwanego obowiązku edukacyjnego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I amen, powinnam rzec.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8794707516820465746-6893195435065698444?l=zimnoblog.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zimnoblog.blogspot.com/feeds/6893195435065698444/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zimnoblog.blogspot.com/2011/10/2012.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8794707516820465746/posts/default/6893195435065698444'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8794707516820465746/posts/default/6893195435065698444'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zimnoblog.blogspot.com/2011/10/2012.html' title='2.012'/><author><name>zimno</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17933978515201703149</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='30' src='http://3.bp.blogspot.com/-XHHowLmKxLY/Tu8jcCHNd-I/AAAAAAAAAc0/ZltwKm6GrXA/s220/z_19%2B12%2B11_%2Bml.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8794707516820465746.post-5940040934042483926</id><published>2011-09-14T22:38:00.000+02:00</published><updated>2011-10-21T19:38:44.155+02:00</updated><title type='text'>Kto zrobi zastrzyk hipopotamowi?</title><content type='html'>&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;Dzień dobry.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;Nazywam się Q. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;A Q, jak wiadomo, to jest hipopotam.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;Mieszkam z mamą i z tatą na naszej sawannie.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;Przyjaźnię się z lwem Janem i ze słoniem Felkiem.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;Lubię się pluskać w płytkiej wodzie i tarzać w ciepłym błotku. Lubię lody z liści baobabu. Lubię chodzić do szkoły. Jestem już w pierwszej klasie! &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;Nie lubię …&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;Ale zacznijmy od początku. To długa historia.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;Mama mówi, że się urodziłem na długo przed terminem obliczonym przez Doktora Geparda. Mama mówi, że to się nazywa, że byłem wcześniakiem. Niebezpieczny początek!&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;Mama, kiedy mi o tym opowiada, zawsze siąka nosem. Chyba płacze. Powtarza, że bardzo się o mnie bała. Kiedy się urodziłem byłem bardzo malutki. Pewnie, że macie rację - wszystkie noworodki są niewielkich rozmiarów w porównaniu do dorosłych, ale ja byłem wiele razy mniejszy od zwykłego hipopotamiego brzdąca. Byłem tak mały, że mama na początku się bała wziąć mnie na ręce i mnie nakarmić albo przytulić. Była pewna, że mi coś urwie, złamie albo pogruchoce. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;Czy to się w ogóle wam mieści w głowie? &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;Całymi tygodniami leżałem w szczelnym, ciepłym kokonie – to się nazywa inkubator – w szpitalu u Doktora Geparda. Pani Pielęgniarka Okapi podawała mi leki przez plastikowe rurki wbite w moje ciało – to się nazywa kroplówka. Teraz już nie pamiętam, czy coś mnie wtedy bolało. Mama mówi, że nie płakałem w ogóle.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;Leżałem tak, i leżałem, i rosłem. Mama coraz mniej się bała wyjmować mnie z inkubatora i się ze mną bawić. Lubiłem ciepłą skórę mojej mamy i jej radosny uśmiech. Doktor Gepard uspokajał, że jeszcze tylko miesiąc, jeszcze tylko trzy tygodnie, tylko dziesięć dni i – wracamy! To znaczy – mama wraca do domu, a ja się przeprowadzam - z inkubatora do własnego łóżka. Do tej pory przecież nie znałem niczego poza szpitalem.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;I wreszcie zostaliśmy wypisani (tak się mówi o pozwoleniu na wyjście ze szpitala, kiedy dziecko jest już zdrowe).&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;Tata przyjechał po nas naszym obszernym, wygodnym wozem. Jechaliśmy wolno przez rozświetloną południowym słońcem sawannę a mijane zwierzęta nas pozdrawiały, machały do nas serdecznie, przesyłały całusy.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;To było naprawdę fajne!&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;A później tata zatrzymał się przed domem. Wysiedliśmy. Mama niosła mnie na rękach.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;Nasz dom był ogromny i – co mnie zaskoczyło najbardziej – zupełnie nie biały, jak szpital, ale bardzo kolorowy. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;Ściana z miękkiej gliny w salonie mieniła się rudo. Girlandy żywo-zielonych pnączy spowijały taras. Mój pokój był szafirową laguną. Łazienka przypominała wnętrze perłowego małża. Dom był tyle razy piękniejszy od szpitala, że od razu pomyślałem, że nie spotka mnie tu nic przykrego. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;- Możesz iść się pobawić w kałuży. – zaproponowała mama.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;Nigdy wcześniej nie tarzałem się w błotku, więc z impetem wskoczyłem w płytkie bajorko, rozbryzgując na boki pióropusze wody.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;Rodzice zaśmiali się głośno.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;Tata zrobił dla nas pyszny obiad. Po obiedzie siedliśmy w dużym pokoju na kanapie z miękkich liści i czytaliśmy książki.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;I wtedy rozległ się dzwonek.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;- Kto to? – spytałem.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;- Pewnie Pani Okapi. – odpowiedziała mama i poszła otworzyć drzwi.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;Nie zdążyłem zapytać, czy chodzi o Panią Okapi z oddziału noworodków.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;- No, mój malutki … - Pani Pielęgniarka Okapi pochyliła się nade mną. Pachniała szpitalem, kroplówką i inkubatorem. – Grzecznie podaj mi rączkę …&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;Pani Okapi uniosła z tacy wielką strzykawkę zakończoną długą, cienką igłą. Mama pogłaskała mnie po głowie i cicho szepnęła, że jeszcze przez jakiś czas będę musiał dostawać lekarstwa, bo jestem osłabiony.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;- Nie! – krzyknąłem.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;W domu nie miało mnie spotykać już nic nieprzyjemnego!&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;- To niesprawiedliwe! – wołałem. – Nie zgadzam się! Zastrzyk boli!&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;Pani Pielęgniarka Okapi westchnęła głęboko. Tata posadził mnie sobie na kolanach i mocno przycisnął do brzucha. Zamknąłem oczy. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;- AAA! TO BOLI! – wrzasnąłem. – BOLI! BOLI! BOLI! PUŚĆ MNIE!&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;- Przecież nic już nie robię. – roześmiała się Pani Okapi.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;Stała w niewielkiej odległości od naszej liścianej kanapy i porządkowała jakieś instrumenty w małym, skórzanym kufrze.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;- Kiedy dostanę zastrzyk? – załkałem.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;- Już dawno po nim. – odrzekł tata i dał mi siarczystego całusa.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;Pani Pielęgniarka Okapi przychodziła do naszego domu jeszcze przez wiele tygodni, za każdym razem z wielką strzykawką zakończoną ostrą igłą. Płakałem, uciekałem, chowałem się w szafach albo pod kuchennym stołem, ale mama znajdowała mnie wszędzie, w każdej kryjówce i przy wtórze jęków i zawodzeń odbywaliśmy przykry rytuał ukłucia.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;- Jak się dziś czuje mój mały cyrkowiec? – pytała Pani Pielęgniarka Okapi stając w drzwiach naszego domu. – Dzisiaj wskakujesz do kufra czy chowasz się za zasłonką?&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;Mama chichotała, mnie nie było do śmiechu.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;Zastrzyki są okropne!&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;Aż w końcu nabrałem odporności, wzmocniłem się i Pani Pielęgniarka Okapi przestała do nas przychodzić. Odetchnąłem z ulgą. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;Do czasu szczepień okresowych.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;Wyznam Wam coś w zaufaniu. Kiedy jesteś mały i w panice uciekasz przed lekarzem wszyscy mówią „o, jaka słodka dzidzia!” i próbują cię zabawiać, odwrócić twoją uwagę od nieuchronnego bólu. Mama cię bierze na kolana, obiecuje lody ze słodką śmietaną i nowy zestaw klocków, bylebyś tylko podciągnął rękaw i siedział bez ruchu. Pielęgniarka Okapi robi ci teatr kukiełkowy z butelek syropu i z bandaża, więc nawet nie czujesz, że się zbliża ukłucie.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;Bach! Ał! Sssyk! I po sprawie.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;Dobrze być małą dzidzią, która się boi doktora.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;Kiedy rośniesz i nabierasz ciała i już ważysz z trzysta kilogramów, nikt ci nie mówi „ciu, ciu, hipopotamku”. Pani Pielęgniarka Okapi po prostu wskazuje fotel w wielkim białym gabinecie i nakazuje surowym tonem:&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;- Q, proszę, siadaj i podaj mi ramię. Zaszczepię cię teraz przeciw pustynnej gorączce.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;A ty wcale nie chcesz podawać ramienia ani podciągać rękawa. Ani usiąść.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;To znaczy, TY, czytelniczko albo czytelniku może nawet i chcesz, bo lubisz być szczepiony, ale JA, Q, hipopotam nie chcę. Dobrze wiem, jak smakuje ukłucie. Paskudnie! &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;Brr.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;Nie cierpię tego uczucia, kiedy lodowata igła zanurza się w moim ciele. I kiedy psssyt! – tłok strzykawki wciska mi zimny lek pod skórę.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;Ohyda!&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;Tymczasem jednak niemal zapomniałem, że zastrzyki są takie paskudne.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;Aż nadszedł dzień okresowych szczepień ochronnych.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;Tego ranka Pani Antylopa Gnu zapowiedziała, że zamiast lekcji w szkole pójdziemy do przychodni, do Pana Doktora Geparda, odbyć coroczne szczepienie małych zwierząt przeciw pustynnej gorączce.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;Poczułem, jak uginają się pode mną nogi. I jak ciemnieje mi w oczach.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;Nie wiem, jak dotarłem na miejsce. Szedłem w parze z lwem Janem i starałem się nie myśleć o tym, co ma mnie dziś spotkać.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;- Zastrzyki, zastrzyki … - mruknął pod nosem Doktor Gepard, przyglądając się z uwagą uczniom naszej klasy zebranym w szpitalnej przychodni. - uwielbiam zastrzyki, kroplówki i mój śliczny tomograf …&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;Wtedy nie wiedziałem jeszcze, że to tylko taka mantra, czyli zdanie, które się powtarza bezwiednie, raz po raz. Doktor Gepard w chwilach zadumy powtarzał zdanie o zastrzykach i kroplówkach.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;Zastrzyki?&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;Zadrżałem.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;Zlał mnie zimny pot.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;Moje solidne, jak młode pniaki hipopotamie nogi ugięły się pode mną, jakby były z cukrowej waty.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;- Ratunku! – wrzasnąłem. – RATUNKU! S.O.S! NA POMOC!!!&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;Uczniowie mojej klasy patrzyli na mnie, jak na szalonego aktora. Niektórzy ukradkiem chichotali, inni pokazywali mnie sobie palcami.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;– RATUNKU! – darłem się. - S.O.S! NA POMOC!!!&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;Stara Marabucica Helena, która tego dnia przyszła do szpitala oddać krew jako honorowy dawca, rzuciła się z parasolką na Doktora Geparda.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;- Wstydziłby się pan! – huknęła, wymachując brezentowym orężem. – Taki duży a dręczy takiego malucha!&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;Korzystając z okazji czmychnąłem pod ławeczkę dla oczekujących. Wciągnąłem brzuch, przylgnąłem płasko do lodowatej posadzki i wstrzymałem oddech.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;Doktor Gepard odłożył strzykawkę, którą właśnie szykował, żeby nią zaszczepić Marabuta Michała (Marabut Michał siedział dziwnie spokojnie i nawet śmiał się pod nosem) i skłonił się z galanterią i z szacunkiem dla starszej damy.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;- Pozwoli pani, - rzekł. – że się w tych okolicznościach oddalę. Nic tu po mnie.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;Jednym susem przemierzył szpitalną poczekalnię i zniknął za drzwiami oddziału intensywnej terapii.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;Zostaliśmy, wszystkie co do jednego pierwszaki ze zwierzęcej szkoły, zdani na łaskę Pani Pielęgniarki Okapi.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;- Podnosimy rękawy, podchodzimy po kolei. – rzekła surowo nasza biało odziana dręczycielka. – Zaszczepione dziecko siada na ławeczce pod oknem.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;Uczniowie mojej klasy zaczęli podchodzić do Pani Pielęgniarki Okapi. Żyrafka Kiki, lew Jan, trzy małe mandryle (oni - trzymając jeden dłoń drugiego w dłoni), Felinka i Felek, rodzeństwo słoni, antylopa Hanka …&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;Pani Pielęgniarka Okapi kolejno szczepiła dzieci a później odnotowywała ten fakt w dzienniku klasowym.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;- Jednego mi tu jeszcze brak. – rzekła na koniec. – Haniu, - zwróciła się do antylopy. – bądź tak miła i pójdź poproś tu pielęgniarzy-jaguarów. Zaznacz, że to pilne. Bardzo ich potrzebuję.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;Skurczyłem się w mojej kryjówce pod ławką a gdybym był kameleonem zlałbym się pewnie kolorystycznie ze ścianą przychodni. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;I wtedy podszedł do mnie Jan.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;Ukląkł tuż przy ławce na podłodze.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;- Hej, Q, jesteś bohaterem – szepnął. – pamiętasz? &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;Tak, pamiętam, rzekłem, doskonale pamiętam o naszej przysiędze bohaterstwa złożonej zeszłego lata nad Potokiem Zebr.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;- A bohaterowie nie chowają się pod ławeczką, - ciągnął Jan. – tylko stawiają czoła kłopotom. Pamiętasz nasze Zasady Bohaterów?&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;Pewnie, że pamiętam, szepnąłem.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;- Boisz się zastrzyku? – cicho przemawiał do mnie Jan. – Pomyśl, że za chwilę będzie po nim i zamknij oczy albo zaciśnij zęby. Spójrz, nawet trzy małe mandryle przeszły przez szczepienie z uśmiechem.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;Odetchnąłem głęboko.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;- Może mają grubszą skórę, niż ja? – rzuciłem nieśmiało.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;- Grubszą skórę od ciebie? – roześmiał się lew Jan. – Żartujesz? To ty masz najgrubszą skórę ze wszystkich zwierząt!&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;- Hm. – westchnąłem.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;- Wyjdź spod tej ławki i nie bądź już dłużej własnym strachem. – Jan trącił mnie łapą. – A jeżeli chcesz, to potrzymam cię za rękę.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;- Pewnie, że chcę. – rzekłem.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;Wyczołgałem się spod siedziska. Stanąłem przed Panią Okapi. Otrzepałem zakurzone spodnie.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;Strzykawka, którą wzięła w rękę Pani Okapi była TAKA malutka. Tycia, tycia. Myślałem kiedyś, że strzykawki są znacznie większe, ogromne.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;- Nie jestem własnym strachem! – zawołałem donośnie, zamknąłem oczy i wyciągnąłem przed siebie rękę.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;Drugą ścisnął mi Jan. To dobry kumpel!&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;Pani Pielęgniarka Okapi zaszczepiła mnie tak szybko, że nic nie poczułem. Nic a nic. Lew Jan ma rację, kiedy twierdzi, że hipopotamia skóra jest gruba.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;BO JEST!&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;Jest gruba, jak nie wiem co!&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;I już się nie boję zastrzyków, przecież nie ma czego.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;I nie już jestem własnym strachem, jestem hipopotamem Q.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;Czasem się boję, bo każdy czasem się boi.&lt;span style="mso-spacerun: yes;"&gt;&amp;nbsp; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;Pewnie, że się boję, ale staję strachowi naprzeciw i walczę z nim, walczę ze sobą.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;Jak prawdziwy bohater znad Strumienia Zebr!&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;Jak Q, hipopotam!&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8794707516820465746-5940040934042483926?l=zimnoblog.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zimnoblog.blogspot.com/feeds/5940040934042483926/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zimnoblog.blogspot.com/2011/09/kto-zrobi-zastrzyk-hipopotamowi.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8794707516820465746/posts/default/5940040934042483926'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8794707516820465746/posts/default/5940040934042483926'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zimnoblog.blogspot.com/2011/09/kto-zrobi-zastrzyk-hipopotamowi.html' title='Kto zrobi zastrzyk hipopotamowi?'/><author><name>zimno</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17933978515201703149</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='30' src='http://3.bp.blogspot.com/-XHHowLmKxLY/Tu8jcCHNd-I/AAAAAAAAAc0/ZltwKm6GrXA/s220/z_19%2B12%2B11_%2Bml.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8794707516820465746.post-8049879922086085963</id><published>2011-09-12T22:26:00.000+02:00</published><updated>2011-10-22T12:37:20.280+02:00</updated><title type='text'>Wyprawa na plac zabaw.</title><content type='html'>&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;- Kiki! Kiki! Chodź się bawić! &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;Żyrafka Wika przybiegła pod rozłożystą akację, w której mieszka jej przyjaciółka Kiki z mamą-żyrafą i z żyrafią babcią. Teraz wspina się na palce i próbuje zajrzeć do wewnątrz.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;- Kiii-kiii! – Wika się niecierpliwi. – Kiii-kiii! Wiem, że tam jesteś! Chodź się bawić!&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;Drewniane okiennice otwierają się z głuchym trzaskiem. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;Zaspana żyrafia twarz pojawia się w obramowaniu kuchennego okna.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;- Co to za wrzask? – pyta Kiki, ziewa, przeciąga się, przeciera oczy i poprawia nierówno zapleciony warkocz.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;- No, nareszcie. – wzdycha Wika. – Dalej, zakładaj buty, idziemy na plac zabaw!&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;Kiki ziewa jeszcze raz.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;- Nie mogę. – mówi cicho. – Mama mi nie pozwala …&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;- Ej, bez strachu, mama nawet nie zauważy. – Wika niedbale macha ręką. – Pognamy pędem na plac, pohuśtamy się i zaraz wracamy. Pospiesz się!&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;- Nie mogę, mama zaraz wróci z pracy … a babcia …&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;- No właśnie, - Wika wtrąca się w pół zdania. – co robi twoja babcia?&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;- Zasnęła ze mną po obiedzie na kanapie … - tłumaczy Kiki i zakręca pasmo włosów na palcu. - Zjadłyśmy deser ze słoniowej trawy, czytała mi i usnęłyśmy razem … Mnie obudziły twoje wrzaski a ona … ona śpi nadal ... Słyszysz, jak chrapie?&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;- Doskonale! – Wika aż klaszcze z uciechy. – Więc powinnaś ze mną pójść tym bardziej!&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;Kiki nie jest przekonana. Nerwowo przestępuje z nogi na nogę. Mama zabroniła jej chodzić bez opieki na plac zabaw. Żeby się tam dostać trzeba przejść przez ruchliwą trasę migracji gnu. Antylopy biegają bardzo szybko, całymi stadami a w takim pędzie niemożliwe jest hamowanie.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;- To niebezpieczne przejście – mówi mama. – dla małej żyrafy.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;Kiki obiecała, że nigdy nie pójdzie sama na plac zabaw.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;Ale czy z Wiką to też znaczy „sama”?&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;Kiki nie wie. Kiki nie jest pewna. Chciałaby zapytać mamę, ale mama nie wróciła jeszcze z pracy.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;Chciałaby też pójść, och, naprawdę by chciała na nowy plac zabaw. Słyszała dziś rano od lwa Jana i od hipopotama Q i od Felinki, siostry Felka też słyszała, że na żyrafim placu są fantastyczne huśtawki.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;Kiki myśli.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;- Jeżeli pójdę z Wiką, - rozważa. – to przecież nie złamię obietnicy danej mamie, bo nie idę tam sama ...&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;Kiki jeszcze przez chwilę się zastanawia, czy wyprawa z przyjaciółką to to samo, co pójście na plac zabaw „pod opieką”, ale niecierpliwe prychnięcia Wiki zniechęcają ją do dalszego dociekania. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;- Mogłabym właściwie – przebiega jej jeszcze przez myśl. – obudzić i zapytać babcię … ale … ona tak smacznie śpi … tak ciężko dzisiaj pracowała … ugotowała obiad i zrobiła pranie … niech sobie odpoczywa … Poczekaj, - zwraca się do Wiki. – założę tylko czapkę i już …&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;- A po co ci czapka? – Wika wybucha szyderczym śmiechem. – Jesteś niemowlakiem?&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;- Mama mówi … - Kiki czerwienieje ze wstydu na twarzy. – że słońce może porazić …&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;- Nie bądź głupia! – Wika wydyma wargi. – Czy ja mam na głowie czapkę? Dalej, chodź już.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;Kiki wychodzi z domu na palcach.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;Niesie buty przerzucone przez ramię, nie chce robić hałasu.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;Nie czuje się pewnie. Wydaje się jej, że mama by nie pochwalała tej wyprawy. Jest tego prawie pewna. Czuje niemiły ucisk w brzuchu, w tym miejscu, w którym się zapina pasek. I na dodatek nie założyła czapki a słońce tak mocno praży.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;- No dalej, - Wika trąca Kiki. – uśmiech na twarz! I gnamy!&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;Kiki podbiega kilka kroków. Bolesny ucisk w brzuchu z każdym krokiem narasta. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;- Mogłabym wrócić … - myśli Kiki.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;- Hej, uważaj, mała! – cwałująca antylopa gnu niemal ociera się o bok żyrafki.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;- Kiki! – Wika śmieje się donośnie. Stoi już po drugiej stronie szosy. – Gdzie ty masz oczy? To przecież trakt migracji antylop, trzeba uważać!&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;Kiki drży. Teraz jest już zupełnie pewna, że złamała zakaz mamy. Czuje gorzki smak w gardle. Mama będzie na nią zła.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;- Biegnij! – Wika macha do niej z przeciwnej strony traktu.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;Kiki zamyka oczy.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;- Trudno. – myśli. – Nie jestem już w końcu taka mała!&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;Z zamkniętymi oczami, na oślep przebiega przez trakt. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;I już jest tuż obok Wiki! Udało się! Przyjaciółka poklepuje ją w ramię.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;- A teraz na huśtawki! – woła ze swadą. – Gnamy, Kiki, gnamy!&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;Nowy żyrafi plac zabaw, wzniesiony dzięki staraniom Mandryla Rudolfa, wygląda naprawdę okazale. Kolorowa piaskownica jest pełna żółtego piasku. Na lewo od piaskownicy idzie się na zjeżdżalnię a na wprost … Na wprost postawiono huśtawki! Ślicznie, w trzech różnych rozmiarach – te najmniejsze dla żyrafich bobasów, te średnie – dla żyrafich dzieciaków i te największe - dla starszaków o wzroście powyżej trzech metrów. Duże tablice ostrzegają: z największych huśtawek mogą korzystać wyłącznie żyrafy o wzroście powyżej trzech metrów. Największe huśtawki są niebezpieczne dla małych!&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;- Dalej, Kiki, na te! – Wika dziarskim ruchem głowy wskazuje Kiki największe huśtawki. – Ale będzie radość!&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;Kiki powoli literuje ostrzeżenie wypisane na jednej z wielkich tablic.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;- Wika! – mówi. – Ale my ledwo przekroczyłyśmy dwa metry trzydzieści wzrostu!&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;Kilka dni wcześniej Pielęgniarka Okapi zmierzyła wszystkie żyrafy w czasie okresowego badania.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;- Eee … - Wika już się wspina na siedzisko największej huśtawki. –&lt;span style="mso-spacerun: yes;"&gt;&amp;nbsp; &lt;/span&gt;a co się może stać?&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;- No właśnie, - myśli Kiki. – co się może stać na huśtawce?&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;Huśtawka jest przecież do zabawy.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;Kiki czuje, że ogarnia ją radość. Już nie żałuje, że złamała zakaz mamy. Jest szczęśliwa! Jaki piękny jest ten plac!&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;Iii raz!&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;Iii dwa!&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;Przyjaciółki na wyścigi próbują jak najwyżej rozbujać huśtawki.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;Iii raz!&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;Ciepły, pachnący sawanną wiatr omiata im twarze.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;Niebo jest niebieskie-niebieskie. Kiki myśli, że jeszcze nigdy nie było aż takie.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;Iii raz!&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;Iii dwa!&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;Kiki jest teraz najszczęśliwszą żyrafką świata.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;Wika miała rację!&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;Iii raz!&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;Długi warkocz Kiki przecina powietrze, jak bat.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;Iii dwa!&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;Ach!&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;Warkocz Kiki wplątał się w łożysko huśtawki!&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;Kiki próbuje go szarpnąć …&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;Zamyka oczy.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;Czuje, że spada.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;Boi się.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;W panice macha nogami …&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;Boi się. Boi się. Boi się.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;- Mamo! – krzyczy Kiki. – MAAA-MOOO!!!&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;Głuche plaśnięcie wyrywa Wiki z miarowego „iii raz, iii dwa” na sąsiedniej huśtawce.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;Kiki spadła i leży na trawie.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;Wika widzi cienką strużkę krwi sączącą się z ust koleżanki. Zeskakuje z huśtawki.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;- Hej, mała! – trąca Kiki. – Nie wygłupiaj się, wstawaj!&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;Ale Kiki nie wstaje.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;- Dalej! Dalej! - ponagla ją Wika. - Dalej! &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;Bezskutecznie. Kiki leży bez ruchu na trawie z zamkniętymi oczami.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;- AAA! – krzyczy Wika. – A-A-A! – ze strachu i z przerażenia uginają się pod nią nogi i chce się jej płakać. - AAA! Kiki, nie rób sobie żartów! Natychmiast zbierz się i wstawaj!&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;Ale Kiki nie wstaje.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;Leży bez ruchu.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;Wika rozgląda się po placu zabaw. Są tu same. Jeszcze raz trąca Wiki a że ta nadal nie odpowiada, rzuca się biegiem do wyjścia.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;Biegnie, biegnie, biegnie i nie ogląda się za siebie. Głośno płacze.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;W tym samym czasie mama Kiki wróciła z pracy do domu w akacji.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;- Kiki! – woła od drzwi. – Jestem! Dziś wróciłam wcześniej, pójdziemy razem na nowy plac zabaw!&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;Odpowiada jej tylko donośne chrapanie żyrafiej babci.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;- Kiki! – mama nawołuje przez otwarte drzwi na taras. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;Cisza.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;Mama Kiki wychodzi przed dom. Ścieżką wzdłuż płotu kłusuje Wika. Mama macha do niej i daje znaki, żeby Wika się zatrzymała.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;- Widziałaś może Kiki? – pyta.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;- Skąd – pospiesznie odpowiada Wika nie patrząc mamie przyjaciółki w twarz. – Nie, nie, na pewno nie widziałam – zapewnia żarliwie. - Do widzenia pani!&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;- Jaka uprzejma żyrafia panna. – myśli mama Kiki. – Kiki, Kiki! – pokrzykuje, chodząc wzdłuż ogrodzenia domu. – Córeczko, gdzie się schowałaś?&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;W tym samym czasie na żyrafi plac zabaw wpada Q, hipopotam, zaniepokojony dzikim wrzaskiem, panicznym krzykiem Wiki, który dotarł do niego, kiedy pluskał się nieopodal w hipopotamim stawie. Rozgląda się. Widzi w trawie jakieś kolorowe szmatki. Podchodzi bliżej. To Kiki!&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;Q myśli szybko, błyskawicznie kojarzy. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;- Felku! – woła do słonia, który się właśnie wspina na drabinki za płotem, na słoniowym placu zabaw. – Chodź tu i popilnuj tej małej. Ja pobiegnę po pomoc do szpitala, do Doktora Geparda.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;Felek przysiada przy Kiki.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;- Oj, mamo, mamo. – biada. – A co się tu stało? …&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;- Nie płacz. Pilnuj! – instruuje go Q. – W razie czego pomagaj. I nie ruszajcie się stąd. Zaraz wracam.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;Pomoc zjawia się po kwadransie. Doktor Gepard osobiście kieruje ambulansem.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;- Zastrzyki, zastrzyki … - mruczy pod nosem lekarz, parkując pojazd przy żyrafich huśtawkach. – uwielbiam zastrzyki … kroplówki i badanie tomografem … &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;A później zwraca się do Q:&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;- Świetnie się, bracie, spisałeś.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;Hipopotam Q czerwienieje z zażenowania.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;- Normalna sprawa. – bąka.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;A Doktor Gepard już klęka przy omdlałej żyrafce. Bada puls. Unosi powiekę pacjentki. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;- Panowie, – zwraca się do dwóch pielęgniarzy-jaguarów. – trzeba ją natychmiast przewieźć do szpitala.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;Pielęgniarze delikatnie umieszczają bezwładne ciało Kiki na noszach, te wsuwają na szyny wewnątrz ambulansu. Doktor Gepard okrywa Kiki kocem.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;- Chłopcy, - patrzy poważnym wzrokiem na hipopotama Q i na słonia Felka. – biegnijcie do żyrafiej mamy. Przekażcie jej, że znajdzie Kiki w szpitalu.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;- Jasne! – chórem odpowiadają Felek i Q. – Zaraz!&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;&lt;span style="color: black;"&gt;- Tylko uważajcie – woła za nimi Doktor Gepard. – przechodząc przez trakt migracji!&lt;span style="mso-spacerun: yes;"&gt;&amp;nbsp; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;Godzinę później żyrafia mama nerwowo zagryza kostki palców. Chodzi w jedną i w drugą stronę szpitalnym korytarzem. Unosi i opuszcza głowę. Nasłuchuje. Krok w krok za nią podążają Felek i Q. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;Kiki jest operowana.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;Punktualnie o siedemnastej Doktor Gepard staje w drzwiach szpitalnej poczekalni.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;- Proszę się już nie denerwować. – zwraca się do żyrafiej mamy. – Nie ma żadnego niebezpieczeństwa. Co prawda wszystkie nogi były połamane, ale kręgosłup jest cały.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;Mama Kiki oddycha z ulgą. Felek i Q radośnie skaczą.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;- Możemy z nią porozmawiać? – pytają.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;- Jasne. – opowiada Doktor Gepard. – Ale krótko, bo Kiki jest osłabiona operacją.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;- Doktorze, jakie rokowania? – pyta żyrafia mama, kiedy szybkim krokiem idą w czwórkę w kierunku sali pooperacyjnej. – Kiedy Kiki wyjdzie ze szpitala?&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;- Za jakiś tydzień, najpóźniej za dziesięć dni. – odpowiada Doktor Gepard. – Ale czeka ją jeszcze sześć tygodni w gipsie. No i półroczna rehabilitacja.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;- Sześć tygodni w gipsie? – słabym głosem pyta Kiki.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;Próbuje unieść się na posłaniu, ale z czterema nogami w gipsie nie jest to takie łatwe.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;- Tak, moja mała. – Doktor Gepard surowym wzrokiem patrzy na żyrafkę. – A i tak miałaś sporo szczęścia. No i musisz podziękować tym dzielnym chłopakom. To oni cię uratowali.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;Felek i Q skromnie spuszczają wzrok.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;- Eee, normalna sprawa. – bąkają.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;- Ja wam dziękuję. – mama Kiki nachyla się nad słoniem i hipopotamem. – Dziękuję wam z całego serca! Zachowaliście się, jak bohaterowie. Dziękuję bardzo!&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;- …A ja przepraszam … - cicho bąka Kiki. - … Wszystko ci, mamo, później wytłumaczę … Przepraszam cię … naprawdę …&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;- Już dobrze. – mama Kiki przysiada na brzegu szpitalnego łóżka. – Później porozmawiamy.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;- Przepraszam … przepraszam, mamo … - szepce Kiki. – Wszystko przez to, że cię nie posłuchałam …&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;- Zastrzyki, zastrzyki … - mruczy pod nosem Doktor Gepard. - uwielbiam zastrzyki, kroplówki i badanie tomografem …&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;Hipopotam Q i słoń Felek cichcem wymykają się ze szpitala. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8794707516820465746-8049879922086085963?l=zimnoblog.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zimnoblog.blogspot.com/feeds/8049879922086085963/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zimnoblog.blogspot.com/2011/09/wyprawa-na-plac-zabaw.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8794707516820465746/posts/default/8049879922086085963'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8794707516820465746/posts/default/8049879922086085963'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zimnoblog.blogspot.com/2011/09/wyprawa-na-plac-zabaw.html' title='Wyprawa na plac zabaw.'/><author><name>zimno</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17933978515201703149</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='30' src='http://3.bp.blogspot.com/-XHHowLmKxLY/Tu8jcCHNd-I/AAAAAAAAAc0/ZltwKm6GrXA/s220/z_19%2B12%2B11_%2Bml.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8794707516820465746.post-8991574930809045114</id><published>2011-09-10T09:49:00.000+02:00</published><updated>2011-10-21T19:28:43.865+02:00</updated><title type='text'>Chcę być taki, jak Cętek!</title><content type='html'>&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;To się działo w zerówce.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;Jan nie czuł się w niej dobrze. Kilka tygodni przed rozpoczęciem roku szkolnego przeprowadził się do Lwiej Pieczary z odległej sawanny, bo jego tata, Lew Ludwik Dwudziesty musiał przejąć na naszej sawannie obowiązki króla. Wuj taty Jana, leciwy władca sawanny Lew Rudobrody zaginął w niewyjaśnionych okolicznościach. Ostatni raz widziano króla pewnego majowego wieczoru nad Potokiem Zebr. Nazajutrz rano monarcha nie pojawił się w pracy w sali tronowej i kolejnego dnia również nie. Nie znaleziono żadnych śladów. Król nie zostawił listu, esemesa, maila, nagrania, żadnej wiadomości. Nikt nie pamiętał też, żeby zwierzał się wcześniej z jakichkolwiek problemów. Zaniepokojona Rada Zwierząt wezwała tatę Jana, jedynego krewnego Lwa Rudobrodego do tymczasowego pełnienia funkcji króla.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;- Nie wątpię, - rzekł zafrasowany tata, podpierając łapą drżącą, strapioną brodę. – że sytuacja wyjaśni się wkrótce i że niebawem wrócimy do naszego domu. Tymczasem wzywają nas obowiązki. Jedziemy!&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;Rodzice Jana zapakowali dotychczasowe życie w kufry i w walizy i ruszyli przed siebie.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt; text-align: center;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;***&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;Lwia pieczara, w której zamieszkał Jan z rodzicami była co prawda wygodna i obszerna, ale obca.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;Naszą sawannę rozświetlało co dzień jasne, wesołe słońce, ale starą sawannę Jan wspominał jako najpiękniejszy zakątek na całej ziemi.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;Nowi znajomi Janka, dzieci z sąsiedztwa wydały mu się hałaśliwe a ich zabawy infantylne i głupie.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;Złośliwe surykatki kopały tunele tuż pod progiem jego pokoju.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;Owoce rosnących wokół pieczary palm były cierpkie i niedojrzałe a woda w pobliskim jeziorze za zimna albo za ciepła do kąpieli.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;Koszmarne miejsce do życia. I do tego ta szkoła!&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;Dlatego też Jan odetchnął z ulgą, kiedy tylko się dowiedział, że jego kuzyn, leopard Cętek też wybiera się do zerówki. Na tę samą wiadomość mama Jana zadrżała z niepokoju, bo Cętek nie był najgrzeczniejszym ze znanych jej chłopców. Przeciwnie, w rodzinie często mówiło się o dokuczliwych psotach małego leoparda i o jego męczących figlach.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;Zaczęło się już pierwszego dnia szkoły.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;Pani Antylopa Gnu rozdała zerakom kredki i białe arkusze i poprosiła:&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;- Narysujcie swój portret.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;Dzieci zabrały się do roboty – szkicowały, kreśliły, mazały, wymieniały między sobą kolory, wszyscy z werwą zajęli się zadaniem, tylko Cętek siedział bez ruchu. Kiedy po kilku minutach Pani Antylopa Gnu nachyliła się nad leopardziakiem i spytała:&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;- Dlaczego nie rysujesz?&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;Ten gwałtownie poderwał się z miejsca.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;- Trole-fasole-bum! – krzyknął prosto w ucho nauczycielki, odbił się przednimi łapami od blatu stołu i wskoczył na parapet pod oknem. - Trole-fasole-bum! – zakrzyknął ponownie i zagrał na nosie. – Nie rysuję, bo nie muszę!&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;Klasa zamarła.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;Piętnaście par przerażonych oczu obserwowało każdy ruch Cętka. Pani Antylopa Gnu przetarła kopytkiem czoło, głęboko westchnęła a później, ku zaskoczeniu klasy po prostu usiadła za swoim biurkiem.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;- Cętku, - rzekła spokojnym, cichym głosem. – proszę, żebyś zszedł z parapetu i zajął miejsce przy stole.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;- Trole-fasole! – wrzasnął Cętek i wykręcił dwa albo trzy fikołki pod oknem.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;Jakiś głos z końca sali zachichotał.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;- Proszę, - ciągnęła Pani Antylopa. – Cętku, usiądź na swoim krześle. Ostatni raz cię proszę.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;- Trole-fasole-bum-bum-bum! – huknął rozbawiony Cętek. - Wcale nie muszę słuchać!&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;Chichotaniu w końcu sali zawtórował wesoły sopranik ze środkowych rzędów.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;Pani Antylopa Gnu wstała i szybkim krokiem podeszła do drzwi.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;- Zachowajcie spokój. – pouczyła wychodząc. – Zostawiam was na pięć minut.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;Po kilku chwilach wróciła w towarzystwie Dyrektorki Szkoły, Pani Słoniowej.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;-Cętku, zapraszam do mojego gabinetu. – twarz Pani Dyrektor była poważna i surowa. – Teraz ciebie, jutro rano twoich rodziców. Rozmawiałam telefonicznie z twoją mamą. Nie była zachwycona tym, o czym musiałam jej powiedzieć.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;Cętek jednym susem zeskoczył z parapetu i powlókł się w kierunku wskazanym przez Panią Dyrektor.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt; text-align: center;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;***&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;- Super, fantastyczny ten słoniowy pokoik. – na kolejnej przerwie Cętek brylował wśród uczniów zerówki. Był pierwszym zerakiem ukaranym osobiście przez Panią Dyrektor. A ściślej – był pierwszym zerakiem ukaranym w ogóle. – Miękki fotelik, chłodny soczek. – ekscytował się Cętek. - Całą lekcję układałem puzzle, kiedy wy się męczyliście z tym głupim rysunkiem. Współczucie.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;- Puzzle? – gwizdnął zaskoczony Q, hipopotam.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;- I to jakie! – Cętek przewrócił oczami i dla lepszego efektu schwycił się za głowę. – Z kości! Dwieście elementów! Parszywie trudne!&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;- Ułożyłeś? – drążył Q.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;- Jednym palcem i patrząc jednym okiem. – prychnął Cętek.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;- Jesteś taki zdolny ... – westchnęła żyrafka Kiki. – Ja z dwustu jeszcze nie umiem …&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;- Zazdroszczę … - szepnął Jan i nagle, gwałtownie zapragnął być taki jak kuzyn: popularny wśród wszystkich uczniów, budzący podziw, wspaniały, silny, utalentowany. Poza tym - też chciał ułożyć puzzle z kości, siedząc na miękkim fotelu u Pani Słoniowej. I napić się soku z agawy. Myślał o tym przez całe popołudnie, dumał nad tym wieczorem w domu. Rano postanowił, że zrobi wszystko, żeby dorównać Cętkowi. Szybko połknął śniadanie, kiwnięciem łapy pożegnał się z mamą i pobiegł do szkoły.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;- Dzisiaj zaczniemy od lekcji rachunków. – Pani Antylopa Gnu stanęła wyprostowana przed białą płaszczyzną tablicy. – Janku, ile to jest: jeden strąk akacjowy dodać dwa strąki?&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;- Trole-fasole-bum! – zaśmiał się Jan. – Nie dodaję, bo nie muszę!&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;Cętek zachichotał nerwowo.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;- Janku! – upomniała lewka Pani Antylopa.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;- Trole-fasole! – powtórzył Jan i wybił się zgrabnym susem ze swojego miejsca, wylądował na parapecie i już miał się brać do gry na nosie, kiedy – aaaa, a co to? – okno okazało się być uchylone i rozbawiony lewek wyturlał się przez nie na zewnątrz.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;Spadł wprost między twarde pędy sukulentów pielęgnowanych przez szkolnego woźnego, Pana Bawoła.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;- A co ty tu?! – groźnie burknął Pan Bawół, który się właśnie zabierał do podlewania rabatki z ogrodowego węża. – Wandalu! Już ja cię nauczę!&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;Deszcz zimnych kropli spadł na obolałe, potłuczone plecy Jana. Lewek, kulejąc i ścierając z twarzy strużki wody pognał do klasy. Kiedy stanął w drzwiach, zeraki wybuchnęły śmiechem. Jan wyglądał żałośnie, zielone pędy roślin tkwiły mu w nosie i w uszach, wzdłuż skroni płynęły strugi brudnej wody. Najgłośniej chichotał Cętek.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;- Jeszcze wam wszystkim natłukę! – mruknął pod nosem Jan i zajął swoje miejsce.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;***&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;Hipopotam Q siedział w czasie przerwy pod ścianą i przesypywał w dłoniach garść kolorowych kamyków. Promienie słońca załamywały się w tych przezroczystych i rzucały na podłogę barwne cienie.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;- Tam-duri-duri-tammm. – cicho podśpiewywał Q. - Tam-duri-duri-tiii!&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;- Wpadłeś w szpony śmierci! – wrzasnął Jan wyrastając znikąd tuż przed nosem Q. – Broń się!&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;Zaskoczony Q upuścił wszystkie kamyki. Błyskotki potoczyły się na prawo i lewo. Sparaliżowany gwałtownym atakiem Q był łatwym celem. Bach! Bach! Bum! Jan kilkoma ciosami powalił kolegę na ziemię. Q rozpłakał się donośnie.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;- Beksa! – zaśmiał się Jan. – Widziałeś to? – zapytał z dumą Cętka.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;Leopardziak protekcjonalnie klepnął kuzyna w plecy.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;- Dobre! – cmoknął, uśmiechając się fałszywie.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;Co ładniejsze kamyki z kolekcji Q napastnicy wsunęli sobie do kieszeni.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;Kilka kroków dalej, w pobliżu drzwi do sali zajmowanej przez klasę zero stał Michał, marabut i przeglądał obrazki w komiksie o życiu na Antarktydzie.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;- Wpadłeś w szpony śmierci! – huknął Jan, wyrywając mu książkę z ręki. – Broń się, niezdaro!&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;Zdumiony Michał kłapnął dziobem. Bach! Bach! Bum! Jan chichocząc rozrywał kolorowe stronnice komiksu.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;- Proooszę pani! – załkał zrozpaczony Michał. – On mi niszczy!!!&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;- Brawo! Świetnie! – ucieszył się Cętek.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;Jan poczuł, że się zbliża do celu, że już niewiele go dzieli od tego, żeby być takim, jak młody leopard.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;- Niezły jestem! – uderzył się wnętrzem dłoni w piersi. – Nieźle zły!&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;Tryskało z niego zadowolenie.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;Tuż po dzwonku na lekcję Panna Fleming zaprosiła zerówkę na naukę Tańca Pory Deszczowej. Uczniowie mieli stanąć rzędem pod ścianą z luster, wyprostować się i …&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;- I raz! I dwa! I flex! I pointe! … - Panna Fleming uniosła ramię nad głowę a stopą wyrysowała w powietrzu ósemkę. – I flex! Iii …&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;- Trole-fasole! – wrzasnął Cętek i rzucił się na podłogę.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;- Trole-fasole-bum! – zawtórował mu Jan i upadł na ziemię tuż za plecami Panny Fleming.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;- Chłopcy, proszę powstać i ćwiczyć! – surowo zganiła ich Panna Fleming. – I raz! I dwa! – powtórzyła w stronę tańczących zerówkowiczów. – Teraz pracują tylko pięty!&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;- TROLE-FASOLE! – ryknął z podłogi dwugłosy chór: lew Jan i leopard Cętek i wystukał ośmioma łapami hałaśliwy rytm. - TROLE-FASOLE-BUM-BUM-BUM!&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;I wtedy w drzwiach klasy tańca stanęła Pani Dyrektor.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;Nie minęła minuta i Jan, w chichoczącym towarzystwie Cętka, znalazł się wreszcie w upragnionym miejscu – w gabinecie Pani Słoniowej. Rozejrzał się szybko w poszukiwaniu wygodnego stanowiska do układania kościanych puzzli. Nie było go! Nie było go nigdzie, choć patrzył na wprost i w prawo i w lewo. Nie ma! Nie znalazł również karafki ze słodkim sokiem z agawy. Jakież było jego zdziwienie, kiedy zdał sobie sprawę, że obszerny, ciemny gabinet Pani Dyrektor wypełniają wyłącznie wielkie szafy biblioteczne pełne książek dla uczniów i dla nauczycieli.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;- Chłopcy, - rzekła gniewnie Pani Dyrektor, rzucając uczniom poirytowane spojrzenia. – proszę odkurzyć i uporządkować księgozbiór. Macie na to godzinę. Układacie książki, wcześniej je odkurzywszy, od najmniejszej do największej a wśród równych wysokością od najgrubszej do najcieńszej. Mam nadzieję, że będzie to dla was okazja do głębszych przemyśleń.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;- Też wtedy układałeś? – Jan zwrócił się półgłosem do Cętka.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;- Mhm. – mruknął Cętek. – Tamtą biblioteczkę.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;Oszklona szafa zajmowała połowę szerokości ściany z oknem.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;- Okłamałeś mnie! – jęknął Jan.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;- Chłopcy, proszę o ciszę! – Pani Dyrektor podniosła głos. – Zabierajcie się do pracy, bo czasu macie niewiele!&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;- To przecież prawie jak puzzle … - usiłował tłumaczyć się Cętek.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;- Nie! – warknął Jan i zabrał się do przecierania książkowych grzbietów suchą ściereczką. – to wcale nie jest jak puzzle!&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;- Okłamał mnie! Okłamał mnie! Okłamał mnie! – myślał.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;***&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;Mama Jana zdenerwowała się nie na żarty, kiedy po południu odbyła rozmowę z Panią Dyrektor. Skok na parapet w czasie pierwszej lekcji, zniszczone, połamane rośliny w ogródku Pana Bawoła, paskudny incydent na lekcji tańca u Panny Fleming, czy mogła usłyszeć gorsze wieści? Smutna powlokła się za Janem do szatni, żeby pomóc mu zmienić buty i spakować tornister.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;- To on! To on, babciu! – krzyknął Marabut Michał, balansując na wąskiej ławce w szatni. – To on mi podarł książeczkę!!!&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;Stara Marabucica Helena łypnęła z przyganą na mamę Jana.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;- Wstydziłaby się pani! – rzekła.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;- Przepraszam … - jęknęła mama Jana. – syn odkupi książkę z własnego kieszonkowego ...&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;Jan poczuł, że ogarnia go dziwne ciepło. Mama pchnęła go do wyjścia.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;- To ten! To ten! To ten! – Jan usłyszał donośny szept za swoimi plecami. – To ten, tato, najgorszy chłopak w szkole! Tato! Dziś mnie zbił i jeszcze ukradł mi szkiełka! To ten, tatuńciu! TO TEN!&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;Powleczona stwardniałą skórą hipopotamia noga ciężko opadła na ramię mamy Jana.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;- Pani poczeka. – wolno wycedził tata Q. – Mamy tu chyba coś do załatwienia.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;Potężny hipopotam nachylił się i zwrócił wprost do lewka:&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;- To prawda? – spytał. – To, o czym mówi mój syn?&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;Jan zadrżał. Spoconą z emocji łapkę w panice zanurzył w kieszeni.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;- Tu są … - wydukał. - … tamte kamyki …&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;Barwne kryształy mieniły się na dłoni Jana. Q zebrał je łapczywie.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;- Kamyki to nie wszystko. – huknął tata Q. – Ważniejsze są przeprosiny.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;- … Przepraszam … - szepnął Jan. – Już nie będę ...&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;Mama Jana, purpurowa z zażenowania i wstydu pociągnęła syna w stronę drzwi na zewnątrz.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;- Ilu ich jeszcze dzisiaj skrzywdziłeś? – spytała zbolałym głosem. – Ilu jeszcze?&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;- Nikogo więcej. – ponuro mruknął Jan. – Słowo. To już naprawdę wszyscy.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;Doszli do domu w milczeniu.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;Jan poczłapał do swojego pokoju. Mama usiadła w dużym fotelu. Kiedy po kilku kwadransach Jan wszedł do kuchni w poszukiwaniu czegoś do jedzenia mama nadal siedziała bez ruchu. Połyskliwe strumyki łez ciekły wzdłuż jej nosa, spływały ku kącikom ust, kapały na koronkowy kołnierzyk. Mama smutno patrzyła w przestrzeń.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;- Wszystko dobrze, mamo? – zapytał Jan.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;- Nie. – głucho jęknęła mama. – Nic nie jest dobrze. Tak bardzo mi przykro ... To moja wina …&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;- Przepraszam, mamo! – Jan w spontanicznym geście objął mamę. – To nie tak! To ja! Bo chciałem być, jak Cętek! Chciałem, żeby mnie lubili! Ale nikt mnie nie lubi! A Cętek skłamał! Przepraszam, mamusiu! To nie twoja wina!&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;Mama głośno wytarła nos w chusteczkę.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;- Więc rozumiesz, że to, co robiłeś krzywdziło wszystkich? Panią Antylopę Gnu, Pannę Fleming, Panią Dyrektor, nie wspominając już o twoich kolegach … - mama wzięła głębszy wdech. - … o tacie … i o mnie …&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;Jan w odpowiedzi smętnie kiwnął głową.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;- To już się nie powtórzy! – zapewnił. – Nigdy! Nigdy! Nigdy!&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8794707516820465746-8991574930809045114?l=zimnoblog.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zimnoblog.blogspot.com/feeds/8991574930809045114/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zimnoblog.blogspot.com/2011/09/chce-byc-taki-jak-cetek.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8794707516820465746/posts/default/8991574930809045114'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8794707516820465746/posts/default/8991574930809045114'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zimnoblog.blogspot.com/2011/09/chce-byc-taki-jak-cetek.html' title='Chcę być taki, jak Cętek!'/><author><name>zimno</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17933978515201703149</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='30' src='http://3.bp.blogspot.com/-XHHowLmKxLY/Tu8jcCHNd-I/AAAAAAAAAc0/ZltwKm6GrXA/s220/z_19%2B12%2B11_%2Bml.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8794707516820465746.post-5117820142431891078</id><published>2011-09-04T22:28:00.000+02:00</published><updated>2011-10-21T19:13:45.079+02:00</updated><title type='text'>Siostra Jana.</title><content type='html'>&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt; mso-margin-top-alt: auto; mso-outline-level: 2; text-align: center;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;&lt;strong&gt;I.&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt; mso-margin-top-alt: auto; mso-outline-level: 2; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt; mso-margin-top-alt: auto;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;Tego wrześniowego ranka Janowi nie chciało się wstawać. Leżał bez ruchu i bez słowa obserwował taniec promieni wschodzącego słońca na ścianie.&lt;br /&gt;Wspaniały!&lt;br /&gt;Jan wyobrażał sobie, że to bitwy i batalie, napierające na siebie armie, stada goniących i uciekających zwierząt, zwycięzcy i przegrani. Jan dowodził tryumfatorami, bił się dzielnie i zagrzewał swoich towarzyszy do walki.&lt;br /&gt;- Do przodu! – nawoływał Jan, na czele pułku cieni na ścianie. – Odwagi!&lt;br /&gt;- Jan! – zawołała mama. – Janku, wstawaj! Śniadanie!&lt;br /&gt;- Już idę … – cicho odpowiedział Jan.&lt;br /&gt;- Śniadanie! – powtórzyła mama. – I niespodzianka!&lt;br /&gt;Puzzle! – pomyślał Jan. Zestaw kościanych puzzli, zwierzęta Australii! Prezent, o którym marzył! Od wielu tygodni codziennie, a nawet kilka razy dziennie prosił mamę o zakup wielkiego, kolorowego pudła. Stało na środkowej półce regału w sklepie z zabawkami.&lt;br /&gt;- Poczekajmy na jakąś okazję, – odpowiadała wtedy mama. – na urodziny albo na Gwiazdkę. To drogi prezent.&lt;br /&gt;Jan, nadąsany, wydymał wargi.&lt;br /&gt;- Ale ja chcę! Dzisiaj!&lt;br /&gt;- Janku, - cierpliwie tłumaczyła mama. – to drogi prezent. Poczekaj na ważną okazję.&lt;br /&gt;Nos Jana zaczynał drżeć. Później policzki. Jan wybuchał gwałtownym płaczem.&lt;br /&gt;- Ale ja chcę! Teraz! Puzzle!&lt;br /&gt;Mama wyprowadzała rozpaczającego Jana ze sklepu z zabawkami.&lt;br /&gt;A dzisiaj się udało! Są tu! Nowe, piękne puzzle, zupełnie bez okazji. Jan radośnie wbiegł do kuchni.&lt;br /&gt;- Dzień dobry, Janku. – uśmiechnęła się mama. – Jak spałeś?&lt;br /&gt;- Gdzie są? – pospiesznie zapytał Jan.&lt;br /&gt;- Kto? – mama czułym gestem odsunęła pasma włosów zasłaniające oczy Jana.&lt;br /&gt;- Zwierzęta Australii!&lt;br /&gt;- Kto? – powtórzyła zaskoczona mama i oparła się o blat szafki.&lt;br /&gt;- No puzzle! Ze sklepu! Duże pudło! – pospiesznie tłumaczył Jan. – Ta niespodzianka!&lt;br /&gt;- Kochanie, - roześmiała się mama. – to zupełnie inna sprawa.&lt;br /&gt;Do kuchni wszedł tato, wielki płowy lew. Grzywa taty połyskiwała złotorudo, tata pachniał słońcem, świtem i sawanną.&lt;br /&gt;- Zjadłeś śniadanie? Gotów na wyprawę? Wiesz już o niespodziance?&lt;br /&gt;- Nie, tato. – burknął Jan i zabrał się do porannej porcji płatków.&lt;br /&gt;Kiedy zjadł, tata uchwycił go wpół i posadził sobie na kolanach.&lt;br /&gt;- Chcieliśmy ci z mamą powiedzieć o pewnej ważnej sprawie …&lt;br /&gt;Mama serdecznie ujęła przednią łapę Jana.&lt;br /&gt;- Nasza rodzina już niedługo się powiększy. – rzekła. – Byliśmy wczoraj w szpitalu u Pana Geparda. Wkrótce będziesz miał siostrę.&lt;br /&gt;Jan poczuł, że ciemnieje mu przed oczami.&lt;br /&gt;- Jak to? – wyszeptał.&lt;br /&gt;- Doktor Gepard potwierdził to, co przypuszczaliśmy. Niedługo w naszej rodzinie przyjdzie na świat mała lwinka. Twoja siostra. Niespodzianka.&lt;br /&gt;Mama uśmiechnęła się promiennie.&lt;br /&gt;- Ooo nieee! – jęknął Jan i zrezygnowany zsunął się z kolan taty.&lt;br /&gt;Ranek był już o wiele mniej ładny, jakby słońce nagle zaszło za gęstą chmurę i jakby zamiast tańca słonecznych promyków na ścianie lunął w kuchni rzęsisty deszcz. Ciepłe kakao smakowało kwaśno. Zrezygnowany Jan z niechęcią dokończył śniadanie i powlókł się za tatą nad strumień, obserwować stada guźców i zebr. Zwykle biegł na wyprawy z radością, cicho się skradał, rozważnie zaczajał za kępami trawy, tak jak uczył go tata a dzisiaj człapał ciężko, pociągał nosem i co chwila pytał:&lt;br /&gt;- Kiedy wracamy?&lt;br /&gt;- Ciii! – napominał go tata. – Nie hałasuj!&lt;br /&gt;Lewek ze złością rozgarnął źdźbła kłującej trawy.&lt;br /&gt;- Chcę puzzle a nie siostrę, tato! – krzyknął rozgniewany i skoczył wprost w płytką wodę.&lt;br /&gt;Spłoszone stado flamingów zatrzepotało w panice skrzydłami.&lt;br /&gt;- Wstydziłby się pan. – mruknęła stara marabucica Helena i oskarżycielsko kłapnęła spłowiałym dziobem w stronę taty Jana.&lt;br /&gt;- Przepraszam. – wielki lew potrząsnął grzywą. – Janku, wracamy!&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt; mso-margin-top-alt: auto;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt; mso-margin-top-alt: auto;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt; mso-margin-top-alt: auto; mso-outline-level: 2; text-align: center;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;&lt;strong&gt;II.&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt; mso-margin-top-alt: auto; mso-outline-level: 2; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt; mso-margin-top-alt: auto;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;W poniedziałek Jan poszedł do szkoły, smutny i małomówny, poszarzały na twarzy. Humoru nie poprawiły mu nawet lody z liści baobabu zjedzone w niedzielne popołudnie u babci. Zimne grudki deseru rozpływały się cierpko w ustach Jana, smutny zwierzak nie czuł słodyczy przysmaku. Dorośli głośno rozmawiali o diagnozie Doktora Geparda.&lt;br /&gt;- Mała lwinka! Już wkrótce! To wspaniałe! Gratulacje!&lt;br /&gt;Jan miał całkiem inne zdanie.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt; mso-margin-top-alt: auto;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt; mso-margin-top-alt: auto; mso-outline-level: 3; text-align: center;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;***&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt; mso-margin-top-alt: auto; mso-outline-level: 3; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt; mso-margin-top-alt: auto;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;- I jak tam, stary? – hipopotam Q dźgnął Jana w bok, kiedy ten ciężko opadł na siedzisko swojej ławki.&lt;br /&gt;- Porażka. – mruknął Jan. – Katastrofa, koniec świata. Źle! Źle! Źle!&lt;br /&gt;Jan mówiąc uderzał łapą w blat.&lt;br /&gt;- Co się stało? – Q spojrzał na Jana z przestrachem. – Surykatki jednak podkopały się pod waszą pieczarę?&lt;br /&gt;- No co ty! – blado uśmiechnął się Jan. – Nie ośmieliłby się. Będę miał siostrę.&lt;br /&gt;- Tyyy! – Q gwizdnął z podziwem. – Ale fajnie!&lt;br /&gt;- Dzień dobry, dzieci! – Pani Antylopa Gnu dziarskim krokiem weszła do klasy. – Zaczynamy od rachunków. Otwórzcie książkę na stronie …&lt;br /&gt;- Fajnie? – szepnął Jan. – Żartujesz, bracie.&lt;br /&gt;- Chłopcy! – upomniała ich Pani Antylopa G. – Już, już! Cisza! Proszę o uwagę!&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt; mso-margin-top-alt: auto;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt; mso-margin-top-alt: auto; mso-outline-level: 3; text-align: center;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;***&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt; mso-margin-top-alt: auto; mso-outline-level: 3; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt; mso-margin-top-alt: auto;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;- Jan będzie miał siostrę! – donośnie krzyknął Q, kiedy pierwsza klasa po lekcji rachunków wybiegła na przerwę pod rozłożystą akację.&lt;br /&gt;- Uuu … - jęknęły trzy małe mandryle, podobne do siebie jak kropla do kropli trojaczki. – Współczucie, chłopie! Fatalnie, fatalnie.&lt;br /&gt;Któż lepiej niż oni wiedział, jak to jest dzielić się uwagą i mamy, i taty? I jak się spędza dzień po dniu w towarzystwie braci? Jan solidarnie uścisnął trzy mandryle łapy ale chyba nie zauważył, że rodzeństwo wymieniło między sobą porozumiewawcze uśmiechy i ukradkowe kuksańce.&lt;br /&gt;- Siostrzyczkę? – pisnęła żyrafka Kiki. – Małą? Słodką? Kochaną? Różowy pokoik już macie? Pozytywkę, tiulik, falbanki? Atłasowe kokardy?&lt;br /&gt;- Ró-żo-wy? – wysapał Jan. – Po-ko-ik-fal-ban-ki? Jak to różowy? – zapytał ze zgrozą.&lt;br /&gt;- No a jaki? – prychnęła Kiki. – Chyba nie szary?&lt;br /&gt;Pan Woźny Bawół uderzył w gong na koniec przerwy.&lt;br /&gt;- Dzieci, – zawołał. – proszę wszystkich do klasy!&lt;br /&gt;Na lekcji Zasad Przetrwania Jan zamiast słuchać Pani Antylopy Gnu i skrupulatnie spisywać notatki powtarzał po nosem „różowy-pokoik-falbanka”. Po zajęciach co sił w łapach pognał do domu. Wyobraźnia podsuwała mu przerażające obrazy. Jego pokój w lwiej pieczarze spowity w różowy tiulik, jego puzzle z kości zgniecione i rzucone w kąt, obok girlanda z pastelowych kokardek, jego legowisko z miękkich liści nakryte koronkową kapą. Cenne albumy o zwierzętach świata zmięte i poszarpane. Brr!&lt;br /&gt;- Nie chcę jej tu! – warknął zamiast powitania.&lt;br /&gt;- Co mówiłeś, synku? – tata-lew leniwie uniósł łeb. – Jak w szkole? Idź, przywitaj się z mamą, odpoczywa w sypialni.&lt;br /&gt;Jan ze złością trzasnął drzwiami.&lt;br /&gt;Przy obiedzie markotnie dłubał w stojącej przed nim porcji. Odmówił deseru i unikając wzroku rodziców przemknął do swojego pokoju, gdzie zwinął się w pełen rozpaczy kłębek na posłaniu.&lt;br /&gt;Płakał.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt; mso-margin-top-alt: auto;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt; mso-margin-top-alt: auto; mso-outline-level: 3; text-align: center;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;***&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt; mso-margin-top-alt: auto; mso-outline-level: 3; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt; mso-margin-top-alt: auto;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;- Kochanie … - mama siedziała na brzegu łóżka i głaskała go po twarzy.&lt;br /&gt;Jan nie usłyszał, kiedy wchodziła, musiał chyba zasnąć. Teraz przecierał spłakane oczy.&lt;br /&gt;- Kochanie, - mama nachyliła się nad lewkiem i objęła go mocno. - zawsze cię będę kochała tak samo.&lt;br /&gt;- To nieprawda. – burknął Jan.&lt;br /&gt;- Ależ prawda. – zapewniła mama. – Posłuchaj, - głos mamy był słodki i miękki, jak aksamit. – Zawsze będziesz moim synkiem, nowe dziecko nie zabierze ci mnie, zobaczysz. Chociaż pewnie na początku będę miała dla ciebie trochę mniej czasu ... Ale po kilku tygodniach wszystko wróci do normy ...&lt;br /&gt;- A różowy tiul i kokardy? – zapytał, łkając, Jan. – W moim pokoju? I pozytywki? I paskudne szmaciane lalki?&lt;br /&gt;- Synku, - twarz mamy stężała. - boisz się, że lwinka zabierze ci pokój?&lt;br /&gt;Jan kiwnął głową. Cicho wydukał:&lt;br /&gt;- Tak.&lt;br /&gt;- Kochanie, więc nie widziałeś, że tata wykuwa nowe pomieszczenia w naszej lwiej skale? Nikt nie zamieszka w twoim pokoju, bez obawy.&lt;br /&gt;Jan przysiadł na łóżku. Z zaskoczeniem spojrzał na mamę.&lt;br /&gt;- A teraz już chodź na lody, – mama pociągnęła Jana za łapę. – są twoje ulubione, z liści baobabu!&lt;br /&gt;Jan zauważył, że brzuch mamy się zaokrąglił. Mama ostrożnie stawiała kroki.&lt;br /&gt;- Czy ona tam jest? – zapytał Jan, wskazując na wypukłość na brzuchu mamy.&lt;br /&gt;- Tak. – odpowiedziała mama.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt; mso-margin-top-alt: auto; mso-outline-level: 2;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt; mso-margin-top-alt: auto; mso-outline-level: 2;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt; mso-margin-top-alt: auto; mso-outline-level: 2; text-align: center;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;&lt;strong&gt;III.&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt; mso-margin-top-alt: auto;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt; mso-margin-top-alt: auto;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;- Twój brzuch! – jęknął Jan. – Mamo!&lt;br /&gt;Mama stała w progu lwiej pieczary.&lt;br /&gt;- Nie mam już go. – uśmiechnęła się szeroko. – A teraz daj się wyściskać, mój mały!&lt;br /&gt;Jan podbiegł do mamy i długo się łasił.&lt;br /&gt;- Kocham cię, mamo. – szepnął cicho. – Gdzie byłaś tak długo?&lt;br /&gt;- W szpitalu.&lt;br /&gt;Jan usłyszał cichy pisk dobiegający zza drzwi.&lt;br /&gt;- To ona? – zapytał.&lt;br /&gt;- Owszem. – potwierdziła mama.&lt;br /&gt;W kołysce z wydrążonego pnia pochlipywało małe złote kocię.&lt;br /&gt;- Janinka. - mama skinęła głową w kierunku piskliwego bagażu. – Poznaj swoją młodszą siostrę Janinkę, Janku.&lt;br /&gt;Jan, nie wypuszczając swojej łapy z łapy mamy ostrożnie pochylił się nad dzieckiem.&lt;br /&gt;- Fajna. – warknął. – trochę brzydka ale … fajna … nawet …&lt;br /&gt;Mama pogładziła Jana po jedwabistych pasmach wokół twarzy.&lt;br /&gt;- Mamy coś dla ciebie, - zza załomu skały wyszedł tata, niosąc pokaźne pudło owinięte w barwny papier. – prezent od siostry.&lt;br /&gt;- Co to? – zdziwił się Jan.&lt;br /&gt;- Sam zobacz – zaproponował tata. – Godny podarek dla starszego brata – tata roześmiał się tubalnie.&lt;br /&gt;Jan w pośpiechu rozerwał szeleszczące opakowanie.&lt;br /&gt;- Zwierzęta … - wydukał cicho. Z emocji zaschło mu w gardle. – Zwierzęta Australii … Puzzle z kości! Zwierzęta Australii!!!&lt;br /&gt;Lewek podskoczył radośnie.&lt;br /&gt;- Dziękuję, mamo! Tato! Dziękuję! To wspaniałe!&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt; mso-margin-top-alt: auto;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt; mso-margin-top-alt: auto;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt; mso-margin-top-alt: auto; mso-outline-level: 2; text-align: center;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;&lt;strong&gt;IV.&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt; mso-margin-top-alt: auto;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt; mso-margin-top-alt: auto;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;Janinka dużo płakała.&lt;br /&gt;Płakała nad ranem, bo - jak tłumaczyła mama – bolał ją brzuszek albo śniły się jej koszmary. Jan otrząsał się na swoim posłaniu i mocno naciągał poduszkę na uszy, bo przez zamknięte drzwi dochodził go głos mamy monotonnie śpiewającej Janince kołysankę.&lt;br /&gt;Płakała przy śniadaniu, bo było jej za zimno, albo za ciepło, albo za ciemno, albo za jasno. Kiedy Jan wracał ze szkoły płakała ze zmęczenia całym dniem, wieczorem łkała, bo nie chciała się kąpać w małej wannie. Życie wcale nie ułożyło się tak, jak obiecywała mama. Narodziny Janinki zmieniły wszystko na gorsze. Mama, ciągle zajęta pocieszaniem, usypianiem i kołysaniem córeczki prawie nie znajdywała czasu, żeby pobawić się z Janem. Tata przejął zakupy i przygotowywanie śniadań, obiadów i kolacji, ale że sam często snuł się po lwiej pieczarze niewyspany, więc na kanapkach brakowało masła a makaron bywał twardy i niedogotowany.&lt;br /&gt;W łazience piętrzył się stos niewypranych ubrań.&lt;br /&gt;Zmęczona, blada mama denerwowała się każdym drobiazgiem.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt; mso-margin-top-alt: auto;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;Któregoś deszczowego popołudnia Jan pobiegł na sawannę pobawić się z Q, hipopotamem. Kiedy przyjaciele już obrzucili się lepkim błotem i dokładnie w nim wytarzali, Jan przetarł łapą wilgotną twarz.&lt;br /&gt;- Nienawidzę jej! – jęknął.&lt;br /&gt;- Kogo? – Q wynurzył się ze szlamu.&lt;br /&gt;- Mojej siostry! Zabrała mi mamę! Nienawidzę jej! – twarz Jana ściągał brzydki grymas. – Głupia mała!&lt;br /&gt;- Eee, nie przesadzaj, stary. – Q z impetem szturchnął Jana w bark. – Mała urośnie i znowu będzie, jak dawniej.&lt;br /&gt;- Wcale nie. – burknął Jan. – Nic nie będzie, jak dawniej. Nie znoszę jej. – Jan tupnął ze złością, aż błoto rozbryznęło się szerokim wachlarzem. – Hej, dalej, do tamtej akacji i z powrotem? – szybko zmienił temat. – Biegiem, tyłem i na czas. Kto pierwszy?&lt;br /&gt;Q wyskoczył z błota, jak katapultowany.&lt;br /&gt;Chłopcy uwielbiali zawody a jeszcze bardziej – wygrywanie.&lt;br /&gt;Tym razem wygrał Jan.&lt;br /&gt;- WYGRAŁEM!!! – mały lewek wbiegł do pieczary w podskokach. – Tam-tara-tam-tam! Wygrałem!!!&lt;br /&gt;- A kto tu tak nabłocił? – głos mamy zabrzmiał ostro i nieprzyjaźnie. – Jan! – mama wbiła oskarżycielski palec w pierś Jana. – Natychmiast to zmyj! I wycieraj łapy, kiedy wracasz z sawanny!&lt;br /&gt;- A właśnie, że nie! – niegrzecznie odburknął jej Jan. – Nienawidzę cię! A tej małej jeszcze bardziej!&lt;br /&gt;Tupnął ubrudzoną łapą i z całej siły popchnął kołyskę, w której spała Janinka. Kołyska się zachwiała, przez chwilę posłanie kiwało się mocno lewa-prawa-lewa-prawa, wreszcie straciło równowagę i lwinka wypadła na twarde płyty posadzki. Powietrze przeszył ogłuszający krzyk dziecka i jęk przerażonej lwiej mamy. Jan wybiegł na zewnątrz. Biegł przed siebie, biegł, biegł, byle dalej od wszystkich młodszych sióstr świata, byle dalej od mam, które nas nie kochają.&lt;br /&gt;Płakał.&lt;br /&gt;Łzy mieszały się z błotem i deszczem.&lt;br /&gt;Był najnieszczęśliwszym lewkiem świata.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt; mso-margin-top-alt: auto;"&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;Trrrach!&lt;br /&gt;Coś chrupnęło, trzasnęło i przenikliwie zabolało. Dwie przednie łapy Jana tkwiły unieruchomione w pułapce z ostrych krzaków. Jan próbował szarpnąć, ale gwałtowny ruch wzmagał ból. Kolce wbiły się głęboko w skórę i nie puszczały.&lt;br /&gt;- Na pomoc! – wrzasnął. – Naaa-pooo-moooc!&lt;br /&gt;Odpowiedziała mu cisza wieczornej sawanny.&lt;br /&gt;- Na pomoc! – powtórzył skargę.&lt;br /&gt;Na próżno.&lt;br /&gt;Na pomoc! Na pomoc! Na pomoc! Nikt nie słyszał krzyków małego lwa, bo ta część trawiastego pustkowia była niezamieszkała.&lt;br /&gt;- Na pomoc! – nawoływał Jan.&lt;br /&gt;Wreszcie głodny, zachrypły, przerażony i obolały zasnął. Śniła mu się mama, miła jak dawniej, wspólne wyprawy z tatą, śniły mu się radosne zabawy z Q, śniło mu się, że wraca do domu i je z rodzicami lody z liści baobabu, siedzą w trójkę na płaskim kamieniu przed lwią pieczarą, mama łagodnie gładzi go po twarzy …&lt;br /&gt;- Mamo … - szepnął Jan i uniósł łapę, żeby uchwycić dłoń mamy.&lt;br /&gt;Trafił na … miękki, ciepły język. Język nie był ze snu, lizał Jana po twarzy. Jan otworzył oczy.&lt;br /&gt;- Janinka!&lt;br /&gt;Mała lwinka radośnie omiatała językiem twarz brata.&lt;br /&gt;- Skąd … ty … tu?&lt;br /&gt;Janinka pisnęła.&lt;br /&gt;- Janek zginąć! Janinka szukać! Znaleźć! Janinka iść tata!&lt;br /&gt;- Tak! – żarliwie zawtórował jej Jan. – Idź po tatę! Znasz drogę?&lt;br /&gt;- Janinka zna! – pisnęła lwinka i pognała przed siebie.&lt;br /&gt;Małe lwy szybko opanowują umiejętność przemierzania sawanny.&lt;br /&gt;Już po kilku chwilach rodzice Jana wyswobadzali go z zasadzki kolczastych krzaków.&lt;br /&gt;- Jesteś! – cieszyła się mama. – Umierałam z rozpaczy! Bałam się, że możemy cię stracić! Napędziłeś nam strachu!&lt;br /&gt;Jan przywarł całym ciałem do boku mamy. Tata przycisnął ich do siebie miękką łapą. Uradowana Janinka tańczyła wokół tej trójki dziki taniec.&lt;br /&gt;- Młodsze siostry - cicho szepnął Jan. – czasami się do czegoś przydają …&lt;br /&gt;Wszyscy wybuchnęli oczyszczającym śmiechem.&lt;br /&gt;- Dzięki, mała! – Jan serdecznie objął Janinkę.&lt;br /&gt;Lwinka wskoczyła na pokaźny kamień.&lt;br /&gt;- Janinka nie mała, Janinka duzia! – pisnęła. - Janinka znaleźć Jana!&lt;br /&gt;W podskokach wracali do lwiej pieczary.&lt;br /&gt;- Pobawimy się, chcesz, – zaproponował siostrze Jan. – w układanie kościanych puzzli? Które wolisz: zwierzęta Europy, Azji czy Australii?&lt;br /&gt;- Tak! Janinka tak! Janinka puzzle! Janinka i Jan!&lt;br /&gt;- Uratowałaś mi życie. – poważnie powiedział Jan, kiedy wreszcie zostali sami w pokoju Jana. – Kocham cię, mała.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin: 0cm 0cm 0pt;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8794707516820465746-5117820142431891078?l=zimnoblog.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zimnoblog.blogspot.com/feeds/5117820142431891078/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zimnoblog.blogspot.com/2011/10/i.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8794707516820465746/posts/default/5117820142431891078'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8794707516820465746/posts/default/5117820142431891078'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zimnoblog.blogspot.com/2011/10/i.html' title='Siostra Jana.'/><author><name>zimno</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17933978515201703149</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='30' src='http://3.bp.blogspot.com/-XHHowLmKxLY/Tu8jcCHNd-I/AAAAAAAAAc0/ZltwKm6GrXA/s220/z_19%2B12%2B11_%2Bml.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8794707516820465746.post-4682629284827855108</id><published>2011-09-03T23:03:00.000+02:00</published><updated>2011-10-21T23:12:41.441+02:00</updated><title type='text'>2.011</title><content type='html'>&lt;br /&gt;&lt;span style="line-height: 115%; font-family: 'Verdana','sans-serif'; color: black; font-size: 8.5pt"&gt;&lt;br /&gt;Erna brawurowo wsunęła drobne ramiona w sztywne pętle pasków tornistra. &lt;br /&gt;Ziuuu … zachwiała się pod ciężarem, zatrzepotała rękami. Wieczór wcześniej skrzętnie wypełniłyśmy szkolny ekwipunek rocznym zapasem zeszytów, kredek, bloków i farbek. &lt;br /&gt;&lt;em&gt;- Poniosę!&lt;/em&gt; – rzuciłam, zamykając bagażnik.&lt;br /&gt;Erna wzruszyła ramionami [albo poprawiła bagaż - paski tornistra zsuwały się jej wzdłuż barków] i dziarsko ruszyła do wejścia do szkoły. Nowy Człowiek nonszalancko poczłapał za nią.&lt;br /&gt;Mowa ciała nielata [witaj, druga klaso] komunikowała „oj tam, oj tam”, z żarliwej sylwetki debiutantki bił płomienny zapał.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Manewrując dwiema torbami pełnymi szkolnych książek w dwóch różnych rozmiarach strzelałam z biodra niepozowane foty z rodzaju pierwszy krok w pierwszym dniu przez szkolne wrota, fenomenalna pamiątka za dwadzieścia parę lat, o ile za dwie dekady ktoś będzie umiał odczytać dzisiejszy format.&lt;br /&gt;I o ile będzie dysponował adekwatnymi narzędziami. &lt;br /&gt;- &lt;em&gt;Ale już przestań, mama&lt;/em&gt; – burknął Nowy Człowiek, czmychając z kadru. – &lt;em&gt;z tymi zdjęciami!&lt;br /&gt;&lt;/em&gt;Ma rosnące poczucie obciachu.&lt;br /&gt;Więc podłubałam w obiektywie, wyłączyłam zasilanie, ciżba pacholąt wchłonęła dużego nielata, Erna energicznie parła przed siebie – aż tu nagle! --- &lt;br /&gt;Ziuuu! – kilkoro adeptów nauczania o wzroście poniżej metr trzydzieści zakłębiło się w wąskich drzwiach, Erna straciła panowanie nad plecakiem i napierający tłum ją obrócił wokół własnej osi zanim zdołałam uchwycić pałąk bagażu. &lt;br /&gt;Erna podniosła na mnie na poły zaskoczony, na poły przerażony wzrok.&lt;br /&gt;Mamo!&lt;br /&gt;Szybko wydłubałam ją z przejścia [w drugiej ręce - dwie potężne siaty z książkami] &lt;br /&gt;i asekurowałam do drzwi klasy.&lt;br /&gt;A oto i różnica między przedszkolem a.&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="line-height: 115%; font-family: 'Verdana','sans-serif'; color: black; font-size: 7.5pt"&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;[Tutaj specjalne pozdrowienia dla reformy edukacji. Ubiegłam ją bocznym przejściem, Erna przerobi program pierwszej klasy przez dwa lata, mamy już opanowany ten modus operandi, wygląda mi na idealny. Niestety, Silny może nie mieć tyle szczęścia, ile siostra i brat. Tym bardziej więc trzymam kciuki za fiasko operacji „sześciolatki do pierwszej klasy”]. &lt;span&gt; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="line-height: 115%; font-family: 'Verdana','sans-serif'; color: black; font-size: 8.5pt"&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Poza tym - pierwszy dzień nauki był pełen fascynujących doświadczeń [&lt;em&gt;mama, a wiesz, że ja jestem najmniejsza w klasie? – &lt;/em&gt;wiem.&lt;em&gt; – mama, a wybjałam sobie zieloną szafkę, taką, jak twoje oczy! – &lt;/em&gt;ale fajnie!&lt;em&gt; – mama, a ja powiedziałam chłopakom, że Barbie są głupie i że wolę bakugany!&lt;/em&gt;].&lt;br /&gt;- &lt;em&gt;Bakugany wychodzą z mody.&lt;/em&gt; – bąknął Nowy Człowiek&lt;br /&gt;- &lt;em&gt;Mama, a …&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;[&lt;em&gt;Pamiętaj, nie mów do pani ciociu,&lt;/em&gt; - pouczał Ernę jeszcze w samochodzie Nowy Człowiek. – &lt;em&gt;pamiętaj, podnoś rękę, kiedy o coś pytasz, to nie przedszkole! Tylko na narób sobie obciachu i nie powiedz do pani ciociu, pamiętaj podnieś rękę&lt;/em&gt; … &lt;br /&gt;Erna jęknęła zatrwożona, że w życiu tego nie ogarnie.]&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kiedy po południu odbierałam nadal przejętą Ernę [dlaczego nie było cię tak długo, mamo?] i Nowego Człowieka rozentuzjazmowanego spotkaniem z kolegami, ten łypnął poważnym wzrokiem na wychowawczynię siostry.&lt;br /&gt;- &lt;em&gt;A jak ona się zachowywała na lekcjach?&lt;/em&gt; – zapytał &lt;span style="line-height: 115%; font-family: 'Verdana','sans-serif'; color: black; font-size: 8.5pt"&gt;a mentorski smrodek rozszedł się szeroką falą&lt;/span&gt;.&lt;br /&gt;- &lt;em&gt;Bardzo dobrze.&lt;/em&gt; – odpowiedziała pani. &lt;br /&gt;&lt;span style="line-height: 115%; font-family: 'Verdana','sans-serif'; color: black; font-size: 8.5pt"&gt;Erna urosła o centymetr albo dwa od tej pochwały.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="center"&gt;*** &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na inauguracji Erna była jedynym dzieckiem w szkole [podobnie jak Nowy Człowiek dwa pierwsze wrześnie temu] obdarowanym rogiem obfitości, zwanym u nas roboczo &lt;em&gt;marchwią&lt;/em&gt;.&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img508.imageshack.us/img508/2214/dsc00029nl.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img694.imageshack.us/img694/5346/dsc00151zf.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img707.imageshack.us/img707/5445/dsc00159br.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img24.imageshack.us/img24/166/dsc00231vg.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8794707516820465746-4682629284827855108?l=zimnoblog.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zimnoblog.blogspot.com/feeds/4682629284827855108/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zimnoblog.blogspot.com/2011/09/2011.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8794707516820465746/posts/default/4682629284827855108'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8794707516820465746/posts/default/4682629284827855108'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zimnoblog.blogspot.com/2011/09/2011.html' title='2.011'/><author><name>zimno</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17933978515201703149</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='30' src='http://3.bp.blogspot.com/-XHHowLmKxLY/Tu8jcCHNd-I/AAAAAAAAAc0/ZltwKm6GrXA/s220/z_19%2B12%2B11_%2Bml.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8794707516820465746.post-2139312843428664246</id><published>2011-08-13T22:18:00.000+02:00</published><updated>2011-10-21T23:19:37.401+02:00</updated><title type='text'>2.009</title><content type='html'>&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;Erna wzniosła zasiek na brzegu łóżka. Spiętrzyła klif z kołdry, poduszek i z koca, kołdra jest rufą statku, Erna kapitanem, Silny – marynarzykiem. Tłoczą się, zgniatają, raz jedno spycha drugie, później to drugie spycha pierwsze, rozdają na boki ciosy poduszką, bezlitosnym orężem, &lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;krwawy abordaż miesza się z seriami niedźwiedzich uścisków, pomruków, plaśnięć i pisków.&lt;/span&gt;- &lt;em&gt;Ciu, ciu, ciu,&lt;/em&gt; - rozczula się Erna. – &lt;em&gt;mój mały bjaciszku ! …&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;Dwa putta w akcji demolka, wzruszające widowisko.&lt;br /&gt;Silny z admiracją patrzy w Ernę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 9pt; line-height: 115%;"&gt;[Kiedy jakiś czas później daję Silnemu kostkę gumy rozpuszczalnej, ten wyciąga drugą rękę:&lt;br /&gt;- &lt;em&gt;Gum-gum Ojù!&lt;/em&gt; – prosi.&lt;br /&gt;Biegnie z cennym ładunkiem zamkniętym w pulchnej ręce.]&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- &lt;em&gt;Mama, zobacz,&lt;/em&gt; - Erna objaśnia mi sztuczki konstrukcyjne [predyspozycje do wznoszenia budowli z pościeli są u nas dziedziczne w linii żeńskiej]. – &lt;em&gt;tu zjobiłam taką gójkę poduch. Potem tu nakjiłam&lt;/em&gt;, - kiwam głową. – &lt;em&gt;żeby nikt mi nie spadł&lt;/em&gt; ...&lt;br /&gt;Statek piracki jak się patrzy. Spełnia wyśrubowane normy bezpieczeństwa.&lt;br /&gt;- &lt;em&gt;Mama,&lt;/em&gt; - a oto i Nowy Człowiek. – &lt;em&gt;mama, a co jest w środku kuli do kręgli? Lawa?&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;Ugniatam rysy w wyraz „nie myl mnie z encyklopedią”. Nowy Człowiek chichoce:&lt;br /&gt;&lt;em&gt;- Krem czekoladowy?&lt;br /&gt;- Nieee, &lt;/em&gt;– wykrzykuje Erna. - &lt;em&gt;woda!&lt;br /&gt;&lt;/em&gt;Silny zsuwa się z łóżka wprost w odmęty paneli.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;---------------------------------------------------------------&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 7.5pt; line-height: 115%;"&gt;A tu zgniłe – choć rycerskie – lato na zdjęciach.&lt;/span&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 8.5pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;img alt="" border="0" src="http://img37.imageshack.us/img37/6466/dsc07860b.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img alt="" border="0" src="http://img200.imageshack.us/img200/2022/dsc07882e.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img alt="" border="0" src="http://img812.imageshack.us/img812/6927/dsc07889d.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img alt="" border="0" src="http://img32.imageshack.us/img32/8118/dsc07892x.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img alt="" border="0" src="http://img824.imageshack.us/img824/102/dsc07930y.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img alt="" border="0" src="http://img818.imageshack.us/img818/9400/dsc07941ta.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8794707516820465746-2139312843428664246?l=zimnoblog.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zimnoblog.blogspot.com/feeds/2139312843428664246/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zimnoblog.blogspot.com/2011/08/2009.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8794707516820465746/posts/default/2139312843428664246'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8794707516820465746/posts/default/2139312843428664246'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zimnoblog.blogspot.com/2011/08/2009.html' title='2.009'/><author><name>zimno</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17933978515201703149</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='30' src='http://3.bp.blogspot.com/-XHHowLmKxLY/Tu8jcCHNd-I/AAAAAAAAAc0/ZltwKm6GrXA/s220/z_19%2B12%2B11_%2Bml.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8794707516820465746.post-1115313266329922543</id><published>2011-08-11T23:31:00.000+02:00</published><updated>2011-10-21T23:37:12.357+02:00</updated><title type='text'>2.008</title><content type='html'>&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;a href="http://plock.gazeta.pl/plock/1,35710,10079157,Moze_byc_inny_Kopciuszek_i_dlaczego_dzieci_powinny.html" target="_blank"&gt;Linka z bajką&lt;/a&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oglądaliście disnejowskich „Zaplątanych”?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jeżeli nie, to historia z grubsza zaczyna się tak: na ziemię spada kropla słonecznego światła. Z kropli wyrasta magiczny kwiat, znajduje go Matka Gertruda, dość odrażająca starucha o paranormalnych inklinacjach. Kobieta odprawia fiku-miku nad kwiatem i gwałtownie młodnieje. Fajnie! Niezwłocznie więc chowa chwast pod uprzednio przygotowanym garnkiem i regularnie odbywa przy nim seanse spa. Botoks jest totalny, mijają stulecia a Matka Gertruda utrzymuje gładkość.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tymczasem nieopodal, w równoległym planie wyrasta szczęśliwe królestwo rządzone przez idealną parę. Królowa zachodzi w ciążę, coś &lt;em&gt;idzie nie tak&lt;/em&gt;, król zarządza poszukiwania magicznego kwiatu. Królewski żołdak bezceremonialnie wyrywa roślinę z korzeniami, Matka Gertruda w rozpaczy, królowa pije roślinny wywar i zdrowieje. Rodzi się dziewczynka z magicznymi włosami, Matka Gertruda wykrada ją z kołyski i zamyka w wieży, zjawia się rozbójnik z bajki …&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Historia jest osadzona wokół skrajnie negatywnej postaci Matki Gertrudy – kobiety, która zapragnęła być ładna na zawsze. Ciekawe jest to, że Matka Gertruda robi za czarny charakter od początku filmu, chociaż w gruncie rzeczy do momentu porwania niemowlaka nie sieje żadnego zła. Co prawda nie leczy okolicznych mieszkańców naparem z ziela, ani nie opatruje cudzych ran, tylko zachowuje właściwości kwiatu do prywatnego użytku. Tyle. I jest błąd, fatalny. Narrator – gdyby widz ewentualnie tego nie zauważył – wielokrotnie informuje otwartym tekstem jak bardzo zła zła zła jest Matka Gertruda. &lt;br /&gt;ZŁA!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Myślę, że to dość dziwne, biorąc pod uwagę intensywny kult młodego ciała w kraju twórców bajki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zastanawiam się też, dlaczego autorzy się bardziej nie postarali i nie dopracowali złego złego złego charakteru wiedźmy. Bo w sumie - pomijając kidnaping i to, co stało się dalej - ona jest przecież całkiem fajna. Inteligentna. Błyskotliwa. Chce być młoda i ładna, ale nie po to, żeby uwodzić wciąż nowych kochanków, ani nie po to, żeby metodami dalekimi od fair play sięgać po władzę. Matka Gertruda chce być atrakcyjna dla siebie samej, żeby się sobie podobać w zwierciadłach (wdech-płaski brzuch-jędrny biust-bujny włos, ach!), żeby się dobrze czuć - sama z sobą. I to jest jej grzech, i dlatego jest zła.&lt;br /&gt;Ciężarna królowa zasługuje na magię – bo jest ciężarna właśnie.&lt;br /&gt;Gertruda na magię nie zasługuje, bo …&lt;br /&gt;Bo ma marzenie? Egoistyczne? Bezużyteczne socjalnie?&lt;br /&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;Bezkarnie można ją ograbić.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Zaplątani” to mój faworyt na indeksie bajek z kontrowersyjnym morałem. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8794707516820465746-1115313266329922543?l=zimnoblog.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zimnoblog.blogspot.com/feeds/1115313266329922543/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zimnoblog.blogspot.com/2011/08/2008.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8794707516820465746/posts/default/1115313266329922543'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8794707516820465746/posts/default/1115313266329922543'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zimnoblog.blogspot.com/2011/08/2008.html' title='2.008'/><author><name>zimno</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17933978515201703149</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='30' src='http://3.bp.blogspot.com/-XHHowLmKxLY/Tu8jcCHNd-I/AAAAAAAAAc0/ZltwKm6GrXA/s220/z_19%2B12%2B11_%2Bml.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8794707516820465746.post-7579252814845382871</id><published>2011-08-08T23:38:00.000+02:00</published><updated>2011-10-21T23:40:01.178+02:00</updated><title type='text'>2.007</title><content type='html'>&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;a href="http://www.polityka.pl/spoleczenstwo/artykuly/1517578,1,rozmowa-z-olga-grygier-siddons-prezes-pwc.read" target="_blank"&gt;Ten wywiad&lt;/a&gt; nie jest nowy, w wersji papierowej wyszedł dwa tygodnie temu, ale wstrzymywałam się z zabulgotaniem na blogu do momentu udostępnienia tekstu w sieci. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Od wczoraj ją mam, długo wypatrywaną linkę, więc &lt;/span&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;voilà&lt;/span&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;. O tym, co mnie podgotowało na skrzyżowaniu jakiejś-tam z jakąś-tam, bo czytałam to w zatorze ulicznym.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;[Parametr wyjściowy jest taki – co wymaga uwypuklenia - że generalnie lubię teksty o łączeniu macierzyństwa z pracą poza-macierzyńską. Po pierwsze dlatego, że jestem chłonna na cudzy know-how i kręci mnie zdobywanie wiedzy, jak to robią inne, dochodzi poczucie metafizycznej wspólnoty i tak dalej, solidarności w „non stop nie zdążam, Za Krótka Doba to moje indiańskie imię”, pla pla pla, bractwo wyrzutu sumienia. Po drugie: uważam, z całą powagą takiej uwagi - że jest ważnym, doniosłym i cennym, że się o tym mówi i pisze na głos i pełnym głosem, że mianowicie łączenie macierzyństwa i pozostałego życia nie przychodzi samo z siebie, ale wymaga wsparcia, rozwiązań systemowych i liftingu okrzepłych sposobów myślenia. A tym bardziej jest to istotne w kraju kultu Matki Polki, Samopoświęcającej-Się-Strażniczki-Ogniska. &lt;br /&gt;Słowem – ucieszyłam się, że poważny tygodnik opinii o lewicowym wygięciu napisał „O tym, jak dużo pracować, mieć z tego satysfakcję, być matką i szczęśliwym człowiekiem”].&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pierwszą poważną kluchą zadławił mnie passus z pytaniem o cel życia.&lt;br /&gt;&lt;em&gt;„Pytanie, czy w życiu chodzi o prestiż i status majątkowy, czy tym, co się liczy, jest satysfakcja zawodowa. Dla nas z mężem kluczowa jest pasja i frajda z tego, co robimy, pieniądze są rzeczą wtórną. Oczywiście, konieczna jest pewna baza materialna, aby móc się kierować marzeniami.”&lt;/em&gt;Rzecz jasna rozumiem, że nawet wycieczka stopem do Pcimia w celach kulturalno-rekreacyjnych wymaga nakładów finansowych na odzież, obuwie i wyżywienie – choćby w szmateksie, choćby i w Biedrze, ale kierowanie się marzeniami, które można nabyć za grube zera przed przecinkiem brzmi raczej biednie w kontekście dyskursu o byciu szczęśliwym człowiekiem. Przynajmniej w mojej, subiektywnej ocenie (być może przez to, że się naczytałam Baumana w lipcu).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale kawałek o kasie był tylko preambułką. Wstępikiem.&lt;br /&gt;Za hit nad hity mam receptę na równowagę w życiu.&lt;br /&gt;&lt;em&gt;„Życie rodzinne i pracę niekiedy trudno mi pogodzić w perspektywie jednego dnia. Przyjmuję perspektywę tygodnia. Jeśli na kilka dni muszę wyjechać albo pracować do późna, to w pozostałe dni staram się wieczorem zostawać w domu, wpisuję to w kalendarz.”&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;Czy P.T. Pracujące Zawodowo Czytelniczki posiadają terminarz? Ja owszem, bez niego zginęłabym w natłoku dat i zobowiązań – własnych oraz nieletnich. Nigdy natomiast, przez wszystkie minione siedem z hakiem lat macierzyństwa łączonego z dłubaniem w zawodzie nie przeszło mi przez myśl, żeby wpisać w agendę wieczór w domu z dziećmi.&lt;br /&gt;O, święte patronki pracujących matek, jakże mi z tym dziwnie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tutaj oczywiście powinnam poczynić wszelkie zastrzeżenia, że oczywiście rozumiem, że moja praca nie jest nawet w części tak wymagająca elastyczności, a stanowisko tak wyeksponowana, jak Pani O.G-S., więc stosowanie tej samej miary do niej i do mnie jest poniekąd bez sensu.&lt;br /&gt;Jasne.&lt;br /&gt;Ale zastanówmy się, o czym w istocie komunikuje nam Pani Prezes.&lt;br /&gt;Otóż ona mówi, i to właśnie mnie mierzi, że kobieta może mieć tak zwany sukces zawodowy, aplauz, pieniądze i wszelkie profity pod warunkiem przyjęcia męskich warunków. Bo przestrzeń profesjonalna to w końcu świat XY.&lt;br /&gt;Jeżeli kobieta zadziała tak, jak zrobiłby to każdy standardowy biznesowy samiec na jej miejscu – dojdzie wysoko, jak chce. &lt;br /&gt;Brawo, jakie to feministyczne!&lt;br /&gt;Nie zmieniajmy nic w otoczeniu, już teraz jest ok. Zmieńmy po prostu myślenie – na męskie. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Drogie Panie, wszystko będzie działać, jak w zegareczku, jeżeli zaadoptujemy menedżerskie zarządzanie rodziną. Moja familia moją drugą firmą. Konsekwentny outsourcing spraw technicznych, zakupów i wymiany pampersów. Dzieci sporządzą miesięczne raporty z osiągniętych wyników, niepiszące w formie rysunków, korzystające z komputera w formie tabel i wykresów. Wyznaczmy każdemu członkowi rodziny wyśrubowane kwartalne i półroczne cele. Budżety czułości i uścisków. Audiencje u rodziców wpisane w terminarz, zgodnie z dobrymi wzorcami dawnej arystokracji i władców europejskich.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bieda, pani, bieda.&lt;br /&gt;Brr.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Abstrahując od niespotykanych powszechnie możliwości finansowych Pani O.G-S. [przeciętna pracująca matka nie deleguje całości domowych obowiązków i nie rozliczy sztabu ludzi z obsługi jej rodziny] nie sądzę, doprawdy, żeby receptą na poradzenie sobie z łączeniem pracy i macierzyństwa było hurraoptymistyczne zaadoptowanie przez matki-pracownice męsko-biznesowego punktu widzenia. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wolałabym raczej rozmowę o tym, jak implementować nowoczesny pierwiastek kobiecy. Nadać walor równowadze między gonitwą za kasą a gonitwą z dzieckiem za motylem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zmęczył mnie własny słowotok.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Generacja Y moją bezbrzeżną nadzieją.&lt;br /&gt;&lt;em&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/em&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8794707516820465746-7579252814845382871?l=zimnoblog.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zimnoblog.blogspot.com/feeds/7579252814845382871/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zimnoblog.blogspot.com/2011/08/2007.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8794707516820465746/posts/default/7579252814845382871'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8794707516820465746/posts/default/7579252814845382871'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zimnoblog.blogspot.com/2011/08/2007.html' title='2.007'/><author><name>zimno</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17933978515201703149</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='30' src='http://3.bp.blogspot.com/-XHHowLmKxLY/Tu8jcCHNd-I/AAAAAAAAAc0/ZltwKm6GrXA/s220/z_19%2B12%2B11_%2Bml.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8794707516820465746.post-1035108892029665510</id><published>2011-08-07T00:01:00.000+02:00</published><updated>2011-10-22T00:02:57.923+02:00</updated><title type='text'>2.006</title><content type='html'>&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;Nie pamiętam, kiedy zaczęliśmy, prawdopodobnie jeszcze zimą albo wczesną wiosną, bo bezlitosny ziąb narracji synchronizował z niemiłosierną aurą zaokienną. Teraz, po wielu tygodniach cowieczornej lektury dobiegamy końca serii. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;br /&gt;Bywały wzloty (po dwa, trzy rozdziały przez jeden wieczór) i momenty zwątpienia – moje – niech mi wybaczą fanatycy „Opowieści z Narnii”, ale przy „Podróży Wędrowca do Świtu” z trudem opędzałam się od natręctwa, że autor działał na wspomaganiu chemicznym. I to jakim! Szacun.&lt;br /&gt;Pisząc „Srebrne Krzesło” zmienił najwidoczniej dilera (kiepski towar, wzmagający depresję), a pod koniec cyklu poszedł w bolesny odwyk. Cóż, fantasy do mnie nie przemawia, nawet klasyka. Nielaty wszakże nabyły zapierające dech wizje z radosnym entuzjazmem neofitów. A teraz finalizujemy i jest straszno i smutno i chęć poznania zakończenia walczy z doraźnym przerażeniem. Umiejący mówić (to znaczy - mówić biegle) powtarzają zwyczajową mantrę „czytaj! czytaj!”, kiedy tylko próbuję odłożyć tomiszcze ale chyłkiem obgryzają zaciśnięte pięści. Czytam a oni tchórzą i nurkują pod pierzyny.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;[Adept mowy płynnej podsuwa mi w tym czasie własną lekturę, album militariów pożyczony od niezawodnego MW.&lt;br /&gt;-&lt;em&gt; Bhrońńń!&lt;/em&gt; – żąda Silny. – &lt;em&gt;Mama, bhhhrrroń!&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;I tak, jak nigdy dotąd nie czytałam „Narnii”, więc głośna lektura jest szansą na zniwelowanie niewiedzy, tak mój parametr znajomości średniowiecznych technik obronnych wzrasta z każdym objaśnieniem Silnemu taktyki rycerskiego pojedynku. Bo Silny – to temat na osobną gawędę – jest w stadium rozwojowym „niecz”, „kufffsza” i wprawki szermierskie]. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tymczasem Erna (minął wieczór, noc i poranek i nastał czas jedzenia kanapki z szynką), tymczasem Erna podparła dłonią policzek.&lt;br /&gt;- &lt;em&gt;Ten ktoś musiał bajdzo, bajdzo dużo ciszy mieć …&lt;/em&gt; – mówi.&lt;br /&gt;Odwracam się od blatu i od produkcji sandwiczy a z noża ścieka majonez tłustą ścieżką.&lt;br /&gt;Plunggg! – na pomidor.&lt;br /&gt;- &lt;em&gt;… skojo taką opowieść wymyślił …&lt;/em&gt; - ciągnie w zadumie Erna i jest to refleksja adekwatna do moich raz po raz powtarzanych narzekań, że w takim harmidrze, jak u nas trudno sklecić choćby jedno zdanie z sensem.&lt;br /&gt;Najpierw sklecić a później je zapisać.&lt;br /&gt;Cóż, C.S. Lewisa otaczała niechybnie świdrująca wokół cisza.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nowy Człowiek ni stąd ni zowąd zastanawia się na głos:&lt;br /&gt;- &lt;em&gt;A dlaczego właściwie człowiek nie wymyślił jeszcze miernika strachu?&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;Jego naturalny miernik strachu miota się między ciekawością a paniką.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Silny natomiast, korzystając z tego, że czytamy „Narnię” po jedzeniu, zrobił skok na zbrojownię Nowego Człowieka i fachowo wymachuje drewnianym szczerbcem.&lt;br /&gt;Stoi na ugiętych nogach, trrrach!, śmiało tnie powietrze.&lt;br /&gt;- &lt;em&gt;Mam niecz, jak Din!&lt;/em&gt; – cieszy się do chwili, w której prawowity właściciel nie pozbawi go oręża. – &lt;em&gt;Mam niecz!!!&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A później wrr! grr! hrr!, pełen wachlarz onomatopei, zamach zbiorowy na ciszę.&lt;br /&gt;I bum! bum!&lt;br /&gt;I głuche plaśnięcia, sobotnio-niedzielna idylla.&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8794707516820465746-1035108892029665510?l=zimnoblog.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zimnoblog.blogspot.com/feeds/1035108892029665510/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zimnoblog.blogspot.com/2011/10/2006.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8794707516820465746/posts/default/1035108892029665510'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8794707516820465746/posts/default/1035108892029665510'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zimnoblog.blogspot.com/2011/10/2006.html' title='2.006'/><author><name>zimno</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17933978515201703149</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='30' src='http://3.bp.blogspot.com/-XHHowLmKxLY/Tu8jcCHNd-I/AAAAAAAAAc0/ZltwKm6GrXA/s220/z_19%2B12%2B11_%2Bml.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8794707516820465746.post-1872551958127691432</id><published>2011-05-30T22:11:00.000+02:00</published><updated>2011-10-23T22:12:04.869+02:00</updated><title type='text'>1.992</title><content type='html'>&lt;span style="font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style="color: black;"&gt;Erna Zadaje Pytania.&lt;/span&gt;&lt;span style="color: black;"&gt;&lt;em&gt;- Mama …&lt;br /&gt;- Tak?&lt;br /&gt;- Mama, a ci, co nie wierzą w Boga nie mają też aniołków?&lt;br /&gt;- Nie.&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;Erna się zasmuca tak nagle, jakby znienacka zgasło wewnątrz niej światło, pogrąża się - w sekundę - w otchłani. &lt;br /&gt;Aniołki są fajne. Przecież! Pulchne i skrzydlate.&lt;br /&gt;- &lt;/span&gt;&lt;span style="color: black;"&gt;&lt;em&gt;Mama …&lt;br /&gt;- Tak?&lt;br /&gt;- Mama, a kto był w dawnych czasach Bogiem?&lt;/em&gt;I wiem, że pyta mnie o Boga z wielkiej, wielkie B słychać w intonacji, nie chodzi jej o nikogo z mitologii Rzymian, o żadnego Swaroga, Odyna, ani o Ra.&lt;br /&gt;Pyta o to, kto był Bogiem przed Bogiem i chce odpowiedzi na pytanie, jednoznacznej. Nie takiej, że jest wiele potencjalnych hipotez, że to terytorium nie wiedzy a wiary, że ja się osobiście przychylam do niektórych poglądów, są wszakże tacy, którzy uważają inaczej.&lt;br /&gt;Erna nie chce ode mnie przeintelektualizowanego bla-bla.&lt;br /&gt;Żąda – nadal i jeszcze pewnie przez parę lat – żebym jej zdefiniowała i opisała świat, żebym czytelnie nazwała: to jest dom, to jest brat, to Bóg, tak jest dobrze, tak jest źle, tak się postępuje a tak nie. Amen. Czarne i białe.&lt;br /&gt;Zaraz się oczywiście przeciwko temu zbuntuje i wyewoluuje w Ernę-Kontestację, ale na razie gromadzi dane. Więc muszę mieć klarowne opinie w wielu drażliwych sprawach. Na wszystkich bogów Olimpu, to wcale nie takie łatwe.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- &lt;em&gt;Mama, a ile filmów od osiemnastu lat widziałaś?&lt;/em&gt; – pyta Nowy Człowiek.&lt;br /&gt;Ten tego.&lt;br /&gt;- &lt;/span&gt;&lt;span style="color: black;"&gt;&lt;em&gt;Eee …&lt;br /&gt;- Nooo, od kiedy nas masz?&lt;br /&gt;- A, od kiedy was mam. Może z dwa.&lt;/em&gt;Góra trzy.&lt;br /&gt;Ekwilibrystka zbornych odpowiedzi na niemożliwe i niewykonalne.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tymczasem – w maju i w czerwcu nielaty prowadzą oraz zamierzają prowadzić [przez sam fakt udziału w placówkach edukacji] intensywne życie społeczne, moja telefoniczna agenda jest naszpikowana terminami. W weekend mieliśmy zamiejscowy statek piratów i – jakże niepolityczne - kibicowanie:&lt;br /&gt;- &lt;/span&gt;&lt;span style="color: black;"&gt;&lt;em&gt;Ko-le-jorz!&lt;br /&gt;- Mama,&lt;/em&gt; - mówi Erna. – &lt;/span&gt;&lt;span style="color: black;"&gt;&lt;em&gt;a tam był taki pan, który mówił głośniej klaszczcie.&lt;br /&gt;- Niemądrze, prawda?&lt;/em&gt; – wtrąca się Nowy Człowiek.&lt;br /&gt;- &lt;em&gt;Bardzo.&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;Ogólne wrażenie estetyczne nieletnich nie-fanów jest takie, że w telewizji mecz wygląda ciekawiej. Szczególnie pewnie ten z finału mistrzostw świata. Przypadły im natomiast do gustu pozostałe atrakcje stadionu, w tym niebieskie krzesełka, telebimy, reklamy. W kwestii stanu murawy nie naciskałam przesadnie. &lt;br /&gt;Bilans: Ko-le-jorz cztery zero z Koroną Kielce i race w finale.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Za to potyczki pirackie, politycznie idealne, zachwyc&lt;/span&gt;&lt;a href="http://img36.imageshack.us/img36/2514/dsc06548d.jpg" target="_blank"&gt;&lt;span style="color: black;"&gt;i&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="color: black;"&gt;ły całą bandę. Osobliwiej Silnego, bo Silny jest fanatykiem konnej jazdy.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: black;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img alt="" src="http://img813.imageshack.us/img813/6201/dsc06402y.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img alt="" src="http://img838.imageshack.us/img838/9025/dsc06432k.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img alt="" border="0" src="http://img696.imageshack.us/img696/3742/dsc06433p.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: black;"&gt;Tutaj dygresja. Słownik Silnego co prawda nadal nie ma objętości Wielkiego Słownika Języka Polskiego (nie jest to nawet Petit Larousse), ale:&lt;br /&gt;- &lt;em&gt;Din maaa aaa ja nie!&lt;/em&gt; – rzecze Silny.&lt;br /&gt;I to prawda, dobry kontekst, doskonałe zdanie. Więc powiewamy chorągiewkami, klaszczemy, robimy meksykańską falę.&lt;br /&gt;Że nie wspomnę o wariacjach Silnego na tematy hippiczne:&lt;br /&gt;-&lt;/span&gt;&lt;span style="color: black;"&gt;&lt;em&gt; Akoń! JA!&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;Bo, jak się rzekło, Silny jest inkarnacją huzara. Albo dwudziestojednowieczną wersją dziedzica, ziemianinem, ekonomem, gościem wprost z kart powieści Marii Dąbrowskiej albo Elizy Orzeszkowej, Silny wsiada &lt;em&gt;akoń!&lt;/em&gt; i gna.&lt;br /&gt;Tadam, tadam.&lt;br /&gt;Pszeniczne pukle Silnego falują w pędzie, Silny ściąga lejce, łyska białymi zębami, zaciska krzepkie dłonie, wystawia ogorzałą twarz na wiatr [co wrażliwsze włościanki mdleją wtedy albo biegną za Silnym w obłędzie, w piaszczystym tumanie]. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Więc, co zrozumiałe, Silny strudzony pirackim występem Erny ściśle obstawiał kolejkę do jazdy konnej a w kolejce do bryczki czynił oczekującym nieznośne awanse:&lt;br /&gt;- &lt;em&gt;Tennn nie! Nieee tuuu! Ja tu! JA!!!&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;Bo widok końskiego zadu jest mu najdroższym. I anglezowanie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zastygam, niespokojna, w oczekiwaniu na „i co było dalej”. &lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8794707516820465746-1872551958127691432?l=zimnoblog.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zimnoblog.blogspot.com/feeds/1872551958127691432/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zimnoblog.blogspot.com/2011/05/1992.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8794707516820465746/posts/default/1872551958127691432'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8794707516820465746/posts/default/1872551958127691432'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zimnoblog.blogspot.com/2011/05/1992.html' title='1.992'/><author><name>zimno</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17933978515201703149</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='30' src='http://3.bp.blogspot.com/-XHHowLmKxLY/Tu8jcCHNd-I/AAAAAAAAAc0/ZltwKm6GrXA/s220/z_19%2B12%2B11_%2Bml.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8794707516820465746.post-2206450888673611741</id><published>2011-05-29T22:13:00.000+02:00</published><updated>2011-10-23T22:14:17.375+02:00</updated><title type='text'>1.991</title><content type='html'>&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;Pozwoliłam sobie mieć radykalnie różne zdanie na temat akcji z krawężnikami, niż aktywistki Fundacji MaMa [a generalnie całym sercem wspieram ich działania], za co mnie zrugałyście w komentarzach, więc – pozwólcie – napiszę to jeszcze raz, chociaż co do zasady wolę, żeby tekst tłumaczył się sam, didaskalia świadczą o niejasności pierwotnego przekazu. Tym razem jednak powtórzę to samo innymi słowami, bo sprawa jest dość ważna.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Otóż i mnie dotyczą bariery architektoniczne, mam wręcz czelność zauważyć, że dotyczą mnie w jakiś sposób bardziej, niż dużej części z Was. Mam troje niewielkich dzieci a dysponuję jedynie dwiema rękami. Nie twierdzę, że jest zawsze łatwo gdzieś tam się wspiąć i coś tam ogarnąć, kiedy nielaty poruszają się po własnych trajektoriach po krzywym chodniku [&lt;em&gt;mama! bam!]&lt;/em&gt;, albo wymagają – jednocześnie! - fizycznego wsparcia we wchodzeniu, schodzeniu, przechodzeniu, &lt;em&gt;samochód! uważaj!&lt;/em&gt;.&lt;br /&gt;Tak, chodniki są nieprzyjazne. Tak, przejścia podziemne są nieprzyjazne. Nieprzyjazne są przychodnie lekarskie, sklepy i kawiarnie/restauracje, nie przeczę. Przy czym z pewnością są nieprzyjazne bardziej dla osób niepełnosprawnych ruchowo albo niewidomych, niż dla matek. Co więcej, my – pozwolę sobie na solidarnościowe plurale tantum – wyrośniemy z wózka i z trójki nieletnich poniżej ósmego roku życia. Niedogodności architektoniczne dotyczą matek przez chwilę. Inne uciążliwości dotyczą matek stale – różne odmiany dyskryminacji, w tym te na rynku pracy, uwarunkowania społeczne, mentalne, miejsca w żłobkach, przedszkolach, jak zorganizować czas ucznia podstawówki, który kończy lekcje o dwunastej, kiedy rodzice są w pracy, mogłabym ciągnąć tę listę. Że nie wspomnę o lękach różnej maści i codziennych troskach, których nie da się scedować na nikogo ani – niestety! - dać komuś do bezbolesnego rozwiązania.&lt;br /&gt;Cóż, nie zawsze jest prosto i lekko być matką.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak więc rzekłam – jest wiele powodów, dla których ma uzasadnienie bunt matek. Sprowadzenie natomiast buntu do wysokiego krawężnika co prawda – przyznaję – chwytliwe i nadające się na sztandary, tym niemniej jest dla mnie – dopuszczam oczywiście inne zdania - dość infantylnym postawieniem problemu „zbuntowana matka”. To aż się prosi o odzew: zrobimy wam gładkie przejścia i się tym zatkajcie. &lt;br /&gt;Dlatego byłam &lt;em&gt;not attending&lt;/em&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zresztą, w czasie, kiedy zorganizowano flash mob odbierałam dzieci z placówek – dwoje dzieci, z w dwóch różnych części miasta i gnałam zwolnić Panią Opiekunkę dziecka numer trzy, jak co dnia. O tej porze w dni powszednie praktykuję, że tak to ujmę bycie matką i nie mam czasu owijać misia w szalik.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oczywiście zdaję sobie sprawę, że są matki, które mają czas i które mają determinację i którym generalnie się to podoba. Ok i fajnie. To jest właśnie przejaw swobód obywatelskich – że wszystkim nie musi się podobać to samo a wyrażenie odmiennego zdania nie świadczy o pogardzie, ani o ciasnym horyzoncie tylko – właśnie! – o innym zdaniu. W prawdziwym życiu – szczęśliwie i w przeciwieństwie do fejsbuka - jest więcej opcji niż „Ilikeit”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8794707516820465746-2206450888673611741?l=zimnoblog.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zimnoblog.blogspot.com/feeds/2206450888673611741/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zimnoblog.blogspot.com/2011/05/1991.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8794707516820465746/posts/default/2206450888673611741'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8794707516820465746/posts/default/2206450888673611741'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zimnoblog.blogspot.com/2011/05/1991.html' title='1.991'/><author><name>zimno</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17933978515201703149</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='30' src='http://3.bp.blogspot.com/-XHHowLmKxLY/Tu8jcCHNd-I/AAAAAAAAAc0/ZltwKm6GrXA/s220/z_19%2B12%2B11_%2Bml.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8794707516820465746.post-5166973626938134733</id><published>2011-05-26T22:15:00.000+02:00</published><updated>2011-10-23T22:16:01.479+02:00</updated><title type='text'>1.990</title><content type='html'>&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;em&gt;- Mama! Czemu tak długo jedziemy?&lt;/em&gt; – Erna się wierci na tylnym siedzeniu. – &lt;em&gt;Spalę się za chwilę na kotleta!&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;Hm?&lt;br /&gt;- &lt;em&gt;Za długo jedziemy po pjostu!&lt;/em&gt; – irytuje się Erna, zgrzyta, niecierpliwie pociera dłonią o dłoń, pomstuje pod nosem i kwęka.&lt;br /&gt;Pół dnia w korku, drugie pół dnia spędzam w biegu. Elektroniczna agenda w telefonie metalicznym brzdęknięciem przypomina raz po raz o upływających terminach.&lt;br /&gt;Teraz wrzucam na tylne siedzenie kawałek jakiegoś batonika. Jedną gumę rozpuszczalną, później drugą. Trzecią. Podkręcam potencjometr, w kieszeni odtwarzacza laser smaga u&lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=4qcoF27iOr4&amp;amp;feature=grec_index" target="_blank"&gt;lub&lt;/a&gt;ioną płytę Erny. Z częściowym sukcesem neutralizuję źródło emisji świdrujących jęknięć.&lt;br /&gt;I się zawieszam, jestem sprzęgłem, jestem kierownicą. Jestem pomstowaniem na remonty drogowe i na nieudolność innych użytkowników.&lt;br /&gt;Znowu dojeżdżamy pod szkołę tuż przed jej zamknięciem.&lt;br /&gt;- &lt;em&gt;Nawet lubię, kiedy mnie tak późno odbieracie&lt;/em&gt;. – filozoficznie bąka Nowy Człowiek, kiedy wychodzimy już na ostatnią prostą – główną ulicą ze szkoły prosto na wschód, później skręcić. &lt;br /&gt;Jesteśmy! &lt;br /&gt;[Po drodze tylko dwa albo trzy niezbędne zakupy, to chwila.]&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Silny nas wita machaniem, śmiechem, serią pełnych werwy &lt;em&gt;mama!&lt;/em&gt;, gramoleniem się na siedzenie kierowcy przez uchyloną szybę w drzwiach. Ma po pełnej piaskownicy w każdym z bucików, jest wypaćkaną historią wszystkich tych przygód, których zaznał, kiedy mnie z nim nie było. Domaga się:&lt;br /&gt;- &lt;em&gt;JA!&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;Więc ustępuję mu miejsca. &lt;br /&gt;Bhrrr! jedzie Silny, kręci kółkiem, chce przekładać biegi.&lt;br /&gt;-&lt;em&gt; Kojek na Niestachowskiej –&lt;/em&gt; mówi Erna. – &lt;em&gt;Kojek na Niestachowskiej mówi Pawełek, kiedy się bawimy w ogjódku. Mama! Co to jest naniestachowskiej?&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;Dzieci inscenizują w przedszkolu zatory drogowe, jakież to urocze, ujmujące wręcz, Erno.&lt;br /&gt;A korek na Niestachowskiej, ten wyjątkowo nas nie dotyka. Tłumaczę powoli i dobitnie topografię i lokalizację naszego domu oraz rodziny Pawełka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;-----------------------------------------------------------------&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dzisiejszy świąteczny „&lt;a href="http://fundacjamama.pl/index.php?mnu=5&amp;amp;id=127" target="_blank"&gt;Bunt&lt;/a&gt; matek” ma dotyczyć barier architektonicznych [w Mieście Od Korka Na Niestachowskiej zapowiadają flash mob o 17:00, pod pręgierzem].&lt;br /&gt;Jestem zdecydowanie sceptyczna i &lt;em&gt;not attending&lt;/em&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie no, to doprawdy urocze sprowadzić techniczny problem z ogarnięciem macierzyństwa do wysokości krawężnika. Nie twierdzę, że wszystkie moje krawężniki zawsze były płaskie a schody ruchome. Twierdzę natomiast, że istotny problem [matki naprawdę mają się przeciwko czemu buntować. i to jak!] obraca się tym krawężnikiem w groteskę. Wózek bywa w użyciu przez półtora roku, do dwóch lat powiedzmy. Natomiast mentalne bariery różnego autoramentu [o nich jest w zajawce na końcu, ale tylko w odniesieniu do karmienia piersią] nie znikną – jak zniknie, kiedy dziecko wyjdzie z pieluch - problem z &lt;em&gt;wjadę czy nie wjadę.&lt;br /&gt;&lt;/em&gt;Jestem definicją buntu matek, bo macierzyństwo to ciężka, codzienna, całodobowa praca, harówa bez nadmiernych możliwości outsourcingu.&lt;br /&gt;Mam natomiast problem, żeby się entuzjazmować flash mobem z motywem owijania misia/lalki w kawałek szalika, bo ta humoreska, ten żarcik jest z krainy działań niepoważnych, działań z bajkowej krainy zamieszkałej przez zabawki, niemowlęta i matki, z tej idyllicznej krainy macierzyństwa, w której mamusie spacerują po słonecznych parkach ze swoimi dziećmi i przesiadują w piaskownicy. &lt;br /&gt;Więc to nie jest ironia. To jest z gruntu sauté. To jest wprost z placu zabaw pod pręgierz, z piaskiem butach, z liściem w warkoczyku. To jest za łatwe, zbyt dosłowne i wcale nie dalekowzroczne. To jest mówienie językiem „ja, matka, mam problem z kółkiem od wózka dziecięcego”. To jest dobrowolne ustawienie się w pozycji istoty o banalnych, błahych kłopotach a takie frasunki, wiadomo!, każdy silny i sprawny osobnik rozwiązuje w trymiga przy pomocy młota i kielni.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Natomiast macierzyństwo jest – wydaje mi się, acz może żyję w zamroczeniu – również po urlopie macierzyńskim. A jego ogarnięcie nie sprowadza się wyłącznie do sprawnego wejścia po schodach do kawiarni. I do zjechania z chodnika na ulicę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nieodparcie odnoszę wrażenie, że istotniejsza jest przestrzeń publiczna w głowach, w mentalności, w świadomości tak zwanej społecznej i jeżeli się spektakularnie i z przytupem buntować, to przeciwko obecnemu status quo matek w tych miejscach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A przejścia, zjazdy, podjazdy – idealistycznie wolałabym, żeby się po prostu pojawiły, jako naturalny skutek uboczny cywilizacji, autostrad, kostki brukowej i orlików. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color: #943634; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color: #632423; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 12.5pt; line-height: 115%;"&gt;Tymczasem życzę Wam choćby jednej ładnej, oczyszczającej, magicznej chwili z okazji Święta, Siostry w Macierzyństwie!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A optymalnie życzę Wam mnóstwa takich chwil ;)))))))))&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 8.5pt; line-height: 115%;"&gt; &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8794707516820465746-5166973626938134733?l=zimnoblog.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zimnoblog.blogspot.com/feeds/5166973626938134733/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zimnoblog.blogspot.com/2011/05/1990.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8794707516820465746/posts/default/5166973626938134733'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8794707516820465746/posts/default/5166973626938134733'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zimnoblog.blogspot.com/2011/05/1990.html' title='1.990'/><author><name>zimno</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17933978515201703149</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='30' src='http://3.bp.blogspot.com/-XHHowLmKxLY/Tu8jcCHNd-I/AAAAAAAAAc0/ZltwKm6GrXA/s220/z_19%2B12%2B11_%2Bml.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8794707516820465746.post-2148026750124088650</id><published>2011-05-17T22:17:00.000+02:00</published><updated>2011-10-23T22:18:27.230+02:00</updated><title type='text'>1.989</title><content type='html'>&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;Trupa „Salto Mortale” przedstawia:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- &lt;em&gt;Mama,&lt;/em&gt; - pyta Erna. – &lt;em&gt;a ja mam duże gajście?&lt;br /&gt;- Garście?&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;Coś tam robię, w czymś dłubię, iluś tam innych nielatów zadaje mi ileś tam pytań. Padają komendy z rodzaju:&lt;br /&gt;- &lt;em&gt;Pomm!&lt;br /&gt;- Pomożesz mi w angielskim?&lt;br /&gt;- No wiesz&lt;/em&gt;, - gestykuluje Erna. – &lt;em&gt;takie gójki na jamionach.&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;Erna metaforycznie się wbija w obcisły, pasiasty trykot, szeroko rozstawia nogi, unosi ręce, zgina je w łokciach, napina. Czerwienieje. Odwraca głowę raz w lewo, raz w prawo i lustruje rezultat wysiłków.&lt;br /&gt;- &lt;em&gt;Biceps!&lt;/em&gt; – krzyczę.&lt;br /&gt;Jest tyci. Tyni-mini.&lt;br /&gt;- &lt;em&gt;A napjawdę można mieć bicepsy?&lt;br /&gt;- Można&lt;/em&gt;. - mówię. &lt;br /&gt;Erna napina ramię, zwalnia, znowu napina. Turkoczą werble, widownia wstrzymuje oddech, gdzieś w dali ryknęła stara lwica (tresura jest w programie cyrku tuż za popisem atletów), za kulisami kobieta z brodą i jej dwugłowe dziecko.&lt;br /&gt;- &lt;em&gt;Tata ma gajście a mi się nie jobią.&lt;/em&gt; – wzdycha Erna. – &lt;em&gt;Trzeba być dojosłym do tego? Tata mówi, że trzeba … &lt;/em&gt;Erna nagle smutnieje, biceps jej więdnie. I mina.&lt;br /&gt;- &lt;em&gt;Mama, a mogę najpierw pograć a później odrobić?&lt;/em&gt; – nęka mnie Nowy Człowiek.&lt;br /&gt;- &lt;em&gt;Mamà! Tatà! Ojù!&lt;/em&gt; – Silny emituje sekwencje radosnych onomatopei. &lt;br /&gt;&lt;em&gt;- Mama, a czemu w bajkach jakieś postacie jak się budzą to tak jobią?&lt;/em&gt; – Erna odżyła i znowu eksponuje potężne umięśnienie.&lt;br /&gt;- &lt;em&gt;Przeciągają się po śnie&lt;/em&gt;. – mówię.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Trupa „Salto Mortale” nagradza mnie &lt;em&gt;standing ovation.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/em&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8794707516820465746-2148026750124088650?l=zimnoblog.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zimnoblog.blogspot.com/feeds/2148026750124088650/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zimnoblog.blogspot.com/2011/05/1989.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8794707516820465746/posts/default/2148026750124088650'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8794707516820465746/posts/default/2148026750124088650'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zimnoblog.blogspot.com/2011/05/1989.html' title='1.989'/><author><name>zimno</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17933978515201703149</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='30' src='http://3.bp.blogspot.com/-XHHowLmKxLY/Tu8jcCHNd-I/AAAAAAAAAc0/ZltwKm6GrXA/s220/z_19%2B12%2B11_%2Bml.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8794707516820465746.post-4661026023301801982</id><published>2011-05-15T22:19:00.000+02:00</published><updated>2011-10-23T22:19:49.182+02:00</updated><title type='text'>1.988</title><content type='html'>&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style="color: black;"&gt;Aniołek siaduje zwykle po prawej, tak mówią statystyki, albo okrakiem.&lt;br /&gt;I sprawuje swoją powinność.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;-----------------------------------------------------&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- … &lt;em&gt;i na to kurtkę&lt;/em&gt;. – mówię. – &lt;em&gt;Chustka na szyję.&lt;/em&gt; &lt;br /&gt;Erna się krzywi.&lt;br /&gt;Nowy Człowiek melancholijnie patrzy we wnętrza sandałów, szuka inspiracji a może potrzebuje dopingu (albo analizuje możliwości przejścia w jednej z gier LEGO, stawiam na analizę możliwości przejścia). &lt;br /&gt;- &lt;em&gt;Buty!&lt;/em&gt; – przypominam.&lt;br /&gt;Nowy Człowiek się budzi z wolna, lewy but, prawy but. Przerwa. Już prawie wyszliśmy, niemal już nas tu nie ma, ale procedury przygotowawcze wciąż ciągną się niemiłosiernie.&lt;br /&gt;Silny jest gotów. Zawsze pierwszy przy drzwiach, wyprężony jak struna przy futrynie. &lt;br /&gt;Kiedy pytam:&lt;br /&gt;- &lt;em&gt;Kto idzie ze mną?&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;Silny natychmiast odpowiada:&lt;br /&gt;- &lt;em&gt;JA!&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;J A z samych wielkich liter, rodzynek pośród nielatów - od początku mowy mówi o sobie „ja” (na pytanie „jak masz na imię” odpowiada „Bobo”, jego „JA” jest takie niewątpliwe), więc pokrzykuje „ja!” i żarliwie się stuka palcem w pierś, wzmacnia komunikat.&lt;br /&gt;&lt;em&gt;- Chustka na szyję, czapka, Erno!&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;Bleee! Ernę wygina obrzydliwy grymas.&lt;br /&gt;- &lt;em&gt;Jest wiosna,&lt;/em&gt; - stęka. – &lt;em&gt;swetej, kujtka i co jeszcze?&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;Bleee!!!&lt;br /&gt;- &lt;em&gt;Na cebulkę&lt;/em&gt;, - rzucam przez ramię, zapinam sprzączki Silnego. – &lt;/span&gt;&lt;span style="color: black;"&gt;&lt;em&gt;nie pamiętasz, że na cebulkę?&lt;br /&gt;- To już nie jest żadna cebulka, - &lt;/em&gt;prycha Erna. – &lt;em&gt;to jest jakiś ziemniak!&lt;/em&gt; &lt;/span&gt;&lt;span style="color: black;"&gt;&lt;em&gt;Taki gjuby!&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wychodzimy ubrani na ziemniak(i), pięć pyr. &lt;br /&gt;Wiosna znowu w recesji. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Uwielbiam ich takich, zuchwale patrzących w przyszłość &lt;br /&gt;[tego, który akurat śpi w wózku też uwie---]. &lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;img alt="" src="http://img641.imageshack.us/img641/1418/dsc060441park25411.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8794707516820465746-4661026023301801982?l=zimnoblog.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zimnoblog.blogspot.com/feeds/4661026023301801982/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zimnoblog.blogspot.com/2011/05/1988.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8794707516820465746/posts/default/4661026023301801982'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8794707516820465746/posts/default/4661026023301801982'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zimnoblog.blogspot.com/2011/05/1988.html' title='1.988'/><author><name>zimno</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17933978515201703149</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='30' src='http://3.bp.blogspot.com/-XHHowLmKxLY/Tu8jcCHNd-I/AAAAAAAAAc0/ZltwKm6GrXA/s220/z_19%2B12%2B11_%2Bml.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8794707516820465746.post-773234531739063273</id><published>2011-05-14T22:21:00.000+02:00</published><updated>2011-10-23T22:24:46.127+02:00</updated><title type='text'>1.987</title><content type='html'>&lt;em&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 8pt;"&gt;Witam serdecznie,&lt;br /&gt;Trakiszki-Koncern Owocowo-Warzywny zaangażował się w sponsoring książki „Przypalone i Zjedzone”. &lt;br /&gt;Z tej okazji chcielibyśmy wysłać do Pani egzemplarz poradnika wraz z produktami pomidorowymi marki. &lt;strong&gt;Po lekturze Pani bloga uważamy, że ta książka będzie fajną pozycją na Pani półce i być może znajdzie w niej Pani &lt;u&gt;kolejne&lt;/u&gt; kulinarne inspiracje&lt;/strong&gt;.*&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W razie chęci otrzymania zestawu proszę napisać , w możliwie najkrótszym terminie, maila z informacją, na jaki adres skierować przesyłkę. Wraz z książką otrzyma Pani zestaw produktów Trakiszki oraz zaproszenie do konkursu organizowanego przez markę dla blogerek. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W przypadku dodatkowych pytań bardzo proszę o kontakt mailowy lub telefoniczny:&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;* moje własne operacje na czcionce i podkreśleniach&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;-----------------------------------------------------&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Być może, jak sugerujecie, siedemdziesięciotrzyletni pan WR o gładkiej żonie nie istnieje.&lt;br /&gt;Ten list to tak jaskrawy fake, że aż dźga w oczy, mówicie.&lt;br /&gt;Naprawdę, nie natknęliście się w życiu na nikogo takiego, jak WR? Na żadnego posiadacza kształtnej kobietki, rasowej klaczy, trofeum, której powinnością jest wyglądać niekoniecznie natomiast myśleć?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;-----------------------------------------------------&lt;/span&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 8pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 8pt; line-height: 115%;"&gt;Witaj,&lt;br /&gt;nazywam się Majka Powolna i reprezentuję firmę LUPIEZYK. W związku z naszą akcją dotyczącą kosmetyków LUPIEZYK Baby, chciałam zaprosić Cię do współpracy. Poszukujemy aktywnie blogujących mam, które chętnie dzielą się z innymi swoją wiedzą, wskazówkami i doświadczeniem. Organizujemy akcję, która wygląda w sposób następujący: &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Otrzymasz od nas produkty z danego segmentu LUPIEZYK Baby (kąpiel, masaż, skóra sucha, przewijanie) i przez 7 kolejnych dni będziesz je testowała przy codziennej pielęgnacji swojego maluszka :-) Test uwieńczony byłby Twoją recenzją i materiałem foto lub video oraz Twoją poradą dotyczącą pielęgnacji. Za poświęcony nam czas otrzymałabyś miłe upominki ufundowane przez markę LUPIEZYK .&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czy zainteresowała Cię moja propozycja? Proszę o odpowiedź w ciągu dwóch dni, wtedy prześlę Ci szczegóły zaproszenia.&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;-----------------------------------------------------&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie twierdzę i nie sugeruję, że wygląd nie ma znaczenia. Estetyka jest istotna, w miarę opiłowane paznokcie i czysta spódnica. Elementarne minimum kultury. &lt;br /&gt;Podkreślam podwójną linią, wężykiem – estetyka się liczy, nie uroda. Na pierwszą miewa się w miarę wpływ, na pralkę, żelazko i prysznic. Na drugą – żadnego.&lt;br /&gt;Twierdzę i upieram się natomiast, że podporządkowanie życia kształtowaniu ciała jest bzdurą. Po pierwsze dlatego, że ciało i tak nam umyka, kolagen i hormony nie przytrzymają się nikogo w nagrodę za zdyscyplinowane życie, na nic ofiary z najwymyślniejszych wyrzeczeń.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Uważam też, że to dość przykre, kiedy mężczyzna / mąż / partner / narzeczony / konkubent / kandydat postrzega kobietę głównie przez pryzmat jej wypukłości, gładkości, rozmiaru – excusez-moi le mot – stanika. Napięcia skóry na udach. Wysokiej pozycji w rankingach „która z nas najładniejsza”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A o tym, że temat ma swój ciężar świadczy liczba reakcji, komentowaliście tak intensywnie, jak &lt;em&gt;w dawnych czasach&lt;/em&gt;, jak w epoce blogowej świetności, która – uch! - już nie wróci, bo teraz rządzi &lt;em&gt;fejs&lt;/em&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Właśnie, wszystko mija, nie chcę być gderliwym prorokiem, ale widzę w blożuniach wymierający segment. Sama się jeszcze tego trzymam, nielimitowanej długości wypowiedzi, w objętości sms’a nie umiem wiele zmieścić, ale to nawyki dinozaurzycy. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Trzymam się bloga i dostaję maile z „propozycjami współpracy”, zwykle intratnymi. Egzemplarz książki z gatunku chick lit w zamian za recenzję. Pikle w tomacie za zaprezentowanie czytelnikom bloga istotnej roli wytworów Trakiszek w życiu (kobiety/matki/żony/kuchty/blogerki). Mydło dla dzieci LUPIEZYK (jedna kostka, rozmiar promocyjny) za foto-video-komiks z panegirykiem ku czci producenta.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W czasie, kiedy blog był naprawdę popularny i żywy żaden producent / dystrybutor / przedstawiciel nie wpadł na taką strategię, ostatnio panuje epidemia. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Litości.&lt;br /&gt;Nie po to tu dłubię od dziewięciu lat, żeby mi ktoś płynął na moim targecie. I to w zamian za puszkę konserwy [nie znaczy to, że za milion rupii pozwolę mu popłynąć. nie. chyba ;)))) ]. &lt;br /&gt;Apage, o, dystrybutorzy reklam!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;-----------------------------------------------------&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- &lt;em&gt;A po któjej stjonie jamienia siedzi aniołek?&lt;/em&gt; – pyta Erna.&lt;br /&gt;&lt;em&gt;- To chyba&lt;/em&gt; – mówię. – &lt;em&gt;zależy od człowieka.&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;[&lt;em&gt;U mnie siedzi na prawym&lt;/em&gt;. - powie za jakiś czas Nowy Człowiek i się radośnie wykrzywi].&lt;br /&gt;- &lt;em&gt;A u mnie?&lt;/em&gt; – Erna się wspina na palce, wykręca szyję. – &lt;em&gt;Po któjej siedzi?&lt;br /&gt;- A jak czujesz?&lt;/em&gt; – pytam.&lt;br /&gt;Nie chcę się ładować w brutalnych koturnach w tak delikatną materię.&lt;br /&gt;- &lt;em&gt;Po tej jączce, -&lt;/em&gt; mówi Erna. Jest poważna. Ma ściągnięte rysy. – &lt;em&gt;któją umiem jeść i jest silniejsza.&lt;br /&gt;- A!&lt;/em&gt; – uśmiecham się. – &lt;em&gt;Więc po prawej! A dlaczego tak cię to interesuje, – &lt;/em&gt;indaguję. – co&lt;em&gt;?&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;- &lt;em&gt;Bo nie wiem niektójich rzeczy,&lt;/em&gt; - tłumaczy Erna. W dobrej wierze, solennie. – &lt;em&gt;A jak się czegoś nie wie, to co się jobi?&lt;/em&gt; – głos Erny zawisa w wysokich rejestrach. Wibruje. – &lt;em&gt;Się nie pyta?&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Podchwytliwa, przyznaję, inteligentnie postawiona kwestia.&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A u Was po której siedzi aniołek, Drodzy Czytelnicy?&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8794707516820465746-773234531739063273?l=zimnoblog.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zimnoblog.blogspot.com/feeds/773234531739063273/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zimnoblog.blogspot.com/2011/05/1987.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8794707516820465746/posts/default/773234531739063273'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8794707516820465746/posts/default/773234531739063273'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zimnoblog.blogspot.com/2011/05/1987.html' title='1.987'/><author><name>zimno</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17933978515201703149</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='30' src='http://3.bp.blogspot.com/-XHHowLmKxLY/Tu8jcCHNd-I/AAAAAAAAAc0/ZltwKm6GrXA/s220/z_19%2B12%2B11_%2Bml.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8794707516820465746.post-5340126154150130530</id><published>2011-05-10T22:25:00.000+02:00</published><updated>2011-10-23T22:26:55.472+02:00</updated><title type='text'>1.986</title><content type='html'>&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;Sobotnie śniadaniowe kanapki jem z „Listami do redakcji” WO, należę do tego nieformalnego stowarzyszenia, którego członkowie (-inie?) odruchowo pielęgnują weekendowy rytuał lektury cudzej korespondencji do posiłku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://img842.imageshack.us/img842/7703/gladkaskora.jpg" target="_blank"&gt;List&lt;/a&gt; pana W.R. o gładkiej skórze jego żony mnie zniesmaczył. Jajeczko wręcz mi podeszło.&lt;br /&gt;Do gardła.&lt;br /&gt;Przełknęłam, przeczytałam list jeszcze raz i zalała mnie krew.&lt;br /&gt;Oczywiście przede wszystkim dlatego, że mogłabym być córką pani R. a nie mam &lt;em&gt;skóry na nogach i wszędzie gładkiej i napiętej&lt;/em&gt;.&lt;br /&gt;Ale zaraz też zrobiło mi się żal biednej pani R., która odejdzie do edenu szczupła, gładka i bez cellulitu nie zaznawszy rozkoszy codziennej szarlotki. Ani tłustych francuskich rogalików. Ani drożdżówek ze słodziutkim białym serem i z rodzynkami, z kandyzowaną skórką pomarańczową (nomen omen) i z kruszonką i z …&lt;br /&gt;A następnie znowu zalała mnie krew, że kobieta o charakterze z żelaza i o wzorcowej silnej woli trafiła na takiego idiotę do wspólnego życia, jak pan W.R.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jego prosta jak trzcina żona w obcisłych dżinsach jest dla niego tylko mięsem. &lt;br /&gt;To żałosne, tak – żałosne, wcale nie rozkoszne ani nie wdzięczne, tylko po prostu żałosne, że jedynym i wyłącznym powodem zachwytu nad kobietą jest rzeczonej kształtny tyłek. &lt;br /&gt;I wygląd małolaty. I umiejętność wyrzeczenia się tego i owego na ołtarzu urody. Niegasnącej, jak mniemam. Co jest bzdurą samo przez się.&lt;br /&gt;Żeby było jasne – podziwiam i cenię, że panu W.R. w wieku, jak sądzę, również późno emerytalnym nadal się chce, że tak to ujmę, spoglądać na żonę, jak na &lt;em&gt;materiał&lt;/em&gt;.&lt;br /&gt;Bezgranicznie mnie natomiast irytuje pean na cześć kobiety, w którym sławi się tylko jej ciało. Gładkość, miękkość, wypukłość i wklęsłość.&lt;br /&gt;Umiejętność rezygnacji z jedzenia po to, żeby nie przytyć.&lt;br /&gt;Anoreksję, puder i fitness. Marność, panie W.R.&lt;br /&gt;Rozsądek nie idzie w parze, niestety, z wiekiem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niezły jest też koncept, przyznaję, przeciwstawienia żony-mistrzyni ascezy całej tej budzącej politowanie, trzęsącej się, galaretowatej, pomarszczonej, otyłej kobiecej reszcie.&lt;br /&gt;Gruba kobieta z cellulitem jako synonim bezwartościowego bytu. &lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 8.5pt; line-height: 115%;"&gt;Błyskotliwa teza, łebska konkluzja. &lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Poza tym i na koniec jestem ciekawa, jak wygląda pan W.R. i jak się prezentuje na tle swoich rówieśników, mężczyzn hiszpańskich, bogów greckich oraz z czego dla zachowania urody rezygnuje przy okazji codziennych posiłków.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 8pt; line-height: 115%;"&gt;Na tym seans codziennej irytacji zakończyłam z wściekłością.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8794707516820465746-5340126154150130530?l=zimnoblog.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zimnoblog.blogspot.com/feeds/5340126154150130530/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zimnoblog.blogspot.com/2011/05/1986.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8794707516820465746/posts/default/5340126154150130530'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8794707516820465746/posts/default/5340126154150130530'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zimnoblog.blogspot.com/2011/05/1986.html' title='1.986'/><author><name>zimno</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17933978515201703149</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='30' src='http://3.bp.blogspot.com/-XHHowLmKxLY/Tu8jcCHNd-I/AAAAAAAAAc0/ZltwKm6GrXA/s220/z_19%2B12%2B11_%2Bml.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8794707516820465746.post-6726651198438673972</id><published>2011-05-08T22:29:00.000+02:00</published><updated>2011-10-23T22:30:32.498+02:00</updated><title type='text'>1.985</title><content type='html'>&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;Nielaty przyłapały mnie na intymnej akcji zmywania lakieru do paznokci, czerwonego.&lt;br /&gt;- &lt;em&gt;Ale fajnie! &lt;/em&gt;– zaczęły się przekrzykiwać [te z nich, które posługują się mową] – &lt;em&gt;Ale magiczny płyn!&lt;br /&gt;- To są czary!&lt;br /&gt;- Zobacz, samo znika!&lt;/em&gt;Szuru-buru, zeskrobałam ostatnie strupy purpurowej emalii.&lt;br /&gt;- &lt;em&gt;Ale fajne! Zobacz! Niezłe! Magia! Patrz tylko!&lt;/em&gt;Balet nielatów odtańczył frenetyczne &lt;em&gt;pas de deux&lt;/em&gt; wokół butelki z rozpuszczalnikiem [Silny robił własne show, mantrował „mamà” z akcentem à la mały Francuz i ujmował mi w dwie dłonie policzki].&lt;br /&gt;Sekwencję pisków i pohukiwań później któryś z młodych głosów entuzjastycznie zakrzyknął:&lt;br /&gt;- &lt;em&gt;A gdyby to wypić?&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;Czaszka! Śmierć! Mroczny żniwiarz! Płukanie żołądka! Zatrucie pokarmowe! Toksyna!&lt;br /&gt;Nerwowo wycharczałam wszelkie możliwe ostrzeżenia.&lt;br /&gt;- … &lt;em&gt;to byłoby się niewidzialnym!&lt;/em&gt; – dokończył rozradowany sopranik.&lt;br /&gt;Pozostałe dziecięce głosy dołączyły się do promiennego aplauzu i okrzyków podziwu. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8794707516820465746-6726651198438673972?l=zimnoblog.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zimnoblog.blogspot.com/feeds/6726651198438673972/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zimnoblog.blogspot.com/2011/05/1985.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8794707516820465746/posts/default/6726651198438673972'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8794707516820465746/posts/default/6726651198438673972'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zimnoblog.blogspot.com/2011/05/1985.html' title='1.985'/><author><name>zimno</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17933978515201703149</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='30' src='http://3.bp.blogspot.com/-XHHowLmKxLY/Tu8jcCHNd-I/AAAAAAAAAc0/ZltwKm6GrXA/s220/z_19%2B12%2B11_%2Bml.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8794707516820465746.post-5681848730921553826</id><published>2011-05-07T22:31:00.000+02:00</published><updated>2011-10-23T22:32:14.664+02:00</updated><title type='text'>1.984</title><content type='html'>&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;Zdążyłam na wyjmowanie wymytych z kąpieli. Przejęłam w locie drugi z trzech ręczników.&lt;br /&gt;Po kolei miziałam roześmiane, rumiane policzki.&lt;br /&gt;Fajne to ;))))&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ojciec Dzieciom bohatersko i bez strat w zespole pełnoletnich przeszedł etap „podawanie ciepłego posiłku”, etap „zabawy i gry w grupach wiekowych”, etap „zaganianie nielatów do łazienki”, wreszcie - etap „ablucje i mycie zębów”.&lt;br /&gt;Bez wątpienia zarobił mocne cztery tysiące punktów do ojcowskiego zbawienia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kiedy wróciłam, trzy małoletnie głosy przekrzykiwały się radośnie. Chlapnięcia, pluski i piski, Ojciec Dzieciom karkołomnie manewrował kolorowym ręcznikiem wśród fontann śmiechu i kaskad mydlin.&lt;br /&gt;Na nowoczłowiecze pytanie, gdzie byłam, bez wahania odrzekłam, że w kinie. Kłamliwa wersja o nadmiarze obowiązków zawodowych byłaby niegodna, wręcz obrzydliwa. Tym bardziej w kontekście filmu, na który się urwałam od macierzyństwa.&lt;br /&gt;A byłam na &lt;a href="http://gutekfilm.pl/puzzle/index.php" target="_blank"&gt;rzeczy &lt;/a&gt;smutnej i pogrążającej, wbrew pełnym optymizmu recenzjom.&lt;/span&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;[Tutaj zwięzłe podziękowania dla Gutek Film za zaproszenie. Spodobał mi się niezobowiązujący charakter tego sponsoringu. &lt;a href="http://www.stopklatka.pl/wydarzenia/wydarzenie.asp?wi=76635" target="_blank"&gt;Zarys&lt;/a&gt; fabuły też wydał mi się atrakcyjny.]&lt;/span&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Później opowiedziałam nielatom [bukolicznie skłębionym na dużym łóżku w miękkich piżamkach, wśród puszystych kocyków] o znękanej życiem pięćdziesięcioletniej matce dwóch synów, solidnej żonie męża, o jej życiu poświęconym innym. Wreszcie – o puzzlach, które układała, jak mistrzyni.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie mogę się otrząsnąć z tego filmu, mój ogląd sprawy jest taki, że fabuła wcale nie niesie nadziei na zmianę życia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jestem pewna, że wiem, co się stało, kiedy na pustej łące porośniętej soczystą trawą zapadł zmrok (na łące kończy się akcja filmu). &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Maria del Carmen spakowała wiklinowy kosz. Ogryzek z fantazją przerzuciła przez ramię i wróciła do ciasnego mieszkania, z którego wkrótce wyprowadził się najpierw jeden a później drugi syn. Maria coraz rzadziej układała puzzle, za to już nigdy nie zapomniała kupić sera dla męża. Jej ciasny pokój wygospodarowany na azyl do układania puzzli znowu zarósł nalotem z niepotrzebnych gratów, które było żal ekspediować na śmietnik.&lt;br /&gt;Z początku, bywało, otwierała jeszcze kasetkę na nici, w której ukryła bilet do Niemiec i przeciągała palcami po śliskiej okładce z logo linii lotniczych. Z biegiem czasu zapomniała o bilecie.&lt;br /&gt;Już nigdy nie pomalowała paznokci krwistoczerwoną emalią.&lt;br /&gt;A nigdy, to nigdy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ten film nie jest o zmianie życia, on jest o uchyleniu drzwi na potencjalną możliwość zmiany i o natychmiastowym ich zatrzaśnięciu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Między bohaterką a jej przypadkowym romeo nie ma żadnego płomienia, gorzej – nie ma nawet iskry, nie przechodzi żadne niewerbalne damsko-męskie porozumienie. W pozamałżeńskiej scenie (niepełnoletni Czytacze zamykają oczy) erotycznej bohaterka kurczowo zaciska pięści i nie jest to efekt spazmu rozkoszy, ale zawstydzający mnie, widza lęk, jest przemoc. Czuję się źle, czuję się, jak wojerysta i wcale nie chcę już tego dalej widzieć, chcę zamiast oryginału zobaczyć amerykański remake, niech realia wyładnieją, zatęchłe klitki, w których mieszka Maria z rodziną niech będą podmiejskim domkiem z lukru i z MDF-u, chcę kolorowych mebelków, męczy mnie stylistyka późnych lat siedemdziesiątych.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bohaterka jest autystką, jest małą Marynią zaklętą w życie starzejącej się kobiety, jej drobne, jędrne ciało nie współgra z pociętą bruzdami twarzą, nadal piękną. &lt;br /&gt;Maria del Carmen boi się męża.&lt;br /&gt;Kiedy ten, brzuchaty, łysawy, rubaszny rozpiera się w miękkim fotelu przed telewizorem i beztrosko rechoce, ona przysiada na brzeżku twardego krzesła, trochę na ukos, jakby zaraz miała lecieć (a przecież moczy stopy w misce).&lt;br /&gt;Resztką sił, wyczerpana obsługiwaniem gości zdobi swój własny tort urodzinowy jakąś dziecinną posypką (nikt go później nie chce jeść), kroi pieczeń, zmiata okruchy i resztki potłuczonego talerza.&lt;br /&gt;Zniknęła w codziennych służebnych rytuałach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Być może nie umiem się wczuć, ale twierdzę, że jej nowa pasja, co prawda przez chwilę ją pochłania i daje przyjemność, ale nie na tyle, żeby Maria zechciała postawić na szali więcej, niż kilka popołudni spędzonych z romeo, zamiast w domowym zaciszu. Maria odmawia też wyraźnej prośbie starszego syna, twierdzi, że w czasie, którego chce od niej dziecko ma własne zajęcia i tutaj widzę jakąś kulminację rewolty, spóźnioną o dwadzieścia pięć lat i niepotrzebną, bo syna za chwile z nią nie będzie, odejdzie do własnego życia, zostanie gorycz.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I o tym są „Puzzle”, o tym, że jest za późno, a nie, że zawsze jest czas. Są raczej o czasie, który nieubłaganie nas zjada, wciśniętych w ciasne formy powinności/obowiązków i stereotypów. Są też o tym, że nie należy się zgubić na początku dorosłego/małżeńskiego/macierzyńskiego życia. Szukanie kawałków siebie dopiero po pięćdziesiątce może być skazane na fiasko. W miejscu na „ja” z dużym prawdopodobieństwem znajdzie się wówczas „nic”.&lt;/span&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 8.5pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8794707516820465746-5681848730921553826?l=zimnoblog.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zimnoblog.blogspot.com/feeds/5681848730921553826/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zimnoblog.blogspot.com/2011/05/1984.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8794707516820465746/posts/default/5681848730921553826'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8794707516820465746/posts/default/5681848730921553826'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zimnoblog.blogspot.com/2011/05/1984.html' title='1.984'/><author><name>zimno</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17933978515201703149</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='30' src='http://3.bp.blogspot.com/-XHHowLmKxLY/Tu8jcCHNd-I/AAAAAAAAAc0/ZltwKm6GrXA/s220/z_19%2B12%2B11_%2Bml.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8794707516820465746.post-3575403000164039519</id><published>2011-05-05T22:33:00.000+02:00</published><updated>2011-10-23T22:33:45.815+02:00</updated><title type='text'>1.983</title><content type='html'>&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;Podpłynęłam kilka metrów.&lt;br /&gt;Nowy Człowiek w niedbałym geście zwisał z brzegu basenu, wsunął palce w szczelinę między siatką filtra a krawędzią niecki i nonszalancko, leniwie przebierał nogami.&lt;br /&gt;- &lt;em&gt;Masz konto na fejsbuku?&lt;/em&gt; – spytał.&lt;br /&gt;Zanurkowałam.&lt;br /&gt;Wynurzyłam się, otarłam twarz z wody. Sytuacja trwała tak, jak ją zostawiłam, stabilna inscenizacja, wręcz spektakl na Nowego Człowieka i kościstą pannicę. &lt;br /&gt;- &lt;em&gt;Ja mam, ale praktycznie nie używam&lt;/em&gt;. – klarował Nowy Człowiek.&lt;br /&gt;Młoda dama (krótkie, ciemne włosy przylepione do czaszki od wody w basenie) wyglądała na co najmniej 12 lat. Długą, chudą kończyną zahaczyła się o skraj zbiornika. Obficie coś tłumaczyła Nowemu Człowiekowi w odpowiedzi i gestykulowała zamaszyście, ale jej głos rozpuszczał się w szumie urządzeń oczyszczających wodę.&lt;br /&gt;Przepłynęłam jedną długość. Nowy Człowiek dopadł mnie tuż przy drabinkach.&lt;br /&gt;- &lt;em&gt;Mama, a co to jest nasza klasa? A czym to się różni od fejsbuka? Mama? Czym?&lt;/em&gt; &lt;br /&gt;Ciemnowłosa chudzina bezceremonialnie zwisała z brzegu w płytszej części. Wbiła hipnotyczny wzrok w zwilgotniałe pukle Nowego Człowieka, w jego dziecinne plecki.&lt;br /&gt;Zwięźle scharakteryzowałam kilka różnic między portalami. Nowy Człowiek westchnął, chrząknął, burknął, że Taalicja ma konto na naszej klasie a nie na fejsbuku, niestety i niepocieszony odpłynął.&lt;br /&gt;Taalicja rozpromieniła się na widok zbliżającego się nowoczłowieczego mięsa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Chrząknęłam, splunęłam, zawyłam.&lt;br /&gt;Metaforycznie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- &lt;em&gt;Mama, a wiesz, z której ona była klasy? Taalicja? –&lt;/em&gt; zapytał z przejęciem Nowy Człowiek, kiedy otrząsnęliśmy się już z wody i owinięci w ręczniki truchtaliśmy korytarzem w stronę naszego pokoju. – &lt;em&gt;Z czwartej! A ja dopiero jestem z pierwszej!&lt;/em&gt;Westchnęłam, burknęłam, zamilkłam. Przeciągnęłam drżącą matczyną dłonią po niemowlęcych piórkach pierworodnego synka. Po jego mizernych ramionkach. I chudej szyjce. &lt;br /&gt;- Ale n&lt;em&gt;ie warto zawierać przyjaźni w hotelach, prawda?&lt;/em&gt; – melancholijnie zagaił Nowy Człowiek po długiej chwili milczenia. – &lt;em&gt;Bo jeden, dwa dni i już pożegnanie.&lt;/em&gt;Tak!&lt;br /&gt;Tak!!!&lt;br /&gt;Tak, dziecko, oczywiście!&lt;br /&gt;Nie warto! Sama nie ujęłabym tego precyzyjniej!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8794707516820465746-3575403000164039519?l=zimnoblog.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zimnoblog.blogspot.com/feeds/3575403000164039519/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zimnoblog.blogspot.com/2011/05/1983.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8794707516820465746/posts/default/3575403000164039519'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8794707516820465746/posts/default/3575403000164039519'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zimnoblog.blogspot.com/2011/05/1983.html' title='1.983'/><author><name>zimno</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17933978515201703149</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='30' src='http://3.bp.blogspot.com/-XHHowLmKxLY/Tu8jcCHNd-I/AAAAAAAAAc0/ZltwKm6GrXA/s220/z_19%2B12%2B11_%2Bml.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8794707516820465746.post-8768170863645757194</id><published>2011-04-28T22:35:00.000+02:00</published><updated>2011-10-23T22:39:15.140+02:00</updated><title type='text'>1.982</title><content type='html'>&lt;span style="font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;&lt;span style="color: black;"&gt;Erna się rozpiera na kanapie, szczebiocze freestajlem, podskakuje, wyciąga się i zgina, skubie panieńskim gestem brzeg spódniczki.&lt;br /&gt;O takich jak ona ludzie znający życie mówią, że nie usiedzi w miejscu.&lt;br /&gt;- &lt;em&gt;Mama&lt;/em&gt;, - pyta. – &lt;em&gt;a są takie fotele, któje się umią jozkładać?&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;- &lt;em&gt;Przede wszystkim&lt;/em&gt; – zastygam w pozie kaznodziejskiej. – &lt;/span&gt;&lt;span style="color: black;"&gt;&lt;em&gt;to się mówi umieją.&lt;br /&gt;- A. &lt;/em&gt;– zasępia się Erna. – &lt;/span&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="color: black;"&gt;To po co jest słowo umią?&lt;br /&gt;- Nie ma słowa umią.&lt;br /&gt;- A. &lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt;"&gt;&lt;span style="color: black;"&gt;Erna zaplata dłonie. Milczy.&lt;br /&gt;Jej układ ust, wyraz twarzy, mała zmarszczka u nasady nosa, ściągnięte policzki, słowem – każdy drobny element mowy ciała z osobna i ogólne wrażenie świadczą o jednym – nie wierzy mi. &lt;br /&gt;Nie dałaby złamanego grosza za właśnie sprzedaną jej wiedzę.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8794707516820465746-8768170863645757194?l=zimnoblog.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zimnoblog.blogspot.com/feeds/8768170863645757194/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zimnoblog.blogspot.com/2011/04/1982.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8794707516820465746/posts/default/8768170863645757194'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8794707516820465746/posts/default/8768170863645757194'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zimnoblog.blogspot.com/2011/04/1982.html' title='1.982'/><author><name>zimno</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17933978515201703149</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='30' src='http://3.bp.blogspot.com/-XHHowLmKxLY/Tu8jcCHNd-I/AAAAAAAAAc0/ZltwKm6GrXA/s220/z_19%2B12%2B11_%2Bml.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8794707516820465746.post-4985405138029347213</id><published>2011-03-15T14:11:00.000+01:00</published><updated>2011-10-27T14:14:30.475+02:00</updated><title type='text'>1.969</title><content type='html'>&lt;span style="line-height: 115%; font-family: 'Verdana','sans-serif'; font-size: 10pt"&gt;&lt;em&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Mama, a djaczego&lt;/em&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="line-height: 115%; font-family: 'Verdana','sans-serif'; font-size: 10pt"&gt; – pyta Erna. – &lt;em&gt;kaczki chodzą gęsiego? Pływają jaczej?&lt;br /&gt;&lt;/em&gt;Myślę, że niewykluczone, że tak im po prostu wygodnie, mówię. Jest mniejszy opór wody na kolejne kaczki. Pierwsza bierze opór na klatę.&lt;br /&gt;Erna się głowi.&lt;br /&gt;- &lt;em&gt;Chyba chcą udawać ciuchcie&lt;/em&gt;. – zastanawia się na głos.&lt;br /&gt;Silny się przetacza nieopodal na skuterze napędzanym siłą mięśni nóg, energicznie szusuje trzewikami.&lt;br /&gt;- &lt;em&gt;A ja rzadko się widuję z kaczkami&lt;/em&gt; … - głośno analizuje Erna.&lt;br /&gt;To co, zaprosimy kilka na podwieczorek? Albo na śniadanie? Bo na obiad kategorycznie nie, odmawiam.&lt;br /&gt;- &lt;em&gt;Mama, a kiedy pojedziemy do nawsi?&lt;/em&gt; – drąży Erna.&lt;br /&gt;Hm.&lt;br /&gt;W ogóle, myślę, moglibyśmy pojechać dokądś. Do nawsi albo do nawakacje.&lt;br /&gt;- &lt;em&gt;Tam, gdzie są konie&lt;/em&gt; … - ciągnie Erna. – &lt;em&gt;i tam, gdzie są … gdzie są … gdzie są … no, wiesz co …&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;Oprogramowanie nagle zawisa, Erna macha rękami.&lt;br /&gt;Podpowiadam:&lt;br /&gt;- &lt;em&gt;KACZKI???&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="center"&gt;*** &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;A na koniec historia obrazkowa. &lt;br /&gt;Zatytułowaliśmy ją z Nowym Człowiekiem „Obława” [Główny Zainteresowany wyraził zgodę na wykorzystanie wizerunku, więc rzecz jest absolutnie legalna].&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nawet bez feministycznego wychylenia nie sposób nie zauważyć dziewczyńskiej dominacji w rocznikach dwutysięcznych. To się może nieźle dyskontować za jakieś dwadzieścia lat. &lt;br /&gt;O czym z piszę z potężną kobiecą satysfakcją i z takimż macierzyńskim strachem.&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img151.imageshack.us/img151/1097/dsc04561aa.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img692.imageshack.us/img692/18/dsc04579aa.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img708.imageshack.us/img708/7521/dsc04572aa.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img842.imageshack.us/img842/8232/dsc04573p.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://img191.imageshack.us/img191/848/dsc04560aa.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="line-height: 115%; font-family: 'Verdana','sans-serif'; font-size: 8pt"&gt;Moje ulubione ujęcia to pościg à la matrix ze zdjęcia 2 i pensjonarski balet ze zdjęcia 3.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8794707516820465746-4985405138029347213?l=zimnoblog.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zimnoblog.blogspot.com/feeds/4985405138029347213/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zimnoblog.blogspot.com/2011/03/1969.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8794707516820465746/posts/default/4985405138029347213'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8794707516820465746/posts/default/4985405138029347213'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zimnoblog.blogspot.com/2011/03/1969.html' title='1.969'/><author><name>zimno</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17933978515201703149</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='30' src='http://3.bp.blogspot.com/-XHHowLmKxLY/Tu8jcCHNd-I/AAAAAAAAAc0/ZltwKm6GrXA/s220/z_19%2B12%2B11_%2Bml.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8794707516820465746.post-5224229170364822606</id><published>2011-03-13T14:08:00.000+01:00</published><updated>2011-10-27T14:10:00.855+02:00</updated><title type='text'>1.968</title><content type='html'>&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;Motylek.&lt;br /&gt;Krokusik (żółty).&lt;br /&gt;Silny dosiadł traktora z przyczepą.&lt;br /&gt;- &lt;em&gt;Trrr &lt;/em&gt;[coś tam/coś tam]! – mówi.&lt;br /&gt;Ciągnę za sznurek, traktor się toczy, koła traktora turli-turli-turli po bruku. Tur. Plastik bez opon turkocze donośnie, piach zgrzyta, sznurek się wrzyna (w dłoń), Silny chichoce żywiołowym śmiechem. Apogeum radości.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- &lt;em&gt;Mama,&lt;/em&gt; - Erna się pochyla nad dołkiem w ziemi. Dłubie suchą gałązką. - &lt;em&gt;a Pan Bóg stworzył wszystkie jobaje?&lt;/em&gt;Jest smutna i poważna, nawet trochę refleksyjna więc:&lt;br /&gt;- &lt;em&gt;Uhu.&lt;/em&gt; – mówię.&lt;br /&gt;- &lt;em&gt;A djaczego nie stworzył tyje tych dobjych?&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;Biedroneczka (wpół śnięta) pomyka po grudach. Tup-tup-tup. Nur. Jednak wiosna.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ziuuu!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- &lt;em&gt;Mama, jak jade szybciej, to mi lepiej ujeździć –&lt;/em&gt;nawołuje Erna, warkocze rozwiane przez pęd rowerowy podrygują wokół jej głowy. – &lt;em&gt;te wszystkie dziuji!&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;Dziury w ścieżce, błoto w niektórych. Chlup-chlup-plumsk. &lt;br /&gt;- &lt;em&gt;W czas dojechałam?&lt;/em&gt; – pyta Erna, śmigając przed traktorem.&lt;br /&gt;- &lt;em&gt;W czas&lt;/em&gt;. – mówię.&lt;br /&gt;- &lt;em&gt;Cała naprzód!&lt;/em&gt; – zarządza Erna, nadal na czterech kółkach.&lt;br /&gt;Po południu pojedzie na dwóch.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A kiedy w wąskim, błotnistym miejscu Nowy Człowiek chce przepuścić Ernę przodem, a ta niezbyt ma ochotę torować drogę, więc Nowy Człowiek przekonuje, że dziewczynom przysługuje pierwszeństwo – bo to stały argument Erny, kiedy chodzi o dostęp do słodyczy, do czułości albo do pilota, Erna wydyma usta:&lt;br /&gt;- &lt;em&gt;Aje tylko wtedy, kiedy same tak chcą&lt;/em&gt;. – rzecze.&lt;br /&gt;Jaśnie/oświecona. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;img alt="" border="0" src="http://img190.imageshack.us/img190/8071/dsc04586springsmaller.jpg" /&gt; &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8794707516820465746-5224229170364822606?l=zimnoblog.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zimnoblog.blogspot.com/feeds/5224229170364822606/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zimnoblog.blogspot.com/2011/03/1968.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8794707516820465746/posts/default/5224229170364822606'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8794707516820465746/posts/default/5224229170364822606'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zimnoblog.blogspot.com/2011/03/1968.html' title='1.968'/><author><name>zimno</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17933978515201703149</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='30' src='http://3.bp.blogspot.com/-XHHowLmKxLY/Tu8jcCHNd-I/AAAAAAAAAc0/ZltwKm6GrXA/s220/z_19%2B12%2B11_%2Bml.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8794707516820465746.post-5801893157737913783</id><published>2011-03-12T14:07:00.000+01:00</published><updated>2011-10-27T14:09:11.166+02:00</updated><title type='text'>1.967</title><content type='html'>&lt;span style="font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style="color: black;"&gt;Nic.&lt;br /&gt;A zaraz potem cały kadr wypełnia rumiana buzia, dwa rzędy bielusieńkich zębów.&lt;br /&gt;&lt;em&gt;- Mama!&lt;/em&gt; – radośnie oznajmia buzia.&lt;br /&gt;Szybko zamykam oczy.&lt;br /&gt;Nic.&lt;br /&gt;Znów miła ciemność. Gonię za snem.&lt;br /&gt;Łups!&lt;br /&gt;Rumiana buzia i dwie pulchne ręce w mięciusiej piżamce wprost spod puchowej kołderki przytargały i wertują książeczkę.&lt;br /&gt;- &lt;em&gt;Bum! Bum!&lt;/em&gt; – mówi buzia. Książka jest o waleniu w bęben. - &lt;em&gt;Bum! Bum! Mama!&lt;/em&gt; – cieszy się Silny.&lt;br /&gt;Prask!&lt;br /&gt;Silny ciska we mnie woluminem.&lt;br /&gt;To znaczy - zdecydowanym gestem mi podsuwa lekturę pod zaspany nos. Sztywna kartonowa oprawa parkuje między moim łukiem brwiowym a policzkiem. Jest szósta pięćdziesiąt siedem. &lt;br /&gt;Sobota.&lt;br /&gt;Czytać!&lt;br /&gt;.&lt;br /&gt;.&lt;br /&gt;.&lt;br /&gt;- &lt;em&gt;Mama, złe wieści&lt;/em&gt; – po lewej i nieco na południowy wschód łóżka śpi, jak się okazuje, Erna. Teraz się nerwowo mości pod strzępem nakrycia. – &lt;em&gt;Mama, złe wieści,&lt;/em&gt; - jęczy. – &lt;em&gt;Piki się tutaj zmieścił!&lt;/em&gt;Silny odważnie trawersuje posłanie to w prawo, to w lewo, nie zważając na czeluście i parowy licznych kończyn i korpusów pod nakryciem.&lt;br /&gt;- &lt;em&gt;Piki mi tutaj wszedł i mnie budzi! Mama!&lt;/em&gt; – skarży się Erna. – &lt;em&gt;Mama, weź go!&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;- &lt;em&gt;Maaa-maaa!&lt;/em&gt; – radośnie nawołuje Silny.&lt;br /&gt;Komuna. Tumult od świtu. Anarchia poduszek, jaśków i kocyków. Dziecinnych skarpetek. Szklanek i butelek z piciem. Nogi, ręce, żądania, eskalacja jęków. Natychmiast się zerwać! W tej chwili pobiec do życia!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Miłego, spokojnego weekendu!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;------------------------------------------------------------------------------&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- &lt;em&gt;Mama,&lt;/em&gt; - zainteresowała się Erna. Od góry jest już kompletnie ubrana, za to od dołu niezbyt. –&lt;em&gt; a jak stjasz poziajna popsika wodą policjanta, to będzie miała kaje?&lt;/em&gt;Ciekawe, że Ernę interesują niemal te same absurdalnie niemożliwe tematy, które zajmowały jej starszego brata w analogicznym wieku.&lt;br /&gt;Chrząkam i pomrukuję, wsuwam Silnego w spodenki. Proszę Ernę o doprecyzowanie stanu faktycznego.&lt;br /&gt;- &lt;em&gt;No jak na przykład by sie paliło i zapomniałoby sie wyłączyć i policjant by przyszedł&lt;/em&gt; …&lt;br /&gt;Na szczęście zjawisko „mama, a ja mam masę ciekawych pytań do ciebie” jest u nas mocno dynamiczne. Nie da się wyczerpać tematu bo ---&lt;br /&gt;- &lt;em&gt;MAAA-MAAA!&lt;/em&gt; – wrzeszczy Erna. – &lt;em&gt;a Din rzuca moim kotečkiem!!!&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;Problem wygląda poważnie, a Silny chce już pójść jeść. Pluszaki śmigają w powietrzu a nielaty przypuszczają - raz jedno, raz drugie - ofensywę.&lt;br /&gt;- &lt;em&gt;A ty rzucałaś jego?&lt;/em&gt; – pytam.&lt;br /&gt;- &lt;em&gt;Tak,&lt;/em&gt; - bez namysłu odparowuje Erna. – &lt;em&gt;aje to Din zaczął!&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;Nowy Człowiek się czai gdzieś między drzwiami łazienki a balustradą pierwszego piętra, dynamicznie obstawia Święty Szaniec Dina.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A później Erna odmawia rajstop.&lt;br /&gt;- &lt;em&gt;Aje dja mnie józiowy jest OHYDNY!&lt;/em&gt; – się krzywi.&lt;br /&gt;- &lt;em&gt;Ale dlaczego?&lt;/em&gt; – pytam. &lt;br /&gt;Dotąd różowy był w miarę ok, bez szaleństwa, ale i bez sprzeciwów.&lt;br /&gt;- &lt;em&gt;Bo jest dja małych dzidzi,&lt;/em&gt; - prycha Erna. – &lt;em&gt;a ja nie jestem już małą dzidzią!&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;- &lt;em&gt;A jaki kolor jest dobry?&lt;/em&gt; – pytam.&lt;br /&gt;- &lt;em&gt;Niebieski!&lt;/em&gt; – odpowiada Erna. – &lt;/span&gt;&lt;span style="color: black;"&gt;&lt;em&gt;Aje jasno.&lt;br /&gt;- Dlaczego?&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;- &lt;em&gt;Bo mam niebieskie oczy …&lt;/em&gt; - rozmarza, rozczula się Erna.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nowy Człowiek ma swoje pięć minut przy obiedzie - pięć minut czy wręcz całe trzydzieści. Najpierw nie daje się przekonać do moich placków ziemniaczanych. Później dźga je niechętnie, jakby się ze strony dania spodziewał aktów agresji. Wreszcie z ociąganiem degustuje. Zjada jednego, drugiego …&lt;br /&gt;- &lt;em&gt;Dobre?&lt;/em&gt; – pytam.&lt;br /&gt;- &lt;em&gt;Nie są najgorsze.&lt;/em&gt; – odpowiada Nowy Człowiek, żując wystygłe naleśniki. Patrzy we mnie jasnym, szczerym wzrokiem Bardzo Uprzejmego Dziecka. - &lt;/span&gt;&lt;span style="color: black;"&gt;&lt;em&gt;Ale ja już jadłem lepsze w moim życiu.&lt;br /&gt;&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Miłego, rozkosznego weekendu!&lt;br /&gt;I dużo odpoczynku!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;em&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/em&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8794707516820465746-5801893157737913783?l=zimnoblog.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zimnoblog.blogspot.com/feeds/5801893157737913783/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zimnoblog.blogspot.com/2011/03/1967.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8794707516820465746/posts/default/5801893157737913783'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8794707516820465746/posts/default/5801893157737913783'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zimnoblog.blogspot.com/2011/03/1967.html' title='1.967'/><author><name>zimno</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17933978515201703149</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='30' src='http://3.bp.blogspot.com/-XHHowLmKxLY/Tu8jcCHNd-I/AAAAAAAAAc0/ZltwKm6GrXA/s220/z_19%2B12%2B11_%2Bml.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8794707516820465746.post-5741994425216724039</id><published>2011-03-07T14:02:00.000+01:00</published><updated>2011-10-27T14:05:37.519+02:00</updated><title type='text'>1.966</title><content type='html'>&lt;span style="color: black;"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;Erna stoi w postawie wieszcza na krześle naprzeciw mnie – wzrok błędny, włos rozwiany.&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 8pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;em&gt;&lt;/em&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: black;"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 8pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;em&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;[Nie przeczę, że kilka rzeczy mi się podoba, niezależnie od codziennych irytacji.]&lt;/em&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: black;"&gt;&lt;em&gt;- Mama!&lt;/em&gt; – żąda Erna. – &lt;/span&gt;&lt;span style="color: black;"&gt;&lt;em&gt;Zapisuj to, mama! Zapisujesz to? Djaczego jeszcze nie zapisujesz, MAAA-MAAA?&lt;/em&gt;Kiwam głową. Nowy Człowiek dłubie nieopodal w tomiku z łamigłówkami.&lt;br /&gt;- &lt;em&gt;Mama, zapisałaś?&lt;/em&gt; – stęka Erna.&lt;br /&gt;Silny podbiegł do stołu i gęstymi onomatopejami wyjaśnia mi pewien krwawy wypadek, prawdopodobnie - swój upadek z krzesła dziś rano. Jest dużo „bummm!” i „tam” i „MAMA!”. Jest też dobitna gestykulacja i metoda Stanisławskiego w wymownym ruchu gałek.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 8pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="color: black;"&gt;[Podoba mi się, że mój, khekh, debiut okładkowy przypadł &lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;a href="http://forsal.pl/artykuly/493058,w_sobote_pierwszy_europejski_dzien_rownosci_wynagrodzen.html" target="_blank"&gt;&lt;em&gt;na&lt;/em&gt;&lt;/a&gt;&lt;em&gt; &lt;span style="color: black;"&gt;pierwszy europejski Dzień Równości Wynagrodzeń. Nie wątpię, że to musi być znak, choć jeszcze nie wiem jaki.]&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: black;"&gt;- &lt;em&gt;Piszesz, mama?&lt;/em&gt; – pyta Erna.&lt;br /&gt;Widzi, że nie piszę. Bawię się pisakiem z różową nakładką. Odsuwam i przysuwam do siebie kartkę.&lt;br /&gt;- &lt;em&gt;Zapisuj to, mama!&lt;/em&gt; – niecierpliwi się Erna. Unosi ramię.&lt;br /&gt;Piszę.&lt;/span&gt;&lt;span style="color: black;"&gt;&lt;em&gt;- Josną kwiatki w góję&lt;br /&gt;tam, gdzie nieba blask.&lt;br /&gt;Josną josną josną&lt;br /&gt;tam tam tam tam tam.&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;Erna śpiewa a linia melodyczna odchodzi w nicość z każdą wyśpiewaną frazą, albowiem – cóż za strata! - nie umiem zapisywać dźwięków, chociaż fristajl Erny pasuje do każdego umpa-umpa, więc istotność ósemek i półnut jest po prawdzie minimalna. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- &lt;em&gt;Są wysokie już &lt;/em&gt;– Erna się kiwa i łypie na mnie w zapamiętaniu.&lt;/span&gt;&lt;span style="color: black;"&gt;&lt;em&gt;tak wysokie, jak mak&lt;br /&gt;są są są pachnące, jak kwiat&lt;br /&gt;la la la la la&lt;/em&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style="color: black;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 8pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;em&gt;[Dziękuję za wszystkie miłe reakcje. Z niejakim sado-maso myślę o sobie leżącej u niektórych z Was na stołach albo pod szafą. Albo w kuble na odpadki (to jest ten wątek maso).] &lt;/em&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: black;"&gt;- &lt;em&gt;Zawsze na polankę pełną kwiatków idę …&lt;/em&gt; – zawodzi Erna.&lt;/span&gt;&lt;span style="color: black;"&gt;&lt;em&gt;Zakładam kujteczke ze kwiatkiem.&lt;br /&gt;Idę pobiegać tam, gdzie polanki smak&lt;br /&gt;na na na na na.&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nowy Człowiek podnosi głowę znad krzyżówki z detektywami. Nadchodzi moment, w którym powinien zażądać kanonicznego:&lt;br /&gt;- &lt;em&gt;A powiedz, Ernjułeczko „jedzie rak na jaku&lt;/em&gt;”.&lt;br /&gt;Pozbawiona „er” Erna wysypałaby się rzecz jasna na dwóch jakach, ku dzikiej uciesze … &lt;br /&gt;Ale nie, nie tym razem, tym razem jest inaczej. &lt;br /&gt;- &lt;em&gt;I dlatego nie lubię kobiet!&lt;/em&gt; – syka Nowy Człowiek.&lt;br /&gt;Unoszę brwi.&lt;br /&gt;- &lt;em&gt;Widzisz, że kobieta to jest rabuś?&lt;/em&gt; – gorliwie tłumaczy Nowy Człowiek.&lt;br /&gt;Jest, w rzeczy samej.&lt;br /&gt;Później nachyla się nad Erną. Erna wyśpiewała bukolikę i cała energia z niej spadła. &lt;br /&gt;- &lt;/span&gt;&lt;span style="color: black;"&gt;&lt;em&gt;Tylko mi nie mów, Erna, że nie wiesz, co to jest rabuś!&lt;/em&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;Erna kiwa głową na ukos, między przeczeniem a przyznaniem się.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color: #943634; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 11pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wesołego dnia kobiet wszystkim paniom! ;))))&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 11pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8794707516820465746-5741994425216724039?l=zimnoblog.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zimnoblog.blogspot.com/feeds/5741994425216724039/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zimnoblog.blogspot.com/2011/03/1966.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8794707516820465746/posts/default/5741994425216724039'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8794707516820465746/posts/default/5741994425216724039'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zimnoblog.blogspot.com/2011/03/1966.html' title='1.966'/><author><name>zimno</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17933978515201703149</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='30' src='http://3.bp.blogspot.com/-XHHowLmKxLY/Tu8jcCHNd-I/AAAAAAAAAc0/ZltwKm6GrXA/s220/z_19%2B12%2B11_%2Bml.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8794707516820465746.post-3690424323257373008</id><published>2011-03-04T13:59:00.000+01:00</published><updated>2011-10-27T14:00:04.857+02:00</updated><title type='text'>1.965</title><content type='html'>&lt;span style="font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style="color: black;"&gt;Być może to skutek przedłużającej się epoki lodowcowej, powodem może być piąty miesiąc ujemnych temperatur i powoli – szczęśliwie – już ustępującej ciemności. Tak czy inaczej - rozjuszają mnie najbanalniejsze okoliczności, w czwartek – tłusty - rozsierdza mnie hegemonia lukrowanych pączków na regałach cukierni (ciastko z jabłkiem, wróć!) a od poniedziałku do piątku irytuje mnie reforma szkolna.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Owszem, Erna idzie we wrześniu do szkoły, tak, Erna ma pięć lat.&lt;br /&gt;I pecha, że się urodziła w 2006, w roku eksperymentalnym, za rok jej rówieśnicy, wszyscy, bez względu na poziom rozwoju pomaszerują do pierwszej klasy. Mówię temu – fuj.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Co prawda bazuję wyłącznie na pojedynczym doświadczeniu Nowego Człowieka (wzmocnionym cudzym doświadczeniem, o którym wiem z rozmów), ale z całą mocą twierdzę, że zerówka nie jest do niczego, zerówka może być jak rytuał przejścia, jak miękkie wśliźnięcie się w erę szkoły.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Słabo widzę pierwszą klasę, tornistry, ławki, dzwonek co 45 minut i zadania domowe w wykonaniu ludzi, którzy dopiero co przyczłapali z przedszkola. Chcę dla Erny taryfy ulgowej, dywanika na końcu sali, szafy z zabawkami, nie mam zamiaru symulować, że Erna marzy o lekcjach kaligrafii i o systemowej nauce czytania teraz/zaraz i już.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dlatego Erna idzie do zerówki.&lt;br /&gt;Bo mnie irytuje reforma szkolna.&lt;br /&gt;Minął tłusty czwartek, ciastka z jabłkami na powrót pojawiły się w obrocie. Nie widać niestety kresu reformom.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;---------------------------------------------------------------------------------------------------&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- &lt;em&gt;Mama,&lt;/em&gt; - pyta Erna. – &lt;/span&gt;&lt;span style="color: black;"&gt;&lt;em&gt;a jaką pjacę ty mi pjoponujesz?&lt;/em&gt;Lubię jej niezłomną świadomość i wiarę, że jest stworzona do wszystkiego, a nie na przykład wyłącznie do miłego dla oka wyglądu.&lt;br /&gt;- &lt;em&gt;Sama wybierzesz,&lt;/em&gt; - mówię. – &lt;em&gt;kiedy dorośniesz.&lt;/em&gt; &lt;br /&gt;Później pytam, kim by chciała być.&lt;br /&gt;- &lt;em&gt;Kombojką,&lt;/em&gt; - bez zastanowienia odpowiada Erna. – &lt;/span&gt;&lt;span style="color: black;"&gt;&lt;em&gt;któja podjóżuje po całym świecie, ajbo podjóżnikiem.&lt;br /&gt;- Fajnie.&lt;/em&gt; – mówię.&lt;br /&gt;- &lt;em&gt;Bo bym chciała napisać&lt;/em&gt;, - wzdycha Erna, z pasją gestykuluje. – &lt;em&gt;książkę o zwierzętach, jak już wszystko wypodjóżuje …&lt;/em&gt; &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;… lubię też jej poczucie, że można &lt;em&gt;wszystko&lt;/em&gt; i że gdzieś jest kres i pełnia, że można &lt;em&gt;wszystko&lt;/em&gt; zwiedzić, &lt;em&gt;wszystko&lt;/em&gt; przeczytać/napisać i &lt;em&gt;wszystko&lt;/em&gt; zrozumieć.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Skrupulatnie notuję na karteluszku jej słowa. Słowa są istotne a nie trwają długo. Łapię efemeryczne sytuacje na dostępnych kawałku papieru.&lt;br /&gt;- &lt;em&gt;Mama!&lt;/em&gt; – Erna wbija we mnie oskarżycielski paluszek. – &lt;/span&gt;&lt;span style="color: black;"&gt;&lt;em&gt;Ja widziałam, jak ty piszesz na moich pjacach z pszedszkoja!&lt;/em&gt;Hm. Tak. Owszem.&lt;br /&gt;- &lt;em&gt;Widziałam, jak pisałaś!&lt;/em&gt; – ciągnie Erna. Mars pomiął jej rysy, zmarszczył czoło. &lt;br /&gt;Nowy Człowiek podnosi głowę. &lt;br /&gt;- &lt;em&gt;No i co z tego?&lt;/em&gt; – pyta.&lt;br /&gt;Erna opuszcza i unosi ręce, desperacko uderza się w uda, przewraca parą zdesperowanych oczu. Jęczy:&lt;br /&gt;- &lt;em&gt;Aje to są moje pamiątki!&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;Gdybyśmy przechowywali wszystkie, za pół roku musiałabym wynająć halę wielkopowierzchniową i tam zorganizować magazyn.&lt;br /&gt;- &lt;em&gt;Zrobisz sobie nowe&lt;/em&gt;. – rzeczowo radzi Nowy Człowiek.&lt;br /&gt;- &lt;em&gt;Ale ja później już nie bende tak umieć!!!&lt;/em&gt; – wyje Erna.&lt;br /&gt;Więc może jednak ma świadomość, że omnipotencja właściwa dzieciństwu jest przejściowa?&lt;br /&gt;;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- &lt;em&gt;Mama!&lt;/em&gt; – na swojej długości fali nadaje Silny. &lt;em&gt;– MAAA-MAAA!&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;Prawdopodobnie utknął na trójkołowcu, umie tylko do przodu.&lt;br /&gt;- &lt;em&gt;Mama&lt;/em&gt;, - Erna mnie ciągnie za poły. – &lt;em&gt;Piki woła cię! Podobno ma jakieś spjawy …&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Cóż, gnam je rozwiązać.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Calibri;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8794707516820465746-3690424323257373008?l=zimnoblog.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zimnoblog.blogspot.com/feeds/3690424323257373008/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zimnoblog.blogspot.com/2011/03/1965.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8794707516820465746/posts/default/3690424323257373008'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8794707516820465746/posts/default/3690424323257373008'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zimnoblog.blogspot.com/2011/03/1965.html' title='1.965'/><author><name>zimno</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17933978515201703149</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='30' src='http://3.bp.blogspot.com/-XHHowLmKxLY/Tu8jcCHNd-I/AAAAAAAAAc0/ZltwKm6GrXA/s220/z_19%2B12%2B11_%2Bml.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8794707516820465746.post-1419120866071645992</id><published>2011-02-28T18:44:00.000+01:00</published><updated>2011-10-23T18:47:09.494+02:00</updated><title type='text'>1.964</title><content type='html'>&lt;span style="font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style="color: black;"&gt;Zwykle nie czytam dodatków sportowych, ale dzisiaj miasto stało. Przejrzałam w korku wydanie główne, przekartkowałam dodatek lokalny, dotarłam do wiadomości sportowych, na&lt;/span&gt; &lt;a href="http://poznan.gazeta.pl/poznan/1,36001,9175040.html" target="_blank"&gt;ostatniej &lt;/a&gt;&lt;span style="color: black;"&gt;stronie jaśniał łagodny uśmiech Przystojnej Pani Prezes. Tekst wokół zdjęcia czytałam niedbale między kolejnymi światłami, same złote myśli, jak to w dodatku o kopaniu. Nagle [aż tu nagle!] krzyknęło do mnie zdanie:&lt;br /&gt;- &lt;em&gt;Tę rewolucję prowadzi nie generał obwieszony orderami, a piękna młoda kobieta – stwierdził [bydgoski dziennikarz Józef Herold].&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Abstrahuję od merytorycznych kompetencji Pani Prezes, nie znam ich, nie mam narzędzi do oceny, zresztą – kompetencje wyjściowe nie wydają się ważne. Pani Prezes reprezentuje kapitał zainwestowany w „Wartę”, co w normalnych okolicznościach rynkowych jest wystarczającą legitymizacją [abstrahuję od słuszności tego, celowości i tak dalej]. Teraz powinna coś zrobić, czegoś dokonać albo coś zawalić, żeby to poddać ocenie, powinno dać jej się czas. &lt;br /&gt;Okoliczności, że jest młoda i piękna to fakty.&lt;br /&gt;Ale nie rozumiem i bulwersuje mnie i nie ma we mnie zgody na omawianie walorów ciała Pani Prezes w kontekście jej pracy.&lt;br /&gt;Gdyby była Przystojnym Panem Prezesem nikt nie ośmieliłby się zwrócić na głos uwagi, że ma profil i uśmiech, jak Brad Pitt.&lt;br /&gt;I że jest Tak Powabny, że paniom w jego towarzystwie miękną kolana.&lt;br /&gt;Natomiast omawianie zalet kobiecej figury, urody, uroku i roztaczanej aury w kontekście pracy nie budzi sprzeciwów. Ba, wydaje się nawet zabawne. Wpisuje się wręcz w ten szarmancki/sarmacki sznyt . W ów podawany paniusi na odchodnym płaszczyk. W tę rączkę dociągniętą do męskich ust kosztem wyrwania ręki ze stawu i żarliwie ucałowaną. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Więc proszę nie wpisywać w ukrytych komentarzach tekstów w stylu, że „ja uważam, że w naszym kraju są spełnione wszystkie postulaty równościowe, a pozycja kobiet jest dokładnie taka sama, jak facetów, albowiem mój mąż wstaje do dziecinnych smarków nad ranem”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bo nie są spełnione te nieszczęsne postulaty. &lt;br /&gt;Bo męskocentryczna mentalność to fakt.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;[W tym miejscu Nowy Człowiek zamachałby rękami, wzruszył ramionami, westchnąłby z emfazą.&lt;br /&gt;- &lt;em&gt;Spokojnie, spokojnie,&lt;/em&gt; - rzekłby. – &lt;em&gt;git, mamuś&lt;/em&gt;.]&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Więc git/kit.&lt;br /&gt;Dobranoc.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8794707516820465746-1419120866071645992?l=zimnoblog.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zimnoblog.blogspot.com/feeds/1419120866071645992/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zimnoblog.blogspot.com/2011/02/1964.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8794707516820465746/posts/default/1419120866071645992'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8794707516820465746/posts/default/1419120866071645992'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zimnoblog.blogspot.com/2011/02/1964.html' title='1.964'/><author><name>zimno</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17933978515201703149</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='30' src='http://3.bp.blogspot.com/-XHHowLmKxLY/Tu8jcCHNd-I/AAAAAAAAAc0/ZltwKm6GrXA/s220/z_19%2B12%2B11_%2Bml.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8794707516820465746.post-3692410050535133086</id><published>2011-02-26T18:50:00.000+01:00</published><updated>2011-10-23T18:51:31.359+02:00</updated><title type='text'>1.963</title><content type='html'>&lt;span style="font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style="color: black;"&gt;Jest takie miejsce na drodze między domem a przedszkolem, park pokryty zszarzałym śniegiem, w którym, kiedy je mijamy co rano, Erna z precyzją zegarmistrza pyta:&lt;/span&gt;&lt;span style="color: black;"&gt;&lt;em&gt;- Mama, a gdzie żyją wenże?&lt;br /&gt;- Pod liśćmi,&lt;/em&gt; - mówię. – &lt;em&gt;w jamkach, w grotach, w …&lt;/em&gt;Erna nie czeka, aż dokończę listę. Zaczyna chrząkać, kwiczeć, popiskiwać, imituje głosy zwierząt a ja mam zgadywać, czyje.&lt;br /&gt;-&lt;/span&gt;&lt;span style="color: black;"&gt;&lt;em&gt; A skłik-skłik co jobi?&lt;br /&gt;- Nie mam pojęcia.&lt;/em&gt;Erna wydycha ze świstem powietrze.&lt;br /&gt;- &lt;em&gt;Przecież to jest dejfin słodkowodny&lt;/em&gt;!&lt;br /&gt;Fakt, prościusieńkie.&lt;br /&gt;- &lt;em&gt;Fuuuj!&lt;/em&gt; – Erna się wykrzywia z obrzydzeniem. – &lt;em&gt;Masz pjame!&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;Już parkujemy pod przedszkolem, już się spóźniłyśmy. Gdzie ta plama? Na kurtce? Na szalu? Na torebce?&lt;br /&gt;- &lt;em&gt;Na szybie gójnej,&lt;/em&gt; - wzdycha Erna. – &lt;em&gt;ptaka kupe.&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;Uf.&lt;br /&gt;-&lt;em&gt; A ptaki jobią siku?&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;Nie. &lt;br /&gt;To jest nieprzemijający motyw – topos wydalania i trawienia.&lt;br /&gt;- &lt;em&gt;Mama,&lt;/em&gt; - Erna się bez pośpiechu gramoli z fotelika, zgarnia rozrzucone rękawiczki. – &lt;em&gt;a jak się zdejmie z góji ptaka kupe, to bendzie w śjodku siku? &lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;-----------------------------------------------------------------------------&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Lubię kontestować upływ czasu [przecież to niemożliwe, żeby mi w takim tempie wyciekał], ale fakty są bezlitosne - Erna przeszła i z powodzeniem zakończyła rekrutację do podstawówki. Ahoj, podwójnie szkolny wrześniu.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color: black; font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;[Różowa wieża Montessori rosła pod palcami Erny z nad-prędkością. Erna zrezygnowała z opcji „tłumaczenie, o co chodzi w zdaniu”.&lt;br /&gt;- &lt;em&gt;Sama wiem,&lt;/em&gt; - rzuciła. – &lt;em&gt;to pjościzna.&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;I ostatecznie się wspięła na krzesełko, żeby dołożyć kilka ostatnich elementów, bo kompletna konstrukcja na stole okazała się znacznie wyższa od budowniczej.&lt;br /&gt;O, gwiazdo zaranna, zeszła na mnie duma macierz-yńska.]&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: black;"&gt;-----------------------------------------------------------------------------&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- &lt;em&gt;Mama,&lt;/em&gt; - Erna łypnęła spod wełnianej fałdy beretu. – &lt;/span&gt;&lt;span style="color: black;"&gt;&lt;em&gt;a ja, jak bende duża to bende kombojką.&lt;br /&gt;- Mhm&lt;/em&gt;. – mruknęłam.&lt;br /&gt;&lt;em&gt;- A komboje nadal są potrzebni?&lt;/em&gt; – spytała zaaferowana Erna.&lt;br /&gt;Jest z pragmatycznego pokolenia. &lt;br /&gt;Potwierdziłam:&lt;br /&gt;- &lt;/span&gt;&lt;span style="color: black;"&gt;&lt;em&gt;Pewnie.&lt;br /&gt;- A do czego?&lt;/em&gt; – zainteresowała się Erna.&lt;br /&gt;- &lt;em&gt;Do pasienia krów.&lt;/em&gt; – odrzekłam.&lt;br /&gt;- &lt;em&gt;A fuuuj!&lt;/em&gt; – zmarszczyła się Erna. &lt;br /&gt;Pomilczała przez chwilę. Przepuściłam ją przodem do samochodu, uchyliłam drzwi. Erna rzuciła mi chmurne spojrzenie.&lt;br /&gt;&lt;em&gt;- Wygjondam tejas jak stjaszny spajdejmen?&lt;/em&gt; – spytała.&lt;br /&gt;- &lt;em&gt;Pewnie.&lt;/em&gt; – upewniłam ją żarliwie. – &lt;em&gt;Jak odrażający, dziki i agresywny.&lt;/em&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8794707516820465746-3692410050535133086?l=zimnoblog.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://zimnoblog.blogspot.com/feeds/3692410050535133086/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://zimnoblog.blogspot.com/2011/02/1963.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8794707516820465746/posts/default/3692410050535133086'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8794707516820465746/posts/default/3692410050535133086'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zimnoblog.blogspot.com/2011/02/1963.html' title='1.963'/><author><name>zimno</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17933978515201703149</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='30' src='http://3.bp.blogspot.com/-XHHowLmKxLY/Tu8jcCHNd-I/AAAAAAAAAc0/ZltwKm6GrXA/s220/z_19%2B12%2B11_%2Bml.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8794707516820465746.post-4838231886068459517</id><published>2011-02-24T18:55:00.000+01:00</published><updated>2011-10-23T18:57:42.290+02:00</updated><title type='text'>1.962</title><content type='html'>&lt;span style="font-family: &amp;quot;Verdana&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 10pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style="color: black;"&gt;Jeszcze pewnie z pół roku temu mogłam czytać Silnemu na dobranoc „Przekrój”, „Politykę”, albo dowolne popisy erudycyjne Zygmunta Baumana – wszystko przyjmował z równym entuzjazmem, słuchał z uwagą każdej fabuły uwielbianej przez starsze nielaty, skoncentrowany – jak myślę - bardziej na barwie głosu i na intonacji, niż na śledzeniu akcji. Aż tu nagle któregoś dnia – bach!, koniec, pojękiwanie, szarpanie za okładkę. Powieść czytana rozdziałami? Zapomnij. Silny się nudzi, Silny nie łapie intrygi, bo się zawiązała przed kilkoma dniami. Silny chce czytać coś, co ogarnie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wtedy trafiłam na tłumaczenia ze szwedzkiego i się wszyscy zakochaliśmy w Bincie, która tańczy, rytmicznie wybijając nogami &lt;em&gt;tin-tin-tin &lt;/em&gt;(pupa mamy w tym czasie wywija &lt;em&gt;bombeli-bombeli-bom&lt;/em&gt;, natomiast pupa Ajszy …), smakowita wieczorna lektura, samoczytające się zdania. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Silny z uwagą śledził poszukiwania. Gdzie jest Binta? Może na nosie Lalo?&lt;br /&gt;- &lt;em&gt;Hi hi hi.&lt;/em&gt; &lt;b
